pixel Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści
Przekrój
Rekord Pawła w pięcioletniej karierze to 46 dostarczonych przesyłek w jeden dzień. „Hinol” rozwozi ...
2019-08-14 23:59:00

Kurier na dwóch kółkach

zdjęcie: Raí Camara; źródło: Unsplash
Kurier na dwóch kółkach
Kurier na dwóch kółkach

Kurierstwo rowerowe swoje początki miało już w drugiej połowie XIX w. Wtedy z usług kurierów zaczęła korzystać m.in. paryska giełda, a później, pod koniec XIX w., kurierzy rowerowi byli także coraz popularniejsi w większych amerykańskich miastach.

Czyta się 8 minut

Najprawdopodobniej pierwsza rowerowa firma kurierska w Polsce rozpoczęła swoją działalność w 1996 r. Taką właśnie datę narodzin profesjonalnej polskiej kurierki rowerowej podawał w tekście sprzed prawie dwóch dekad Mikołaj Lizut w „Gazecie Wyborczej”. Idea stopniowo docierała do innych miast. Działająca do dziś jedna z pierwszych krakowskich firm – Qrier – powstała cztery lata później, a przecierający szlaki na Dolnym Śląsku Wrocławscy Kurierzy Rowerowi zaczęli działać dopiero w 2007 r.

Szacuje się, że przedsiębiorstw zatrudniających kurierów rowerowych jest dziś w naszym kraju kilkadziesiąt. Działają głównie w większych miastach, m.in. w Warszawie, Krakowie, Katowicach, Wrocławiu, Łodzi, Poznaniu, Szczecinie, Gdańsku.

Choć trudno w to uwierzyć, widok kuriera na rowerze w 2019 r. nadal wzbudza wśród niektórych zdziwienie. – Ludzie są zaskoczeni: to my mamy we Wrocławiu kurierów rowerowych? – mówi Judyta z ekipy Wrocławskich Kurierów Rowerowych. Najprawdopodobniej jest jedyną kobietą-kurierem w mieście. Od określenia „kurierka” zdecydowanie woli jednak formę męską.

– Kurierzy to najczęściej miłośnicy kolarstwa. Ludzie, którzy przychodzili do nas do pracy tylko po to, żeby zarobić pieniądze, nie wytrzymywali długo. Zostają pasjonaci – twierdzi Jacek Gil, właściciel firmy Qrier. W branży od niemal 20 lat, wśród kolegów nazywany jest „ojcem krakowskiej kurierki”. – Pytam kurierów, czy każdy może pracować w ich zawodzie. Słyszę, że każdy. Ale potem i tak wszystko weryfikuje rzeczywistość.

Dziennie pokonują na rowerach nawet 100 kilometrów. – To może wydawać się dużo, ale pamiętajmy, że to dystans przejechany w trakcie 7-8 godzin pracy – zaznacza Piotr „Hinol” Ostachowski, kurier rowerowy z Krakowa z pięcioletnim stażem.

Kurier rowerowy musi cały czas kombinować, w jaki sposób ułożyć trasę, by przesyłki dostarczyć jak najszybciej i najefektywniej. – Dyspozytor zleca zamówienia, które układają się w jedną spójną trasę. Wie, w którym rejonie jestem, ale to przede wszystkim kurier odpowiada za planowanie pracy – wyjaśnia Paweł z Krakowa.

Marmurowa płyta i sztuczna szczęka

Co przewożą kurierzy? Każde miasto ma swoją specyfikę. We Wrocławiu lwią część zamówień stanowią przesyłki z próbkami od weterynarzy dostarczane do laboratorium. – Przewozimy też zapomniane przez kogoś klucze, laptopy, a czasem nawet ludzie wysyłają bliskiej osobie śniadania. Wtedy ktoś dzwoni do kuriera, a potem wręcza mu do przewiezienia colę i kanapkę – wylicza Judyta.

W Krakowie sporo zleceń pochodzi od architektów wysyłających dokumenty do urzędów, a także od stomatologów oraz protetyków. Często zdarza się, że kurier wiezie w torbie sztuczną szczękę lub inną protezę dla pacjenta, który siedzi już na fotelu dentystycznym i na nią czeka.

– Gabinetów dentystycznych na niektórych ulicach jest często więcej niż sklepów spożywczych. Lekarze konkurują tym, że mogą o wiele sprawniej zająć się pacjentem – mówi Jacek Gil.

„Hinol” wiózł kiedyś pewnej kobiecie obrazek od tajemniczego wielbiciela. Transportował też pięciokilogramowy kawałek płyty marmurowej, którą przesyłali sobie architekci pracujący nad jakimś projektem. Paweł transportował natomiast kartony z kilkudziesięcioma winami.

