Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Wszyscy chcemy poznać i dowiedzieć się więcej, niż są nam w stanie zaoferować nudni naukowcy ...
2019-04-24 23:59:00
Prawdziwa historia fake newsów

Pseudonaukowe odkrycia

Pseudonaukowe odkrycia
Pseudonaukowe odkrycia

W co ludzie nie potrafią uwierzyć? Są tacy, którzy uważają, że Chińczyk Li Qingyun faktycznie żył od roku 1677 do 1933, czyli skromnych 256 lat. Bo dlaczego staruszek miałby kłamać, a dziennikarze pisaliby oczywiste nieprawdy? Są też naiwniacy przekonani, że ludzie żyli na Ziemi jednocześnie z dinozaurami i na nie polowali. Przecież nie mogło być inaczej, skoro widać sceny z prehistorycznymi gadami na tzw. kamieniach z Ica, prawda?

Czyta się 4 minuty

Wszyscy chcemy poznać i dowiedzieć się więcej, niż są nam w stanie zaoferować nudni naukowcy – twardo stąpający po ziemi, kurczowo trzymający się faktów i dowodów. To jednak prosta droga do wejścia na autostradę do pseudonaukowego piekła!

Nephilim prosto z Biblii

16 października 1869 r. robotnicy kopiący studnię za stodołą Williama Newella, farmera z Cardiff w stanie Nowy Jork, natrafili na coś niezwykłego. To było spetryfikowane nagie ciało człowieka, mierzącego – bagatela – 3 m! Wieść o odkryciu błyskawicznie rozeszła się po okolicy. Jedni sądzili, że to musi być jakiś Indianin sprzed wieków. Tylko dlaczego aż taki wysoki? Nie, to musiało być coś innego. Może jeden z gigantów znanych z greckiej mitologii? A jeszcze lepiej: jeden z biblijnych nephilim, czyli olbrzymów zrodzonych ze związków aniołów z ziemskimi kobietami!

Na zdjęciach z „ekshumacji” giganta widać, jak wydobywany jest z szybu, a wokół niego z namaszczeniem pozuje tłum ludzi. Gapie przyjeżdżali z daleka, by obejrzeć osobliwą skamieniałość. Patrzyli w tajemniczo uśmiechnięte, świetnie zachowane oblicze giganta i zastanawiali się, co za nim się kryje. Właściciel pola oczywiście wyczuł okazję do zbicia na tym pieniędzy: postawił nad gigantem namiot i zaczął pobierać opłaty od widzów. Najpierw ćwierć dolara, potem dwa razy więcej. Naiwnych turystów nie brakowało. Także niektórzy duchowni przekonywali wiernych, że olbrzym to autentyk potwierdzający opowieści zapisane w Biblii. Bardziej sceptyczni goście zastanawiali się, czy mają do czynienia nie tyle ze skamieniałym ciałem, ile po prostu z antyczną rzeźbą. Tylko naukowcy nieśmiało protestowali, że to musi być humbug.

Sekret „giganta z Cardiff”, jak powszechnie nazywano znalezisko, wyjaśnił się już dwa miesiące później. Okazało się, że za jego tajemniczym uśmiechem stoi niejaki George Hull, kuzyn Newella, właściciel sklepu z wyrobami tytoniowymi. Zapłacił on fachowcom za wyrzeźbienie olbrzyma z gipsu, umiejętnie „postarzył” figurę kwasem, a następnie, nie szczędząc pieniędzy, przetransportował na farmę i zakopał. Po co to wszystko? Hull był zagorzałym ateistą, toczącym z metodystami z sąsiedztwa zażarte spory o prawdziwość Księgi Rodzaju. Postanowił wyśmiać ich przekonania i dlatego przygotował swoją fałszywkę. Pokazał, jak bardzo potrafią być łatwowierni, literalnie trzymając się słów zapisanych w Biblii.

