pixel Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

 

Halo, tu "Przekrój", Twoja lektura na jesienne dni, a w niej wszystko: od literatury po rozrywkę. Przesyłki na terenie Polski są (nadal!) darmowe, więc nie zwlekaj dłużej!

Kup numer jesienny

Jesienią działaj z głową. Jesienny numer kwartalnika możesz zamówić z dostawą do domu i w zestawie z zeszytem krzyżówek. Przesyłki na terenie Polski są (nadal!) darmowe.

Kup numer jesienny z krzyżówkami
Przekrój
Wraz z porażką w pierwszej rundzie koszykarskich playoffów i zwolnieniem trenera Bretta Browna ostatecznie ...
2020-10-12 00:00:00
kultura fizyczna
Koniec procesu

Wraz z upokarzającą porażką w pierwszej rundzie koszykarskich playoffów i zwolnieniem trenera Bretta Browna ostatecznie upadła jedna z najdziwniejszych – i zarazem najbardziej brawurowych – strategii w historii zawodowego sportu, „The Process”. Koncepcja zakładała, że zespół Philadelphia 76ers zdobędzie mistrzostwo, przegrywając.

Czyta się 9 minut

Tegoroczne rozgrywki NBA kończą się pojedynkiem pomiędzy Los Angeles Lakers i Miami Heat. Niewielu stawiało na taką parę finalistów, a żeby oddać nieprawdopodobny przebieg tego sezonu, musieliby w nim zagrać przynajmniej Harlem Globetrotters. Zacznijmy od tego, że ze względu na pandemię COVID-19 zwycięzca ligi zostanie wyłoniony nie w czerwcu, a w październiku. Aby NBA w ogóle mogła dokończyć ten sezon, 22 zespoły zgodziły się zamknąć w wielkim kompleksie sportowym Disneya na Florydzie, gdzie w pieczołowicie zaprojektowanej „bańce” spędziły trzy miesiące. Od czasu tej przeprowadzki dokończenie sezonu było zagrożone tylko raz, kiedy zawodnicy postanowili zbojkotować mecze w odpowiedzi na postrzelenie przez policjanta czarnego mieszkańca Wisconsin – Jacoba Blake’a. Nie było to aż tak zaskakujące w kontekście wcześniejszego zaangażowania koszykarzy w ruch Black Lives Matter, pomeczowych konferencji, podczas których mówili jedynie o zabójstwie George’a Floyda i Breonny Taylor i zamieszczonych na koszulkach zawodników haseł odnoszących się do kwestii rasowych. Któż jednak przewidziałby to rok temu, w czasach, gdy niewinny gest Colina Kaepernicka przez wielu uznawany był za bulwersujący?

Skutki pandemii koronawirusa dla NBA oraz zaangażowanie koszykarzy w ruchu Black Lives Matter sprawiły, że wydarzenia pierwszej części sezonu wydają się należeć do jakiejś odległej epoki. A przecież ledwie w styczniu ligą wstrząsnęła tragiczna śmierć Kobe’ego Bryanta i jego córki Gianny. Niewielu pamięta pewnie, że NBA była w żałobie już kilka tygodni wcześniej, gdy zmarł jej wieloletni komisarz David Stern. Nic dziwnego, że w tym natłoku dramatycznych wydarzeń i zmagań z wielką historią uciekają wątki pomniejsze. Opowieści, które, choć nie wstrząsnęły światem, stanowią gotowy scenariusz filmowy. Taką historią jest spektakularna porażka zespołu Philadelphia 76ers i (chyba) ostateczny koniec kontrowersyjnej strategii, którą obrał on w 2013 r. Koncepcji, która latami budziła w lidze, mediach i – przede wszystkim – na ulicach Filadelfii większe emocje niż zmagania samego zespołu. Nic dziwnego, bo plan ten zakładał, że 76ers mają przegrywać. Część fanów nazywała go szumnie „The Process”. Bo tak – wbrew pozorom – strategia ta miała swoich entuzjastów.