Kontakty z klientami najczęściej ograniczają się do: „dzień dobry”, „dziękuję” i „do widzenia”. Choć bywają wyjątki. – Znam przypadek, w którym kurier związał się z panią z recepcji firmy, z którą współpracował. Tak często tam bywał, że zaczęli się spotkać – mówi Paweł.

Wpadki się zdarzają tak jak w każdym zawodzie. Plus jest taki, że zwykle można je naprawić.

– Kiedyś aż trzy razy w krótkim czasie zdarzyło mi się zabrać ze sobą do domu próbki od weterynarzy. Przyjeżdżałam do laboratorium, wyczytywałam im wszystko, co przywiozłam i zapominałam to zostawić. Zmarznięta wracałam do domu, myśląc o tym, żeby wypić coś ciepłego. Zaglądałam do torby, a tam... Musiałam szybko wrócić – wspomina Judyta.

Tempo jest ważne w ich pracy, ale kurierzy nie zapominają o bezpieczeństwie. – Kurierka nie polega na tym, że słyszymy wystrzał z pistoletu i jedziemy po te przesyłki na zabój. Zdarzają się pilne zlecenia, ale to może 10% w skali całego dnia – mówi Jacek Gil.

– Nie wyobrażam sobie, żeby kurier przewoził przesyłkę, od której zależy czyjeś życie i zdrowie. Dlatego nigdy też własnego życia ani zdrowia nie ryzykowałem – podkreśla Paweł.

Endorfinami w niepogodę

Choć jednym z największych wyzwań w pracy kuriera jest zderzenie z kapryśną polską aurą, doświadczeni zawodowcy mają swoje sposoby.

– Kiedy pogoda się psuje, kilka razy dziennie słyszę pytania: „czy nie jest panu zimno?”. Odpowiadam, że nie, wręcz przeciwnie, jest mi ciepło, bo jestem ubrany, jak należy – wyjaśnia Piotr „Hinol” Ostachowski. Jego własny sposób na zimę to bielizna termoaktywna, wodoodporne buty, rękawiczki, kurtka z goreteksu. I jeszcze dodatek, którego nie kupi się w żadnym odzieżowym sklepie.

– Naukowo udowodniono, że wysiłek powoduje uwalnianie endorfin. Osoba siedząca przy biurku jest przerażona, kiedy musi wyjść na zewnątrz np. w trakcie deszczu. Dla osoby będącej w ruchu nie stanowi to problemu. Jeżeli jest dużo pracy, nie zauważa się tego, że jest zimno i mokro – mówi kurier.

Judyta na początku stawiała na bawełniane legginsy, jak ognia unikała sztucznych materiałów. Zmieniła zdanie. – Plastikowe ciuchy to nie tylko ortalionowy dresik, który nie uwalnia wilgoci, ale też fajnie zrobione materiały, które oddychają, zatrzymują wiatr – przekonuje. Zimą jeździ głównie w polarach, na pierwszą warstwę wybiera coś termoaktywnego. Z kurtki zrezygnowała, bo częściej dopadało ją przeziębienie.

Zdrowy jak kurier

Oficjalnie kurierzy przekonują mnie, że odżywiają się zdrowo, jadłospis mają całkowicie zbilansowany, pełen witamin. W praktyce bywa jednak różnie, bo w trakcie pracy nie zawsze jest czas na odpowiednie zadbanie o żołądek.

Aplikacja Pawła wyliczyła, że rozwożąc przesyłki, potrafił spalić nawet 2,5 tys. kalorii dziennie. Na śniadanie zjadał sporą jajecznicę, a w ciągu dnia albo nic, albo parę drożdżówek, albo kanapkę. – Z pełnym brzuchem ciężko się jeździ – twierdzi. W upały wypijał za to dużo wody – nawet 6-7 litrów.

– Dużo jem, a nic po mnie nie widać. Koleżanki mnie nienawidzą, a chłopak zazdrości, bo pracuje przed komputerem i ciągle musi sobie wymyślać jakieś diety – śmieje się Judyta. Na śniadanie cztery duże kanapki albo wielka miska owsianki. W ciągu dnia przekąski. Kiedyś zjadała jedną tabliczkę czekolady lub nawet 3-4 pączki, dziś stara się zastępować słodycze wieloziarnistą kajzerką popijaną sokiem.

Piotr „Hinol” wszedł niedawno na specjalną wagę mierzącą poziom tłuszczu w organizmie. Wynik – 9,5 proc. Wiek metaboliczny Piotra to 14 lat, choć w dowodzie ma o 15 więcej.

Moi rozmówcy na zdrowie nie narzekają, choć praca czasem odbija się na ich samopoczuciu. – Pojawiają się problemy z kręgosłupem, w końcu jeździ się pochylonym do przodu i wiezie się plecak – mówi Paweł.

Judycie dokuczają mięśnie, raz w roku robi sobie 3-4 tygodniowy urlop, żeby się zregenerowały. Pomaga. Za każdym razem, gdy wraca do pracy, ma wrażenie, że czuje się jeszcze lepiej, niż po poprzednim urlopie.

