Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 7 „Przekrojowych” tekstów oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
kultura fizyczna
Wojtek Antonów

Lot nad zamarzniętym jeziorem

Zalew Zegrzyński, zima 2017/2018, zdjęcia: Wojtek Antonów
Lot nad zamarzniętym jeziorem
Lot nad zamarzniętym jeziorem

Kiedyś to były zimy. W latach 20. XX w. mazurskie jeziora od listopada do kwietnia skuwał lód. Po grubej skorupie można było podróżować saniami zaprzężonymi w konie, a rybacy siekierami wycinali przeręble wielkości chałupy. Co jakiś czas na lodzie pojawiały się też białe żagle: bojery.

Położona nad jeziorem Święcajty wieś Ogonki w latach międzywojennych (kiedy nazywała się Schwenten) była europejską stolicą lodowego żeglarstwa. Na rozegranych tam w latach 30. międzynarodowych regatach wystartowało prawie 120 ślizgów. Z tamtych czasów zachował się film Tanzende Kufen (Tańczące płozy), który pokazuje, jak bardzo popularny i rozwinięty był sport bojerowy. Czarno-białe zdjęcia Wilhelma Siema przenoszą widzów na zamarznięte tafle mazurskich jezior – 80 lat temu goszczące najlepszych lodowych żeglarzy z Niemiec, ZSRR, Polski i krajów bałtyckich.

Głośnym wydarzeniem był wtedy wyczyn Georga Teppera, właściciela miejscowego tartaku, który na zbudowanym przez siebie drewnianym bojerze pobił rekord prędkości na lodzie, osiągając 140 km/h. Niektórzy twierdzą, że jego Feuer­vogelem, czyli Ognistym Ptakiem, sterował niemiecki lotnik nazwiskiem Storch (nomen omen – bocian), co nie zmienia faktu, iż wynik wciąż jest imponujący. Dzisiejszy rekord świata to 170 km/h na nowoczesnym bojerze, skonstruowanym z użyciem najlżejszych, nowatorskich plastikowych tworzyw.

Superbojer z Detroit

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

7 to nadzwyczajna liczba w numerologii – w Chinach brzmi podobnie do słowa „pewny”. U nas masz siedem pewnych i bezpłatnych artykułów do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

Ślizgi lodowe na początku służyły do transportu towarów i ludzi. Pierwsze konstrukcje łączące sanie z łodzią żaglową powstały na początku XVII w. w Holandii i stamtąd też pochodzi polska nazwa: bojer. Holenderscy emigranci zabrali umiejętność budowy ślizgów do Ameryki, skąd moda na rekreacyjne żeglowanie po lodzie dotarła na początku XX w. do Europy i stała się niezwykle popularna w Prusach Wschodnich.

W tamtych czasach najbardziej znanym modelem bojera był Monotyp XV, stworzony przez estońskiego konstruktora Erika von Holsta, u którego uczył się Tepper. W 1937 r. w amerykańskim dzienniku „Detroit News” ogłoszono konkurs na projekt lodowej łódki, którą można zbudować w domowym warsztacie. Jedną z odpowiedzi stanowił Blue Streak 60 zbudowany przez Archiego Arrola – smukły, jednoosobowy pojazd na trzech płozach z jednym trójkątnym żaglem. Konstrukcja była udana, tania i łatwa do wykonania. Dzięki temu, że dokładny plan budowy tego bojera opublikowano na łamach „Detroit News”, zyskał on nazwę DN i szybko wyparł starsze ślizgi. Do dziś DN to najpopularniejsza klasa żeglarstwa lodowego.

Latanie

Bojerem się nie pływa, nie żegluje, nie jeździ. Bojerem można latać. Przy dobrym wietrze rozpędzenie się na lodzie do 80–90 km/h nie stanowi problemu. Kontakt z podłożem zapewniają stalowe płozy, które stawiają minimalne opory. Przy tak lekkiej konstrukcji i przyspieszeniu podobnym do wyścigowego samochodu sternik leżący kilkanaście centymetrów nad zamarzniętym jeziorem może faktycznie czuć się tak, jakby leciał.

Przed startem do lotu trzeba jednak bojer rozpędzić. Najlepszy będzie krótki sprint, po którym sternik musi wskoczyć i położyć się w wąskim kadłubie. Gdy ślizg nabierze prędkości, trzeba ustawić się do wiatru. Kierunek można zmieniać dzięki ruchomej przedniej płozie, którą steruje się stopami. Ręce kontrolują szot grota pracującego tuż nad głową leżącego sternika. Technika poruszania się na bojerach podobna jest do znanej z żeglarstwa czy windsurfingu. Może nawet bardziej do tej drugiej, bo na bojerach, podobnie jak na desce, „lata” się tylko z jednym żaglem.

Jednak bojery to sport, który wymaga szczególnej zwinności – po dniu spędzonym w pozycji leżącej mogą boleć wszystkie mięśnie.