Korzyści z porażki

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

Decyzja władz klubu, by na kilka sezonów stać się pośmiewiskiem ligi, nie była oczywiście wynikiem hipnozy czy zbiorowego masochizmu. Poprzedziła ją chłodna kalkulacja. Klarowny plan opracowany przez architekta Procesu – menadżera Sama Hinkiego. Zatrudniony przez 76ers w 2013 r. na stanowisku głównego menadżera analityk miał w sobie wiele z bohatera filmu Moneyball. A właściwie z bohaterów, bo z jednej strony był pewnym siebie liderem jak Billy Beane, z drugiej – przetwarzającym terabajty danych nerdem w stylu Petera Branda. Plan Hinkiego był jednak bardziej radykalny niż pomysły wdrażane przez postaci grane przez Brada Pitta i Jonaha Hilla. Nowy menadżer 76ers postanowił wyrwać swój klub z przeciętności, ale nie dodając gazu, lecz hamując, a potem wrzucając wsteczny.

Zdjęcie z jednego z meczy Philadelphia 76ers (Wikimedia Commons)
Zdjęcie z jednego z meczy Philadelphia 76ers (Wikimedia Commons)

Proces polegał na bezwzględnym wykorzystaniu mechanizmów opracowanych przez NBA w celu utrzymania równego poziomu ligi. Głównym narzędziem pozwalającym na zachowanie takiego balansu jest draft, czyli coroczny nabór 60 nowych zawodników z uniwersyteckich drużyn i lig zagranicznych. Bierze w nim udział wszystkie 30 zespołów, wybierając po dwóch zawodników. To, czy klub będzie wybierał z numerem 2., czy 20. zależy w największym stopniu od bilansu zwycięstw w poprzednim sezonie. Im jest on gorszy, tym większe szanse na wylosowanie wysokiego numeru w drafcie i w rezultacie zakontraktowanie nowego Michaela Jordana czy LeBrona Jamesa. Hinkie uznał, że mistrzowskie aspiracje 76ers najłatwiej zrealizować właśnie poprzez draft. Aby osiągnąć swój cel, był gotów przegrywać jak nikt wcześniej.

Sam pomysł nie był nowy. Zespoły w NBA „tankowały” od niepamiętnych czasów. Plan, by poświęcić rok lub dwa na odbudowę poprzez draft, dotyczył przede wszystkim zespołów z mniejszych miast, które nie mogły zapewnić gwiazdom takiej uwagi mediów i reklamodawców, jak włodarze klubów z Los Angeles czy Nowego Jorku. Każdego roku kilka zespołów decydowało się więc, by spisać sezon na straty. W ostatnim miesiącu rozgrywek wyścig o najgorsze miejsce w lidze wchodził w decydującą fazę. Za każdym razem, gdy mierzyły się ze sobą zespoły realizujące podobny plan, na boisku dochodziło do żenującego spektaklu. Czołowi zawodnicy nagle łapali enigmatyczne kontuzje, a trenerzy próbowali nowych, wątpliwych ustawień.

Władzom ligi oczywiście nie podobał się ten proceder. Bo kto kupi bilety na taki mecz lub będzie chciał oglądać go w telewizji? Co za tym idzie: kto będzie chciał reklamować swoje produkty podczas transmisji? NBA groziła więc palcem, straszyła karami. Jednak dopiero Hinkie zmusił ligę do zmian w drafcie, które sprawiły, że procentowe szanse najgorszych klubów na wysokie miejsce w corocznym naborze spadły. Rozmachem swoich działań, a czasem wręcz bezczelnością, Hinkie wymusił na NBA podjęcie konkretnych działań. 76ers przegrywali bowiem z żelazną konsekwencją. Jeśli na ich drodze stanął utalentowany gracz, wymieniali go bez mrugnięcia oka. Kiedy drużyna z Filadelfii sensacyjnie wygrywała, fani nie mogli opuścić stadionu z wiarą, że oto zespół odnalazł swój rytm i los się wreszcie odmieni. Nie, jeżeli szło zbyt dobrze, oznaczało to jedynie, że trzeba coś zmienić. Wymienić tego, który zawyża poziom i dostać za niego na przykład dodatkowy wybór w przyszłym drafcie. Przez co najmniej dwa sezony Filadelfia z rozmysłem szorowała po dnie.

