pixel Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści
Przekrój
O tym, co rośnie tu i tam (i czy nadaje się do jedzenia), pisze
2020-06-19 10:00:00
zagajnik

Zagajnik – 3/2020

Lipa drobnolistna, zdjęcie: Marcin Polak/Flickr (CC BY 2.0)
Zagajnik – 3/2020
Zagajnik – 3/2020
Czyta się 5 minut

Praca i kofeina

Lipa to cudowna miododajna roślina. Któż z nas nie zna miodu lipowego? Jednak od wielu lat zagadką są martwe pszczoły znajdowane czasem pod lipami. Uważa się, że zjawisko to najczęściej dotyczy lipy węgierskiej (Tilia tomentosa), późno kwitnącej, o niezwykle silnym, wręcz odurzającym zapachu. Dotychczasowe badania nie wskazały jednak żadnego związku chemicznego odpowiedzialnego za ten efekt. Hauke Koch i Philip C. Stevenson w czasopiśmie „Biology Letters” piszą, że bardziej prawdopodobne jest, iż pszczoły umierają z głodu – nektar lipowy pod koniec okresu kwitnienia ma już mniej wartości odżywczych, zawiera za to kofeinę, która oszukuje pszczoły. Owady przeceniają swoje siły i padają z wyczerpania. Ale to tylko jedna z hipotez.


Jaskrawy przysmak

Grzybów jadalnych można szukać nie tylko na ziemi. W parkach miejskich na starych żywych drzewach często spotkamy jadalny grzyb o nazwie żółciak siarkowy (Laetiporus sulphureus). Kiedyś, spacerując w okolicy placu Wilsona w Warszawie, naliczyłem kilkadziesiąt żółciaków, każdy o objętości przynajmniej kilku litrów. Grzyb ten jest bardzo jaskrawy: jedną stronę ma żółtą, a drugą pomarańczową. Nie istnieje drugi nadrzewny grzyb o tak krzykliwej barwie. Pamiętajmy tylko, żeby zbierać osobniki młode, wilgotne, o wyrazistym kolorze – stare smakują jak karton. Zaleca się także ich gotowanie lub smażenie.


Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

Nawłociami kończy się lato

W ogrodach uprawia się setki obcych gatunków kwiatów. Niestety niektóre z nich stają się naprawdę inwazyjne, zabierając przestrzeń roślinom rodzimym. Gatunki obce przeniesione na inny kontynent pozbawione są swoich owadzich wrogów i dlatego czasem uzyskują przewagę nad rodzimą florą. W Polsce największym w tej chwili problemem jest inwazja amerykańskich gatunków nawłoci – kanadyjskiej (Solidago canadensis) i późnej (S. gigantea). Pierwszą rzeczą, jaką zobaczymy, jadąc przez Polskę pociągiem w sierpniu, będą łany żółtych kwiatów tego rodzaju. Tuwim pisał, a Niemen śpiewał, że „mimozami jesień się zaczyna”, ale poeta miał na myśli właśnie te inwazyjne byliny z Ameryki Północnej, bo prawdziwa mimoza (czułek wstydliwy) to roślina, dla której w Polsce jest za zimno, by mogła dziko rosnąć.

Z innych gatunków wykazujących w Polsce nadmierną ekspansję wymienić należy klon jesionolistny (Acer negundo), dąb czerwony (Quercus rubra), rdestowiec japoński (Reynoutria japonica), czeremchę późną (Prunus serotina), niecierpek drobnokwiatowy (Impatiens parviflora) oraz niecierpek himalajski (Impatiens glandulifera).

Ten ostatni w swojej ojczyźnie, Kaszmirze, jest uznawany za roślinę jadalną. Smaczne są zarówno kwiaty, jak i nasiona niecierpka himalajskiego. Nie należy jednak jeść jego liści. Z kolei nasiona naszego rodzimego niecierpka pospolitego (Impatiens noli-tangere) są jadane w Chinach, gdzie nazywa się je dzikim sezamem, gdyż wyglądają i trochę smakują jak sezam. Nasiona niecierpków zaczynają dojrzewać w drugiej połowie lata, można je zbierać do pierwszych przymrozków.


