pixel Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Chcielibyśmy – na tyle ile to możliwe – umilić Państwu ten trudny czas, dlatego w dniach 20 marca - 13 kwietnia udostępniamy wersję cyfrową wiosennego numeru bezpłatnie. Zapraszamy do czytania i słuchania audio z bieżącego numeru! Przeczytaj wiosenny numer

W związku z zamknięciem wielu punktów sprzedaży prasy, zapraszamy do kupienia papierowej wersji numeru wiosennego w cenie okładkowej, bez dodatkowych kosztów przesyłki. Kup wiosenny numer

Przekrój
Na najsłynniejszej polskiej Łysej Górze, znanej też jako Święty Krzyż, według kronikarza Jana ...
2018-03-06 10:00:00
dzieje czarodziejstwa

Sabat na Łysej Górze

ilustracja: Katarzyna Korzeniecka
Sabat na Łysej Górze
Sabat na Łysej Górze

„Cała wiara ludowa w schadzki i biesiady czarownic na wierzchołkach gór wzięła swój początek w pierwszych wiekach po zaprowadzeniu w Polsce chrześcijaństwa” – tłumaczył ponad 100 lat temu etnograf Zygmunt Gloger w Encyklopedii staropolskiej. – Duchowieństwo, usiłując obudzić w ludzie wstręt do obyczaju starodawnego zbierania się niewiast i dziewcząt na nocne biesiady i uroczystości pogańskie na wierzchołkach wzgórz, ogłosiło te zebrania za sprośne pogańskie schadzki czarownic”.

Czyta się 3 minuty

Wzgórza takie nazywano najczęściej „łysymi” albo „babimi”. Na najsłynniejszej polskiej Łysej Górze, znanej też jako Święty Krzyż, według kronikarza Jana Długosza faktycznie istniała kiedyś bożnica, w której Słowianie czcili swoje bóstwa. Pamięci o dawnych bogach przeciwdziałać miało założone w czasach piastowskich opactwo benedyktyńskie, na wszelki wypadek zaopatrzone w odpowiednie relikwie.

Lecz były też mniej znane Babie Łono w Tatrach czy Łysa Góra pod Poznaniem. Do tego w czasach Rzeczypospolitej Obojga Narodów doszły m.in. wzgórze Szatryja na Litwie oraz kolejne „łyse” góry pod Kijowem, Smoleńskiem i Wilnem. W istocie rzeczy w przypadku procesów o czary prawie zawsze okazywało się, że oskarżeni mieli gdzieś na podorędziu górkę do odbywania sabatów. „Udając się tam na miotle, ożogu, łopacie, w niecce lub w stępie [przyrząd do wyrobu kaszy – przyp. aut.], co zwykle następowało nocną porą, w każdy czwartek po nowiu księżyca, wzywały czarta zaklęciem:

»Płot nie płot, wieś nie wieś, ty biesie nieś!«”

– pisał Gloger.

Seks, taniec i warzenie ziół

Sabaty wyobrażano sobie jako orgie do białego rana (a właściwie do pierwszego piania koguta) z udziałem diabłów. „Tam prezydent kongresu czart siedzi na majestacie, w psiej albo w koźlej postaci, gdzie mu strzygi kłaniają się to klękaniem, to nóg do góry zadzieraniem, świece smolne mu ofiarując, albo pępek niemowlęcia, całując go w twarz tylną” – wyjaśniał z pewną nieśmiałością ksiądz Benedykt Chmielowski, autor pierwszej polskiej encyklopedii powszechnej Nowe Ateny pochodzącej z połowy XVIII w. (czyli z czasów oświecenia!).

Pikantniejszych szczegółów tych szatańskich zabaw dostarczały osoby oskarżone o czary, oczywiście oddane w ręce wyspecjalizowanych oprawców, specjalistów od przesłuchań. Pod wpływem tortur zeznawały, na której to dokładnie górze bywały, jak się tam dostawały, jakich magicznych specyfików używały do fruwania (takich jak wysmażony tłuszcz z dziecka, pióra wróbla, żabi skrzek) i co wyczyniały z demonami. W grę wchodziły najczęściej: seks, taniec, pijaństwo, warzenie ziół oraz bluźnierstwa przeciw Bogu i świętym.

Głośne igraszki z diabłem

Podczas zlotów czarownic niektóre kobiety miały podpisywać cyrografy – własną krwią, z palca serdecznego. Wybierano też „królowe sabatu”, które wkładały złote korony, budząc zrozumiałą zazdrość pozostałych uczestniczek orgii. Czasem odbywały się też zaślubiny z diabłem. W XVII w. niejaka Agnieszka Goroska wyleciała z domu kominem na najbliższą „łysą” górę w Wielkopolsce, a tam wyrzekła się Boga i pobrała z czartem. Ślubu takiego nie pieczętował buziak, ale otrzymane od demona piętno. Dlatego wszelkie znamiona na skórze sędziowie uważali za bardzo obciążające.

Wiejskim babom (bo przecież to one zwykle bywały oskarżane o czary) czasem towarzyszyli na sabatach znajomi z wiosek. „Mam towarzysza Wcieutowskiego, ale ze mną żyć nie chce, bom nie warowna [czyli nie dziewica]” – zeznała jedna z rzekomych czarownic podczas procesu w Koźminie w 1648 r. i dodała: „Grywał nam chłop nieznajomy, czarną gębę miał”. Takim sabatowym muzykiem był też klecha Grzegorz, mistrz piszczałki, wspomniany podczas innego procesu w Koźminie w XVII w. Z kolei niejaki Wawrzyniec Dziad, skazany w Jarocinie w 1719 r., grywał na zlotach, aczkolwiek na instrumencie niezwykłym: na wąsach. Natomiast czarownicom z Dolska w 1710 r. przygrywała nieomal orkiestra – trzech chłopów z piszczałkami. Nie przypadkiem już św. Augustyn pisał, że diabły przyciąga muzyka i śpiew. A przecież ze wzgórz niosło dźwięki bardzo daleko!

Ilustracja: Katarzyna Korzeniecka
Ilustracja: Katarzyna Korzeniecka

 

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!