Gra na czas

Choć właściciele drużyny zatwierdzili jego kontrowersyjny plan, Hinkie wiedział, że musi z nim dotrzeć również do sztabu szkoleniowego oraz do tej niewielkiej części składu, co do której miał jakieś długoterminowe plany. Aby osiągnąć ten cel, zatrudnił Bretta Browna – niezbyt doświadczonego trenera, którego wyróżniał przede wszystkim entuzjazm do pracy i świetne relacje z zawodnikami. Jego charakter miał pomóc graczom przejść przez trudne doświadczenie zbierania ciągłych cięgów. Z wydanej w tym roku książki Tanking to the Top wynika, że Hinkie nie łudził się, że ze swoją strategią dotrze do kibiców zespołu. Jej autor Yaron Weitzman przywołuje spotkanie menadżera z ligowym weteranem Jasonem Richardsonem. W trakcie rozmowy Hinkie zapytał koszykarza o otwartą do późnych godzin nocnych restaurację, której właściciele pozwoliliby mu korzystać z drzwi dla personelu. „Wszyscy w tym mieście będą mnie nienawidzić” – wyjaśnił bez ogródek.

Hinkie miał rację tylko po części. Rzeczywiście, frekwencja na meczach 76ers momentalnie spadła, a bilety można było kupić za grosze. Jak zauważa Weitzman, większość fanów nie wybiegała w swoich oczekiwaniach tak daleko jak menadżer. Dla nich wieczorny mecz nie był kostką domina na drodze do potencjalnego mistrzostwa za kilka sezonów. Koszykarskie rozgrywki miały być przede wszystkim okazją, by rozładować emocje, zapomnieć o problemach, oderwać się od codziennej rutyny. A na mecze 76ers nie szło się, by uczestniczyć w sportowym święcie. Szło się tam jak na ścięcie. W pierwszym sezonie Hinkiego w Filadelfii zespół wygrał ledwie 19 z 82 spotkań, w kolejnym – 18, by w trzecim otrzeć się o rekord, będąc górą jedynie 10 razy. Wśród kibiców Filadelfii znaleźli się jednak także fani Procesu. Ba, fanatycy, którzy w nowym menadżerze widzieli podążającego swoimi ścieżkami geniusza. Bezkompromisowego gracza, który ostatecznie przywróci miastu mistrzostwo.

Zdjęcie z jednego z meczy Philadelphia 76ers (Wikimedia Commons)
Zdjęcie z jednego z meczy Philadelphia 76ers (Wikimedia Commons)

Fanom Procesu imponowało, że Hinkie poszedł na całość. Wymieniał zdrowych zawodników na takich, których kontuzje miały przez pewien czas przytrzymać z dala od boiska. W najważniejszym dla niego wydarzeniu sezonu – drafcie sięgnął po utalentowanego Chorwata Dario Šarića, wiedząc, że przez najbliższe dwa lata obowiązuje go kontrakt z tureckim klubem. Co dla innych menadżerów było przeszkodą, dla Hinkiego stanowiło dodatkowy atut. Chodziło bowiem o to, by z żelazną konsekwencją poświęcać teraźniejszość na rzecz przyszłości. Gromadzić karty na ręce, by w odpowiednim momencie odsłonić je i zagrać o mistrzowską pulę. Hinkie nie dotrwał jednak do tej chwili.

Umarł za nasze grzechy

W sezonie 2015–16 76ers Proces miał wykazać progres. Dzięki dwóm upokarzającym sezonom klubowi udało się pozyskać w drafcie prawdziwą gwiazdę. Center Joel Embiid miał tak olbrzymi potencjał, że samo jego pojawienie się na boisku miało zmienić trajektorię klubu. Hinkie pozyskał go z numerem trzecim, ponieważ dwa kluby wybierające przed nim odstraszyły problemy zdrowotne zawodnika. 76ers liczyli się z tym, że debiutancki sezon przyszłej gwiazdy spiszą na straty. W zasadzie im to pasowało. Problemy Embiida okazały się jednak znacznie poważniejsze. W rezultacie center aż dwa sezony spędził głównie w klinikach. Trzeci rozegrał tylko częściowo. Tak jak Hinkie, który w 2016 r. pożegnał się z posadą.

