Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Zakwieciło, zabzyczało – wiosna!

W wiosennym „Przekroju” kwiaty, zapylacze, dużo miodu i jeszcze więcej wody. Z okazji wiosennych porządków piszemy sporo o ładzie i bałaganie. Zagłębiamy się w historię Celtów, a także przenosimy się w przyszłość i sprawdzamy, co świat – i nas – czeka już za jakiś czas. Do tego sporo rozmyślamy o nieśmiertelności i z uwagą pochylamy się nad (ludzką i nie tylko) uczciwością. ​​

Wiosenny „Przekrój” już jest!

Aż 220 stron do czytania przez trzy miesiące. „Przekrój” w nowym formacie jest wygodniejszy do przeglądania i idealnie mieści się w skrzynce pocztowej. Zamów i ciesz się lekturą – tylko tutaj w niższej cenie. Sprawdź!

Przekrój
Nie na każde pytanie trzeba znać odpowiedź. Obrazy duńskiego malarza Vilhelma Hammershøia są tego ...
2022-01-17 00:00:00
sztuka

Jak Hammershøi redukował świat

„Wnętrze przy Strandgade z promieniem słonecznym na podłodze”, Vilhelm Hammershøi, 1901 r., Statens Museum for Kunst, National Gallery of Denmark; źródło: WikiArt (domena publiczna)
Jak Hammershøi redukował świat
Jak Hammershøi redukował świat

Nie na każde pytanie trzeba znać odpowiedź. Obrazy duńskiego malarza Vilhelma Hammershøia są tego dobrym przykładem. Zatrzymując rzeczywistość, oferują współczesnemu człowiekowi przestrzeń. Obecnie można je oglądać w Muzeum Narodowym w Poznaniu, później będą prezentowane w Krakowie. Zwiedza Agnieszka Drotkiewicz.

Czyta się 9 minut

Kobieta w czarnej sukni odwrócona jest do nas plecami, włosy ma upięte, światło pada na jej szyję. Przed nią szara ściana, brązowa fornirowana konsolka. Na konsolce stoi biała waza w niebieskie kwiatki – znawca porcelany rozpozna w niej model manufaktury królewskiej w Kopenhadze. Czy to kadr z przedstawienia teatralnego? Czy może jest to zdjęcie z wysmakowanego pisma o wystroju wnętrz? A może ilustracja będąca punktem wyjścia do terapii małżeńskiej? – Fascynująca jest pojemność obrazów Hammershøia, wielość interpretacji, które umożliwiają – mówi Martyna Łukasiewicz, kuratorka wystawy „Vilhelm Hammershøi. Światło i cisza / Light and silence” w Muzeum Narodowym w Poznaniu. – Pamiętam, że kiedy pierwszy raz zobaczyłam jego obrazy, miałam wrażenie, że świat się zatrzymuje.

Hammershøi, duński malarz przełomu XIX i XX w. (urodził się w 1864 r., zmarł przedwcześnie, na raka krtani, w 1916 r.) najbardziej znany jest z monochromatycznych, surowych widoków wnętrz. Doceniany za życia, po śmierci został zapomniany na kilka dekad. Ale od lat 80. jego popularność znów stale rośnie. W ciągu ostatnich dwóch lat miał dwie duże wystawy w Paryżu i Tokio.

 „Słońce w salonie III”, Vilhelm Hammershøi, data nieznana, Nationalmuseum Sweden (domena publiczna)
„Słońce w salonie III”, Vilhelm Hammershøi, data nieznana, Nationalmuseum Sweden (domena publiczna)

Obecnie część z jego najbardziej znanych obrazów można zobaczyć w Poznaniu. To rzadka okazja, by obcować z dziełami takiej klasy. Przygotowania do ekspozycji trwały trzy lata, ale jej kuratorka sztuką duńską zajęła się dużo wcześniej – spędziła wiele czasu w Kopenhadze, gdzie prowadziła prace badawcze. – Zależało mi na tym, żeby zaprezentować dzieła z każdego etapu twórczości Hammershøia, pokazać, jak zmieniała się jego technika, oraz przedstawić wszystkie motywy, które go interesowały – podkreśla. Poza wnętrzami są to: krajobrazy, pejzaże miejskie i akty.

Mgły Londynu, światło Holandii

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

Hammershøi pochodził z dość zamożnej rodziny. Szczególnie znaczący był majątek jego matki, Federikki. Nawiasem mówiąc, zbierała ona wszystkie publikacje dotyczące prac syna, więc to jej badacze zawdzięczają świetne archiwum. Rodzice wcześnie zauważyli talent Vilhelma – uczył się rysunku już od ósmego roku życia. Talentem obdarzony był także jego brat, Sven, który malował oraz projektował naczynia.

