Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Czas ucieka – „Przekrój” czeka!

W zimowym „Przekroju” przenosimy się do Lewantu! Smakujemy libańskie jedzenie, podziwiamy Aleppo i zastanawiamy się nad Tel Awiwem. Poza tym sprawdzamy, co para noblistów z ekonomii Duflo i Banerjee mówią o światowym ubóstwie. Opisujemy Gaję i jej twórcę Jamesa Lovelocka. Naprawdę dużo piszemy też o tym, dlaczego warto się tulić (nie tylko w zimie). I do tego: niedźwiedzie – białe, brunatne i czarne, nabiał i warzywa, a także przyroda w plenerze i w muzeum.

Już jest nowy „Przekrój”!

196 stron do czytania przez trzy miesiące. „Przekrój” w nowym formacie jest wygodniejszy do przeglądania i idealnie mieści się w skrzynce pocztowej. Zamów i ciesz się lekturą – tylko tutaj w niższej cenie. Sprawdź!

Przekrój
Wystawa Marioli Przyjemskiej w warszawskiej Zachęcie to retrospektywa nieszablonowej artystki, ale ...
2022-12-21 13:00:00
sztuka

​​​​​​​Kosmiczna róża, szminki i wieżowce, czyli Przyjemska w Zachęcie

Widok wystawy Marioli Przyjemskiej „Konsumpcja, konstrukcja i melancholia”. Zdjęcia dzięki uprzejmości Zachęty – Narodowej Galerii Sztuki.
​​​​​​​Kosmiczna róża, szminki i wieżowce, czyli Przyjemska w Zachęcie
​​​​​​​Kosmiczna róża, szminki i wieżowce, czyli Przyjemska w Zachęcie

Wystawa Marioli Przyjemskiej w warszawskiej Zachęcie to retrospektywa nieszablonowej artystki, ale równocześnie zapisana między wierszami fascynująca opowieść o Polsce ostatnich trzech dekad. Zwiedza ją Stach Szabłowski.

Czyta się 12 minut

Historia ta jest tak nieoczywista, jak to, co nam – postkomunistycznemu społeczeństwu – w tym czasie się przydarzyło. Znajdziemy tu więc okultyzm i transformację, zachłyśnięcie się kapitalizmem i kac po nim, alkohol i kosmetyki, ruiny i place budowy, róże i pistolety. Choć przestrzeń, w której toczy się ta opowieść, ma swoje centrum w sercu kraju – w śródmieściu Warszawy – okazuje się rozległa: sięga Czech, Grecji, a nawet Iraku. Jest zatem specyficznie lokalna i globalna zarazem.

*

Na obrazie pod tytułem Meteor Mariola Przyjemska nadlatuje jak kometa. Tytułowe ciało niebieskie ma kształt róży, która wygląda jak kula ognia; w pąku gorejącego kwiatu znajduje się wizerunek własny autorki.

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

Kiedy Przyjemska malowała ten obraz w 1991 r., miała 28 lat, niedawno skończyła warszawską Akademię; praca była częścią cyklu Obrazy mistyczne, który artystka rozwijała od 1984 r., kiedy jeszcze studiowała.

Meteor nie istnieje, została po nim tylko opublikowana w katalogu wystawy reprodukcja. Wiele z wczesnych dzieł Przyjemskiej uległo zniszczeniu, niektóre strawiły płomienie. To oczywiście wielka strata – lecz mimo że przestają istnieć, przechodzą do legendy. Obrazy mistyczne świetnie nadają się do takiego przejścia: to rzeczy gwałtowne i jednocześnie tajemnicze, pełne archetypicznych figur i symboli, odwołań do duchowości, ezoteryki, religii. Kilka zachowanych obrazów z tego cyklu można zobaczyć w Zachęcie. Wyglądają, jakby zostały namalowane w jakiejś krainie leżącej na pograniczach realnego świata i wymiarów mitycznych. Czyż jednak Polska pod koniec komunizmu i na progu transformacji nie była trochę taką krainą?

Przyjemska formuje się jako artystka w czasach przełomu. Studia zaczyna dwa lata po wprowadzeniu stanu wojennego. W orwellowskim roku 1984, gdy szanujący się twórcy nie prezentują swoich dzieł w oficjalnych instytucjach, debiutancką wystawę pokazuje w kościele. Demonstruje na ulicach przeciw władzy, słucha punka, fascynuje się bliskowschodnimi mistykami – to pokłosie pobytu w Iraku, w którym odwiedzała ojca, geodetę pracującego na kontrakcie przy irygacji pustyni. Przyjaźni się z Mirosławem Bałką, Mirosławem Filonikiem i Markiem Kijewskim – artystami tworzącymi wówczas słynną grupę Neue Bieriemiennost’. Jest związana ze środowiskiem galerii Dziekanka; w latach 80. to najciekawsze miejsce w Warszawie i zarazem jedno z niewielu (nie licząc kościołów), w których eksponuje się niezależną sztukę.

