Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 7 „Przekrojowych” tekstów oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Jan Błaszczak

Nie ma o czym gadać

Nie ma o czym gadać
Tango
Rasmentalism
Tango
Asfalt Records 2018

Od samego początku polski hip-hop budował swoją pozycję w opozycji do całej sceny tudzież złowrogiej branży. Mam na myśli ten etos, przekonanie o wyższości rapu nad muzyką, która ma jedynie umilać czas. Na kolejnych albumach słyszeliśmy, że opowiada się tu o prawdziwych problemach, o prawdziwym życiu, o ludziach z krwi i kości. Fakt, raperzy popadali tym samym nierzadko w nieznośny patos czy grafomaństwo, ale konsekwentnie starali się udowadniać, że mają coś do powiedzenia. Nawet jeśli było zupełnie inaczej. „Przekaz, to przekaz o tym, że masz przekaz/Co ty nie wiesz? Kurwa, na tym to polega” – ironizował, trafiając w sedno sprawy, Tede w Nie banglasz. To na „przekazie” raperzy zbudowali wyjątkowo silną więź ze słuchaczami. Ale wspomniany etos był równocześnie balastem. Za każdym razem, kiedy raperzy próbowali nagrywać albumy lżejsze, pozbawione pedagogicznej retoryki, słyszeli od fanów, że się sprzedali, że zdradzili ideały. Zresztą nie tylko od nich. Kilka lat temu podczas koncertu Quebonafide na scenę wszedł Pih – zaprawiony w bojach weteran – przejął mikrofon i oznajmił publiczności, że to, co słyszy, to nie jest hip-hop...  

Nie bez przyczyny do tamtego, wiele mówiącego wydarzenia odnosi się w wywiadzie Ras, który uprzedza ewentualne zarzuty, deklarując, że jego najnowsza płyta to nie jest hip-hop. Teksty się rymują, pojawiają się bity i gry słowne, ale w oczach konserwatywnych fanów gatunku to może nie wystarczyć. Albumowi Tango towarzyszy bowiem świadomość, że nie zmieni nie tylko świata, ale nawet poglądów jego odbiorców. Mało tego, Ras zdaje się twierdzić, że nie ma im po prostu zbyt wiele do powiedzenia. Koncentruje się więc nie na przekazie, ale na formie. I na tym poziomie niewątpliwie osiąga sukces. Oczywiście wielka w tym zasługa drugiej połowy duetu – Menta XXL, producenta albumu. Ras jednak ułatwia mu zadanie: czuje rytm, ma ucho do melodii, a poza tym zostawia producentowi bardzo dużo miejsca. Tangu daleko do tradycyjnego rozgadania polskiego hip-hopu. Piosenki zostają na dłużej także za sprawą refrenów śpiewanych przez Vito, Gverillę czy Rosalie – wschodzącą gwiazdę rodzimego R&B.

Niestety, warstwa tekstowa potwierdza diagnozę Rasa. I tak jak raperom służy spostrzegawczość, tak w tym wypadku jest ona równoznaczna z dostrzeżeniem oczywistego – Rasmentalism nie ma nam zbyt wiele do powiedzenia. Z jednej strony na poziomie pojedynczych linijek – porównań, metafor czy żartów – Ras wykazuje się błyskotliwością, z drugiej strony w Kilka dni pozwala sobie na jeden z najgłupszych wersów, jakie słyszałem od dawna w polskim hip-hopie: „Czuję się jak żołnierze po wojnie: chcę jeszcze powalczyć, ale nie ma z kim”. Tak, pewnie dlatego weterani tak często cierpią na PTSD, bo nie mogą się doczekać powrotu na front. To jednak tylko dwie linijki zaskakująco nieprzystające poziomem do reszty. Gorzej, że te historie nie układają się w jakieś szersze myśli czy wnioski. Przeciwnie, kiedy Fast food stanowi zgrabną, choć zgraną krytykę kapitalistycznego konsumpcjonizmu w czasach nowych mediów, Moment to naiwna apoteoza Balcerowiczowskiego Get Rich or Die Tryin’. W tym pierwszym utworze Ras nawija: „I nie mamy o czym gadać, to nie rozmowy nawet – spacery po hasztagach”. W tej linijce odbija się mój stosunek do Tanga. Bo to świetnie złożony dwuwers, ale też, niestety, najlepsza recenzja tej płyty.

Data publikacji:

Jan Błaszczak

Rocznik 1987. Na co dzień pracownik działu programowego Filmoteki Narodowej – Instytutu Audiowizualnego. Współpracuje z „Przekrojem” i „Tygodnikiem Powszechnym”. Autor książki „The Dom. Nowojorska bohema na polskim Lower East Side”, która ukazała się w 2018 r. w serii amerykańskiej Wydawnictwa Czarne. Publikował również na łamach m.in. „Polityki”, „Machiny”, „Wprost” i „Gazety Magnetofonowej”, a jako reporter współpracował z Programem II Polskiego Radia.

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!