Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Jerzy Szaniawski

Profesor Tutka o różnych poglądach

Profesor Tutka o różnych poglądach

– Mówicie panowie – odezwał się profesor Tutka – że ludzie o różnych poglądach doprowadzają siebie i innych podczas dyskusji do irytacji, gniewu, czasem nawet do nienawiści i patrzą na siebie wrogo. Ale można żyć i w zgodzie pomimo utarczek, mimo myśli oskarżających przeciwnika o braki umysłowe.

Opowiem o pewnym małżeństwie: ludzie starsi; pani rzutka, aktywna, pan – cichy i bierny. Hasłem pani była walka. Zawsze walczyć! Nie poddawać się, walczyć ze złem! Mąż wyznawał: „Nie sprzeciwiać się złu”. Przedstawiając sprawę poglądowo, jeżeli ukazywalibyśmy zło jako czarnego kota, pani na jego widok mówiłaby: „a kysz, a kysz!”, a pan raczej przyjaźnie: „kici, kici, koteczku”.

Poglądy pani, jej postawa, trafiają ludziom lepiej do przekonania; pogląd pana uważany jest przez ogół nawet za szkodliwy. Pan jednak miał za sobą potężny autorytet w postaci wielkiego powieściopisarza, myśliciela i moralisty. Postać popularna, malownicza, z piękną brodą, chodząca w zgrzebnej koszuli i boso. Ta postać była obrońcą pana, bowiem słynęła z tego, że „nie sprzeciwiała się złu”.
Pani uważała między innymi za zło starość. Najlepszym sposobem walki ze starością jest, według pani, dotrzymywanie kroku młodym, troska o to, by nie dać się wyprzedzić. Pan uważał, iż lepiej usiąść w fotelu i nie męczyć się w dotrzymywaniu kroku młodym. Niech wyprzedzają.

Pani urządzała sobie w ogródku tzw. bieg przez płotki. Mężowi kazała notować czas i wyniki, które sprawdzała później z wynikami młodych lekkoatletek notowanymi w prasie. Raz skoczywszy przez płotek – upadła. Wstała, ale przy pomocy męża i przechodzącego sąsiada. Zaprowadzono ją do łóżka. Zawezwany lekarz sportowy okazał się człowiekiem bardzo delikatnym: zaczął mówić o tym, że w sporcie – to może nawet i smutne – ale ludzie powyżej lat... powiedzmy... dwudziestu ośmiu muszą już myśleć o sukcesach... trenera. Bo w innych, jak się wyraził, „dyscyplinach”, na przykład w literaturze, sztuce, dwudziestoośmioletnie talenty dopiero dojrzewają. W sporcie inaczej. Więc należałoby z niektórych wyczynów zrezygnować.

Pani usłuchała lekarza, który w sposób tak delikatny poruszył sprawę jej wieku, i zrezygnowała z sukcesów sportowych. Postanowiła jednak dalej dotrzymywać kroku młodym, chociaż już w sposób mniej męczący. Mianowicie przerzuciła się na entuzjastkę młodej sztuki. Śmiała się wraz z młodymi z jelenia jako motywu malarskiego; drwiła z utworów muzycznych, w których słyszało się melodię. A śmiech ten był szyderczy, drwina okrutna.

Mąż nie śmiał się z jelenia i nie drwił z utworów muzycznych, które były melodyjne.
Pani twierdziła, że należy walczyć ze złym smakiem szerokich mas, pan uważał, że „szerokie masy” mają prawo do odczuwania sztuki po swojemu i on nie będzie tego prawa im odbierał.

Ale dążę do tego, panowie, aby wam wykazać, że małżeństwo, o którym mówię, pomimo różnicy poglądów miało cel wspólny: samochód. Państwo zbierali nań zgodnie, cierpliwie i wreszcie kupili.

– Hm... – powiedział sędzia – samochód... o ile rozumiem, to ten nabytek obojga państwa uważa pan za coś ważniejszego niż ten czy inny pogląd na świat... Przykład, dla mnie osobiście, może zbyt mało przekonywający. Ale jeżeli ten samochód uważać jako pewną przenośnię, jako „rzecz trzecią”, która godzi ludzi powaśnionych, to rzeczywiście trzeba przyznać, że są chwile w życiu jednostek i całych narodów, kiedy różnice poglądów maleją, znikają, bo zjawia się rzecz ważniejsza. Ta rzecz ważniejsza pochłania nawet sprawy, które przedtem wydawały się nam poważnymi.

– Myśl moją wyjaśnił pan doskonale, panie sędzio. I rozumiem zastrzeżenia pańskie co do tego samochodu. Rzeczywiście, samochód jest pojazdem tak pospolitym, że pomimo swoich koni mechanicznych nie ma tej siły emocjonalnej, która kazałaby uwierzyć, iż może ten pojazd pogodzić powaśnionych. Ale jeżeli wspomniałem o tym samochodzie, to jeszcze powiem ciąg dalszy, dlaczego różne poglądy pogodził. Prowadziła go oczywiście pani – i starała się raz osiągnąć najwyższą szybkość, do jakiej samochód był zdolny. Osiąg- nęła. Ale w pewnej chwili uderzyła o pień przydrożnego drzewa. Pień pozostał, tylko posypały się liście. Cóż, szkoda liści, ale że to była jesień, więc i tak opadłyby wkrótce.

– No dobrze – „liście, liście...” pan mówi. Ale co z samochodem?

– Jak mi opowiadano, cały przód samochodu, mniej więcej do połowy karoserii, wyglądał jak ściśnięta harmonia.

– A tych dwoje o różnych poglądach?

– No... tych dwoje siedziało na przodzie samochodu.

Data publikacji:

Jerzy Szaniawski

Urodzony w 1886 r. Dramatopisarz, prozaik i eseista, według Andrzeja Klominka najbardziej szanowany przez Mariana Eilego autor: „Każdy tekst nadsyłany przez Szaniawskiego dawał natychmiast do najbliższego numeru, nigdy nie pozwalał sobie na najmniejszą ingerencję, jakich innym nie oszczędzał, a o Szaniawskim i o jego twórczości mówił zawsze z wielkim uznaniem”. Do „Przekroju” trafił w 1949 r. wraz ze swoimi Opowiadaniami profesora Tutki. Przez długie lata pozwalał drukować swoje opowiadania tylko w „Przekroju”, a nawet dwa razy udzielił tygodnikowi wywiadu, co czynił niezwykle rzadko, prawie wcale. Zmarł w 1970 r.