pixel Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Chcielibyśmy – na tyle ile to możliwe – umilić Państwu ten trudny czas, dlatego w dniach 20 marca – 20 czerwca udostępniamy wersję cyfrową wiosennego numeru bezpłatnie dla zalogowanych użytkowników. Zapraszamy do czytania i słuchania audio z bieżącego numeru! Przeczytaj wiosenny numer

W związku z zamknięciem wielu punktów sprzedaży prasy, zapraszamy do kupienia papierowej wersji numeru wiosennego w cenie okładkowej, bez dodatkowych kosztów przesyłki. Kup wiosenny numer

Przekrój
Zagadką pozostanie, jakim cudem zespół Duster uchował się przede mną przez te wszystkie lata.
2019-04-16 23:59:00
muzyka
Kapsuła czasu
„Capsule Losing Contact”
Duster
„Capsule Losing Contact”
Numero Group, 2019
Czyta się 3 minuty

Do kupowania winylów przekonałem się w Szkocji. Dokładniej w Glasgow, gdzie nocowałem u znajomego melomana, którego kolekcja płyt przyprawiała o zawrót głowy. Czego tam nie było? Single z włoskim post punkiem, znane chyba tylko gospodarzowi nagrania z kręgu space rocka i pięknie wydane, opasłe wznowienia. Wśród nich szczególne miejsce zajmował, właśnie wydany, zbiór wszystkich nagrań slowcore’owej grupy Codeine. Wydawcą była nieznana mi wcześniej mała, specjalizująca się w archiwaliach wytwórnia Numero Group. Następnego dnia w jednym ze szkockich komisów udało mi się kupić Frigid Stars – czołowe osiągnięcie smutnej kapeli z Nowego Jorku. Jeszcze na płycie kompaktowej, ale ziarno zostało zasiane.

Pisząc tę recenzję, czekam na przesyłkę wydanej przez Numero Group płyty. Albumu, który przypomniał mi tamten wieczór w Glasgow nie tylko ze względu na nazwę wydawcy. Meandrującej pomiędzy space rockiem, slowcore’em i post rockiem muzyce Duster niedaleko do dokonań grupy Codeine. Wydanie kompletu nagrań tego amerykańskiego trio ostatecznie wprawiło mnie w ekscytację, którą poprzedziło jednak spore zakłopotanie. Wszystko dlatego, że zupełnie nie znałem dorobku grupy z San Jose. Nie byłoby w tym może nic dziwnego, gdyby nie fakt, że muzyka Duster brzmiałaby jak wyciąg z moich ulubionych playlist, gdybym tylko układał playlisty. Dawno pogodziłem się z tym, że nie jestem w stanie ogarnąć dużej części tego, co dzieje się na rynku fonograficznym. Fakt, że nigdy wcześniej nie trafiłem na albumy StratosphereContemporary Movement powinien być jednak powodem do wstydu dla wszelkich rekomendujących algorytmów.

Zacznijmy od tego, że Duster to nieodrodne dziecko swoich czasów. Lat 90., kiedy amerykańska scena niezależna miała twarz znudzonego slackera: introwertycznego, ale niepozbawionego humoru idealisty, u którego wizja jakiegokolwiek medialnego rozgłosu wywoływała rozbawienie. Mam wrażenie, że podobną reakcję u członków zespołu mogły sprowokować pochwały płynące ze strony modnych dziś zespołów, które chętnie powołują się na dorobek Duster. Harmony Tividad z zespołu Girlpool napisała, że ich muzyka brzmi jak „seksowne lotnisko”. Co, jak rozumiem, odnosi się z jednej strony do przestrzenności tych nagrań, a z drugiej – do ich delikatności, subtelności. Mam nadzieję, że Brian Eno – autor słynnego Music for Airports – nie obraziłby się za takie porównanie.

W skład czteropłytowego boxu wydanego przez Numero Group wchodzą dwie epki i dwa albumy, które pokazują rozwój grupy. Stratosphere to przede wszystkim piosenki – lekko psychodeliczne, powolne, skryte za delikatnym pogłosem. Kompozycje, które powinny z miejsca rozkochać fanów Low, Galaxie 500 czy Yo La Tengo. Z takim zastrzeżeniem, że w przypadku tria z San Jose należy czasem dłużej poczekać na rozwój wypadków. Jego utwory, nigdzie się nie śpiesząc, z reguły wyłaniają się leniwie z hipnotyzujących dialogów gitar. Tę romantyczną formułę burzą gitarowe przestery. Jak w monumentalnym utworze tytułowym, który zwiastuje kierunek, w którym Duster podążą na następnej płycie. Na Contemporary Movement Amerykanie wciąż hołdują romantycznej melancholii, ale jednak mocniej szarpią za struny, uderzają w bębny. Począwszy od otwierającego album Get the Dutch, zaznacza się spacerockowy i postrockowy charakter tej płyty. Gdyby Slint postanowili nagrać album z balladami, mógłby brzmieć tak jak druga płyta Duster. Choć to wciąż uproszczenie, bo takie Travelogue korzysta z pogłosów we wspaniały, aczkolwiek bardziej shoegaze’owy sposób.

Choć w tej rubryce opisuję raczej aktualne premiery niż wznowienia, mam wrażenie, że nie tylko dla mnie to wydawnictwo ma wagę ekscytującej nowości. Spotkania z krążącą gdzieś po orbicie kapsułą, z którą dawno utracono jakikolwiek kontakt.
 

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

Data publikacji:

Jan Błaszczak

Rocznik 1987. Na co dzień pracownik działu programowego Filmoteki Narodowej – Instytutu Audiowizualnego. Współpracuje z „Przekrojem” i „Tygodnikiem Powszechnym”. Autor książki „The Dom. Nowojorska bohema na polskim Lower East Side”, która ukazała się w 2018 r. w serii amerykańskiej Wydawnictwa Czarne. Publikował również na łamach m.in. „Polityki”, „Machiny”, „Wprost” i „Gazety Magnetofonowej”, a jako reporter współpracował z Programem II Polskiego Radia.

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!