Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
O twórczości Bolesława Leśmiana pisze
2017-12-08 00:00:00

Bestiariusz Leśmiana – 2

Bestiariusz Leśmiana – 2

Płanetnicy 

narysował Daniel de Latour
narysował Daniel de Latour

Nieznane były przed Leśmianem erotyczne możliwości płanetników.

Te półdemoniczne istoty zamieszkujące niebiosa i zawiadujące chmurami znane są raczej ze swoich meteorologicznych talentów, takich jak sprowadzanie ulewnych deszczów, burz czy wichur. A jednak zwabieni niezwykłym strojem dziewczyny („malowanym w różne światy”) płanetnicy mogą zlecieć na ziemię, by napastować i napełniać rozkoszą. Atak przeprowadzają w grupie liczącej i stu osobników. Swoją ofiarę otaczają kołem, po czym podają ją sobie „z rąk do rąk, jak czarę”, pokrzykując przy tym: „Pójmy duszę tym miodem, co ma oczy kare!”. Porwana w „stu pieszczot zawieję” bohaterka ma nikłe szanse przeciwstawić się tak zwielokrotnionej rozkoszy: „Miała w oczach ich zamęt, w piersi – ich oddechy”. Doświadczenie takiego erotycznego żywiołu musi zakończyć się rozprzężeniem wszystkich zmysłów, nie mówiąc już o sromotnej hańbie we wsi.

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

Szła pieszczota koleją, dreszcz z dreszczem się mijał,
Nim
jeden wypił do dna już drugi nadpijał.
Kto
oddawał dech chwytał, a kto brał dech tracił,
A
kto czekał za długo rozumem przypłacił!

Południca

narysował Daniel de Latour
narysował Daniel de Latour

Ten morderczy demon zjawia się zwykle w polu w samo południe. Ma postać bladej kobiety i stanowi zagrożenie dla pracujących w polu żniwiarzy. Czasami pod postacią powietrznego wiru unosi ich nad ziemię. W tym wypadku można powiedzieć, że trafiła kosa na kamień, bo to Świdryga i Midryga porywają południcę w szaleńczy tan, który dla niej kończy się tragicznie. I choć robi, co może – dla dwóch opojów umie się nawet rozdwoić – to jednak szybciej skona, niż przerwie szalone pląsy. Zresztą i po śmierci jej dwie trumny nie przestają tańczyć.

I rozdwaja się po równu, rozszczepia się żwawo
Na
dwie dziewki, na siostrzane na lewą i prawą.

Pozorzanie

narysował Daniel de Latour
narysował Daniel de Latour

Potężny, nieśmiertelny ród Pozorzan przybył w świat po epoce człowieka – a możliwe, że częściowo i z jego przyczyny. To właśnie szał ludzkich tęsknot – w cokolwiek apokaliptycznym roku, kiedy „istnienie zatraciło kres” – wyczarował z mroku ich byt wolny od zgonu i łez. Choć Pozorzanie istnieją poza czasem i przestrzenią, żyją „spełnieni od stóp aż do głów”. Człowiek jest dla nich tylko odległym, niewyraźnym wspomnieniem, tworem dawnej chwili: „Ten cudów nie znał, ale wierzył w cud”. Jego sposób bytowania w świecie jest im zgoła obcy i niezrozumiały: „Czym dla nas człowiek, co z leśną zielenią/zamienił ledwo kilka mylnych słów?”. A mimo to powraca on czasem w ich snach:

Czemuż on dotąd tak czujnie nam śni się,
Jak
gdyby tryumf błogosławił nasz?
Czemu
nam w twarzy odmiennych zarysie
Tkwi
coś, co jego przypomina twarz?

Rusałka

narysował Daniel de Latour
narysował Daniel de Latour

Jak przystało na rusałkę, „rusałczana dziewczyca” wyłania się ze strumienia, by uwodzić i wciągać w głębinę łatwowiernych mężczyzn. Potrafi nawet załaskotać swoje ofiary na śmierć. W tym wypadku niefortunnym obiektem jej pieszczot staje się drewniana kula dziada.

Wytrzeszczyła nań oczy szmaragdowe płoszydła
I
objęła za nogi pokuśnica obrzydła.
Całowała
uczenie, i łechtliwie i czule,
Oj
da-dana, da-dana! drewnianą, kulę!

Śnigrobek

narysował Daniel de Latour
narysował Daniel de Latour

To jedna z najbardziej nieokreślonych postaci w twórczości Leśmiana. Śnigrobek, „błękitnawo zapatrzony w paproć”, już na mocy swojego imienia przynależy do nieokreślonych rewirów gdzieś między snem a śmiercią. W krainie półduchów i półciał znajduje swą miłość. Związek z ukochaną, równie tajemniczą „mgłą-nierozeznawką”, kończy się dla niego tragicznie. Śnigrobek zostaje pochowany we „wszystkich grobach naraz i w każdym – z osobna”, wskutek czego we wszechświecie zachodzą iście rewolucyjne zmiany:

Mgła mu w trumnę skrzystego nawrzucała nieba,
A
wszechświat, co już stał się czymś w rodzaju mitu
Ożywiony
pogrzebem pomyślał, że trzeba
Zmienić
cel nieistnienia i miejsce niebytu.