Pomimo zwolnienia Hinkiego wydawało się, że jego plan ostatecznie wypali. Słabe wyniki klubu spotęgowane przez problemy zdrowotne młodych gwiazd, które stały się znakiem rozpoznawczym koszykarzy kontraktowanych przez 76ers, zapewniły im kolejne dwa pierwsze wybory w drafcie. W Filadelfii coraz głośniej było słychać skandowane: „trust the Process” („zaufaj Procesowi”) oraz dramatyczne „he died for our sins” („on umarł za nasze grzechy”) poświęcone Hinkiemu. Ten zaskakująco pozytywny obrót spraw nie uspokajał jednak wszystkich fanów 76ers.

Nie ma bowiem bardziej zabobonnej grupy niż kibice. Kiedy więc komentatorzy zastanawiali się, czy Sam Hinkie okazał się ostatecznie zbawicielem Filadelfii, przesądni fani załamywali ręce. Wieszczyli, że cyniczna gra z regułami ligi prędzej czy później rozwścieczy bogów sportu. I, prawdę mówiąc, to co działo się z ich klubem od początku sezonu 2017–18 trudno tłumaczyć w inny sposób:

Plaga pierwsza

W rezultacie pierwszego wyboru w drafcie w 2017 r. 76ers wybrali rozgrywającego Markelle’a Fultza. Młody koszykarz był ulubieńcem ligowych skautów. W NBA panował konsens co do jego potencjału i tego, jak świetnie wpasuje się on do składu drużyny z Filadelfii. Nikt jednak nie przypuszczał, że po założeniu koszulki swojego nowego zespołu Fultz straci umiejętność gry w koszykówkę. Nad jego przypadkiem głowili się trenerzy, lekarze i psychologowie. W rezultacie do zdezorientowanych fanów docierały kolejne, wykluczające się opinie. Ostatecznie wytransferowano go z klubu.

Plaga druga

Pomimo utraty Fultza 76ers rok później walczyli o wejście do finałów Konferencji Wschodniej. W niezwykle wyrównanym meczu, który miał przesądzić o awansie, zawodnik Toronto Raptors – Kawhi Leonard – oddał arcytrudny rzut wraz z końcową syreną. Wyglądało na to, że nie trafił. Że jego rzut był za krótki. A jednak piłka po odbiciu się od obręczy nabrała przedziwnej rotacji i przez trwające wieczność sekundy odbijała się od niej, by ostatecznie wpaść do kosza. 76ers zostali wyeliminowani, a Raptors kilka tygodni później zostali mistrzami NBA.

Plaga trzecia

Po pechowej porażce z Toronto i kolejnych zmianach w składzie ligowi eksperci uznawali 76ers za jednego z faworytów tegorocznych rozgrywek NBA. A jednak z niewyjaśnionych powodów zespół, który wygrywał niemal wszystkie mecze na swoim terenie, nie potrafił odnieść zwycięstwa poza Filadelfią. Zagadka nie rozwiązała się, gdy w obliczu koronawirusa liga przeniosła rozgrywki do Orlando. Zespół został rozbity w pierwszej rundzie playoffów, nie wygrywając ani jednego spotkania.

Epilog

Po tej ostatniej porażce 76ers rozwiązali kontrakt z uwielbianym przez zawodników Brownem. Niewykluczone też, że z zespołem pożegna się lada moment jedna z gwiazd pozyskanych przez Hinkiego i jego następców. Choć Embiid i wybrany w drafcie dwa lata później Ben Simmons to bez wątpienia wielkie talenty, nikt nie zawracał sobie głowy tym, jak ich atuty będą współgrały na boisku. Nikt nie zastanawiał się też, jak trwające kilka sezonów przegrywanie wpłynie na kulturę pracy w klubie. Jak na razie wszystko wskazuje na to, że w ten szalony sezon NBA 76ers jako jedni z nielicznych zakończyli zgodnie z prawidłami logiki. Ich plan, którego kluczowym elementem było przegrywanie, zakończył się porażką.

Data publikacji:

Jan Błaszczak

Rocznik 1987. Na co dzień pracownik działu programowego Filmoteki Narodowej – Instytutu Audiowizualnego. Współpracuje z „Przekrojem” i „Tygodnikiem Powszechnym”. Autor książki „The Dom. Nowojorska bohema na polskim Lower East Side”, która ukazała się w 2018 r. w serii amerykańskiej Wydawnictwa Czarne. Publikował również na łamach m.in. „Polityki”, „Machiny”, „Wprost” i „Gazety Magnetofonowej”, a jako reporter współpracował z Programem II Polskiego Radia.

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!