Twórczość Przyjemskiej z końca lat 80. wyróżnia się oryginalnością, ale też pasuje do sztuki tamtego czasu. Brzmi jak muzyka zespołów Izrael czy Brygada Kryzys – jest punkowa i uduchowiona, agresywna i gęsta od biblijnych oraz mitologicznych alegorii.

W pracach z następnej dekady spotykamy Przyjemską, która wydaje się artystką zupełnie niepodobną do autorki Obrazów mistycznych. Zamiast natchnionej malarki oglądamy czujną i precyzyjną twórczynię, prowadzącą śledztwo w sprawie materialnej rzeczywistości.

Wśród prezentowanych w Zachęcie prac znajduje się tryptyk fotograficzny pt. Lucille. Zdjęcia przedstawiają kadry z kultowego Sokoła maltańskiego, ekranizacji klasycznego czarnego kryminału Dashiella Hammetta. Fotografie chwytają moment, w którym grany przez Humphreya Bogarta prywatny detektyw rozwiązuje zagadkę: kluczem okazuje się metka ukryta w podszewce kapelusza.

Najsłynniejszy projekt Przyjemskiej to właśnie Metki – cykl wielkoformatowych fotografii przedstawiających metki odzieżowe, powiększone do rozmiarów właściwych dla spektakularnego malarstwa.

Po co uwieczniać metki ubrań? Cóż za pytanie! Bądźmy szczerzy, przecież zwracamy na nie uwagę, interesujemy się nimi. W kapitalizmie obowiązuje zasada: pokaż mi brandy, które wybierasz, i marki produktów, których używasz, a powiem ci, kim jesteś. Metki powstały w połowie lat 90. Raptem parę lat wcześniej Polska była krajem, który stał w kolejkach do sklepów z pustymi półkami i dyskutował o deficycie papieru toaletowego. Wraz z rozpoczęciem transformacji uczyliśmy się pilnie, jak być konsumentami, trenowaliśmy zachłanność, nienasycenie, rozkosze i udręki wydawania pieniędzy. Przyjemska znalazła się wśród tych artystek, które starały się opisać i skonceptualizować te nowe doświadczenia – utowarowienie i obrandowanie marzeń oraz stosunków społecznych. Należała także do tych twórczyń, które w latach 90. przerabiały nieodrobioną w Polsce lekcję pop-artu; w czasach Warhola tej nauki w realnym socjalizmie nie dało się w pełni przyswoić. Jak bowiem prowadzić krytykę konsumpcyjnego społeczeństwa w kraju niedoboru?

W Metkach Przyjemska niczym prywatny detektyw z Sokoła maltańskiego prowadzi swego rodzaju dochodzenie. Żeby zbadać metki, trzeba zajrzeć na lewą stronę ubrań, tak jakby oglądało się podszewkę rzeczywistości. Z kolei powiększanie ich przypomina branie dowodów rzeczowych pod lupę w trakcie śledztwa. Jego wyniki mogą zaskakiwać: metki przedstawione w formie ogromnych, perfekcyjnie wykonanych fotografii przestają być dodatkami do produktów, mówią własnym głosem i staje się oczywiste, że to ubrania stanowią jedynie dodatki do metek. Nazwy i logotypy marek modowych układają się w specyficzną typologię korporacyjnej poetyki, estetyki i heraldyki, której daleko do niewinności. Przeciwnie – świat etykietek, nazw firm i logotypów jest plątaniną politycznych, ideologicznych, mitologicznych, a nawet duchowych tropów prowadzących ku refleksji nad nowymi maskami, które w materialistycznym świecie przybierają starzy i niezmienni aktorzy życia zbiorowego: władza, przemoc, wiara oraz manipulacja.