Skrzeble

narysował Daniel de Latour
narysował Daniel de Latour

Jedne z najbardziej mrocznych i niepokojących Leśmianowskich stworzeń. Nazywane też „drapieżnymi żywczykami” i „upiornymi gryzoniami”, przypominają trochę dzikie psy. Mają ślepia i pyski, biegną szaleńczo przez lasy i błonia, skomlą, węszą i kąsają. Trudno uchwycić ich status ontologiczny, ponieważ „nie żyją nigdy, tylko umierają”. „Śmierć jest dla nich pędem w niepochwytne cienie – Biegną tylko po to, aby śnić istnienie”. I choć w tym śnie skrzeble śnią się same sobie, to konsekwencje ich biegu wykraczają poza sen, ponieważ kogo gryzą podczas snu, „ginie ten na jawie”.

Skrzeble biegną, skrzeble przez lasy, przez błonie,
Drapieżne
żywczyki, upiorne gryzonie!
Biegną
szumnie, tłumnie powikłaną zgrają,
A
nie żyją nigdy, tylko umierają.

Srebroń

narysował Daniel de Latour
narysował Daniel de Latour

Kim jest Srebroń, ten „niepoprawny Istnieniowiec”, ów „znawca mgły i wina”? I czemu tak pracowicie ciuła na księżycu ciszę? Srebroń – w o wiele większym stopniu niż inne fantastyczne postacie – podobny jest do demiurga. Prawdopodobnie to kreator światów – przynajmniej tych w srebrnej poświacie. A może jedynie architekt księżycowych krajobrazów?

W sieć rymów łowi srebrne myszy,
I
srebrny chwast i srebrną jabłoń
I
rzuca strzępy srebrnej ciszy
Na
księżycową błoń czy prabłoń…

Zmierzchun

narysował Daniel de Latour
narysował Daniel de Latour

Zamieszkujący pod lasem Zmierzchun wypełza ze swojej nory o zmierzchu i mącąc liście, brnie ku swoim ofiarom, które – jak można zakładać na podstawie jednostkowego poetyckiego przypadku – stanowią w większości pogrążone we śnie kobiety. Jest w stanie szybko ocenić sytuację: „jednym spojrzakiem/Ogarnął – krzak – dziewczynę – i nicość za krzakiem”. Inaczej niż pozostałe leśmianowskie stwory i demony popędliwości Zmierzchun pozostawia swoim ofiarom wybór:

Płodząc we łbie żądz nagłych jadowite męty,
Pełznął
ku niej w biel ramion zaborczo wśmiechnięty.
Tchem
drapieżnym uderzył o senny brzeg ciała...
„Śmierć lub miłość!...” Pobladła i miłość wybrała!

Zmrocze

narysował Daniel de Latour
narysował Daniel de Latour

„Wyszło z boru ślepawe, zjesieniałe zmrocze”. Czym jest zmrocze? Nie jest to wszak imię, ale chyba też nie nazwa gatunkowa. Może więc doraźny, jakże adekwatny epitet? Wiadomo, że „trwać nie zdoła zbyt długo na świecie” i że ma wyostrzony węch: „Nie oswojone z niebem, patrzy w podobłocze/i węszy świat, którego nie zna, nie rozumie”. Zmrocze porusza się ruchem pełzającym, znacząc swój ślad ciekliną mętów. Ciało ma kostropate. Lubi się taplać w kałuży. Do odżywiania używa czołgliwych macek, którymi wysysa krew z kwiatów. Niezwykły wydaje się też jego sposób rozmnażania, jest to bowiem rodzaj samorództwa: zmrocze okazuje się spłodzone „samo przez się w sennej bezzadumie”. Swoistą bronią zmrocza pozostaje jego zabójcze tchnienie, które wszystko wokół „zatruwa i gasi”. To przerażające stworzenie ma jednak pewną słabość (i nic dziwnego, wszak jesteśmy w samym środku malinowego chruśniaka):

Lecz gdy ty białą dłonią głaszczesz je po grzbiecie,
Ono,
mrucząc, do stóp twych korzy się i łasi.

Znikomek

Najbardziej rozdwojona z leśmianowskich postaci. Znikomek ma dwie dusze, którymi kocha dwie dziewczyny. Być może źródłem jego problemów jest dolegliwość natury okulistycznej: jego jedno oko jest błękitne, a drugie – piwne, więc raczej nie widzi świata „tak samo, lecz każdym okiem – inaczej”. Co gorsza, ta sama przypadłość sprawia, że nie potrafi on ocenić, który z postrzeganych światów jest rzeczywisty. I może dlatego skazany jest na skoczne błąkanie w „cienistym istnień bezładzie”.

Znikomek spożył kęs nieba i mięsza złotą mątewką
Cień
własny z cieniem brzóz kilku. A brzozy śnią się i szumią.
 

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!