Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Ta strona używa cookie i innych technologii.
Korzystając z niej wyrażasz zgodę na ich używanie
zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Wojtek Antonów

Joanna, the Champion

fot. Jarek Wygoda
Joanna, the Champion
Joanna, the Champion

Już w tą sobotę, 13 maja w Dallas podczas gali UFC 211 niezwyciężona na zawodowych ringach Joanna Jędrzejczyk zmierzy się z Jessicą Andrade. Dla Joanny będzie to kolejna walka w obronie pasa mistrzowskiego w kategorii słomkowej. Starcie zapowiadane jest jako jedno z najtrudniejszych w karierze 29-cio letniej Olsztynianki. Z Jessicą świetnie się znają, kiedyś razem trenowały a Andrade znana jest z bardzo silnych ciosów. Jędrzejczyk jest jednak pewna swego i mówi: „Swój pierwszy pas zdobyłam właśnie Dallas, a teraz w Dallas go obronię!”

Trzymamy kciuki za występ polskiej fighterki, a czytelników zapraszamy do przeczytania wywiadu z Joanną Jędrzejczyk, który został opublikowany w wiosennym wydaniu Przekroju.

Wojtek Antonów: Co to znaczy być najlepszą zawodniczką na świecie?

Joanna Jędrzejczyk: Dla mnie znaczy to dokładnie tyle, że chcieć to móc, a ciężka praca daje rezultaty. Udowodniłam, że nie ma znaczenia, skąd pochodzimy. Możesz być – tak jak ja – z niczym niewyróżniającej się miejscowości w Polsce, ale dzięki uporowi dojdziesz na sam szczyt. Każdy z nas ma swoje ambicje, dla jednych będzie to odpowiednia edukacja, dla innych sukces w biznesie. Ja od początku przygody ze sportami walki czułam, że właśnie w nich coś osiągnę. 

Jaka jest pozycja kobiet w świecie sztuk walki? Czy musicie walczyć o równouprawnienie? 

Takie dyscypliny jak boks czy muay thai trenują tysiące kobiet, więc już dawno powinniśmy zapomnieć o stereotypie, że jest to zajęcie tylko dla facetów. Zawsze znajdą się ludzie, którzy nie zaakceptują walczących kobiet, ale o tym, że zainteresowanie kobiecymi sztukami walki rośnie, może świadczyć choćby to, że największa światowa organizacja mieszanych sztuk walki UFC (Ultimate Fighting Championship) inwestuje poważne pieniądze w promocję i organizację naszych pojedynków.

Czy najlepsza to znaczy też najsilniejsza? Najszybsza?

Jestem silna i szybka. Specjaliści oceniają, że jestem też bardzo dobra technicznie, co przekłada się na sukcesy. Kiedy jednak patrzę na moją karierę, to widzę, że oprócz umiejętności ciężkiej pracy najważniejszą cechą, która pozwoliła mi dojść do mistrzowskiego tytułu, jest wiara. Wierzę, że jestem właściwą osobą na właściwym miejscu i że zasługuję na ten tytuł. Jestem z katolickiej rodziny, więc wierzę też, że Bóg chce, abyśmy nie ukrywali naszych talentów, tylko je szlifowali, rozwijali i pokazywali światu. Czuję, że idę właśnie tą drogą.

Wraz z sukcesami rośnie też Twoja popularność. Jak sobie z tym radzisz?

Kontakt z fanami to transakcja wiązana – oni mnie wspierają, przychodzą na moje walki, a ja muszę być jak najlepiej przygotowana, dać im jak najlepszy show. Bardzo szanuję taką współpracę i staram się być w stałym kontakcie z ludźmi, którzy mi kibicują, choćby przez media społecznościowe. Czytam komentarze i osobiście staram się odpisywać na przesyłane mi wiadomości, choć ostatnio dostaję ich tysiące i staje się to coraz trudniejsze. Dziękuję wszystkim, którzy mi kibicują i we mnie wierzą.

Czy spotykasz się z hejtem?

To całkiem normalne, że niektórym nie będą się podobać walczące ze sobą dziewczyny – powiedzą, że to nie jest kobiece… Ja się czuję stuprocentową kobietą, a sporty walki są moją pasją i sposobem na życie, więc nie będę się oglądać na negatywne komentarze. Gdybym się tym przejmowała, nie byłabym dziś tu, gdzie jestem. Taki jest sport – gdy wygrywasz, noszą cię na rękach, a gdy karta się odwróci, to przegranych nikt nie pociesza. Na szczęście mam wokół siebie ludzi, którzy są ze mną na dobre i złe. I nie zamierzam przegrywać.

Joanna Jędrzejczyk/fot. Jarek Wygoda
Joanna Jędrzejczyk/fot. Jarek Wygoda

To najbardziej profesjonalna i najważniejsza organizacja zrzeszająca zawodników mieszanych sztuk walki MMA, czyli połączenia bardzo wielu technik: boksu, kick-boxingu, dżudo, dżiu-dżitsu, muay thai i innych. Posiadaczy tytułów UFC można spokojnie nazwać mistrzami świata, bo walczą tu tylko najlepsi ze wszystkich możliwych dyscyplin. Każdy, kto chce coś osiągnąć w świecie sportów walki, marzy o występach w UFC. Piękne jest też to, że każdy tam ma równe szanse i zaczyna z tego samego poziomu. Zawodnicy otrzymujący pierwszy kontrakt mają dokładnie taką samą stawkę, a na sukces finansowy każdy musi sobie zapracować. Dotyczy to zarówno mężczyzn, jak i kobiet.

Gdy zaczynałaś swoją przygodę ze sportem, nie myślałaś o tym, że będziesz kiedyś na szczycie. Kim chciałaś zostać, będąc dzieckiem?

