Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Cykl reporterski Rekolektywu
Ewa Wołkanowska-Kołodziej

Czysto jak na Litwie

Zdjęcie: Ugne Vasyliute, źródło: Unsplash
Czysto jak na Litwie
Czysto jak na Litwie

Litwini uwielbiają zbierać śmieci, dzięki czemu ich kraj jest coraz czystszy. Ale masowe sprzątanie przynosi czasem nieoczekiwane rezultaty – podczas akcji „Darom” znaleziono kiedyś szczątki poszukiwanego kryminalisty.

O ładną kartkę z Litwy nietrudno. Drzew tu od groma, architektura przyzwoita. Nic tylko nakleić znaczek, napisać: „Kraków i Mazury są zdecydowanie przereklamowane” i słać. Jednak to, czym Litwa powinna chwalić się przede wszystkim, jest mało fotogeniczne. Bo jak pokazać na pocztówce, że Litwini są narodem, któremu się chce? Co roku w kwietniu odbywa się tu obywatelska akcja „Darom”, czyli „Robimy” – wielkie ogólnokrajowe porządki. I w sumie nie wiadomo, co zasługuje na większy podziw. Czy to, że mimo usilnych wysiłków wolontariusze z roku na rok zbierają coraz mniej śmieci (jak zabrakło w lasach, przerzucili się na jeziora, rzeki i Morze Bałtyckie, potem zaczęli sadzić drzewa, żeby oczyścić litewskie powietrze), czy może raczej to, że chętnych do ich zbierania jest coraz więcej. W ubiegłym roku sprzątać przyszło 260 tys. ludzi, czyli stawił się co dziesiąty Litwin.

Do historii sukcesu, jakim jest ta akcja, nie pasuje początek, bo Let’s Do It! World (dziś odbywającą się w 113 państwach) wymyślili nie Litwini, lecz Estończycy. W 2008 r. postanowili zebrać wszystkie estońskie śmieci, a potem zamilkli na lata. Litwa podchwyciła pomysł i już go nie puściła. Litwini zrobili z masowego sprzątania imprezę, jaką w Polsce jest chyba tylko Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. „Ludzie potrzebowali pretekstu, by się spotkać. Poszło o tyle łatwo, że pamiętaliśmy jeszcze przymusowe sprzątanie w czasach Związku Radzieckiego. Odbywało się zawsze w kwietniu, z okazji urodzin Lenina. Potem odzyskaliśmy niepodległość i okazało się, że nie mamy nowych tradycji” – mówi Ignas Brazauskas, jeden z organizatorów akcji. Coś z tym kwietniem musi być na rzeczy, bo gdy raz z powodu srogiej zimy akcję przeniesiono na maj, liczba wolontariuszy zamiast wzrosnąć, spadła o 60 tys.

Jak to się robi? Z rozmachem. W „Darom” biorą udział wszystkie litewskie samorządy (tak, tak, sto procent). Wybierają na swoim terenie takie miejsca, które najbardziej przypominają stajnię Augiasza, i zgłaszają je organizatorom. Ci wciągają je na internetową mapę litewskich brudów do usunięcia, zapewniają darmową dostawę różowych plastikowych worków i liczą na to, że w miejscu zbiórki pojawią się ludzie dobrej woli. Pojawiają się zawsze. Po zakończonej pracy worki układają przy drodze i robią to, do czego w Poradniku dla wolontariuszy zachęcają organizatorzy: rozpalają ogniska i wcinają szaszłyki.

Kiedy wolontariusze sprzątają, śmieciarki zbierają ułożone przy drogach różowe worki. Wiozą je na 10 litewskich wysypisk śmieci, gdzie odpady są dokładnie ważone. Podobnie jak w Polsce WOŚP ogłasza, ile uzbierał pieniędzy, na Litwie podaje się ilość śmieci. Z tą różnicą, że nie chodzi o pobicie rekordu (w 2008 r. 6 tys. wolontariuszy zebrało 500 ton śmieci, 10 lat później 260 tys. wolontariuszy – 2 tys. ton).

