Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 7 „Przekrojowych” tekstów oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Zawarte w tytule porównanie chyba na stałe weszło do języka. Czy należy się na to obruszać? Może ...
2019-03-10 23:59:00

Okrutne jak baśnie braci Grimm?

„Dary karzełków”, Arthur Rackham, 1917 / WIkimedia Commons
Okrutne jak baśnie braci Grimm?
Okrutne jak baśnie braci Grimm?

W roku 2012 w Niemczech i w wielu innych krajach hucznie świętowano Rok Grimmowski. Minęło wtedy 200 lat od premiery Kinder- und Hausmärchen, czyli Baśni dla dzieci i dla domu braci Grimm opublikowanych 20 grudnia 1812 r. Z okazji tej rocznicy ukazało się wiele ważnych dzieł naukowych, a w Kassel, mieście pierwszego wydania baśni, odbył się międzynarodowy kongres. Wśród prawie stu referatów, wygłoszonych przez badaczy spuścizny Grimmów ze wszystkich kontynentów, nigdzie nie pojawiło się słowo „okrucieństwo”, a wszyscy mówcy zgodnie podkreślali epokowe znaczenie tego „niemieckiego kompendium europejskiej bajki ludowej” – jak pisała o baśniach trzy dekady temu profesor Dorota Simonides.

Również w Polsce odnotowano jubileusz tego dzieła, jednak głównym wątkiem okolicznościowych publikacji było właśnie „okrucieństwo” jako szczególny wyróżnik tych baśni. W artykule pod znamiennym tytułem Te straszne baśnie braci Grimm Andrzej Krzemiński był „poruszony orgią okrucieństwa”, gdyż w zbiorze baśni odnalazł „wszędzie krew, gwałt i śmierć”. Portal eDziecko.pl umieścił baśnie Grimmów na liście „Dziesięciu najbardziej kontrowersyjnych książek dla dzieci”. Z kolei Irena Koźmińska i Elżbieta Olszewska, autorki znane dzięki Fundacji „ABCXXI – Cała Polska czyta dzieciom”, w książce Wychowanie przez czytanie, powołując się na Alice Miller (ale nie podając źródła cytatu), piszą, że baśnie braci Grimm są „taką samą trucizną przekazywaną z pokolenia na pokolenie jak klapsy i kary cielesne”. Co ciekawe, dla Koźmińskiej i Olszewskiej tylko teksty Grimmów są ucieleśnieniem potępianych przez nie „baśni okrutnych”, natomiast baśnie Andersena, gdzie przecież znaleźć można o wiele drastyczniejsze treści, są polecane jako lektura dla przedszkolaków w wieku od 4 do 6 lat, gdyż „należą do światowej klasyki literatury dla dzieci”. Tak jakby baśnie Grimmów do tego kanonu nie należały.

Porównanie „okrutne jak baśnie braci Grimm” weszło już chyba na stałe do języka. Czy należy się na to obruszać? A może to tylko specyficzny dowód popularności tego dzieła? Może o okrucieństwie baśni Grimmów mówimy tak jak o absurdalności utworów Mrożka, nierealnej kafkowskiej atmosferze, orwellowskim systemie czy o szekspirowskiej tragedii? Czy jest coś nie tak z opinią o „grimmowskim okrucieństwie”?

To porównanie przestaje być tak niewinne, gdy zaczynamy utożsamiać ową „brutalność” z narodowością autorów. Przykładowo, przywołany powyżej tekst o „strasznych baśniach braci Grimm” sprowokował pewnego internautę do symptomatycznego komentarza: „Mroczna dusza germańska jest jednak odległa od naszej słowiańskiej wyobraźni”. Gdy cały świat cieszy się baśniami braci Grimm, uważając je za ważny element dziedzictwa kulturowego, w Polsce utyskujemy chórem, że są one „krwawe, brutalne i ponure”, chętnie podkreślając przy tym ich niemieckie pochodzenie. Tymczasem Grimmowie zaczerpnęli wiele fabuł z francuskich źródeł, ale jakoś nikt nie mówi w tym kontekście o „typowo francuskim” okrucieństwie, podobnie jak w odniesieniu do Andersena nie słychać oskarżeń o okrucieństwo „typowo duńskie”. Podobnie Helena Kapełuś w Posłowiu do pełnego wydania baśni Grimmów z roku 1982 (w przekładzie M. Tarnowskiego i E. Bielickiej) przytacza „formułki końcowe” baśni z folkloru polskiego, w których kary spotykające złoczyńców wcale nie są łagodniejsze od tych znanych z baśni Jakuba i Wilhelma. Kapełuś mówi o setkach formuł rozsianych w tekstach polskich, w których ludzi pali się lub gotuje żywcem, rozrywa końmi „na sztuki” i rzuca krukom na pożarcie. Skąd zatem nasze przekonanie o szczególnym „germańskim” okrucieństwie baśni Grimmowskich?

Najwyraźniej niemiecko-polskie relacje historyczne i związane z nimi uprzedzenia odcisnęły swoje piętno również na recepcji literatury niemieckiej w Polsce. Źródła wielu stereotypów można się doszukiwać także w oficjalnej propagandzie PRL-u z przełomu lat 40. i 50. XX w. Zaraz po wojnie baśnie braci Grimm przedstawiane były przecież jako wytwory germańskiego ducha i bez zastanowienia kreślono paralele między losem wiedźmy w Jasiu i Małgosi a krematoriami w Auschwitz.

Od tamtych czasów minęło już jednak kilka dekad, więc chyba najwyższy czas zweryfikować nasze przesądy o baśniach Grimmów. Upominała się już zresztą o to Dorota Simonides w tomie Bracia Grimm i folklor narodów słowiańskich (1989), gdzie pisała: „cechy przypisywane bajkom Grimmów są immanentnymi cechami każdej ludowej bajki. Wystarczy w tym celu przejrzeć nasze zbiory bajek ludowych, aby nabrać przekonania, iż Grimmowie wyraźnie złagodzili swoje bajki”.

Stąd mój apel do współczesnych badaczy, publicystów i wszystkich wielbicieli baśni: spróbujmy wyjść poza upraszczające uprzedzenia i nie powielajmy bezkrytycznie stereotypu o okrucieństwie jako najważniejszym wyróżniku baśni braci Grimm! Warto przy tym zadać kilka pytań. Na początek, czy wiemy na pewno, które spośród powszechnie znanych baśni wydali w swoim zbiorze Grimmowie, a które napisali Andersen lub Perrault? Pomyłki w tym względzie zdarzają się najlepszym. We wspomnianym artykule Andrzej Krzemiński dowodzi tezy o krwawych baśniach Grimmowskich, przywołując opowieść o dziewczynce: „która tańczy w rozpalonych do czerwoności trzewiczkach”, mylnie utożsamiając macochę z Królewny Śnieżki z bohaterką baśni Andersena Czerwone buciki (w tłumaczeniu B. Sochańskiej).

Gdy już upewnimy się, które baśnie pochodzą z antologii Jakuba i Wilhelma Grimmów, to może warto sprawdzić, czy rzeczywiście cały ten obszerny zbiór 200 baśni zawiera wyłącznie treści krwawe i ponure? W tym miejscu konieczne jest pytanie pomocnicze: czy baśnie Grimmów czytaliśmy w oryginale? Jeśli nie, to koniecznie należy sprawdzić wiarygodność polskiego przekładu. Najpierw, czy został on wykonany z języka niemieckiego, czy może z angielskiego, rosyjskiego lub włoskiego, bo takich przekładów przez trzeci język jest w Polsce mnóstwo. Ale jeśli nawet trafimy na tłumaczenie z języka oryginału, to i tak trzeba się upewnić, czy mamy do czynienia z przekładem, czy też z adaptacją, których setki pojawiają się na naszym rynku, zwłaszcza przed Bożym Narodzeniem. Ogromna większość baśni braci Grimm w języku polskim to swobodne interpretacje, które niewiele mają wspólnego z oryginałem, a za to wiele mówią o kwalifikacjach i przekonaniach tłumacza. Zanim więc wydamy opinię o okrucieństwie tych baśni, uporządkujmy trochę wiedzę o rzeczywistym dziele braci Grimm.

