Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Jan Błaszczak

Przyszłość nie należy do Future

Przyszłość nie należy do Future
Future
Future
Future
A1, 2016

Atlanta stała się ostatnio stolicą amerykańskiej kultury. Z nieznanych do końca powodów właśnie to miasto odgrywa od jakiegoś czasu rolę San Francisco lat 60. czy Detroit epoki techno. Pierwszeństwo widać najwyraźniej w świecie muzyki, ale nie tylko. Dość przypomnieć, że Złoty Glob za najlepszy serial otrzymała Atlanta Donalda Glovera, a i bohater nagrodzonego Oscarem Moonlight przeprowadza się ostatecznie do stolicy Georgii. Jak łatwo zauważyć, w obu przypadkach mamy do czynienia z historiami czarnej społeczności – uwikłanej w handel narkotykami i słuchającej rapu. A w zasadzie trapu. Rozwijającej się na południu Stanów odmiany hip-hopu, którą cechują agresywna, gangsterska tematyka, ale też bardzo minimalistyczna, surowa i wyprana z emocji estetyka. Na poziomie rymów trap sprzeniewierza się wyznawanym w środowisku wartościom. Reprezentujący Georgię wykonawcy, tacy jak Future, Gucci Mane, Young Thug, 21 Savage czy Migos nie prześcigają się w wypluwaniu kolejnych linijek tekstu, nie piętrzą złożonych metafor, nie dbają wreszcie o precyzyjne trafianie w rytm. Przeciwnie, ich wersy są ociężałe, toporne i wypowiadane w ospały sposób. Nie bez przyczyny najczęściej przywoływanym w tekstach Future narkotykiem jest otępiająca i wzbudzająca apatię kodeina.

Jest w trapie coś pociągającego. Wypełnione agresją teksty 21 Savage wypowiadane absolutnie beznamiętnym flow początkowo budzą konsternację, ale ostatecznie świetnie współgrają z minimalistycznymi podkładami. Tak samo jak sylabizowane, przypominające przedszkolne wyliczanki zwrotki Migos płynnie przechodzące w refreny, których nie powstydziłyby się największe gwiazdy pop. Zresztą to właśnie wspomniane trio wespół z innymi raperami z południa (Rae Sremmurd, Young Thug) okupuje obecnie szczyty Billboardu. Na popularność wymienionych muzyków wpływa nie tylko muzyka, lecz także ekstrawagancki, nierzadko podszyty humorem, styl. Wszystko jest tu przerysowane, wyolbrzymione i trochę komiksowe. Trap rezygnuje więc z popularnego w rapie „reprezentowania”. To nie są piosenki o życiu. Ich rap to nie nasza rzeczywistość, trawestując klasyka.

Na tej podkręconej do przesady scenie hedonistycznych milionerów Future odgrywa rolę Stańczyka. Towarzyszące mu podkłady muzyczne są cięższe i bardziej przytłaczające. Przy akompaniamencie głuchych basów 33-letni Nayvadius DeMun Wilburn opowiada o swoich doświadczeniach z Actavisem, Hi-Techem i innymi specyfikami zawierającymi kodeinę. Pełno w tych historiach blichtru, megalomanii i szowinizmu, ale pomimo sportowych samochodów i grubych plików banknotów w świecie Future rzadko świeci słońce. Tak było na formacyjnym dla tego gatunku DS2, tak jest też na wydanym w tym roku Future. Choć DJ Khaled, Southside czy Metro Boomin wyprodukowali tu kilka potencjalnych hitów, to numery Wilburna wciąż znaczą ciągnące w dół opioidy.

Patrząc na reakcje choćby i polskiej sceny, trzeba uznać, że Atlanta będzie nadawać ton hip-hopowi jeszcze przez jakiś czas. Brylować na tej scenie będą raczej jednak twórcy bardziej popowi, żwawsi i mniej zgorzkniali. Nie zmieni tego z pewnością niezły, choć monotonny piąty album Wilburna. Jakkolwiek to brzmi, przyszłość nie należy do Future. 

Data publikacji: