pixel Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Lubię czytać słowniki. A najbardziej lubię znajdować słowa, których nie da się prosto przetłumaczyć. ...
2017-09-01 10:00:00

Na wolnym powietrzu

„Możni wypoczywający w wieczornym chłodzie”, 1887, Yōshū (Hashimoto) Chikanobu; źródło: zbiory Met Museum
Na wolnym powietrzu
Na wolnym powietrzu

Lubię czytać słowniki. A najbardziej lubię znajdować słowa, których nie da się prosto przetłumaczyć. Żeby je wyjaśnić, trzeba opisać szerszy kontekst, czasem opowiedzieć historię, uruchomić wyobraźnię.

Czyta się 1 minutę

Utepils mówią Norwegowie, żeby opisać przyjemność picia piwa na zewnątrz, pod gołym niebem, w pierwszy ciepły dzień roku. O tej porze bardziej może się przydać słowo peiskos – związane z radością i przyjemnością, jakie daje siedzenie przy ognisku. Oba wyrazy znam dzięki The Positive Lexicography Project, słownikowi tworzonemu przez Tima Lomasa, brytyjskiego psychologa, który zbiera niezwykłe terminy dotyczące dobrostanu. I oba bliskie są kolejnemu wyrazowi, wymyślonemu podobno przez pisarza Henryka Ibsena: friluftsliv. W wierszu „Paa Vidderne” („Na szczytach gór”) pisał:

„...jestem wolny!/ W samotnym „pieskim rogu”,/ Mój obfity połów, wezmę/ Tam, gdzie jest ognisko domowe, i stół,/ I friluftsliv w moich myślach”.

Friluftsliv to dosłownie „życie na wolnym powietrzu”. Ale to także życie  w harmonii z naturą, jej rytmem. I tak, używają go Norwegowie, u których bywa znacznie chłodniej niż w naszej szerokości geograficznej (temperatura za moim oknem spadła w ciągu ostatniej doby prawie o dziesięć stopni). Tłumaczą, że nie da się zrozumieć, o co dokładnie chodzi, jeśli się nie wyjdzie z domu, nie pójdzie na długi spacer, nie spędzi przynajmniej kilku godzin pod gołym niebem, nie poczuje na skórze wiatru, słońca i wilgoci.

Do tego, żeby odłożyć telefon i laptop, i ruszyć się z krzesła, zachęcają też lekarze z sąsiedniej Szwecji. Anders Hansen i Carl Johan Sundberg w książce Projekt zdrowie piszą, że każda godzina aktywności fizycznej przedłuża życie o dwie do pięciu godzin. Ale nie zmuszają od razu do wyczynowego sportu i bicia rekordów:

„Jak dużo ruchu powinieneś zażywać profilaktycznie, by znacząco zmniejszyć ryzyko zachorowań na różne choroby? Odpowiadamy natychmiast: wystarczy pół godziny szybkiego spaceru dziennie”.

Ci, którzy zdecydują się wyjść z domu na dłużej, mogą poznać smak innego norweskiego trudnego do przetłumaczenia słowa: gjensynsglede. To radość ze spotkania kogoś, kogo się dawno nie widziało.

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!