Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Już jest – nowy „Przekrój”, a w nim jak zwykle dużo wszystkiego! Piszemy o bliskich nam wartościach, dalekiej Japonii i jeszcze dalszej Wenus. Rozmawiamy z dziećmi i mądrymi dorosłymi, przyglądamy się snom i fraktalom. Wiosenny "Przekrój", jak można go nie kupić?

Kup numer wiosenny

Przekrój
O manowcach gramatyki opowiada Mirosław Bańko.
2021-03-19 09:00:00

Wyrobiona dama kier

Wyrobiona dama kier

Czym jest gramatyka? Sztuką układania dobrze zbudowanych zdań, które nie muszą być mądre ani prawdziwe. Mogą być absurdalne, mogą nawet nie znaczyć nic. Najsłynniejsze z tych zdań brzmi Colorless green ideas sleep furiously, czyli „Bezbarwne zielone idee wściekle śpią”.

Czyta się 3 minuty

Autorem zdania jest Noam Chomsky, kiedyś językoznawca, później krytyk współczesnego społeczeństwa, publicysta i działacz o poglądach lewicowych. Zdaniem o bezbarwnych ideach chciał zilustrować niezależność gramatyki i semantyki oraz podkreślić kreatywny aspekt języka, czyli to, że mówiąc, nie odtwarzamy zasłyszanych wcześniej wypowiedzi, tylko tworzymy nowe, własne, w tym takie, których nikt wcześniej nie utworzył.

Zdanie Chomskiego miało być nonsensowne, ale czytelnicy spłatali mu figla i nadali jego zdaniu sens na zasadzie metaforycznej. Można to zrobić na wiele sposobów, np.: zielone znaczy niedojrzałe, bezbarwne znaczy nijakie, a spać wściekle to czekać w uśpieniu, ale wewnątrz aż gotować się od ukrytej energii. Niech no te idee się obudzą, a wtedy zobaczymy, jakie są naprawdę!

Czas płynie i dzisiejsi czytelnicy mogą zinterpretować Chomskiego na nowo. Zielone znaczy teraz ekologiczne, bezbarwne znaczy czyste jak powietrze bez smogu, wściekle spać – czyżby to zapowiedź buntu klimatycznego młodych aktywistów pod wodzą Grety Thunberg? Słynne zdanie Chomskiego pochodzi z 1957 r.

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

Wcześniejszy o trzy dekady jest przykład przytoczony przez Ogdena Richardsa (językoznawcę i filozofa, twórcę Basic English) oraz Ivora Richardsa (teoretyka literatury, krytyka literackiego i pedagoga): The gostak distims the doshes. Polski przekład wymaga adaptacji i może brzmieć tak: „Gostak dystumuje dosze”. Ani angielskie, ani polskie zdanie nie znaczy prawie nic, ale sama ich budowa pozwala je zrozumieć do pewnego stopnia, a nawet prowadzić dialogi, np.: „Co to jest gostak?” – „Gostak jest tym, co dystymuje dosze”. „OK, ale co to są dosze?” – „Dosze to to, co dystymuje gostak”. „Aha, ale co znaczy dystymować?” – „Robić to, co gostak robi doszom”. Jasne, prawda?

Wśród słynnych zdań, które można zrozumieć, nie rozumiejąc ani jednego słowa, jest rosyjskie; pochodzi od językoznawcy Lwa Szczerby: Глoкая кyздра штeко будланyла бoкра и курдячит бокрёнка, w transkrypcji: „Głokaja kuzdra sztieko budłanuła bokra i kudriaczit bokrionka”. Osoby znające rosyjski mają szansę wyczytać z tego przykładu więcej niż z poprzednich, a to ze względu na podobieństwo niektórych słów do wyrazów języka rosyjskiego. Na przykład rosyjskie kudriawyj znaczy kędzierzawy, a na -onok kończą się m.in. nazwy małych zwierząt (jak w polskim kotek albo lwiątko), więc nasuwa się myśl, że kuzdra mierzwi sierść bokrionkowi, a przed chwilą sztieko (mocno?) budłanuła (trąciła?) bokra. Ten ostatni kiedyś też był bokrionkiem, ale urósł i teraz jest dużym bokrem.

Jeszcze więcej wskazówek, jak czytać niejasny tekst, znajdziemy w wierszu JabberwockyPo drugiej stronie lustra. Oryginał Lewisa Carrolla miał wiele polskich przekładów, początkowy fragment w tłumaczeniu Macieja Słomczyńskiego brzmi: „Było smaszno, a jaszmije smukwijne/ Świdrokrętnie na zegwniku wężały”. Tłumacz obficie korzysta z kontaminacji, czyli krzyżuje słowa, nie oglądając się na ich budowę: smaszno to jednocześ­nie smacznie i strasznie (straszno!), jaszmije to w jednym ciele jaszczurki i żmije, smukwijne są, bo i smukłe, i wiją się wężowato, świdrokrętnie nie wymaga wyjaśnień i tylko zegwnik trochę tajemniczy.

To jednak nic w porównaniu z tekstami, które rodzą się wcale nie pod piórem lingwistów ani eksperymentujących z językiem poetów, tylko zwyczajnie, w codziennej komunikacji. Oto fragment z opisu rozgrywki brydżowej: „Jeżeli obrońca W wyrzuci małego kiera, to rozgrywający odegra asa kier i przejdzie do ręki asem pik, aby skorzystać z wyrobionej damy kier”. Autor tego felietonu przyznaje, że w brydża nie gra. Owszem, grał trochę w szkole dla towarzystwa, ale nic z gry nie rozumiał i nadal mało rozumie, więc „wyrobiona dama kier” brzmi w jego uszach tyleż intrygująco, co zabawnie.

Dajmy spokój brydżystom: wystarczy, żeby siebie nawzajem rozumieli, bo języki specjalistyczne ani środowiskowe nie muszą być zrozumiałe dla osób z zewnątrz. Ale co począć, gdy przemawia ksiądz albo polityk, z założenia do wszystkich, ale tak, jakby połowę słuchaczy ignorował lub miał za głupców. Albo gdy pismo z urzędu składa się z wyrazów niby znanych, ale tak cudnie poskładanych, że ni w ząb nie można zrozumieć („nie idzie zrozumieć” – mówią niektórzy nad Wisłą). Nie będziemy tu cytować przykładów, niech każdy sam poszuka, to nietrudne. Na tle języka naszych przywódców duchowych i świeckich, na tle urzędniczej abrakadabry bezbarwne zielone idee, gostaki dystymujące dosze, głokie kuzdryjaszmije smukwijne wyglądają całkiem niewinnie, a nawet budzą sympatię.

Rzeczywistość potrafi być straszniejsza niż świat wyobrażony.

Data publikacji:

Mirosław Bańko

Profesor w Instytucie Języka Polskiego Uniwersytetu Warszawskiego. Przez 20 lat zajmował się układaniem słowników i z tego czasu zostało mu zamiłowanie do słowa.

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!