Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Tomasz Wiśniewski

Na Dachu Świata

Na Dachu Świata
„Mistrzowie medytacji i cudów. Życiorysy wielkich buddyjskich mistrzów Indii i Tybetu”
Tulku Thondup, tłum. J. Grodek
„Mistrzowie medytacji i cudów. Życiorysy wielkich buddyjskich mistrzów Indii i Tybetu”
Wydawnictwo Vimala, 2017

Ten zbiór biografii indyjskich i tybetańskich świętych możemy podzielić na dwie części: pierwsza z nich, licząca mniej więcej sto stron, to wprowadzanie teoretyczne do linii przekazu Longczen Ningtig; druga, która liczy sobie ponad trzysta stron, to życiorysy każdego, kto stał się ogniwem tego przekazu: począwszy od mitycznych postaci założycielskich z przeszłości, skończywszy na współczesnym nam nauczycielu autora tej książki. Trzeba przyznać, że część teoretyczna nie jest łatwa w lekturze. Gdy jednak czytelnik przebije się przez te strony i dotrze do pierwszych biografii, prędko zostanie wessany w wir nieskończoności i dalekowschodniej magii.

Historie te często są dość zbliżone: mistrzowie rodzą się w niezwykłych okolicznościach, szybko zostając rozpoznani jako ważne inkarnacje; jako nastolatkowie pokonują w dyspucie najwybitniejszych uczonych; mając znaczące sny i wizje, udają się na odosobnienie; następują lata medytacji i wtajemniczeń (rzecz interesująca, najczęściej mają one miejsce na cmentarzach - gdzie też odbywają się tantryczne ćwiczenia z mniszkami czy z dakiniami); następnie, już po oświeceniu, nauczają nie tylko ludzi, ale również bogów. Nierzadko nie umierają, lecz odchodzą ze świata dobrowolnie po bardzo długim życiu (liczącym np. 150 lat), rozpływając się w świetle.

Ten ogólny i zachwycający schemat wypełniają epizody, które muszą pobudzić wyobraźnię nawet niezainteresowanych buddyzmem. Te biografie w ostateczności mogą funkcjonować jako znakomita literatura fantastyczna. Przywołajmy kilka przykładów. Jeden z mistrzów, Rigdzin Dzigme Lingpa, żyjący w XVIII wieku, jak prędko odkryto, miał na zębie wyryte AH, czyli sylabę „mowy buddy”, co uznano jako oznakę inkarnacji i wyjątkowego przeznaczenia; kiedy miał dwadzieścia kilka lat otrzymał w wizji żółte zwoje i kryształowe paciorki, które połknął, dzięki czemu doświadczył zjednoczenia z naukami; później, już na wyższym etapie rozwoju duchowego, potrafił błyskawicznie pokonywać ogromne odległości, latając na białym tygrysie. Żyjący stulecie później, Do Khjentse Jeszie Dordże zaraz po swoim urodzeniu usiadł w pozycji medytacyjnej i, dotykając wpadających do pomieszczenia promieni Słońca, zaśpiewał sanskrycki alfabet; trzy dni później zniknęło jego ciało fizyczne, ponieważ jogin-niemowlak udał się do równoległej rzeczywistości czystych krain i kryształowych pałaców; po kilku dniach wrócił jednak, pojawiając się na poduszce swej matki.

Oprócz umiejętności czynienia zdumiewających cudów, mistrzów cechowało oczywiście wielkie współczucie. Warto w tym kontekście wspomnieć historię Dzigme Kalzang, który spacerując ulicą chińskiego miasta, usłyszał wołanie o pomoc: pochodziło z ust złodzieja skazanego na stos. Dzigme Kalzang natychmiast przyznał się do winy, zapewniając władze miasta o niewinności złodzieja. Tym samym mistrz został spalony - oddając życie za nieznajomego, którego usłyszał przypadkiem. 

Oczywisty jest sceptycyzm, z jakim czytelnik zachodni podchodzi do tego rodzaju opowieści. Jednakże autor Mistrzów medytacji i cudów wyjaśnia nam w interesujący, właściwie przekonujący sposób, dlaczego w nie nie wierzymy, dlaczego brzmią dla nas tak obco: otóż każdy widzi tyle, na ile pozwala jego zaawansowanie duchowe. Widzimy tyle, na ile zasługujemy. Autor sam uważa siebie za "zwykłego śmiertelnika", którego percepcja zdarzeń jest nadal mocno ograniczona. Jeśli osiągniemy wyższe stopnie oświecenia, tego zjawiska magiczne będą czymś na porządku dziennym. Zmieni się również nasze postrzeganie: ponoć ostatecznie świat zmysłowy, jaki widzimy, jest niczym innym jak konstrukcją ze światła. 

Data publikacji: