Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Głos stoika
Piotr Stankiewicz

Głośno o Nandze

Nanga Parbat/ fot. Tahsin Anwar Ali (Wikimedia Commons)
Głośno o Nandze
Głośno o Nandze

Powiedzieć, że wydarzenia w Karakorum odbiły się w Polsce szerokim echem, to nie powiedzieć nic. Śmierć Tomasza Mackiewicza, wspaniały ratunek dla Elizabeth Revol – przez kilka dni polski Internet nie żył niczym innym. Tyle pochwał i tyle hejtu nie widzieliśmy od dawna: gdyby za każdy komentarz napisany w tej sprawie złotówka wpadała do budżetu, bylibyśmy najbogatszym krajem na świecie.

Wiele było w tej kakofonii głosów, które wypada skrytykować. Trudno się przecież zgodzić z tymi, którzy pisali naiwne, jednostronne „po co się tam pchali”, szczególnie jeśli pisali to z perspektywy herbaty z podwójnym prądem pitej najwyżej na Krupówkach. Z drugiej strony, trudno się zgodzić z odwrotnymi, acz równie jednostronnymi głosami pisanymi z absurdalnej pozycji, że jedynie ryzykowanie życiem to życie pełnią życia. Stoicy mocno przyklasną odwadze w górach, ale przyklasną też odwadze cywilnej: to nie jest tak, że stoimy przed zamkniętą alternatywą „sporty ekstremalne kontra bezpłodne życie przed telewizorem”. Zaprawdę, życie na nizinach nie musi być niskim życiem, a pasje mają różne imiona. Ale dzisiaj nie o tym.

Pojawiły się bowiem głosy, nie tyle niosące jakąś pozytywną treść, ile... domagające się zamilknięcia głosów konkurencyjnych. I chodziło w nich nie tyle o uszanowanie tragedii jako takiej (co byłoby skądinąd słuszne), ale o ograniczenie prawa głosu tylko do tych, którzy znają się na temacie. Innymi słowy, o sprawie mieliby wypowiadać się jedynie ludzie gór i góry kochający. To wezwanie wychodzące z pozycji poniekąd racjonalnych (jest w końcu absurdem, kiedy żądanie „musicie iść po Tomka” pochodzi od kogoś, kto sam ledwie wstaje z fotela), ale jakoś dziwnie łatwo i często nam przeszło w rozdętą przesadę, według której mówić o Nandze nie powinien nikt, kto na niej osobiście nie był. Żądanie merytoryczności jest tu pociągnięte do przesady i zamienia się w swoją karykaturę.

Bierze się to ze sprzeciwu wobec hejtu w Internecie, szczególnie hejtu pisanego z pozycji niewiedzy. Ale: walka z nim nie może polegać na odbieraniu innym głosu – nie możemy być ustawicznie zakładnikami tych, którzy wiedzą niewiele. Jeżeli naprawdę chcemy być żywym, demokratycznym społeczeństwem, w którym ścierają się różne wizje różnych podmiotów, to musimy ze sobą rozmawiać. I nie da się uciec od tego, że ta rozmowa będzie czasem brzydka. Nie wspominając już o tym, że nie wszyscy jej uczestnicy będą umieli odróżnić czekan od raków.

Bo oto jeden z paradoksów, jakie niesie demokracja: wszyscy mają prawo głosu, choć nie wszyscy się znają na wszystkim. I tak jak nie znaczy to, że głosy wszystkich są równoważne, tak też nie znaczy, że niektórzy tego głosu nie mają. I owszem, realia są realiami, a więc hejterzy będą hejtować. Ale nie znaczy to, że tylko ci, którzy osobiście weszli zimą na K2 mają prawo się wypowiadać na temat himalajskich wypraw. Wszyscy mamy prawo. I to nie dlatego, że te wyprawy są współfinansowane z pieniędzy publicznych. Przede wszystkim dlatego, że jesteśmy uczestnikami demokratycznego społeczeństwa, które musi ze sobą rozmawiać – nawet jeśli te rozmowy nie są tak merytoryczne, jak byśmy marzyli.

Data publikacji:

Piotr Stankiewicz

Piotr Stankiewicz jest autorem m.in. książki „Sztuki życia według stoików”, portalu stoickiego na Facebooku i bloga „Myślnik Stankiewicza". Związany ze stoicyzmem, z międzynarodowym zespołem „Modern Stoicism” i z Uniwersytetem Warszawskim. Nie pije, pisze.

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!