Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Tomasz Stawiszyński

Między plecami a powierzchnią pustyni

Tomasz Stawiszyński
Między plecami a powierzchnią pustyni

Brzmi to niczym scenariusz skeczu Monty Pythona, albo przynajmniej jakiejś solidnej, surrealistycznej amerykańskiej komedii z lat 80. Tymczasem nie ma tu nawet grama fikcji. Mike Hughes, 61-letni kierowca z Kalifornii, naprawdę własnoręcznie wystrzelił się w kosmos.

No, może niezupełnie w kosmos, bo rakieta, którą pieczołowicie konstruował przez ostatnie miesiące w przydomowym garażu, wyniosła go na wysokość zaledwie 500 metrów. Ale sami przyznacie: na początek to całkiem niezły wynik.

Tym bardziej, że obrażenia, których doznał po tym, jak wyposażona w dwa zbyt późno otwarte spadochrony kapsuła ratunkowa – z nim w środku – zderzyła się z twardą powierzchnią pustyni Mojave, okazały się stosunkowo niegroźne.

Jest więc wysoce prawdopodobne – takie przynajmniej padły zapowiedzi – że w najbliższym czasie ów samozwańczy eksplorator gwiezdnych przestrzeni podejmie kolejną próbę startu. I kto wie, może faktycznie uda mu się w końcu osiągnąć wysokość odpowiednią do uzyskania ostatecznej odpowiedzi na pytanie, które już od dawna chodzi mu po głowie. I które stało się właściwym powodem całej tej skomplikowanej, ryzykownej operacji.

Brzmi ono: czy Ziemia jest okrągła?

Mike Hughes jest przekonany, że nie. Że jest płaska. Ale nie ma na to twardych dowodów. Dlatego właśnie postanowił polecieć w kosmos. I sprawdzić to samodzielnie. No bo jeśli sam nie sprawdzi to się przecież nie dowie, nieprawdaż

***

Można przypadek Hughesa potraktować jak zwykłą ciekawostkę, albo po prostu jeden spośród niezliczonych przejawów osobliwej ludzkiej fantazji. Można jednak dostrzec w nim także coś swoiście współczesnego, w jakimś sensie typowego dla epoki, w której żyjemy.

A jest to epoka fake newsów, teorii spiskowych, pseudonauki i w ogóle mnogości rozmaitych światopoglądów alternatywnych, które radośnie wyrastają jeden po drugim na żyznej glebie internetu.

Specyfika tej gleby – teza to przecież nienowa, na różne sposoby odmienia się ją od co najmniej kilku lat – sprzyja całkowitemu zatarciu granic pomiędzy rzeczywistością i nierzeczywistością, faktem i fikcją. Nie mając dziś odpowiednich instrumentów poznawczych – w postaci umiejętności krytycznego myślenia i poprawnego rozumowania, czyli rozróżniania pomiędzy informacją rzetelną a nierzetelną – łatwo zatracić się całkowicie w gąszczu cudzych oraz własnych fantazji. Ogromna popularność rozmaitych spiskowo-sensacyjnych opowieści  – od teorii o Reptilianach po ruchy antyszczepionkowe – dobitnie tę łatwość ilustruje.

***

Ale jest w tym jeszcze coś innego, w tej postawie, którą esencjalnie reprezentuje Mike Hughes. Człowiek, który wystrzelił się w kosmos, bo uważa, że kwestia kształtu Ziemi wciąż jest nierozstrzygnięta.

Jest w tym mianowicie jakaś radykalna niezdolność do uznania własnych ograniczeń. Do zrozumienia, że świat, w którym żyję, jest zasadniczo różny od moich wyobrażeń na jego temat. Że – mówiąc inaczej – moja fantazja to jedno, a rzeczywistość, która jest od mojej fantazji całkowicie niezależna, to drugie.

***

Przekonanie, że da się w garażu zbudować rakietę, która będzie w stanie przekroczyć atmosferę ziemską – oto kliniczny przykład całkowicie odrealnionego poczucia omnipotencji.

Przekonanie, że cały dorobek ludzkości w zakresie kosmologii, od Kopernika poczynając, to zwykły bullshit (należy wymawiać z akcentem kalifornijskim) i na pewno wszystko jest zupełnie inaczej, a ja jeden (plus ewentualnie garstka ekscentryków ze Stowarzyszenia Płaskiej Ziemi) przejrzałem na oczy, bo jestem od nich wszystkich mądrzejszy – oto kliniczny przykład nader wysokiego mniemania o sobie.

Ale zarazem też jakiegoś bezbrzeżnego lekceważenia dla zbiorowego wysiłku setek pokoleń, które, posługując się doskonalonymi nieustannie narzędziami, żmudnie pracowały i pracują na rzecz zrozumienia i opisania świata, w którym żyjemy.

Bezbrzeżnego lekceważenia.

***

Jedynym kryterium wszystkiego jestem dla siebie ja sam – mówi nam Mike Hughes, radośnie unosząc się w powietrze.

Kiedy zaś kilka chwil później jego plecy boleśnie zderzają się z twardą powierzchnią pustyni Mojave – co dobitnie zaświadcza o niezależnej egzystencji świata zewnętrznego – nie wyciąga z tego faktu żadnych wniosków.

Może więc przynajmniej dla nas będzie to jakaś lekcja. 

Data publikacji: