Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 7 „Przekrojowych” tekstów oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Jan Błaszczak

Lynch i odrzutowiec

Lynch i odrzutowiec
„The Long Walk”
Uniform
„The Long Walk”
Sacred Bones, 2018

Wydaje mi się, że trzymam rękę na pulsie, ale czasem zdarzy się, że przegapiam koncert jakiegoś uwielbianego zespołu. Usprawiedliwiam się wtedy, tłumacząc, że takich występów odbywa się w Polsce naprawdę sporo, a poza tym – tu drugie wytłumaczenie – bez dostępu do mediów społecznościowych niekiedy nie udaje się zdobyć informacji o muzycznym wydarzeniu. Nie zdarza się to na szczęście często – po raz ostatni przytrafiło mi się wiosną ubiegłego roku. Gościłem właśnie znajomego, który choć zajmuje się sztukami wizualnymi, może pochwalić się doprawdy specjalistyczną wiedzą na temat muzyki noiserockowej czy hardcorowo-punkowej. I tenże kolega, nieświadom zupełnie ciężaru tej informacji, podzielił się nagle anegdotą z koncertu amerykańskiego zespołu The Body. W zasadzie jego nazwę wymienił tylko na marginesie, bo w wydarzeniu wziął udział ze względu na suport – duet Uniform. Zaczął mi nawet tłumaczyć, dlaczego autorzy albumu Wake in Fright zasługują na moją uwagę i gdybym go tylko słuchał, z pewnością dałbym się przekonać. Sęk w tym, że nie słuchałem, przechodząc załamanie spowodowane swoim gapiostwem. The Body w Polsce, kto by pomyślał!

Występ wydawał mi się nieprawdopodobny nie dlatego, że Polska jawi mi się w tej materii zaściankiem czy białą plamą na mapie amerykańskiej alternatywy. Nic bardziej mylnego. Pamiętałem jednak, że Lee Buford – połowa tego znakomitego duetu eksperymentującego na granicy metalu i noise rocka – nie lata samolotem. Nie myliłem się. W tym roku trafiłem nawet na wywiad z perkusistą, który bez owijania w bawełnę przyznawał, że na europejską trasę The Body wyruszył w zmienionym składzie. Co jest pewnym eufemizmem, biorąc pod uwagę, że mówimy o duecie.

Uniform takiego problemu nie mają, więc przynajmniej oni wystąpili w komplecie. Ale i ten duet mierzył się z przeciwnościami losu. W przypadku multiinstrumentalisty Bena Greenberga wynikały one najpewniej z trudnego charakteru. Taka myśl przeszła mi przez głowę, gdy czytałem, jak były członek The Men i Zs pastwi się nad zespołem Perfect Pussy. Inne przeszkody napotkał na swojej drodze Michael Berdan – wokalista kultowej noiserockowej formacji Drunkdriver, która szybko zdobywała coraz większe grono zwolenników, ale w kluczowym momencie – tuż przed wydaniem wyczekiwanego albumu – rozpadła się pod ciężarem oskarżeń o gwałt wysuwanych pod adresem perkusisty. Berdan próbował sił w kolejnych zespołach, ale dopiero współpraca z Greenbergiem przyniosła mu zasłużony rozgłos.

Stało się to za sprawą wspomnianego już Wake in Fright. Albumu, który łączy noiserockowe tradycje (charakterystyczna maniera śpiewu Berdana rodzi skojarzenia z The Jesus Lizard) ze zdehumanizowanym rockiem industrialnym. Ta druga składowa może mieć prozaiczny powód – w Uniform brak perkusisty, więc duet wspomaga się rytmami i pulsami wypuszczanymi z automatów i syntezatorów. Niezależnie od przyczyn w twórczości Uniform usłyszeć można dalekie echa wczesnej twórczości Nine Inch Nails czy Godflesh. I może to właśnie skojarzenia z muzyką ich dobrego znajomego – Trenta Reznora – sprawiły, że dwa utwory z Wake in Fright zostały wykorzystane przez Davida Lyncha w trzecim sezonie serialu Twin Peaks. Naprawdę tego nie wykluczam, choć z pewnością znaczenie miał również fakt, że autorska muzyka reżysera ukazuje się nakładem tej samej wytwórni, co muzyka Uniform.

Obecność w kultowym serialu to nie jedyny powód, dla którego tegoroczna płyta The Long Walk może zaciekawić szerszą grupę słuchaczy. Berdan i Greenberg postanowili bowiem ograniczyć pojawianie się elektronicznych bitów, zapraszając do składu perkusistę. I to nie byle jakiego! Na krążku towarzyszy im Greg Fox – rewelacyjny instrumentalista występujący zarówno z saksofonistą Colinem Stetsonem, blackmetalowym zespołem Liturgy, jak i ze wspomnianym już eksperymentującym Zs. W rezultacie dostajemy album jeszcze bardziej intensywny i gęsty. Z drugiej strony, odnoszę wrażenie, że dzięki zaangażowaniu Foxa Greenberg może w pełni skupić się na wymyślaniu gitarowych riffów. Kiedy przyspiesza – jak w Alone in the Dark czy Transubstantiation – spod metalicznego, „zepsutego” przesterami brzmienia wyłaniają się zaskakująco chwytliwe melodie. Co do zasady jednak The Long Walk to płyta o finezji startującego odrzutowca. Ekspresywna, ciężka, głośna. Jakby zabiegająca wszelkimi sposobami, aby już nikt nigdy nie mnożył usprawiedliwień, że nie słyszał, że przegapił, że nie był świadomy.

Data publikacji:

Jan Błaszczak

Rocznik 1987. Na co dzień pracownik działu programowego Filmoteki Narodowej – Instytutu Audiowizualnego. Współpracuje z „Przekrojem” i „Tygodnikiem Powszechnym”. Autor książki „The Dom. Nowojorska bohema na polskim Lower East Side”, która ukazała się w 2018 r. w serii amerykańskiej Wydawnictwa Czarne. Publikował również na łamach m.in. „Polityki”, „Machiny”, „Wprost” i „Gazety Magnetofonowej”, a jako reporter współpracował z Programem II Polskiego Radia.

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!