Wystawa w Zachęcie nie jest duża, ale za to bardzo gęsta. Co krok odkrywa się tu nową twarz Przyjemskiej. Jedne prace zrobiła artystka pop, inne – malarka bliska „nowym dzikim” i nowej ekspresji, jeszcze inne – abstrakcjonistka, zachowująca żelazną dyscyplinę formy i tworząca tętniące rytmem oraz ruchem geometryczne kompozycje, nasuwające skojarzenia z twórczością modernistów i modernistek pierwszej połowy XX w. Przyjemska raz nawiązuje do estetyki reklamy, to znów odwołuje się do języka radzieckich konstruktywistów. Ze szminek i kosmetyków układa kompozycje przypominające pejzaże miast. Bohaterami portretów czyni pistolety i karabiny maszynowe.

Jak to możliwe, że Przyjemska ma tak wiele oblicz? Najprostsze wyjaśnienie tego fenomenu to takie, że nigdy nie była artystką jednego pomysłu. W świecie sztuki nie brakuje twórców i twórczyń uzależnionych od własnego stylu czy też świetnego konceptu, który najpierw jawi się jako błyskotliwa inwencja, potem staje się znakiem rozpoznawczym, by w końcu zmienić się w rodzaj pułapki. Przyjemskiej nie można zaliczyć do tego grona. Jedną z atrakcji wystawy w Zachęcie stanowi różnorodność twórczości autorki, która raz jest skupiona na konkrecie, przedmiocie i produkcie konsumpcyjnej kultury (na broni, kosmetykach, ekskluzywnych alkoholach), a za chwilę – jak w znakomitych cyklach malarskich tworzonych w latach, w których żyła w Pradze i Grecji – zagłębia się w matematyczne, barwne przestrzenie abstrakcji.

Inne wyjaśnienie wielowątkowego charakteru twórczości Przyjemskiej jest takie, że artystka nie ma wcale wielu twarzy; to tylko pozór, powierzchowne złudzenie. Tak naprawdę ma jedno oblicze – własne, a dokładniej mówiąc: swój punkt widzenia. Tym, co naprawdę się zmienia, są okoliczności, zdarzenia i fragmenty świata, na których skupia uwagę. Świetnie widać to w cyklach fotograficznych i malarskich poświęconych Warszawie. Artystka przygląda się stolicy z perspektywy swojego mieszkania przy rondzie ONZ. Tak się składa, że to miejsce pozostaje od lat permanentnym placem budowy i zarazem sceną, na której trwa proces społecznych oraz ekonomicznych przemian. W ciągu kilkunastu lat pejzaż tej części miasta zmienił się nie do poznania. Przy rondzie ONZ powstała w tym czasie stacja metra, wyburzano stare kamienice i bloki tam, gdzie potem jeden po drugim wyrastały – i wciąż wyrastają – biurowce, ekskluzywne apartamentowce, drapacze chmur, te strzeliste „katedry kapitalizmu”. W pracach Przyjemskiej zapisana jest słynna już historia Warszawy w budowie; metamorfoza, podczas której jedno miasto (powojenne, postkomunistyczne, modernistyczne) zamienia się w inne (ponowoczesne, korporacyjne, globalne). Przed naszymi oczami rozgrywa się fascynujący spektakl destrukcji i konstrukcji, pracy reprezentowanej przez tłumy robotników budowlanych oraz biznesu symbolizowanego przez armię białych kołnierzyków zaludniających świeżo wzniesione biurowce. Poza kadrem – ale bynajmniej nie poza obszarem dyskursu prac – intensywnie funkcjonują mechanizmy wielkiej ekonomii; warszawskie place budowy są symptomami działania tej maszynerii.