Kopenhaga od XVII w. była stolicą sztuki północnej Europy. Malarze z Norwegii, Niemiec i Szwecji przyjeżdżali, żeby studiować na tutejszej Akademii Sztuk Pięknych, a także na prywatnych kursach. Hammershøi uzupełniał edukację na Akademii lekcjami u duńskich artystów. Jednym z nich był Peder Severin Krøyer, członek grupy zwanej Malarzami ze Skagen, tworzący w duchu impresjonizmu. Znany jest cytat z Krøyera o Hammershøiu: „Mam ucznia, który maluje bardzo dziwnie. Nie rozumiem go, ale wierzę, że będzie wielki, także staram się na niego nie wpływać”.

Hammershøi cenił tradycję duńskiego malarstwa, kolekcjonował nawet obrazy mistrzów duńskiego złotego wieku, jednak wydaje się, że ważniejsze inspiracje czerpał od malarzy holenderskich: Rembrandta, Vermeera, de Hoocha. Część z ich dzieł mógł oglądać w kopenhaskich muzeach, część – jak np. Vermeera, który nie był wówczas jeszcze powszechnie znany – oglądał w czasie swoich długich podróży po Holandii, Belgii, Wielkiej Brytanii i Francji. Z obrazów holenderskich mistrzów uczył się bardzo dużo: od Rembrandta operowania światłem, od Vermeera relacji między postacią a kadrem, od de Hoocha gry różnych planów, pracy z perspektywą. Każdy z tych aspektów jest ważny w jego obrazach, każdy też był przez niego twórczo przetwarzany. – Z jednej strony Hammershøi jest bardzo nordycki, z drugiej strony wymyka się kategoryzacjom – mówi Łukasiewicz.

Hammershøi był zafascynowany współczesnym mu malarzem, impresjonistą Jamesem McNeillem Whistlerem. W czasie pobytu w Londynie chciał się z nim spotkać, zapukał do jego drzwi, ale Whistlera nie było akurat w domu. Nieśmiały i introwertyczny z natury Hammershøi nie ponowił próby. Szkoda, bo mieliby o czym rozmawiać! Whistler cenił twórczość duńskiego malarza. Skąd to wiemy? Syn Alfreda Bramsena – kolekcjonera sztuki i mecenasa Hammershøia – wysłał kilka obrazów Vilhelma Whistlerowi. Ten zareagował na nie entuzjastycznie: „są wspaniałe, mam nadzieję, że się spotkamy!”.

Z podróży Hammershøi przywoził pocztówki, zachowała się ich duża kolekcja. Niezwykle ciekawa jest także relacja jego obrazów z fotografią, która stanowi stosunkowo nowy wątek w badaniach nad jego twórczością. – Składają się na to dwa aspekty – wyjaśnia kuratorka wystawy. – Jeden z nich to bogate rodzinne archiwum fotograficzne. Rodzinę Hammershøia stać było na to, żeby się fotografować. Co więcej, artysta nawiązywał przyjaźnie z fotografami, bywali oni w jego domu. Drugi wątek to aktywność fotograficzna malarza – on sam robił zdjęcia, traktował je jako równoważne medium artystyczne, bywał na plenerach fotograficznych. Wprowadził świadomość fotograficzną do swoich obrazów. Wiele zawdzięczają one kompozycji, kadrowaniu właściwemu fotografii – podkreśla Łukasiewicz.

Tajemnice Idy

– Kiedy patrzę na obrazy Hammershøia, nurtują mnie pytania: Co było w tych wnętrzach wcześniej? Co się wydarzyło, zanim on je namalował? Czego tam nie ma? Co mogłoby być? – opowiada francuska reżyserka teatralna i filmowa Caroline Guiela Nguyen. – Jego obrazy niezwykle pomagają mi w pracy reżyserskiej, uruchamiają moją wyobraźnię, zapraszają do dialogu. Jest w nich przestrzeń, którą każdy może wypełnić tym, co jest dla niego istotne.

 „Młoda kobieta. Odpoczynek”, Vilhelm Hammershøi, 1905 r., Musée d'Orsay (domena publiczna)
„Młoda kobieta. Odpoczynek”, Vilhelm Hammershøi, 1905 r., Musée d'Orsay (domena publiczna)

Twórczość Hammershøia pozwala nam zajrzeć w głąb siebie, uważa reżyserka. Szczególnie dla niej ważnym obrazem jest Młoda kobieta. Odpoczynek z kolekcji paryskiego Muzeum Orsay (Musée d'Orsay) – bliski kadr przedstawia siedzącą tyłem do nas kobietę. Przed nią stół, pusta biała patera. Modelką, jak na większości obrazów Hammershøia, jest jego żona, Ida. I jak na większości obrazów, nie widzimy jej twarzy. – Ten obraz bardzo mnie inspirował, kiedy pracowałam nad przedstawieniem Elle brûle (Ona płonie). Bohaterką sztuki jest Emma, co stanowi nawiązanie do Emmy Bovary z powieści Flauberta, ale i do bohaterki książki Emmanuela Carrère’a Przeciwnik. Przyszło mi wtedy do głowy zdanie, które stało się dla mnie wskazówką: Jak można żyć z kimś, kogo kochamy i nie zauważyć, że jest on nieszczęśliwy? To właśnie pytanie, w moim odczuciu, wypełniło ten portret – zaznacza Nguyen.

Czy Ida Hammershøi była nieszczęśliwa? Nie wiemy o niej wiele – jej brat, malarz Peter Ilsted, przyjaźnił się z Vilhelmem. W ich korespondencji natrafiamy na list, w którym Hammershøi pisze o atakach złości swojej przyszłej teściowej – być może miała zaburzenia maniakalno-depresyjne – i w związku z tym, chce jak najszybciej wziąć z Idą ślub, żeby uwolnić narzeczoną od trudnej matki. Pobrali się w 1891 r., w podróż poślubną pojechali do Paryża. Powściągliwa Ida wyrażała dezaprobatę dla dekoltów i makijażu paryżanek.

Hammershøiowie nie mieli dzieci. Nie wiemy, czy to smuciło Idę. Nie wiemy, co grała na pianinie, na co patrzyła przez okna, czemu poświęcała uwagę.

 „Sypialnia”, Vilhelm Hammershøi, 1890 r., Duńska Narodowa Biblioteka Sztuki (domena publiczna)
„Sypialnia”, Vilhelm Hammershøi, 1890 r., Duńska Narodowa Biblioteka Sztuki (domena publiczna)

Redukcja, czyli lustra niedające odbicia

Hammershøi bardzo lubił malować architekturę, sprawiało mu to ogromną przyjemność. Często wybierał jak najmniej oczywiste kadry, ujęcia zupełnie niepocztówkowe. Przykładem są obrazy, na których  namalował Muzeum Brytyjskie (British Museum) w Londynie czy pałac Christiansborg w Kopenhadze. Kluczowym terminem określającym jego twórczość jest „redukcja”. Hammershøi redukuje, odejmuje, oczyszcza. – Jego pejzaże miejskie są wyludnione, w przedstawieniach przyrody nie ma zwierząt, nawet drzewa nie mają liści! – opowiada Łukasiewicz.

Mnie natomiast fascynuje następujące pytanie: Czy malarz i jego żona Ida rzeczywiście mieszkali w tak pustych, purystycznych wnętrzach jak te, które malował? Wiemy, że swoje studio aranżował w mieszkaniach, gdzie żyli – przy Strandgade 25 i Strandgade 30 w Christianshavn, dzielnicy Kopenhagi. Czy zatem odmalowywał dokładnie te wnętrza?

– Odpowiedź na to pytanie znajdujemy, kiedy porównujemy obrazy Hammershøia ze zdjęciami jego mieszkań. Na fotografiach widać, że przestrzenie te w rzeczywistości nie były aż tak minimalistycznie urządzone. W mieszkaniach Vilhelma i Idy były książki, bibeloty, sporo obrazów – mówi Martyna Łukasiewicz. – Malując, inscenizował: ze ściany zawieszonej obrazami wybierał jeden czy dwa, na stole zamiast całego serwisu stawiał jedną filiżankę. Jeśli przyjrzymy się bliżej, dojrzymy jeszcze inne ślady redukcji i przetworzenia: okna nie mają klamek, lustra nie mają odbicia, obrazy nie mają detali.

Hammershøi jest mistrzem redukcji na wielu polach. Kuratorka poznańskiej wystawy podkreśla, że warto zwrócić uwagę, jak na przestrzeni lat zmienia się jego technika. Hammershøi z czasem maluje coraz lżej, nie domalowuje fragmentów płótna. Jego paleta jest monochromatyczna, ale podobnie jak w przypadku innej „szarej” malarki, Olgi Boznańskiej, aby osiągnąć różne odcienie szarości, korzysta z dużej ilości pigmentów: różu, żółci, ultramaryny. Nie wiemy, jak ewoluowałby jego styl, gdyby nie przedwczesna śmierć artysty.

Historyk sztuki Peter Nørgaard Larsen umiejscawia twórczość Hammershøia „pomiędzy symbolizmem a Mondrianem”. W jednym z niewielu wywiadów, których udzielił, malarz wyznał, że najważniejsze są dla niego linie. Koncentracja na liniach, geometryczność to wyznaczniki nowoczesności w obrazach Hammershøia – nowoczesności, która jakiś czas później, w tak klarownej formie, przejawi się u Mondriana. A jeśli mówimy o inspiracjach, to wydaje się, że obrazami duńskiego mistrza inspirował się także inny mistrz pejzaży wewnętrznych – Edward Hopper.