1. Zbiór obszerny i niejednorodny

W zbiorze baśni, który w ostatecznym kształcie liczy 210 fabuł, odnajdziemy bardzo rozmaite gatunki, które trudno sprowadzić do jakiegokolwiek wspólnego mianownika, a co dopiero przypisać im wspólną cechę „horrorów dla dzieci” czy „krwawych historyjek”. Już chociażby pod względem formalnym baśnie Grimmów nie zachowują wymogów gatunku i jedynie około 70 spośród nich charakteryzuje się klasycznymi zwrotami w rodzaju „Es war einmal…” (dawno, dawno temu…). Zbiór ten jest zróżnicowany pod względem gatunkowym i treściowym, przez co stanowi rodzaj zwierciadła odbijającego rozmaite cechy ówczesnej – nie tylko niemieckiej, lecz także europejskiej kultury i tradycji – zarówno poważnej, jak i żartobliwej, tak religijnej, jak i na wskroś świeckiej.

Czy zatem wszystkie baśnie są „nadreńskim horrorem z wymęczonym happy endem”, jak nazwał je kiedyś Jarosław Mikołajewski? Prawda jest taka, że jedynie około jedną czwartą z nich można by dzisiaj określić mianem baśni właściwej, pełnej (Vollmärchen), bo ponadto znajdziemy tu także legendy (Czas żywota), podania (Uparte dziecko), fragmenty kazań (Stary Hildebrand), bajki łgarskie (Cep z nieba), bajki etiologiczne (Boża i diabla zwierzyna), a szczególnie tzw. Schwank, czyli rodzaj satyrycznych i żartobliwych skeczów (Hultaje, O myszce, ptaszku i kiełbasce). Polecam szczególnie lekturę Siedmiu Szwabów – baśni niezwykle popularnej w Niemczech, u nas praktycznie nieznanej, będącej całkowitą odwrotnością naszego stereotypowego wyobrażenia o mrocznych i krwawych baśniach braci Grimm.

2. Baśnie mają swoją logikę

Jako koronny dowód na okrucieństwo baśni przywoływane są zwykle kary, które spotykają antagonistów. A przecież pojawiają się tam one zgodnie z zasadą, którą każdy z nas poznał w dzieciństwie, że „w baśni dobro zawsze zwycięża”. Najwyraźniej zapomnieliśmy, że logiczną konsekwencją tej ważnej zasady jest również fakt, iż „zło zawsze ginie”. Bruno Bettelheim w swym dziele Cudowne i pożyteczne podkreślał, że kary spotykające złych i niegodziwych bohaterów są fundamentem poczucia sprawiedliwości i bezpieczeństwa dla nieletniego czytelnika baśni. Po co opowiadać baśń o złym wilku, który połknął dziewczynkę, jeśli wilk ten zostanie puszczony wolno, zamieszka w innym lesie i będzie radośnie pląsał wokół ogniska z babcią i Czerwonym Kapturkiem?

W tym miejscu warto przywołać inną, równie istotną cechę baśni ludowej, w której „rany nie bolą, krew nie płynie”. Opis kar przekazywany jest więc bez drastycznych szczegółów. O złych siostrach Kopciuszka czytamy, że gołąbki (uosobienie zmarłej matki, która wspiera córkę z zaświatów) wydziobały im po jednym oku, co nie przeszkodziło im w pójściu do kościoła na ślub Kopciuszka. Opisy drastycznych wydarzeń przekazywane są bowiem na poziomie symbolicznym – wilk, któremu rozcinają, a potem zaszywają brzuch nie budzi się ze snu, a zjedzona dziewczynka wychodzi z opresji „w jednym kawałku”, cała i zdrowa.

Kary w baśniach nie mają sadystycznego podłoża. Są zwykle automatyczną konsekwencją naruszenia naturalnego porządku świata, a nie wynikiem zamierzonego działania ludzi żądnych zemsty. Kara jest bezpośrednim skutkiem złego postępowania, np. wilk w baśni O wilku i siedmiu koźlątkach topi się w studni wskutek swojej zachłanności. Ponadto baśniowi antagoniści Grimmowscy pytani podstępem, jaki los powinien spotkać człowieka, który dopuścił się takich niecnych czynów, jakie popełnili oni, nierzadko sami określają swoją karę. Czy to nie przypomina biblijnej opowieści o Dawidzie i Natanie? W starotestamentowej Drugiej Księdze Samuela prorok Natan za pomocą przypowieści opowiedział królowi Dawidowi historię jego grzechu. Wstrząśnięty haniebnym czynem Dawid wykrzykuje: „Człowiek, który tego dokonał, jest winien śmierci”, na co Natan stwierdza: „Ty jesteś tym człowiekiem”. Wiele razy czarne charaktery Grimmów słyszą na końcu ten sam wyrok: „Sam sobie wyznaczyłeś karę”.

3. Baśnie czytamy w przekładach

Z pewnością wiele osób czyta baśnie braci Grimm w oryginale, ale można chyba założyć, że większość czytelników sięga po przekłady. Niestety, wiele polskich tłumaczeń wypacza pierwowzór i ma bardzo niewiele wspólnego z oryginalnym tekstem niemieckim.

Dużą „siłę rażenia” mają w tym względzie przekłady Cecylii Niewiadomskiej (1895), do dzisiaj powielane w popularnych wydaniach, a zwłaszcza w podręcznikach szkolnych, gdyż nie są już objęte prawami autorskimi. Tymczasem przekłady Niewiadomskiej całkowicie ignorują wspomnianą już zasadę, że „krew nie płynie, a rany nie bolą”. Tłumaczka lubuje się bowiem w drastycznych opisach, zatem być może część naszych opinii o okrucieństwie czy sadyzmie Grimmów wzięła się właśnie stamtąd. Moim ulubionym przykładem jest fragment z baśni Dary karzełków. Gdy w oryginale czytamy: „Dziewczyna posłuchała i poszła nad rzekę. Tam zaczęła rąbać przerębel w lodzie, a gdy była w samym środku pracy, nadjechała wspaniała kareta, w której siedział król” (fragment w moim przekładzie), u Niewiadomskiej znajdujemy następujący rozbudowany opis: „Biedna pasierbica ani jednego słowa przemówić nie śmiała, wzięła siekierę i płachtę z bielizną, wyrąbała przerębel w rzece koło mostu i prać zaczęła. Pierze. Łzy padają na mokre chusty, ręce pękają od mrozu i krwawią białe płótno, lecz ona wciąż pierze. I nie słyszała nawet, że król z liczną świtą jadąc przez most zobaczył dziewczynę na lodzie i kazał zatrzymać konie”.

Krytykujemy więc oryginalnego autora za coś, co mu nawet do głowy nie przyszło, a co do tekstu wprowadził tłumacz. Stąd apel do badaczy nierodzimej literatury dziecięcej: nie znając języka oryginału, podczas pisania o bestsellerach literatury światowej, warto sięgać po wiarygodne przekłady tekstów obcojęzycznych. Na podstawie przypadkowego polskiego przekładu (często niewiernego, a nierzadko wykonanego przez trzeci język), bez porównania go z tekstem oryginału, nie można wyciągać wniosków o zamyśle oryginału, intencjach autora czy walorach artystycznych tekstu pierwotnego.