Co wolontariusze znajdują w litewskiej trawie? Lodówki, opony, pistolety, klozety, części statków, łóżka i paszporty to standard. Na nagłówki gazet i do wieczornych wiadomości trafiają z kolei takie perły, jak pierścionek z brylantem, wibrator, reaktywna bomba, tykający zegar ścienny, granat PG-2. Stos rosyjskich książek nikogo by nie zainteresował (bo tych na litewskich śmietnikach pełno), gdyby nie to, że w lesie natknął się na niego były premier. W ubiegłym roku pod tym względem było ubogo. Najmniej typowym śmieciem znalezionym w Wilnie był portfel z 10 euro. W Kłajpedzie zebrano dla odmiany mnóstwo torebek foliowych po chlebie (grzech tych, co z dobroci serca karmią kaczki). W tym roku koordynator akcji z Olity tłumaczył się z braku nietypowych śmieci tym, że widocznie wszystkie bomby zebrano w roku ubiegłym.

Największe emocje budzą jednak części ludzkiego ciała lub ciała w całości. To właśnie w trakcie „Darom” znaleziono szczątki poszukiwanego kryminalisty Drąsiusa Kedysa. Kuratorka sądowa, uczestniczka akcji, Eglė: „W moim środowisku krążyła wtedy teoria spiskowa, że cała ta akcja była zorganizowana tylko po to, by można było »niechcący« znaleźć trupy takich kryminalistów jak Kedys”. A dyrektorka instytucji publicznej „Mes Darom”, Roberta Ažukaitė, tłumaczyła gazecie „Lietuvos Rytas”, dlaczego z roku na rok znajdują coraz mniej ludzkich kończyn: „Być może przestępcy są po prostu bardziej ostrożni, bo wiedzą, że przyjdziemy i znajdziemy?”.

Sprzątają celebryci, politycy, sprząta prezydent. Kiedy w 2013 r. zamiast na „Darom” Dalia Grybauskaitė poszła na Święto Tulipanów, pastwiły się nad nią chyba wszystkie litewskie media. „Fenomen akcji polega na tym, że pojawiła się w dobrym momencie. Przy drogach i lasach leżały jeszcze stosy śmieci, a społecznie nastawionych ludzi było już niemało. Ruszyła lawina. Teraz to już moda i PR. Każdy celebryta i polityk musi dać się sfotografować z workiem na śmieci” – mówi Violeta Grigaliūnaitė, dziennikarka.

Ale bywa też romantycznie. Jakiś czas temu kilka litewskich gazet opisało miłość, która zaczęła się wśród odpadów. Dwoje prawników, Dalius i Justė, oczyszczało rzekę. Usiedli w jednym kajaku i… bach! Justė mówiła potem dziennikarzom: „Podczas zbierania śmieci w kajaku wyłazi charakter człowieka, wypływają wszystkie jego ukryte cechy. Wieczorem poszliśmy do łaźni, zjedliśmy kolację, spaliśmy w stodole bez okien. Romantyzm ekstremalny”. Od tego czasu Dalius i Justė w akcji sprzątania swojego pięknego kraju biorą udział co roku: tydzień przed weselem, tuż przed porodem, z rocznym synem.

Wielu komentatorów uważa, że „Darom” to egzamin dojrzałości, zdany przez Litwę na dziesiątkę (litewski odpowiednik szóstki z plusem). Ale przed litewskim społeczeństwem stają kolejne wyzwania. Takim przykładem może być akcja, z boku mogąca wyglądać zarówno na prowokację, jak i parodię „Darom”. Muzułmańskie stowarzyszenie Ahmadijja drugi raz z rzędu sprzątało plac katedralny w Wilnie, zasypany śmieciami po hucznych obchodach sylwestra. Gazety pisały: „Muzułmanie zbierali śmieci zostawione przez chrześcijan”. Wolontariusze przyszli o wpół do trzeciej, żeby zdążyć przed poranną mszą w katedrze. Prezes stowarzyszenia, Pakistańczyk Ahmed Faraz, mówił, że wynosić śmieci jest o wiele łatwiej, niż zmienić litewski pogląd na muzułmanów.

Data publikacji:

Ewa Wołkanowska-Kołodziej

Urodzona w Wilnie dziennikarka specjalizująca się w tematyce społecznej, ze szczególnym uwzględnieniem życia osób z niepełnosprawnością i ich bliskich. Publikowała m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Dziecku”, „Nowej Europie Wschodniej”, „Tygodniku Powszechnym”. W 2018 r. za tekst “Więźniowie czwartego piętra” dostała główną nagrodę Festiwalu Twórczości Wrażliwej w kategorii reportaż. Autorka książki „Wilno. Rodzinna historia smaku” (Agora 2016), przetłumaczonej także na język litewski (Terra Publica 2017). Mieszka w Warszawie. Lubi język litewski.