Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Czytanie owocuje!

W letnim „Przekroju” nadzieja i ciekawość, szczęśliwe trafy i wielkie odkrycia. Ukraińska literatura i sztuka, a także antywojenny Bertrand Russell pod rękę z Josephem Hellerem. Uważne słuchanie i świadome śnienie. Dzikie pływanie i zbieranie jagód. Dbanie o rozwój, zdrowie i dobrostan. Prasłowianie, Aborygeni i uciekające ze Słońca fotony.

Kup letni „Przekrój”

Aż 220 stron do czytania przez trzy miesiące. „Przekrój” w nowym formacie jest wygodniejszy do przeglądania i idealnie mieści się w skrzynce pocztowej. Zamów i ciesz się lekturą – tylko tutaj z bezpłatną przesyłką. Sprawdź!

Przekrój
Nie tylko dieta i geny, lecz także nasze nastawienie do świata i innych ludzi mogą mieć wpływ na ...
2022-03-28 00:00:00
książka

Dlaczego osobowość i emocje mają wpływ na długość życia?

„Daleko, daleko Zamek Soria Moria lśnił jak złoto”, Theodor Kittelsen, 1900 r./Nasjonalmuseet (domena publiczna)
Dlaczego osobowość i emocje mają wpływ na długość życia?
Dlaczego osobowość i emocje mają wpływ na długość życia?

Nie tylko dieta i geny, lecz także nasze nastawienie do świata i innych ludzi mogą mieć wpływ na to, jak długo będziemy cieszyć się życiem. Poniższy tekst pochodzi z książki Marty Zaraski, Tajemnice długowieczności. Jak przyjaźń, życzliwość i optymizm pomagają dożyć stu lat, wyd. W.A.B., 2022.

Czyta się 10 minut

22 września 1930 roku matka Mary Stanislaus Kostka, pulchna zakonnica o okrągłej twarzy, która była w tym czasie północnoamerykańską przełożoną Sióstr Szkolnych de Notre Dame, wysłała list do klasztorów z prośbą, aby przed złożeniem ślubów wieczystych każda nowicjuszka napisała krótki życiorys. Wkrótce zaczęły się piętrzyć stosy odręcznych opisów. I chociaż miały być one zwięzłe i zawierać konkretne informacje (miejsce urodzenia, ukończone szkoły, pochodzenie), biografie często się różniły. Jedna z sióstr napisała:

„Bóg dobrze rozpoczął moje życie, obdarzając mnie łaską o nieocenionej wartości (…). Ostatni rok, który spędziłam jako kandydatka, studiując w Notre Dame College, był dla mnie bardzo szczęśliwy. Teraz z niecierpliwością oczekuję na przyjęcie Świętego Habitu Matki Bożej i życie w zjednoczeniu z Boską Miłością”.

Z kolei inna młoda zakonnica relacjonowała:

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

„Urodziłam się 26 września 1909 roku, jako najstarsza z siedmiorga dzieci, pięciu dziewczynek i dwóch chłopców (…). Mój rok kandydacki spędziłam w domu macierzystym, ucząc w Instytucie Notre Dame chemii i łaciny na drugim roku. Z pomocą Bożej łaski zamierzam zrobić wszystko, co w mojej mocy, dla naszego Zakonu, dla szerzenia religii i dla mojego osobistego uświęcenia”.

Różnice pomiędzy tymi dwoma fragmentami mogą być subtelne, ale kiedy przyjrzeć się im uważniej, da się zauważyć, że pismo pierwszej zakonnicy jest pełne pozytywnych emocji. Pisze ona o „bardzo szczęśliwym” roku i o swojej „żarliwej radości”. Natomiast relacja drugiej kobiety jest bardziej wyważona, zawiera tylko suche fakty. Dla stanu zdrowia i długości życia takie różnice mają znaczenie. Wiele dziesięcioleci po tym, jak Matka Kostka wysłała apel o pisanie życiorysów, trzech badaczy z Uniwersytetu Kentucky zagłębiło się w klasztorne archiwa i wydobyło z nich odręczne zapiski 180 zakonnic. Dokładnie je przeanalizowali, oznaczając każde słowo – na podstawie jego nacechowania emocjonalnego – jako pozytywne, negatywne lub neutralne. Na przykład wdzięczność, nadzieja i ulga były uznawane za pozytywne, a złość, obrzydzenie i strach jako negatywne. Naukowcy sprawdzili również, które z zakonnic nadal żyją i w jakim wieku zmarły pozostałe z nich. Wyniki okazały się dość jednoznaczne: te siostry, których historie były najbardziej radosne i optymistyczne, żyły najdłużej. Pogodne usposobienie dodawało średnio dziesięć lat życia.