4. Okrucieństwo lepiej się sprzedaje

Na przemocy, brutalności i okrucieństwie można zarobić. Okazją do powiększenia zysku mogą być więc stereotypy towarzyszące baśniom braci Grimm. Ostatniej jesieni wydawnictwo WasPos we własnym przekładzie baśni braci Grimm opublikowało m.in. takie oto fragmenty: „Następnie chwycił je za karki i położył na stole stolarskim. Umieścił ich głowy w imadle i zgniótł. Można było usłyszeć, jak kocie czaszki pękają. Wnętrzności wypłynęły, wokół rozlała się rzeka krwi i w ten sposób dokonały żywota” oraz: „Większość kotów i psów uciekła. Niektóre z nich miały poprzecinane głowy, brzuchy lub łapy, kilku poodcinał kończyny, inne półżywe leżały z flakami na wierzchu w strugach krwi, a jeszcze kolejne były martwe”. Niczego podobnego nie ma w niemieckim oryginale ani w żadnym ze znanych mi tłumaczeń. Dlaczego dodano „z sufitu” opisy bestialstwa?

Książka ta miała być pierwszym w historii polskim tłumaczeniem oryginalnego wydania baśni z lat 1812–1815, jeszcze nieocenzurowanego przez Grimmów. Wydawnictwo reklamowało owe opowieści jako wyjątkowo krwawe. W rzeczywistości baśnie te, również w pierwotnej wersji, wcale nie spełniały pokładanych w nich marketingowych nadziei. A skoro nijak nie chciały być krwawe, to najwyraźniej trzeba było zbliżyć ich treść do atrakcyjnego wizerunku przedstawionego w reklamie. W tym miejscu należy dodać, że wydawnictwo wycofało książkę z druku i oficjalnie obciążyło odpowiedzialnością za sadystyczne dopiski anonimowego pracownika. Jednak historia ta pokazuje, że stereotyp „okrutnych baśni” (Koźmińska/Olszewska) braci Grimm ma się w Polsce bardzo dobrze.

 

Dlatego zachęcam do lektury baśni braci Grimm. Wyjdźmy przy tym poza kanon 10–15 najbardziej znanych fabuł, takich jak: Królewna Śnieżka, Czerwony Kapturek, Śpiąca Królewna, Kopciuszek czy Roszpunka. Warto sięgnąć do pełnych wydań baśni, których w polszczyźnie mamy aż trzy: Z.A. Kowerskiej z 1896 r., M. Tarnowskiego/E. Bielickiej z 1982 r. i piszącej te słowa – z 2010 r. Nie zamierzam w tym miejscu reklamować mojego tłumaczenia, lecz chciałabym zwrócić uwagę na pierwszy i niesłusznie zapomniany przekład Zofii Antoniny Kowerskiej, opublikowany raptem rok po wydaniu wyboru baśni w przekładzie Cecylii Niewiadomskiej. Wierny i pieczołowity przekład Kowerskiej to absolutne przeciwieństwo sentymentalnego stylu Niewiadomskiej. Do niedawna tekst ten uchodził za zaginiony, a badacze pisząc o nim, powoływali się na opinie z drugiej ręki, tymczasem dzisiaj dzięki digitalizacji zbiorów bibliotecznych wiadomo, że jeden z egzemplarzy znajduje się w Krakowie, a drugi w Lublinie. A na stronie Biblioteki Cyfrowej Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Lublinie można obecnie bez przeszkód oddać się lekturze Bajek domowych i dziecinnych i przekonać się, czy wszystkie baśnie Grimmów są naprawdę takie straszne, jak je malują.

 

Data publikacji:

Eliza Pieciul-Karmińska

Germanistka, językoznawczyni, tłumaczka, profesorka nadzwyczajna na Wydziale Neofilologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, autorka ponad 30 przekładów książek z języka niemieckiego, w tym „Baśni dla dzieci i dla domu” braci Grimm oraz utworów E.T.A. Hoffmanna („Dziadek do orzechów”, „Złoty garnek”, „Piaskun”, „Don Juan”, „Tajemnicze dziecko”). Popularyzatorka wiedzy o baśniach braci Grimm – na Facebooku prowadzi stronę „Rumpelsztyk”. We współpracy z Katedrą Badań nad Spuścizną Braci Grimm na Universität Kassel przygotowuje krytyczny przekład pierwszego wydania „Baśni dla dzieci i dla domu” Jakuba i Wilhelma Grimmów z lat 1812–1815. Członkini Stowarzyszenia Tłumaczy Literatury.

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!