Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Jan Błaszczak

Pablopavo daleki od życia

Pablopavo daleki od życia
Ladinola
Pablopavo i Ludziki
Ladinola
Karrot Kommando, 2017

Pablopavo nie jest dobrym wokalistą. I jego wytwórnia tego nie kryje. Ale muzyk nadrabia samoświadomością. Gorzej, że na nowym albumie nie najlepiej jest z tekstami i brakuje muzyki. Pod dostatkiem jest zaś nostalgii (znowu).

Najbardziej krytyczną recenzją Ladinoli, jaką znalazłem w sieci, były materiały prasowe, w których wydawca zwrócił uwagę na nieprzesadne warunki głosowe artysty. Wytwórnia mogła sobie pozwolić na taką szczerość, ponieważ promocji płyty podjęły się media, przerzucając się jej darmowymi reklamami. Recenzenci poszli już tak daleko, że zaczęli natrząsać się ze wspomnianego zarzutu, doszukując się w nim kokieterii lub niepotrzebnej skromności. Otóż nie, to trzeźwy osąd – Pablopavo nie jest dobrym wokalistą (przynajmniej, jeśli mówimy o muzyce spoza gatunku reggae, raggamuffin). Pewnie dlatego tak często oddaje refreny Ludzikom lub zapraszanym gościom i tu brawa za samoświadomość. Problem w tym, że oprócz głosu na Ladinoli brakuje mi jeszcze wielu innych rzeczy. Na przykład muzyki. To trochę casus Świetlików, gdzie wszyscy skupiają się na tekście, więc w tle może się dziać cokolwiek. Na przykład przez 4 min może snuć się jednostajny walczyk lub przez 6 – plumkać sobie smętny bluesik. I nic tu się nie zmieni. Jak u Pei. Wreszcie teksty – to nimi Pablopavo zjednuje sobie publiczność i krytykę. A na najnowszej płycie są one w kratkę. Bystre obserwacje i pomysłowe koncepty (Jestem) mieszają się z typową dla polskich bardów egzaltacją (Ladinola to pewnie jedyna szansa, aby usłyszeć „niechaj” w 2017 r.), skłonnością do archaizmów i truizmów („muzyka to rozrywka, tylko każdy inną lubi”). Przede wszystkim jednak brakuje mi na tej płycie wyraźniejszych związków z dzisiejszym światem. Nie mam na myśli politycznych manifestów ani nawet społecznych komentarzy na poziomie amerykańskich bardów – Kozelka czy Tillmana. Nudzi mnie jednak ta wieczna nostalgia, ta retromania obecna już na poziomie wystylizowanej okładki. To wieczne wspominanie zaoranych kamienic, zapitych łobuzów i zakurzonych neonów. Parafrazując pewnego brytyjskiego dandysa, podsumuję, że muzyka, jaką w 2017 r. wykonują Pablopavo i Ludziki, nie mówi nic o moim życiu. I trochę się dziwię, że najwyraźniej jestem w mniejszości. 

Data publikacji: