Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Powtórka ulubionych tropów z filmów "Obcy – ósmy pasażer Nostromo" i "Obcy– decydujące starcie" ...
2017-05-27 10:00:00

Zagraj to jeszcze raz, Ridley...

Zagraj to jeszcze raz, Ridley...
Obcy: Przymierze
reż. Ridley Scott
Obcy: Przymierze
20th Century Fox

Niepisana zasada serii o Obcym mówi jasno: ewoluuj albo giń. Psychoanalityczny gotyk Ridleya Scotta wyparła feministyczna strzelanka Jamesa Camerona, którą z kolei zastąpił religijny hardcore Davida Finchera, przebity następnie przez europeizujący barok Jeana-Pierre’a Jeuneta. Nawet niespełniony „Prometeusz” (znowu Scott) wydobył ze starej śpiewki o Obcym nowe tony kosmicznej przygodówki. Tu mamy zatem największą porażkę „Obcego: Przymierze” – Ridley Scott wchodzi do tej samej rzeki po raz trzeci i proponuje nam „Alien: Greatest Hits”. Niestety, powtórka ulubionych tropów z filmów „Obcy – ósmy pasażer Nostromo” i „Obcy– decydujące starcie” to zagranie wybitnie cyniczne i wybitnie – leniwe. A kiedy reżyser jednak proponuje chwilami coś świeżego, czyni to kosztem tytułowego kosmicznego monstrum.

Cały urok tzw. ksenomorfa bierze się przecież z jego niedookreślenia. Skryty w cieniu, nie do końca widoczny, zachęca on do kolejnych odczytań, które inspirują potem twórców od Sasa do Lasa, od Camerona do Jeuneta. Monstrum z horroru, seksualny drapieżca, biblijny Smok, Lovecraftowski Przedwieczny, owad z roju, czysty instynkt przetrwania… Już samo tytułowe słowo kusi swoją wieloznacznością: obcy, inny, zły – niepotrzebne skreślić. Piękna tabula rasa, tyle że z zębami i żrącą niczym kwas krwią. Działa tu prosty mechanizm ewolucyjny, na którym zbudowano przy okazji gatunek horroru: boimy się tego, co nieznane. Gdy kątem oka rejestrujemy nieczytelny ruch, niepełny kształt, wyobraźnia podpowiada nam cuda-niewidy, które prowokują zimne poty i śnią się po nocach. Tymczasem już na plakacie „Obcego: Przymierze” ksenomorf w pełnej krasie szczerzy się do nas niczym stary znajomy po latach niewidzenia. Jakby nie miał nic do ukrycia ani nikogo do przestraszenia. I faktycznie tak jest.

„Obcy: Przymierze” to bowiem w dużej mierze rutyna, zabawa znanymi do znudzenia klockami. Grupa kolonistów, nawet głupszych niż zwykle. Tajemnicza planeta. Gra w chowanego w labiryncie korytarzy. Scottowi nie chce się nawet przestrzegać reguł, które ustanowił niemal 40 lat temu: cykl rozrodczy ksenomorfa, który tak pięknie organizował strukturę „Obcego”, trwa tu tyle, ile akurat Ridleyowi pasuje. Nic dziwnego, że trudno się czymkolwiek przejąć. Liczenie kolejnych ofiar Obcego przypominałoby liczenie baranów przed zaśnięciem w fotelu kinowym, gdyby nie niezawodny Michael Fassbender. W podwójnej roli androida Davida/Waltera aktor wyciska, ile się da z nowych rewelacji, jakie serwuje Scott. To godny lepszego filmu zlepek romantyzmu, faszyzmu i edypowych kompleksów, który robi z „Aliena” opowieść o szalonym artyście, trochę w stylu – wink, wink – H.R. Gigera, twórcy postaci ksenomorfa. Problem w tym, że dostajemy odpowiedzi, których dla dobra dyskretnego uroku Obcego lepiej nam było nie poznać.

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!