Zatem korzyści z pozytywnego podejścia do życia czerpią nie tylko zakonnice, ale też sławni psychologowie oraz orangutany. Dziesięć lat po badaniach przeprowadzonych w klasztorze wykonano podobną analizę autobiografii zmarłych psychologów, w tym takich autorytetów jak Burrhus Frederic Skinner i Jean Piaget. Wykazała związek między zamiłowaniem do używania pozytywnych słów a dożyciem imponująco zaawansowanego wieku. Tymczasem w ogrodach zoologicznych szczęśliwe orangutany to długowieczne orangutany. Nie myślcie, że odkryto też małpy piszące pamiętniki. Opiekunowie zwierząt z 42 ogrodów zoologicznych całego świata zostali poproszeni o ocenę swoich podopiecznych, na przykład określając, jak często dane zwierzę wydaje się doświadczać pozytywnych nastrojów w porównaniu z negatywnymi. Po raz kolejny różnice w długości życia okazały się wyjątkowo duże: szczęśliwe małpy żyły średnio o 11 lat dłużej.

Ludzkość od dawna podejrzewa, że szczęście wpływa na długość życia. Już w Biblii można znaleźć stwierdzenie, że: „Radość serca jest życiem człowieka, a wesołość męża przedłuża dni jego” (Eklezjastyka 30:22, Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu. Biblia Tysiąclecia, praca zbiorowa, Pallotinum, Poznań 2014) – a według Szekspira: „Śmiech jest lekarstwem i życie przedłuża” (Poskromienie złośnicy, przeł. Leon Ulrich, Wydawnictwo CM, Warszawa 2020.). Nauka dogania już literaturę. W wielu z ponad 10 000 publikacji naukowych, które ukazują się każdego roku na temat dobrostanu subiektywnego, pojawia się opinia, że pozytywność równa się lepszemu zdrowiu i większym szansom na zostanie stulatkiem. Okazuje się, że szczęście może nam dodać od czterech do dziesięciu lat życia. Z wyjątkowo rzetelnie przeprowadzonego brytyjskiego badania, w którym stan radości życia był mierzony co dwa lata – w sumie przez sześć lat – wynika, że ludzie, którzy za każdym razem twierdzili, że czują się pełni energii, cieszą się codziennymi sprawami, a życie daje im poczucie szczęścia, byli o 24 procent mniej narażeni na śmierć niż ich mniej radośni rówieśnicy.

A może po prostu jest tak, że zła kondycja fizyczna sprawia, że ludzie stają się nieszczęśliwi, a jeśli jest się w złej kondycji fizycznej, to się wcześnie umiera – logiczne, prawda? Jednak podczas mierzenia poziomu szczęścia takie związki przyczynowo-skutkowe dość łatwo kontrolować, biorąc pod uwagę początkowy stan zdrowia i sprawdzając po latach zmiany fizjologiczne w organizmie. Poza tym przeprowadzono już badania i eksperymenty na zwierzętach (na ludziach też), które pokazują, że samopoczucie wpływa na organizm – na przykład oddziałując na procesy zapalne lub metylację DNA.

Mierzenie szczęścia jest trudnym zadaniem. Czy jesteście szczęśliwsi od swoich rodziców? Albo od sąsiadów? Jak to określić? Nie można tak po prostu pobrać próbki krwi i policzyć cząsteczki radości znajdujące się w surowicy. Nawet język, jakim się posługujecie, może wpływać na relacje ludzi o dobrym samopoczuciu. Francuskie słowo nazywające uczucie szczęścia – heureux, czy niemieckie – glücklich, albo polskie – szczęśliwy mają o wiele większą wagę niż angielskie happy. Raczej nie powiedzielibyście, że jedzenie lodów czyni was heureux czy szczęśliwymi (musiałyby to być podejrzanie dobre lody). Poza tym pozytywny nastrój można uzyskać, korzystając z niezbyt legalnych źródeł – kokainy czy magicznych grzybów. Dlatego naukowcy wolą mówić o czymś, co nazywają „subiektywnym dobrostanem”, który obejmuje radość, optymizm i ogólne zadowolenie z życia.

Aby jeszcze bardziej skomplikować sytuację, wielu psychologów rozróżnia również dobrostan hedoniczny i eudajmoniczny – lub, innymi słowy, przyjemność i sens życia. Przeprowadźmy eksperyment myślowy: wyobraźcie sobie, że możecie zostać podłączeni do futurystycznej maszyny, która jest w stanie sprawić, że doświadczycie każdej przyjemności znanej ludziom, od rozkoszy podróży po błogość miłości. Spędzalibyście całe dni, tylko pływając w zbiorniku z elektrodami podłączonymi do mózgu i bez przerwy się bawiąc. Czy skorzystalibyście z tej propozycji? Czy takie życie byłoby naprawdę szczęśliwe?

Marta Zaraska, zdjęcie: © Anka Górajka
Marta Zaraska, zdjęcie: © Anka Górajka

Scenariusz tego eksperymentu myślowego nazywanego „maszyną przeżyć” został opracowany przez amerykańskiego filozofa Roberta Nozicka. W kilku badaniach zaproponowano skorzystanie z niej setkom ludzi i w większości przypadków oferta była odrzucana. W jakiś sposób ludzie instynktownie czuli, że mimo tych wszystkich przyjemności życie w maszynie Nozicka nie byłoby dla nich czymś naprawdę dobrym. W takiej egzystencji brakowałoby przede wszystkim dobrostanu eudajmonicznego, na który składają się cel, samorealizacja i poczucie sensu. I choć teoretycznie maszyna mogłaby również symulować takie odczucia, ludzki instynkt sprzeciwia się nadawaniu znaczenia życiu, które jest tylko wirtualne. Brak prawdziwego celu może z kolei sprawić, że życie w maszynie Nozicka jest nie tylko puste, ale i krótkie.

Okazuje się, że znalezienie sensu życia może być istotniejsze dla zdrowia i długowieczności niż radosny nastrój. W jednym z badań, w którym porównano dobrostan hedoniczny i eudajmoniczny, osoby mające cel w życiu wykazywały korzystny wzorzec ekspresji genów związanych z reakcją walcz lub uciekaj, podczas gdy u tych skupionych na dążeniu do przyjemności cielesnych ten wzorzec był niekorzystny. Innymi słowy, ludzie, którzy znaleźli sens istnienia, mieli więcej dobrych genów włączonych i więcej złych wyłączonych. Co istotne, znalezienie sensu życia nie tylko zwiększa szanse na zostanie stulatkiem, ale również obniża ryzyko upośledzenia funkcji poznawczych – nawet w przypadku choroby Alzheimera. Jeśli rozwinie się ona u dziewięćdziesięciolatka, który ma jasno określony cel w życiu, to ma on szansę funkcjonować dobrze pomimo rzeczywistych zmian patologicznych w mózgu.

Nadanie znaczenia życiu może być szczególnie ważne, gdy „ekskrementy wpadły w wentylator” (parafrazując słowa Kurta Vonneguta z książki Hokus Pokus) lub, mniej poetycko, kiedy sprawy nie idą zgodnie z planem. W eksperymentach laboratoryjnych, kiedy ludzie mający cel w życiu są zmuszani do patrzenia na obrzydliwe lub niepokojące obrazy przemocy i chorób, ich ciała migdałowate pozostają względnie spokojne i dochodzą do siebie po tym nieprzyjemnym doświadczeniu znacznie szybciej niż u ludzi, którzy nie widzą takiego celu. Friedrich Nietzsche miał rację, kiedy napisał, że „ten, kto wie, dlaczego żyje, nie troszczy się o to, jak żyje” (Zmierzch bożyszcz, czyli jak filozofuje się młotem, przeł. Grzegorz Sowiński, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2013). Poza tym eudajmoniczny dobrobyt oznacza więcej substancji szarej w wyspie – obszarze mózgu związanym z nagradzaniem314, co może pomóc regulować emocje i radzić sobie ze stresem.

Jednym ze sposobów, w jaki posiadanie celu w życiu może przekładać się na długowieczność, jest jego wpływ na zachowania mające związek ze stanem zdrowia. Ludzie, którzy czują, że ich egzystencja ma sens, są bardziej skłonni do badania poziomu cholesterolu albo regularnie pozwalają sobie wkładać długie gumowe rurki w końcowy odcinek przewodu pokarmowego (kolonoskopia). Ale eudajmoniczny dobrostan wydaje się mieć również bezpośredni wpływ na organizm, gdyż obniża poziom kortyzolu i cytokin prozapalnych.

A teraz pytanie za milion dolarów: jak stać się szczęśliwszym i znaleźć cel w życiu? Na ten temat napisano wiele książek i prac naukowych, i choć jak dotąd nikt nie znalazł cudownego rozwiązania, to mniej więcej wiadomo już, co działa, a co nie. Bez wchodzenia w szczegóły (mój wydawca nie byłby szczęśliwy, gdybym napisała tysiącstronicową książkę) dam wam kilka, opartych na badaniach, podstawowych porad. Po pierwsze, zamiast szukać hedonicznego szczęścia, spróbujcie znaleźć cel w życiu codziennym. Dobrym pierwszym krokiem jest po prostu uznanie, że sens życia jest ważny, i poświęcenie czasu na refleksję nad nim. Znajdźcie mocne strony swojego charakteru i zastanówcie się, w jaki sposób możecie wykorzystać swoje zdolności, by pomóc innym (jakaś forma pomocy charytatywnej). Po więcej pomysłów sięgnijcie do takich książek, jak klasyczna już pozycja Viktora Frankla Człowiek w poszukiwaniu sensu lub niedawno wydana Znajdź w życiu sens Emily Esfahani Smith.

Po drugie, pamiętajcie, że coraz większe pieniądze nie są tak naprawdę rozwiązaniem, to nie uczyni was szczęśliwszymi. Im bardziej ludzie skupiają się na celach finansowych, tym mniej szczęśliwi się stają – i ta prawda znajduje potwierdzenie nie tylko w bogatych krajach, ale również w mniej zamożnych, jak Rosja czy Indie. Oczywiście ludziom, którzy z trudem zaspokajają swoje podstawowe potrzeby, grubszy portfel poprawi samopoczucie, jednak powyżej pewnego poziomu dochodów więcej pieniędzy nie musi się równać większej radości życia.

Richard Easterlin, znany amerykański ekonomista, wyjaśnił, że korzystny wpływ rosnących wypłat na dobrostan zaciera się, ponieważ człowiek im więcej ma, tym więcej chce. Jak napisał kiedyś Ralph Waldo Emerson: „Potrzeba jest olbrzymem, który stale rośnie i dla którego płaszcz posiadania nigdy nie jest wystarczająco obszerny”. Eksperymenty laboratoryjne pokazują również, że kiedy ludzie skupiają się na gromadzeniu pieniędzy, stają się mniej towarzyscy i mniej pomocni. To zaś – jak wiadomo z zależności między towarzyskością a zdrowiem – może potencjalnie oznaczać mniejsze szanse na zobaczenie w przyszłości swojego tortu z setką świeczek. Istnieją jednak sposoby na to, by poczuć więcej szczęścia bez udziału pieniędzy. Sprawdza się na przykład zdobywanie doświadczeń zamiast dóbr materialnych (czyli tak dla rodzinnej wycieczki do parku rozrywki, nie dla najnowszego smartfona). Kolejną rzeczą jest wydawanie pieniędzy na innych, a nie na siebie – przekazywanie ich na cele charytatywne, obdarowywanie bliskich prezentami i tak dalej.

Po trzecie, nie gońcie za szczęściem za wszelką cenę – ono będzie uciekać. Podobnie jak w przypadku pieniędzy, skupianie się na szczęściu jako celu może przynieść odwrotny skutek i sprawić, że będziecie mniej zadowoleni z życia. Pamiętacie pojęcie FOMO z rozdziału szóstego? Chociaż słowo to zostało oficjalnie dodane do słownika Oxford English w 2013 roku, zjawisko to jest tak powszechnie występującym problemem, że Anxiety and Depression Association of America (Amerykańskie Stowarzyszenie Zaburzeń Lękowych i Depresji) założyło stronę internetową poświęconą jego przezwyciężaniu.

FOMO, czyli lęk przed pominięciem, to ciągłe, dokuczliwe uczucie, że gdzieś coś się dzieje, a nas tam nie ma, nie trzymamy ręki na pulsie i martwi nas to, że coś nas omija, inni bawią się lepiej, jadają w lepszych restauracjach, odwiedzają w czasie wakacji atrakcyjniejsze miejsca i chodzą na bardziej modne imprezy. I że wy też powinniście robić te same rzeczy. Anxiety and Depression Association of America zaleca, by spróbować zaprzestać gadulstwa – czyli żadnego Facebooka czy Instagrama – i ćwiczyć delektowanie się prostymi codziennymi przeżyciami. Zamiast denerwować się, że nie możecie polecieć na Malediwy, rozkoszujcie się biwakowaniem w rezerwacie przyrody w pobliżu swojego domu. Zamiast dręczyć się zastanawianiem, który z nagradzanych szefów kuchni robi najlepsze ostrygi w mieście i dlaczego właśnie teraz ich nie jecie, przygotujcie to danie sami. Ale uwaga: jedzenie surowych skorupiaków może mieć nieoczekiwane konsekwencje dla stanu zdrowia i długości życia – czyli zmienić osobowość.


Fragment książki Marty Zaraskiej pt.: Tajemnice długowieczności. Jak przyjaźń, życzliwość i optymizm pomagają dożyć stu lat. Wydawnictwo W.A.B. 2022 r.

 „Tajemnice długowieczności. Jak przyjaźń, życzliwość i optymizm pomagają dożyć stu lat.”, Marta Zaraska, Wydawnictwo W.A.B. 2022 r.
„Tajemnice długowieczności. Jak przyjaźń, życzliwość i optymizm pomagają dożyć stu lat.”, Marta Zaraska, Wydawnictwo W.A.B. 2022 r.

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!