Zanim jednak Hull ujawnił prawdę o „gigancie z Cardiff”, figurę kupili biznesmeni, wietrząc szansę na krociowe zyski. Faktycznie trochę na nim zarobili, jednakże po ujawnieniu prawdy przez Hulla, ekscytacja gipsowym olbrzymem nieco osłabła. Mimo to zarówno on, jak i jego konkurencyjna kopia, która pojawiła się w nowojorskim muzeum osobliwości P.T. Barnuma, wciąż na siebie zarabiały. A publiczność wcale nie uodporniła się na fałszywe odkrycia.

Ewolucyjny dziwoląg

W 1912 r. Charles Dawson – z zawodu prawnik, a z zamiłowania archeolog amator – ogłosił, że natrafił na czaszkę stworzenia będącego najwyraźniej brakującym ogniwem ewolucji między małpą a człowiekiem. Jej fragment miał odkryć kilka lat wcześniej pracownik żwirowni w Piltdown w angielskim hrabstwie East Sussex. Potem Dawson kontynuował poszukiwania i odnalazł pozostałe części. Na tyle zainteresował swoimi odkryciami naukowców, że w pracach pomagał mu uznany badacz Arthur S. Woodward z londyńskiego Muzeum Historii Naturalnej. Na wiarygodność znaleziska wpłynął też fakt, że w pobliżu znaleziono resztki zwierząt – w tym mastodonta i prehistorycznego słonia – żyjących od 200 tys. do miliona lat temu.

Brytyjczycy wydawali się dumni, że właśnie na ich wyspie udało się dokonać tak ważnego odkrycia, być może kluczowego dla teorii ewolucji. Nie zdawali sobie sprawy, że w rzeczywistości mają przed sobą nowocześniejszą wersję „giganta z Cardiff”. Fałszywkę – tyle że wykonaną nie w duchu kreacjonizmu, lecz ewolucjonizmu.

Coraz więcej rodziło się wokół niej wątpliwości i coraz mniej pasowała do kolejnych odkryć paleontologów. Brakowało jednak dowodów, by ostatecznie odstawić „człowieka z Piltdown” do lamusa. Prawdę o czaszce ogłoszono wreszcie w 1953 r., po kilkuletnich wnikliwych badaniach. Okazało się, że jest ona przemyślaną mistyfikacją. Górny fragment czaszki był ludzki i pochodził z Ameryki Południowej, sprzed około 600 lat. Nieco młodsza żuchwa była zaś… żuchwą orangutana z Borneo. Całości dopełniał stary ząb szympansa.

Bez szczepionki

W przeciwieństwie do „giganta z Cardiff” do dziś nie wiadomo, kto sfabrykował „człowieka z Piltdown”. Możliwe, że był to spreparowany przez jakiegoś naukowca żart, który nieoczekiwanie wymknął się spod kontroli. Tak to już bywa z naukowymi fake newsami. Czasem nie da się tego uniknąć. Niezależnie, czy owe fake newsy dotyczą alchemicznej przemiany metali nieszlachetnych w złoto, zimnej fuzji, cudownych leków na nieuleczalne choroby, odmładzających przeszczepów zwierzęcych jąder, czy też – jak obecnie – rzekomych zagrożeń, jakie niosą za sobą szczepionki.

Sęk w tym, że ani sprawa „giganta z Cardiff”, ani „człowieka z Piltdown” nie zaszkodziły ludziom tak bardzo, jak ślepa wiara ruchu antyszczepionkowców w ich pseudonaukowe teorie. Co z tego, że guru tego środowiska – Brytyjczykowi Andrew Wakefieldowi – udowodniono, że się mylił, wiążąc szczepionkę przeciw odrze, śwince i różyczce z przypadkami autyzmu i zapalenia jelit. Co z tego, że jego artykuł w magazynie medycznym „The Lancet” uznano za nierzetelny. Wyznawcy Wakefielda nie zwracają już na to uwagi. Dla nich jest męczennikiem walczącym z koncernami farmaceutycznymi, któremu za jego bezkompromisowość i niezależność odebrano prawo wykonywania zawodu lekarza. Cóż, historia na pewno to oceni.

 

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!