Jestem z pokolenia, które wychowało się na podwórku. Nie mieliśmy komórek i mediów społecznościowych, chcieliśmy spędzać jak najwięcej czasu na boisku, grając w piłkę czy koszykówkę. Jak każdy dzieciak miałam tysiąc pomysłów na godzinę. Chciałam na przykład zostać ratownikiem medycznym, marzyłam, żeby być lekarzem, ale potem sztuki walki skradły moje serce i reszta zeszła na dalszy plan. Był też moment, że na poważnie zainteresowałam się fotografią i jako nastolatka kupiłam sobie półprofesjonalny aparat, lustrzankę z obiektywami, i chciałam robić zdjęcia. Mam go zresztą do dzisiaj i mam nadzieję, że kiedyś wrócę do fotografowania.

Kiedy zauważyłaś, że masz szansę zaistnieć w sportach walki?

Zaczęłam trenować, żeby po prostu być w ruchu, może trochę zrzucić wagę i poczuć się lepiej. Szybko jednak stało się to moją największą pasją. Od zawsze byłam zarażona sportowym bakcylem i lubiłam rywalizację, więc z treningu na trening wkręcałam się coraz bardziej. Powtarzałam sobie: dziś zrobię wszystko lepiej, dokładniej. Muay thai, od którego zaczynałam, jest sportem bardzo technicznym, wymagającym różnorodnych ćwiczeń. Bardzo mi się to podobało, bo nie lubię monotonii. Nie mogłabym na przykład trenować biegania. W maju 2004, po zaledwie pół roku treningów, pojechałam na pierwsze zawody i gdy niespodziewanie stanęłam na podium mistrzostw Polski, poczułam w środku takie ciepło i spełnienie. Okazało się, że lubię dreszczyk emocji i adrenalinę towarzyszącą walkom. Wtedy zdecydowałam, że to jest to.

W muay thai zdobyłaś wszystko: pięciokrotnie wywalczyłaś mistrzostwo Polski, cztery razy mistrzostwo Europy, dwukrotnie zostałaś mistrzynią świata, ale... byłaś bliska rzucenia tego sportu. Dlaczego? 

Pół roku przed podpisaniem kontraktu z UFC właściwie zdecydowałam się poddać. Pomimo „sukcesów” i bycia w reprezentacji Polski wciąż musiałam dokładać do uprawiania sportu. Poza tym czułam, że wiele osób tego po prostu nie docenia. Zaczynało mi brakować motywacji. W takich warunkach ciężko o perspektywy rozwoju. Sztuki walki są moją największą pasją, ale chciałam też normalnie żyć, kupić sobie dobre auto, podróżować, a nie martwić się, że muszę zarabiać pieniądze, żeby móc trenować. Zawsze jednak podkreślam, że „zarabianie” na walkach nie jest moim głównym celem. Bycie zawodniczką stało się jednak z czasem moją pracą, jestem najlepsza na świecie, dlaczego więc mam nie otrzymywać z tego tytułu odpowiedniego wynagrodzenia? 

Jak mają się Twoje zarobki do gaż takich gwiazd MMA, jak Ronda Rousey czy Conor McGregor, którzy za walki dostają po 3 mln dolarów?

W UFC są najlepsze pieniądze, jednak to, ile dostajesz za walkę, zależy tylko od ciebie. Zawodnicy, których wspomniałeś, zarabiają dziesiątki milionów dolarów, jeśli doliczyć wpływy z transmisji telewizyjnych i inne kontrakty. Ja podstawy za walkę jeszcze tyle nie mam, ale jestem jednym z 20 zawodników – z 500 zrzeszonych w UFC – którzy mają zagwarantowane dodatkowe wpływy z pay-per-view. To wyraźne potwierdzenie mojej pozycji w świecie MMA. Zarabiam dobre pieniądze, jednak wszyscy, którzy chcą policzyć, ile mam na koncie, widzą tylko ostatni rok, kiedy zdobyłam tytuł. Zapominają o wcześniejszych dziesięciu ciężko przepracowanych latach, gdy dokładałam do tego, aby móc reprezentować swój kraj. Teraz w końcu mogę spokojnie zająć się przygotowaniami do kolejnych walk, nie martwiąc się o finanse.

Wspomniany Conor McGregor jest mistrzem tzw. trash talks – na konferencjach prasowych obraża i prowokuje swoich przeciwników, tworząc napięcie przed walką. Czy Ty też dajesz się wciągać w takie przedmeczowe rozgrywki?

Rzeczywiście często media zarzucają mi, że jestem ostra na ważeniach przed walką i piszą o mnie, że jestem butna i arogancka. Mylą to z pewnością siebie. Wiem, że włożyłam w przygotowania do walki ciężką pracę, jestem naładowana energią, gotowa do poświęcenia i zdeterminowana. Na mój sukces pracuje wielu ludzi: trenerzy, agenci, promotorzy. Jednak w tym decydującym momencie, gdy znajduję się w oktagonie naprzeciwko rywala, zostaję sama i muszę być przygotowana nie tylko fizycznie, ale też – a może przede wszystkim – psychicznie. To jest gra. Jeśli pokażę po sobie jakąkolwiek niepewność czy strach, to przeciwnik mnie zje. Nie mogę sobie na to pozwolić. Niektórzy tylko czekają na okazję, aby wytrącić cię z równowagi i sprowokować, co może przełożyć się na późniejsze błędy podczas walki. 

[...]

Drodzy Czytelnicy! To jest fragment artykułu, opublikowanego w nr 3557/2017. Jeśli pragniecie przeczytać go w całości, sięgnijcie do wydania papierowego. 

Dziękujemy, przepraszamy!

Redakcja 

Data publikacji: