pixel Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Chcielibyśmy – na tyle ile to możliwe – umilić Państwu ten trudny czas, dlatego w dniach 20 marca - 13 kwietnia udostępniamy wersję cyfrową wiosennego numeru bezpłatnie. Zapraszamy do czytania i słuchania audio z bieżącego numeru! Przeczytaj wiosenny numer

W związku z zamknięciem wielu punktów sprzedaży prasy, zapraszamy do kupienia papierowej wersji numeru wiosennego w cenie okładkowej, bez dodatkowych kosztów przesyłki. Kup wiosenny numer

Przekrój
Teatry offowe uwielbiają „Emigrantów”, znakomicie napisanych i „dobrze skrojonych”, a niedrogich ...
2020-03-09 00:00:00
Destroix
„Emigranci”
tekst Sławomir Mrożek; reżyseria Jan Korwin-Kochanowski
„Emigranci”
Teatr Szczęście w Krakowie
Czyta się 4 minuty

To o dobrych chęciach to jest sama prawda. Najgorzej chcieć dobrze! Plan był taki, że idę na spektakl totalnie niszowy, który się okaże boski i wtedy napiszę, jaki jest niedoceniony.

Emigranci Mrożka – znacie, ale może nie w tej wersji, tak undergroundowej, że nienotowanej w bazie e-teatru. Spektakl bez daty premiery, tyle tylkoz tym że nienowy, od dwóch lat w repertoirze, a wcześniej grany gdzie indziej, tyle ustaliło śledztwo dziennikarskie. O reżyserze głównie wiadomo, kto jest jego byłą żoną, por. Pudelek, o aktorach, że offowi oraz serialowi, nie wiem, czy „po szkołach”, nie wiem również, czy to ważne. Jeśli jesteś recenzentem, czujesz się jak na wyprawie; odkrywanie nowych lądów, gdzie stopa krytyka jeszcze nie postała.

Teatr Szczęście, scena mała, komediowa, lubiąca improwizację jak ta przy Zbawiksie jest naprzeciw Bagateli. Nie są sobie konkurencją, mimo że blisko i podobny profil. Raczej wyczuwam stosunki dobrosąsiedzkie.

Teatry offowe uwielbiają Emigrantów, znakomicie napisanych i „dobrze skrojonych”, a niedrogich w wystawieniu, bo na dwie osoby. Niedroga produkcja, niedroga eksploatacja. Sztuka dzieje się w piwnicy przy gołej żarówce, trzeba postawić dwa łóżka, dwa krzesła i stolik. U Mrożka nie ma krzyżyka, który wisi i powiewa nad tymi Emigrantami. Ja bym na ich miejscu korzystał z kurtyny, skoro już ją mają.

Opinie po Internecie są przeważnie pozytywne, przeważnie „dziesięć na dziesięć”. Komentarze z „eWejściówek”: „Szczerze, to byłem pierwszy raz w życiu w teatrze i chyba będzie to nie ostatni raz, tak mi się podobało”. „Z racji małych rozmiarów teatru fajny, bliski kontakt ze sceną i aktorami”. „Spektakl świetny, bardzo dobrze zagrany, zabawny, ale skłania także do wielu refleksji”. „Intymny dramat Mrożka korzysta na oszczędnej scenografii i kameralnej atmosferze Teatru Szczęście, pozwalając docenić kunszt obydwu aktorów, chemię między nimi”. „Klimatyczny teatr, świetni aktorzy (gra + dobór)”. „Świetna i przekonująca gra obu aktorów. Oglądałem dwukrotnie”. „Jaką ci aktorzy mają dykcję!”

Również bym się jarał, ale wiecie, nie wypada. U mnie trzy na dziesięć. Punkty dla aktorów, po jednym na łebka, i punkt dla pisarza. Gwiazdą wieczoru był tekst Sławomira Mrożka i żył własnym życiem, dużo żywszym od tych, którzy nam go podawali. AA (Daniel Piskorz) coś próbował zagrać, ale to XX (Piotr Lipko) nadawał ton wieczoru: mówił monotonnie ze wzorokiem wbitym „gdzie indziej”, jak w ponowoczesnym teatrze niemieckim. Moim zdaniem świetnie zrobił, bo grał „wielką rolę” nie w sensie aktorskim, tylko literackim. Zagrali bez mikroportów (fajnie), ale też bez pauzy (szkoda), która kiedy się pojawia, jest wyłącznie mechaniczna.

Rzadziej się już grywa Mrożka, najsłynniejszego polskiego dramatopisarza (still), bo on dominuje, gdy wejdzie na scenę. Jak mu poprzestawiasz, to się wszystko sypnie. Masz tu napisane jak w modlitewniku i nie będzie przestawiania. Nawet didaskalia trzeba uszanować, a to już nie każdy reżyser wytrzyma. „Displace one note and there would be diminishment” (Salieri w Amadeuszu – filmie, nie dramacie). W Szczęściu wycięli ostatni monolog i przez to nie rozumiemy, czemu AA płacze. Reszta grana „po literach”. Spektakl jest nieatrakcyjny, a nie wiedzieć czemu. Albo dramat się zestarzał, albo się nie udał.

Emigranci Mrożka są o walce klas i z racji tematu mogliby być znowu świeży (świezi?). Autor sprowadza tę walkę, tak jak Marks, do bazy, do podziału na dwa fronty. Pan i cham – zetknięci ze sobą na małej przestrzeni, we wspólnej opresji. Mógłby być z tego przepaścisty dramat, ale to by trzeba dośpiewać sobie backstory, samo się nie zagra. Samograje nie istnieją. Wyszło słabe wykonanie dobrego dramatu, to znaczy na odwrót niż zazwyczaj u nas.

Po co pisać o tak skromnych, mało „ważnych” przedstawieniach, o których bynajmniej nie trzeba mieć zdania, nikt cię o nie nie zapyta? Właśnie dlatego, że są właśnie akurat takie. Wolne od wielkiego egoa i już tym się wyróżniają. Są zwykłą, codzienną aktywnością teatralną, której należy się szacunek nie z racji osiągnięć, ale z racji bytu. All shows are born equal. Takie małe przedstawienia to dość często wizytówka teatru w ogóle. Na takie się chadza, nie na artystowskie brednie wleczone po festiwalach. Na krakowskich Emigrantach była może mała, ale pełna sala.

Emigrantów pierwszy raz widziałem jeszcze w ogólniaku, grali to na Małej Scenie Starego Teatru, była kiedyś taka, scena pod Sławkowską, dalej zresztą „stoi”, teraz wynajęta przez Teatr Odwrócony. Grał Piotr Cyrwus i ten drugi. Duże to było wrażenie, a tym większe, że na świeżo. Zazdroszczę Wam wszystkim, którzy dramat Mrożka zobaczycie po raz pierwszy – i że nie w wersji Wiktora Rubina, która szła onegdaj w Łaźni. Rubin próbował poprzestawiać w tekście, zrobił „podmianę koszulek” pod koniec spektaklu, AA zagrał XX, a XX – AA. Na innej krakowskiej scenie (Teatr KTO) pokazali wykon w dwóch językach naraz, po polsko-niemiecku. Nic to. Najlepszy jest Kutz z Kondratem i Zbigniewem Zamachowskim (Teatr Telewizji). Kondrat gra inteligentna i naprawdę myśli, bardzo inteligentnie wypracował rolę. Nie widziałem Emigrantów zrobionych na dwie aktorki, a to mogłoby być dobre, niewiele by trzeba zmienić. A na wystawienie Wajdy to jestem za młody, by mieć obejrzane.

Niektórzy widzowie mają problem z dymem, jeśli jest papierosowy. Trigger: papierosy. Niektóre teatry ostrzegają w Internecie, że będą wyrazy i że będą palić. Ale XX-a nie da się inaczej zagrać, bo o tym jest pierwszy dialog, o sępieniu fajek. Sztuka powstała za PRL-u, choć nie w PRL-u, ale jest o PRL-u. Tęsknię za dymem po knajpach, teraz wszędzie jak w szpitalu. Prywatnie nie palę, lecz mnie wychowano w czasach, gdy wszyscy palili, i to nie tak dawno było. Proust miał magdalenkę…

W Emigrantach mamy scenę prawie samobójstwa. Już XX stoi na stole, już wita się z pętlą. Na scence Teatru Szczęście zrobili ten fragment tak jak całą resztę, to znaczy dosłownie. Aktor na blat, pętla na szyję, a na stole żywy ogień, dwie świeczki tam płoną. Ile to trzeba, żeby się przewrócił facet i niechcący się powiesił? Albo się zapalił? Lub powiesił i zapalił? Już widziałem ten nagłówek.

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!