Jest zima…

…to musi być zimno! Niektórzy „latanie” bojerem porównują do wystawienia głowy z pędzącego samochodu przy –10°C i padającym śniegu. Może być w tym wiele prawdy, jednak fanów lodowego żeglarstwa nie brakuje. „Nie ma złej pogody, jest tylko nieodpowiednie ubranie” – mówi pan Andrzej, który na bojerach lata już 40 lat. Wspomina również, że kiedyś przy dochodzących do –30°C mrozach uszył sobie kombinezon z babcinej pierzyny. Ostatecznie jednak z niego nie korzystał, bo było mu w nim… za gorąco. Dziś, mając do dyspozycji techniczną bieliznę termiczną (najlepiej kilka warstw) i kombinezony narciarskie, bez problemu można znieść kilka godzin na lodzie. „Latając, nie czuję temperatury, adrenalina i wysiłek fizyczny robią swoje. Problem zaczyna się, jak za długo stoję i gadam” – dodaje Andrzej i odbiega w stronę jeziora ze swoim DN 60.

Wyposażenie bojerowców uzupełniają zwykle grube rękawice, ciepłe buty z dobrą przyczepnością do lodu (lub nawet z kolcami), gogle narciarskie i obowiązkowy kask. Zamarznięte jeziora nie są gładką lodową taflą, zdarza się trafić na zamrożone bryły czy pęknięcia, które mogą być przyczyną wywrotki. Wypadki nie zdarzają się tu jednak częściej niż w innych sportach zimowych. Mimo to latanie bojerem uznawane jest za żeglarski sport ekstremalny, choć bardziej z powodu emocji, jakie wywołuje i rozwijanych prędkości.

Najlepsza pogoda na bojery to oczywiście mroźna zima. Stała ujemna temperatura gwarantuje grubą i stabilną powłokę lodu na jeziorach, zapewniając bezpieczne latanie. Ocenę, czy grubość tafli jest wystarczająca i czy warunki atmosferyczne nie stworzyły niewidocznych zagrożeń, należy pozostawić osobom, które mają w tej kwestii doświadczenie. Innymi słowy – najlepiej latać tam, gdzie latają takie osoby jak pan Andrzej.

Skipper na lodzie

Polska od lat znajduje się w czołówce lodowego żeglarstwa. Legendarnym już, ale wciąż aktywnym zawodnikiem jest Karol Jabłoński, jeden z najbardziej znanych polskich skipperów. Odnosił sukcesy w prestiżowych regatach jachtowych i prowadził profesjonalne teamy żeglarskie, niewiele osób jednak wie, że jest także dwunastokrotnym mistrzem świata na lodzie. Na międzynarodowych imprezach oprócz Jabłońskiego na podium zazwyczaj stają również Polacy, np. w zeszłorocznych mistrzostwach Europy w klasie DN zdobyliśmy pierwsze cztery miejsca. Pomimo tak wielkich sukcesów bojery uznawane są w Polsce za dyscyplinę niszową. Niewiele mówi się o nich w mediach, a szkoda, bo jest się czym chwalić. Poza tym bojery to sport trudny – zarówno technicznie, jak i fizycznie. Uprawianie go na światowym poziomie wymaga wielu poświęceń. W grę wchodzą też spore wydatki, bo bojer, na którym można startować w regatach, kosztuje tyle co średniej klasy samochód.

Gdzie się ślizgać

W mroźną styczniową niedzielę na Jeziorze Charzykowskim koło Chojnic, gdzie w latach 50. XX w. zbudowano pierwszy w Polsce model DN, można spotkać nawet kilkadziesiąt bojerów. Na linii startu zeszłorocznych mistrzostw Polski pojawiło się ich ponad 100. Po lodzie latają zabytkowe Monotypy, różne rodzaje klasy DN, a także windsurfingi z płozami. Nie brakuje domowych konstrukcji, wykonanych przez pasjonatów, którzy swoimi projektami chętnie dzielą się w Internecie. „Budowa zajęła mi trzy lata, ale teraz mam jeden z szybszych bojerów w okolicy. Według GPS leciałem już 120 km/h, jednak wiem, że stać nas na więcej” – mówi Wiktor, który swój ślizg zbudował na podstawie planów odziedziczonych po dziadku. Drewnianą konstrukcję zastąpił jednak plastikowym kadłubem i zastosował nowoczesny, elastyczny maszt.

Fanów lodowego żeglarstwa widuje się w całej Polsce. Główne ośrodki bojerów to Zalew Wiślany, Jezioro Charzykowskie czy znane z mazurskich szlaków Śniardwy, Mikołajskie i Niegocin. Wszędzie tam w sezonie działają wypożyczalnie sprzętu i można poznać ludzi, którzy pomogą zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi.

Jednym z najpopularniejszych bojerowych akwenów jest położony 30 km od Warszawy Zalew Zegrzyński. W każdy weekend, przy sprzyjających warunkach lodowych organizowane są tu kursy dla chcących uzyskać patent lodowego żeglarza. Choć od 2006 r. taki dokument nie jest obowiązkowy, to jednak warto swoją przygodę na lodzie rozpocząć od nauki podstaw.

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!