Konsumpcja, konstrukcja i melancholia – tytuł wystawy Przyjemskiej celnie mapuje graniczne punkty terytorium, na którym rozwija się narracja jej twórczości. Ale nie chodzi przecież wyłącznie o jej sztukę. Jeżeli ta wystawa wciąga tak bardzo, to nie tylko dlatego, że wiele prac artystki stanowią świetne, cieszące oko realizacje plastyczne albo interesujące projekty postkonceptualne. Siłą Konsumpcji, konstrukcji i melancholii jest szczególny sposób, w jaki w dorobku Przyjemskiej odbijają się osobiste doświadczenia autorki, ale też nasze zbiorowe, wspólne przeżycia – przygody społeczeństwa, które 30 lat temu obudziło się z mrocznego, mitologicznego snu lat 80., ocknęło się w supermarkecie neoliberalnego końca historii, przeżyło graniczącą z opętaniem fascynację konsumpcją. Ta fascynacja okazała się kolejnym snem; tym razem przebudzenie nastąpiło na placu budowy nowego świata. Wspaniałego? Patrząc na lśniące, szklane sylwety wieżowców, można mieć co do tego wątpliwości. Źródło siły twórczości Przyjemskiej bierze się między innymi właśnie z intrygującej ambiwalencji. Wielu artystów, którzy w latach 90. zaczęli zajmować się kulturą konsumpcyjną i estetyką wolnego rynku, skupiło się na krytyce tych liberalnych instytucji. Postawa Przyjemskiej również jest krytyczna, ale jednocześnie ona nigdy nie wypierała się przyjemności związanych z konsumowaniem i uczestnictwem w kapitalistycznym, materialistycznym sztucznym raju. W podobny sposób Przyjemska patrzy na centrum Warszawy w dobie jego podboju przez wielkie korporacje. Czy wieżowce budowane przez potężnych inwestorów nie są wspaniałe? Trudno zaprzeczyć, tak właśnie przecież je zaprojektowano: mają robić wrażenie. Przyjemska nie udaje, że pozostaje odporna na ich symboliczną moc. Czy te budynki są dobre? Ach, to już zupełnie inna sprawa; w kapitalizmie piękno i dobro nie muszą iść w parze, przeciwnie: lubią chodzić osobnymi drogami – to także jedna z lekcji wystawy w Zachęcie. Przyjemska nie zajmuje się moralizowaniem; jest obserwatorką i w tym samym czasie mieszkanką świata, który opisuje. Interesuje ją konstrukcja rzeczywistości, w sensie dosłownym i przenośnym. Znamienne, że jeśli w jej różnorodnej twórczości można znaleźć wątek przewodni, to nie będzie nim pop-art, nowa ekspresja, dokument, sztuka krytyczna czy konceptualizm, lecz konstruktywizm. Czasem artystka odwołuje się do tego awangardowego dziedzictwa wprost, w kompozycjach i estetyce swoich prac; kiedy indziej trop ten jest zamaskowany innymi estetykami, ale zawsze pozostaje obecny. Odsłanianie budowy rzeczywistości okazuje się często ważniejsze od wystawiania jej ocen; tę robotę twórczyni pozostawia do wykonania nam – odbiorcom i odbiorczyniom.

Wystawa Marioli Przyjemskiej sprawia tym większe wrażenie, że jej dzieł nigdy wcześniej nie eksponowano tak jak teraz ­– przekrojowo, w świetnym opracowaniu kuratorek Ewy Majewskiej i Ewy Opałki. Powiedzieć, że Przyjemska to artystka zapomniana, byłoby grubą przesadą. W latach 90. okazała się gwiazdą nowej sztuki, opisującej świat po przełomie ustrojowym. W ostatnich dwóch dekadach nie zawsze znajdowała się na pierwszym planie, ale jej prace wciąż były prezentowane – rozproszone po wystawach zbiorowych czy prezentacjach konkretnych projektów. Chodzi raczej o to, że nie widząc jej dorobku w całości oraz nie dostrzegając wzajemnych powiązań między jej różnorodnymi przedsięwzięciami, łatwo było nie docenić wagi i znaczenia tej artystki. Przyjemska doczekała się jednak wreszcie wystawy, która w pełni oddaje sprawiedliwość jej sztuce, ponad 30 lat po dyplomie. Lepiej późno niż wcale, chciałoby się powiedzieć – teraz istotne miejsce Marioli Przyjemskiej w pejzażu polskiej sztuki, który wyłonił się po 1989 r., jest bezdyskusyjne.

A tytułowa melancholia? Jak można się czuć po wszystkim, co społecznie, kulturowo, ekonomicznie i cywilizacyjne przydarzyło się nam w ciągu ostatnich dekad? Przyjemska uczestniczyła w tych doświadczeniach, przeżywała je razem z nami i stworzyła ich wielowątkowy, złożony obraz. To jedna z najcenniejszych rzeczy, jakie może zaoferować nam sztuka: głęboki wgląd w rzeczywistość, której nie sposób ogarnąć spojrzeniem bez dystansu, na który pozwala artystyczna perspektywa. A że patrząc na świat oczami Przyjemskiej, trudno oprzeć się melancholii, to przecież nie wina artystki – taki mamy klimat, taki świat zbudowaliśmy; jest on pełen pragnień, które nigdy nie są i nie mogą zostać zaspokojone. Pogoń za nimi okazuje się daremna i jednocześnie nieunikniona. Cóż może być bardziej melancholijnego?


Mariola Przyjemska
Konsumpcja, konstrukcja i melancholia
Zachęta, Warszawa, do 8.01.2023
kuratorki: Ewa Majewska, Ewa Opałka

www.zacheta.art.pl

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!