Narzędzie pracy

W sieci można przeczytać, że kurierzy poruszają się praktycznie tylko na „ostrym kole”, czyli rowerze, w którym przy obrocie tylnego koła obracają się również pedały. W efekcie jadąc „ostrym kołem”, trzeba pedałować, nawet zjeżdżając z górki, a hamuje się siłą mięśni nóg.

– Nie mam „ostrego koła”, nie jestem pewna, czy to dla mnie. Ja po prostu lubię się bawić przerzutkami – mówi Judyta.

– „Ostre koło” to przeżytek, w krakowskiej kurierce praktycznie nikt już na tym nie jeździ – mówi Piotr „Hinol”. Sam wybrał rower własnej konstrukcji: rama roweru górskiego, szosowe przełożenia, a także bagażnik, do którego można wstawić nawet trzydziestokilogramową przesyłkę.

– W profesjonalnej kurierce rowerowej najbardziej sprawdzają się rowery przełajowe – uważa Jacek Gil. Stosunkowo nowym rozwiązaniem wśród polskich kurierów są rowery cargo z ogromnym bagażnikiem z przodu.

Wspólnota

– Kurier zawsze pomoże kurierowi, nieważne, gdzie się pojedzie – mówi Paweł. Kiedy jeździł po świecie i spotykał się z kolegami z branży, oferowali mu nocleg lub pożyczenie roweru. Są też organizowane ogólnopolskie oraz międzynarodowe mistrzostwa kurierów rowerowych, sprzyjające przecież nawiązywaniu kontaktów.

– W mieście nie ma walki między firmami kurierskimi. Często spotykamy się na wspólnych wyjazdach czy grillach – dodaje.

– Jeśli nie możemy przewieźć danej przesyłki, dzwonimy do kolegi z konkurencji. Klient nawet nie wie, że paczkę przewoziła mu inna firma. Ważne, żeby dotarła na czas i żeby był zadowolony – mówi Jacek Gil.

Rzeczywistość nie jest jednak różowa. Wielu kurierów zarabia pieniądze tylko od dostarczonej przesyłki. A to oznacza, że tracą płynność finansową np. w związku z dłuższą chorobą. – Nie jeżdżę, nie zarabiam. W przypadku kontuzji nie mam za co jeść, nie mam za co żyć – mówi Paweł. W ostatnich tygodniach po pięciu latach odszedł z branży. Poszukiwał stabilizacji.

Dlatego kurierzy na pierwszym miejscu nie stawiają kwestii finansowych, ale przede wszystkim pasję. – Ciężko mi sobie wyobrazić, by dla kogoś była to po prostu praca – twierdzi Paweł.

– Zdarzają się przypadki, w których kurier odchodzi z pracy, by iść do korporacji, ale i tak wraca po paru miesiącach. Mówi, że kasa była, co prawda, fajna, ale tam nie wytrzymał – mówi Judyta.

Zdradza mi, co będzie robić, jeśli wygra milion w „totka”. Będzie jeździła dalej. Nawet za darmo.


W dniach 15-18 sierpnia w Krakowie odbędą się Mistrzostwa Polski Kurierów Rowerowych. Weźmie w nich udział około 100 osób m.in. z Wrocławia, Poznania, Gdańska, Berlina, Pragi i Bratysławy.

W programie przewidziano konkurencje takie jak np. kryterium (wyścig na zamkniętej trasie, w tym roku będzie to tor gokartowy), tracklocross/cx (jazda na „ostrym kole” po trasach terenowych, konieczność wykazania się sporymi umiejętnościami), alleycat (uliczny wyścig, podczas którego każdy z uczestników musi odwiedzić kilka punktów i rozwiązać zadania).

Najważniejszym wydarzeniem jest main race, którego zwycięzcy uzyskają tytuł Mistrzyni i Mistrza Polski (warunkiem jest, by była to osoba pracująca w Polsce na co dzień). Main race to symulacja pracy kuriera na zamkniętym terenie. Zadaniem jest dostarczenie wirtualnych przesyłek. Wygrywa ten, kto opracuje optymalną trasę.

materiały prasowe
materiały prasowe

Piątka dla PRZEKROJU? A może dziesiątka? Wspierając Fundację PRZEKRÓJ, wspierasz rzetelność, humor i czar.

* Pola wymagane

Data publikacji:

Marcin Kozłowski

Pracował m.in. jako reporter radiowy i telewizyjny, teraz jego głównym zajęciem jest pisanie. Obecnie związany z portalem Gazeta.pl. W tekstach lubi opowiadać ludzkie historie. W chwilach wolnych od pracy stara się prowadzić zdrowy tryb życia. Kiedy czyta dobrą cudzą twórczość, słucha dobrej cudzej muzyki i ogląda dobre cudze dzieła, zdarza mu się płonąć z zazdrości.

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!