Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Co robią mężczyźni w dramatach Garcíi Lorki? 1. Umierają lub 2. nie żyją, lub ewentualnie 3. ...
2019-08-18 23:59:00
Destroix
Drama queen: Lorca
„Dom Bernardy Alba”
reż. Magdalena Miklasz
„Dom Bernardy Alba”
Teatr Nowy w Poznaniu
Czyta się 6 minut

 

Włączamy Nymana z dokumentu o McQueenie i możemy czytać.

Krytyka teatralna ma pewien problem: chce być całościowa. Ma ambicję pisać o całym spektaklu, o wieczorze teatralnym jako pewnej pełni. Na zasadzie, że teatr jest jednością dziedzin sztuki i jak krytyk ją prześwietli, to już proszę nie pyskować! Ale krytyka teatru mogłaby się, choćby z nudów, wyspecjalizować i obsiąść części składowe swojego tematu. Mogłaby zostać na przykład krytyką modową. Chętnie wziąłbym ten odcinek, gdyby ubierali coś od Driesa van Notena. Albo by mogła – krytyką dizajnu (Garbaczewski). Krytyką muzyczną albo eventową (Klata), albo towarzyską. „I jeszcze dużo do tego by można przymiotników doczepić, na cały dzień by starczyło” (Paweł Demirski, Bitwa Warszawska 1920).

Proponuję dzisiaj Państwu „trochę krytyki dramatu”, some drama criticism – cykl o tekstach dla teatru, póki sezon się zakończył, a nowy jeszcze nie zaczął. Cykl pod nazwą „Drama queen”, bo będę pisał o znanych nazwiskach, o królowych tej dziedziny. Piszę w przekonaniu, że literatura jest najbardziej olewanym składnikiem teatru, to znaczy obecnie, ale to się wkrótce zmieni, bo już się powoli zmienia: już do tępych dzid dociera, że są tępymi dzidami i lepiej od Lorki, choćby nie wiem co robili, jednak nie wymyślą oraz nie napiszą. Mają w KK uchwalić dogmat o Matce Boskiej jako Coredemptrix, to znaczy Współzbawicielce, a że teatr nie jest gorszy, mógłby przepchnąć zarządzenie, że dramat jest cocreator: współtwórcą wieczoru. Dzisiaj i za tydzień, i za dwa tygodnie pomówimy o dramatach, o najsłabiej opisanej składowej teatru, trochę na wymarciu, do odratowania. Wybrałem „pod kolor”, pod końcówkę lata. Tyle wstępu metodologicznego do mojej rozprawki.

No bo właśnie: Lorca, Federico García (1898–1936), un poeta, dramaturgo y prosista español. W tej właśnie kolejności. Zauważyli może Państwo, że nic tu nie ma o grafomanii, a to ponieważ Lorca nie był grafomanem, tyle o nim wiemy, a to całkiem dużo, bo nie o każdym można tak powiedzieć. Poetą – i owszem, lecz jego poezja wcale nie jest taka. Najpierw był poetą, potem dramaturgiem, jednak i w dramatach miał odpały poetyckie. Również w dramatach dokładał do pieca. Choćby w Krwawych godach, najznańszym jego tytule, gdzie idzie na noże i się zarzynają, ale nic to nie przeszkadza mówić wierszem o księżycu. To jest w ogóle cecha tekstów Lorki, że jemu nie wadzi i on swoje powie, a gdy mu się zachce wierszem, to nie będzie się obcinał. Dramaturgo lírico.

Czemu Lorca, nie kto inny? Ze względu na porę roku, patrząc teatralnie – pozasezonową. Sezon turystyczny to w teatrze martwy sezon. Czuję się obecnie tak jak „suchy alkoholik”, który nie pije, lecz tylko w sensie zewnętrznym. Raczej wiadomo, że teatr na żywo jest tym, o co chodzi, a czytać dramaty, to jak wcinać mąkę z wodą, gdy piec ci się zepsuł.

Nie do końca jest to prawda, że jesienią melancholia – że tylko jesienią. Lato jest chyba melancholijniejsze; tak by wynikało z lektury dramatów tak zwanych klasycznych oraz z doświadczenia. Najokrutniejszy miesiąc to kwiecień, ale lipiec – najsmutniejszy. Kiedy jest najładniej, wtedy jest najsmutniej – nie jest tak? Prawem kontrapunktu. Coś jest w porze roku od czerwca do września, że wtedy, nie kiedy indziej, dzieje się większość Czechowów i dramaty Lorki, i dramaty Demirskiego…