Matka Boska Zielna

W różnych krajach w różne dni w roku odbywają się święta wdzięczności za plony i bogactwo przyrody. W Polsce najważniejsza taka okazja to dzień Matki Boskiej Zielnej (15 sierpnia). Wedle tradycji poświęcone rośliny miały potem różnorodne zastosowanie. Bukiety trzymano przez cały rok, czasem wkładano za święte obrazy. Wierzono, że chronią od nieszczęścia, choroby czy pioruna. Wyciągnięte z bukietów zioła uważano za szczególnie skuteczne w leczeniu ludzi i zwierząt. Czasem podkładano je też umarłym pod głowę. Poświęcone „ziele” umieszczano na przykład na jeden dzień w kapuście, aby nie miała gąsienic.

Bukiety, na pierwszy rzut oka podobne do siebie, różnią się regionalnie. Czasem nawet w sąsiednich wsiach święci się inne rośliny. Bo i różni się flora, i różniło się zastosowanie ziół. Toteż znajomość tego, co gdzie się święci, jak się co nazywa i jak czego używano, to klucz do miejscowej wiedzy zielarskiej – wiedzy nie dla wybranych, ale powszechnej, praktycznej sztuki przekazywanej z matki na córkę i z babki na wnuczkę.

Ojciec polskiej etnobotaniki, Józef Rostafiński, wywodził rzeczone święto od żydowskiego święta pierwszych owoców Jom ha-Bikurim, zaadaptowanego w VI w. przez chrześcijan. Pierwotnie święcono jedynie plony oraz lilie i róże. Z czasem w środkowej Europie zaczęto święcić zioła lecznicze. Nastąpiło to przypuszczalnie dzięki połączeniu tego święta ze starymi tradycjami germańskimi. Niewykluczone, że obyczaj ten przybył do nas z Niemiec, gdyż praktycznie nie występuje we wschodniej i w południowej Słowiańszczyźnie.


Portulaka

Portulaka warzywna to jedno z tych niewielu dzikich warzyw, które nawet w środku lata są miękkie – nigdy łykowate, w przeciwieństwie do większości liści o tej porze roku. Płoży się niepozornie na polach i skrajach ścieżek. Jest chwastem kosmopolitycznym – znajdziemy ją na całym niemal globie. U nas spotykana często, ale nie w olbrzymich ilościach. Dużo obficiej występuje na południu Europy, gdzie czasem potrafi być dominującym chwastem w uprawach okopowych. Jest też w niektórych krajach uprawiana, nawet u nas w sklepach ogrodniczych można kupić pakieciki z jej nasionami. Portulaka nadaje się do jedzenia także na surowo, ale bezpieczniej ją sparzyć wrzątkiem lub wrzucić do smażonej czy gotowanej potrawy. Świetna do zup warzywnych czy jako przystawka do ziemniaków, z masłem lub oliwą.


Kwiaty w cieście

Dzikie warzywa są najsmaczniejsze wiosną, mają wtedy miękkie pędy, które zawierają mniej tanin, celulozy i alkaloi­dów. A co zrobić, gdy przyszło już lato? Wtedy też znajdziemy wiele ciekawych dzikich roślin warzywnych, ale musimy się bardziej wysilić. Po pierwsze, szukajmy ich blisko cieków wodnych i jezior – jest tam większa szansa na rośliny o miękkich pędach. Po drugie, penetrujmy tereny skoszone 2–3 tygodnie wcześniej, może to być wilgotna łąka, park czy ogród. W takich miejscach odrastające pędy pokrzyw, barszczu czy podagrycznika będą naprawdę miękkie. Po trzecie, szukajmy roślin, które nigdy nie są twarde i zawsze pozostają kruche oraz pozbawione goryczy. Do takich dzikich warzyw należy opisana obok portulaka, a także jasnota i żółtlica. Latem również znajdziemy miękkie pędy przepysznego dzikiego szarłatu, który startuje bardzo późno i dopiero w czerwcu czy lipcu nadaje się do zbierania. No i lato to czas kwiatów, które można włączyć do dzikich sałatek. Fenologicznie sezon lata rozpoczyna u nas kwitnienie robinii akacjowej, świetnej do smażenia w cieście naleśnikowym lub robienia dżemów.

Data publikacji:

Łukasz Łuczaj

Etnobotanik, propagator dzikich ogrodów, eksplorator smaków dzikiej kuchni. Profesor Uniwersytetu Rzeszowskiego, doktor habilitowany biologii. Prowadzi badania etnobotaniczne w Chinach, na Bałkanach i Kaukazie. Mieszka i tworzy w małej wiosce na Pogórzu Dynowskim.

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!