Pytany o to, dlaczego stosuje tak wyciszoną paletę barw, Hammershøi odpowiadał: „nie wiem, zawsze tak malowałem”. Mało wypowiadał się na temat swoich prac. Nie analizował ich w swoich listach. Nie poznamy ani sekretów Idy, ani jej męża.

Nie na każde pytanie trzeba znać odpowiedź

W godzinnym filmie Michael Palin i tajemnica Hammershøia, zrealizowanym dla BBC, reżyser wyrusza w podróż śladami jednego ze swoich ukochanych malarzy. Odwiedza Kopenhagę, a także pobliską wieś, gdzie Hammershøi spędzał wakacje. Jego brat, Sven, marzył o założeniu kolonii artystycznej. Plotki głosiły, że w letnim domku, do którego przyjeżdżali artyści ze stolicy, panowała atmosfera „helleńska”. Spędzano tam czas w duchu starożytnej Grecji – w togach lub wręcz nago. Czy było tak w rzeczywistości? Michael Palin kwituje to pytanie rozłożeniem rąk. Według niego na to i inne pytania związane z Hammershøiem najlepiej odpowiada cytat z Hamleta, który mieszkał zresztą nieopodal, w zamku w Helsingør. Cytat brzmi: „reszta jest milczeniem”.

– Więcej, lepiej, szybciej! Dążenie do optymalizacji wytwarzania dóbr i informacji nie zapewnia nam ciszy i spokoju, wręcz przeciwnie, przytłacza nas i ogłusza. Tymczasem Hammershøi oferuje wszechświat, który może być ulgą, oddechem dla współczesnego człowieka – mówi Kasper Nielsen z duńskiego domu aukcyjnego Bruun Rasmussen, zapytany o fenomen popularności Hammershøia. – Przyzwyczajamy się, że możemy dostać odpowiedzi na większość pytań. To jest znak naszych czasów, że wszystko musi być analizowane, poddawane terapii. Ale pociągające może być też przebywanie z naszymi pytaniami. Nie na wszystkie pytania trzeba odpowiadać.

O podzielenie się uczuciami dotyczącymi Hammershøia poprosiłam fotografkę Annę Orłowską, która na miejsce do życia wybrała Danię. – Jego obrazy bardziej czuję, niż rozumiem. To podobne uczucie do tego, gdy patrzę na duńskie krajobrazy, które fotografuję. Odpoczywam, jestem i czuję, że jest dla mnie miejsce w tym świecie – mówi. Anna Orłowska wybrała się w podróż na Strandgade w Kopenhadze, żeby zobaczyć, na co patrzyła przez okno Ida, kiedy pozowała mężowi do obrazów. – Znając widok z ich okna, poczułam to, co było niezrozumiałe dla mnie na początku poznawania Danii, a teraz jest bardziej oswojone: zaskoczenie, że to, co skromne jest wystarczające. Że nie trzeba bardziej, wyżej, głośniej. Odpoczynek w prostych czynnościach, wśród przedmiotów, których my, ludzie, jesteśmy ciągiem dalszym. Spokój, który nie usypia.

Wystawę można oglądać w Poznaniu do 6 lutego. Jest ona wyjątkową okazją, żeby patrząc na obrazy Hammershøia, pobyć z naszymi pytaniami i zastanowić się, co dostrzegamy w przestrzeni, którą artysta nam pozostawia. Odwiedzających jest wielu – z Polski i zza granicy, w tym z pobliskiego Berlina – a listy chętnych na oprowadzanie kuratorskie zapełniają się błyskawicznie. Ekspozycja zaaranżowana przez studio Matosek/Niezgoda pokazywana jest w wysokich pomieszczeniach z pięknymi oknami, w zabytkowym budynku głównego gmachu Muzeum Narodowego, a także w minimalistycznych salach odzwierciedlających artystyczną redukcję, do której dążył duński mistrz. Później, od marca do maja, będzie można ją zwiedzać w Muzeum Narodowym w Krakowie.


„Vilhelm Hammershøi. Światło i cisza/ Light and silence”,
kuratorka – Martyna Łukasiewicz.
Muzeum Narodowe w Poznaniu, 21.11.2021–06.02.2022

Muzeum Narodowe w Krakowie, 4.03.2022–08.05.2022

 „Wnętrze. Światło słoneczne na podłodze”,  Vilhelm Hammershøi, 1906 r., Tate (domena publiczna)
„Wnętrze. Światło słoneczne na podłodze”, Vilhelm Hammershøi, 1906 r., Tate (domena publiczna)

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!