Kultura patriarchalna bywa wbrew pozorom też matriarchalna. Zwłaszcza w krajach katolickich i nie będę pokazywał palcem, więc powiedzmy, że w Hiszpanii. Co robią mężczyźni w dramatach Garcíi Lorki? 1. Umierają lub 2. nie żyją, lub ewentualnie 3. zabijają się nawzajem. Więc jak Państwo widzą, kobiety są górą chociażby z racji pogłowia, po angielsku body count. A mówiąc poważnie: nie byłoby Almodóvara i jego portretów żeńskich, gdyby nie García Lorca. Obu artystów łączy homoseksualizm, a jeśli ktoś nie wie, geje żywią kult dla diwy, kobiecej kobiety, która jest od tego, żeby mieć kaprysy, fochy i żeby tak było, jak tam ona sobie życzy: żeby była „wola moja” jako w niebie, tak i na ziemi. Bernarda z Bernardy Alba na pewno jest diwą, a na pewno wtedy, gdy ją gra Choroszy.

Nie żeby u Lorki brakowało kobiet uciśnionych! Skrzywdzonych i poniżonych. Por. Yerma, por. Panna Rosita. Bardzo pięknie cierpią i ktoś by powiedział, że jest to estetyzacja bólu.

Lorca napisał tekst o yerba mate po tytułem Yerma, dramat wegetarian. Ale tak naprawdę to o prokreacji, o miłości małżeńskiej i o bezpłodności – zupełnie jak Makbet. Zresztą, że to Lorca, też będzie krwawo jak w całej tej jego „trylogii andaluzyjskiej” (Krwawe gody, Yerma, Alba): dramy panien na wydaniu, które i symbolicznie, i dość dosłownie kończą się, gdy krew popłynie. Nawet Yerma, już mężatka, dalej jest „niepokalana”, chce – bo nie ma – dziecka. Krąg tematyczny to rodzenie–umieranie. „Jest czas rodzenia i czas umierania” (Koh 3,2), ale u Lorki dzieje się to naraz, w jednym i tym samym czasie albo przynajmniej tego samego wieczoru.

Gdyby twórczość Lorki chcieć spiąć jedną metaforą, napisałbym, że korrida. W jego wierszach i dramatach dzieje się „korrida ludzka”. Wiecie: człowiek człowiekowi. Por. Madonna, Take a Bow.

Widać od razu po tych metaforach, jakie są banalne. W naprawdę ciekawych książkach chodzi o ich niewiadomą, ich je ne sais quoi. Lorki „nie wiem co” było też u Freuda w Studiach nad histerią, gdzie pada słynne pytanie: czego chce kobieta? Jego bohaterki trochę same nie wiedzą i to jest to piękne. Z tego „sama nie wiem, czego chcę” bierze się ich melancholia, ich bezdomna miłość, ich zdychanie latem. W realu tego nie lubię, lecz to nie jest real. Lorca ma w ofercie lato, smutek i prowincję.

Jego dramaty to są portrety rodzinne. Co tu jest eksplorowane? Związek syna z matką (Gody), związek córki z matką (Alba), związek matki z dzieckiem (Yerma), nawet jeżeli dziecka jeszcze nie ma.

Krwawe gody znam głównie w tłumaczeniu Teda Hughesa, czyli nie w oryginale oraz nie po polsku. Hughes to ten od Plath. Lorca jest twórcą lirycznym i poeci wszystkich krajów mają ambicję na jego punkcie, tak jak miewają na punkcie Szekspira w krajach nieanglojęzycznych. Niezła jest wersja Jastruna. Weźmy rozmowę otwarcia: „– Matko! – Co? – Idę już. – Dokąd to? – Do winnicy. – Poczekaj. – A co? – Nie jadłeś śniadania. – To nic, zjem winogron. Daj mi nóż. – Na co?”. Brzmi jak w Samych swoich. Na pytanie „Na co?” chciałoby się odrzec: „Żebyś się pytała!”, a na „A co?” – „A gówno!”. Łagodniej i słodziej wyszły partie poetyckie.

Jest ostatnio szał na Lorcę. BN-ka wydała jego Wiersze i wykłady, Officyna – wiersze, Sic! – wiersze. Jak widać, dramatów nie ma. Wyszły raz i dawno temu, na Allegro są za stówę.

Tęsknię za Lorcą na scenie, chyba nie ja jeden. Obejrzaną na żywo mam tylko Bernardę Albę: krakowską zjechałem, za co reżyser chciał mnie dać do sądu (bardzo południowo), a w poznańskiej gra Choroszy, więc jak jej nie kochać? Piję do artystów polskich, żeby wrócili do tamtych klimatów, które wbrew pozorom nie są „artystowskie” i „bezideowe”: twórcy zaangażowani spokojnie by wyciągnęli jakieś ulubione wątki, Lorca w końcu zginął śmiercią dość nienaturalną, dość sytuacyjną, da się opakować w kontekst.

Tyle Lowe: Lorca, a za tydzień Czechow, który też się dzieje latem. Mówiąc po hiszpańsku – besos!

 

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!