Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Destroix
Maciej Stroiński

Bociany wracają

próba „Triumfu woli” w Starym Teatrze w reżyserii Moniki Strzępki, zdjęcie: Magda Hueckel
Bociany wracają
Bociany wracają

Coś zazwyczaj jest zbyt piękne, by było prawdziwe, ale w tym wypadku było zbyt okropne – zbyt niepiękne, bym uwierzył. Alejandro Radawski, Stanisław Mojsiejew, Adam Walny, Wesele z Gardzienic… Lista przebojów kończącego się sezonu w Starym Teatrze w Krakowie. NIEMOŻLIWE, NIE DO WIARY. I co Wam powiem – miał rację, kto nie uwierzył. Bo złe sny są od tego, żeby się z nich budzić. „Budzę się z ciebie!” (Paweł Demirski, Wszystko powiem Bogu!)

Sezon przeturlał się na jałowym i tylko pomnożył pustkę. Ale uwaga: w wymiarze produkcji. Po tym sezonie już laicy czają, o co to chodzi z produkcją spektaklu i czym się to różni od eksploatacji. Tylko eksploatowano, ale nawet złoże złota może kiedyś się wyczerpać. Teatr zasuwał na ciągłym przednówku. Co było do zrobienia, robiło się raczej poza miejscem pracy, na gruncie gościnnym.

Okres 2017–2018 uznaję za niefakt, wolę nie pamiętać złego. „ta epoka nie wejdzie do historii sztuki/jako biała plama hańby tak/jako katastrofa tak/jako katastrofa artystyczna” (Bernhard, Rodzeństwo). Są jednak powody, by zrobić wyjątek dla dzieła Masara, które jest, jak mówią Żydzi, „bólem porodowym Mesjasza”, cierpieniem potrzebnym zdrowiu. Zespół aktorski Starego Teatru postanowił wejść w ten prodżekt, by zagrać o wszystko. Dzięki temu, że zagrali, miała szansę powstać Rada Artystyczna. Mesjasz zjawił się zbiorowy, zgodnie zresztą z opcją, jaką przewiduje Talmud. Resztę opowieści znacie. Wtedy napisałem, że „jeszcze im wszyscy podziękujemy” – no i właśnie jest okazja.

Na koniec tego nieproduktywnego, eksploatacyjnego czasu, tej ziemi jałowej, pokazano Bitwę Warszawską Moniki Strzępki, stare przedstawienie, które teraz zabrzmiało jak czyste proroctwo: „zima była proszę sobie wyobrazić proszę państwa towarzystwa/wyjątkowo długa tego roku/[…] ale ziemia już odzyskana jeszcze napuchnięta lekko ale będzie żyć/[…] MAMO!!/BOCIANY WRACAJĄ!!/BOCIANY WRACAJĄ!!”.

Jeśli wiedziałbym rok temu, że się jednak uda, a nie tylko wierzył, stresu by nie było, ale też napięcia. Dziś są moje urodziny, gdy piszę te słowa, i mogę powiedzieć tyle, że bardzo dziękuję, że się bardzo cieszę. Już przeszedłem „krach sukcesu”, tę nadwyżkę szczęścia, kiedy w końcu masz, co chciałeś, i cię wszystko boli.

Od przyszłego sezonu spodziewam się widzieć stary Stary Teatr – artystów zapraszanych, bo są tego warci, a nie dlatego, że nikt inny nie chciał. Wiecie, że Stary wygrał swoją sprawę, że dosłownie wygrał życie, bo bez tej wygranej raczej by już nie żył. Wiecie, że wygrał, ale może jak nie wiecie. Jak oni to zrobili, Rada Artystyczna? Łatwiej wyjaśnić, jak nie przegrali. Bo wynik tej bitwy zależał i od tego, co uczyniono, i od tego, od czego się powstrzymano.

NIE POSZLI NA ZWARCIE. Po prostu. Władza może z nimi gadać i się z nimi zgadzać, i nie stracić przy tym twarzy. Może na ich brak ataku dać odpowiedź: brak ataku. Wszystkie genialne pomysły są debilnie proste.

Wygląda trochę tak, jakby aktorzy Starego nie tylko grali w Trylogii, ale też w niej żyli. Jakby mieli problem Andrzeja Kmicica, komu się nadstawić i co z tego będzie:

„– Co też sądzisz, co ja powinienem był uczynić wobec dwóch nieprzyjaciół, stokroć potężniejszych, przeciwko którym obronić tego kraju nie mogłem? – Zginąć! – odpowiedział szorstko Kmicic. – Zazdrościć wam, żołnierzom, którym wolno tak łatwo zrzucić gniotące brzemię. Zginąć! Kto śmierci w oczy patrzył i nie boi się jej, temu nic prostszego w świecie. Was głowa nie boli o to i żadnemu na myśl nie przyjdzie, że gdybym ja teraz wojnę zaciekłą rozniecił i, nie zawarłszy układu, zginął, tedyby kamień na kamieniu z tego kraju nie pozostał” (Henryk Sienkiewicz, Potop).

Zespół Starego postanowił jednak przeżyć, wykazać się mniej spektakularnym heroizmem trwania, wybrać „raczej coś niż nic”. O tym zrobili inne przedstawienie, Triumf woli, o istnieniu mimo wszystko, o tym, że małe bywa większe od wielkiego.

Z tego wszystkiego, „w tym weselu, w tej radości”, powracam do cyklu Lowe, do esejów o aktorach, którzy nam ratują sztukę. Odpaliłem go jesienią, wcale nie myśląc, że macham na bye-bye. Teraz macham na hello choćby dla Magdaleny Grąziowskiej, pseud. Grązia, z którą nie tyle pragnę się przeprosić, ile uznać jej rozwój – z takiej sobie aktoreczki do artystki samodzielnej. Wyrobiła się w Kielcach (HarperCiemności) i powraca, wyrobiona, do etatu w Starym, który kiedyś już dzierżyła, lecz wtedy to nie był najlepszy z pomysłów. Fraja i Jaśmina: Wam też jest machane!

Data publikacji: