Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Czytanie owocuje!

W letnim „Przekroju” nadzieja i ciekawość, szczęśliwe trafy i wielkie odkrycia. Ukraińska literatura i sztuka, a także antywojenny Bertrand Russell pod rękę z Josephem Hellerem. Uważne słuchanie i świadome śnienie. Dzikie pływanie i zbieranie jagód. Dbanie o rozwój, zdrowie i dobrostan. Prasłowianie, Aborygeni i uciekające ze Słońca fotony.

Kup letni „Przekrój”

Aż 220 stron do czytania przez trzy miesiące. „Przekrój” w nowym formacie jest wygodniejszy do przeglądania i idealnie mieści się w skrzynce pocztowej. Zamów i ciesz się lekturą – tylko tutaj z bezpłatną przesyłką. Sprawdź!

Przekrój
Całodobowe świadome śnienie to praktyka wywodząca się z kultury Aborygenów wykorzystywana przez ...
2022-06-17 09:00:00

Życie prześnione

Henri Rousseau, „Śpiąca Cyganka”, 1897 r., Museum of Modern Art, Nowy Jork; zdjęcie: domena publiczna
Życie prześnione
Życie prześnione

Całodobowe świadome śnienie to praktyka wywodząca się z kultury Aborygenów wykorzystywana przez psychoterapeutę Arnolda Mindella. Proponuje on zastosowanie jej w codziennym życiu, by lepiej zrozumieć siebie, a nawet rozwiązywać poważne konflikty.

Czyta się 15 minut
Czyta Tomasz Urbański

W gorący dzień dwóch mężczyzn patrzyło z brzegu rzeki Torrens na centrum Adelajdy. Zmierzali na spotkanie poświęcone rozwiązaniu konfliktu o ziemię między władzami państwa a rdzenną społecznością. „Co widzisz?” – zapytał jeden z nich. Był to wujek Lewis O’Brien, starszy aborygeńskiego ludu Kaurna. Jego towarzysz, Amerykanin, bez chwili wahania odpowiedział, że głównie krzątaninę typową dla biznesowej części miasta. „No cóż, wzrok masz dobry, ale nie widzisz Śnienia. Biali ludzie nie widzą Śnienia, ale i tak je czują. My, Aborygeni, rozbijaliśmy obóz w miejscu, gdzie teraz jest centrum miasta; tam jest najsilniejsze Śnienie. Victoria Square to cudowne miejsce i dlatego biznes tak dobrze tam prosperuje” – odparł O’Brien.

Drugim z mężczyzn był Arnold Mindell, twórca nurtu psychoterapii zwanego psychologią zorientowaną na proces lub pracą z procesem. Kilka dekad wcześniej, w latach 70. XX w., jako młody fizyk przyjechał do Zurychu. Był już absolwentem Massachusetts Institute of Technology, a na szwajcarskiej politechnice zamierzał zrobić doktorat. Doświadczył jednak kryzysu psychicznego i postanowił poddać się terapii. W miarę jak uczestniczył w kolejnych sesjach psychoanalizy jungowskiej, coraz bardziej fascynowały go nieoczywiste związki psychologii i fizyki kwantowej. W rezultacie porzucił karierę naukowca i opracował nową metodę psychoterapii łączącą te dwie dziedziny. W kolejnych latach wzbogacał pracę z procesem o wątki pochodzące z taoizmu i kultury rdzennych mieszkańców Australii.

Niepowtarzalny wzór

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

Już na samym początku praktyki jako analityk jungowski Mindell dokonał zaskakującego odkrycia. Zauważył, że symptomy fizyczne, na które uskarżali się jego klienci, często miały związek z ich snami. Mężczyźnie cierpiącemu z powodu wrzodów żołądka zdarzało się na przykład śnić o wybuchającej bombie.

Bazując na tych obserwacjach, Mindell doszedł do wniosku, że język, którym mówi do nas nasze ciało, jest związany z językiem snu, a z objawów cielesnych możemy czerpać cenne informacje dotyczące naszego życia i psychiki – dokładnie tak jak z marzeń sennych. Poszerzył zatem metodę pracy ze snami autorstwa Carla Gustava Junga o pracę z symptomami fizycznymi. Tak powstała koncepcja „śniącego ciała” – jedna z kluczowych w rozwijanej przez niego metodzie.

Oczywiście praca terapeuty nie ogranicza się do analizy symptomów fizycznych ani snów. Biorąc pod uwagę dowolny aspekt życia klienta – niezależnie od tego, czy będzie to kłótnia z żoną, czy powtarzająca się historia z pracy – dostrzeżemy podobieństwa. Każde z tych wydarzeń jest fragmentem tej samej opowieści o naszych skłonnościach, marzeniach, ograniczeniach i obawach. W rozmaitych sytuacjach wciąż układamy te same puzzle, a ich rozrzucone elementy możemy odnaleźć w snach, dolegliwościach czy relacjach.

Jeśli zejdziemy jeszcze głębiej, zauważymy, że w całym niezwykle złożonym procesie ludzkiego życia ujawnia się nadrzędna zasada organizująca nasze doświadczenie w jedyny w swoim rodzaju wzór. W kulturze Aborygenów jest ona reprezentowana przez Śnienie, o którym wspominał wujek Lewis.

Źródło tego, co jest

Co ważne, mówiąc o Śnieniu, nie mamy na myśli snu w rozumieniu zachodnim. Aborygeni opisują Czas Śnienia jako pierwotną energię, z której powstał świat. Ich Śnienie jest subtelną siłą, podstawą, z której wyłania się wszystko, co znamy w materialnej formie. Jest potencjałem, z którego dopiero narodzi się życie. Śnienie istnieje poza czasem, poza przestrzenią. Jest obecne w naszych snach, zanim te jeszcze się pojawią. Wymiana i przepływ energii w Czasie Śnienia to źródło rzeczywistości, które opisują mistycy i poeci.

Śnienie poprzedza wszelkie istnienie. Bez niego nic by nie powstało. Jest siłą życiową wszystkich istot żywych, mocą wzrostu zwierząt i roślin. Przedmioty oraz miejsca też mają własne Śnienie: jest obecne w kamieniu, zanim artysta zamieni go w rzeźbę, i w papierze, zanim jeszcze powstanie obraz. Dotykasz go w tej prozaicz­nej chwili, gdy myślisz o bliskiej osobie i po chwili odbierasz od niej telefon.

Śnienie przyciągnęło Aborygenów z plemienia Kaurna na brzeg Zatoki Świętego Wincentego jeszcze na długo przed tym, zanim w XIX w. Anglicy założyli tam Adelajdę i nazwali główny plac na cześć swej królowej Wiktorii. Wcześniej region ten nosił nazwę Tandanya – Kraina Czerwonych Kangurów. W to miejsce od zawsze wpisane było niezależne od zamieszkujących je ludzi Śnienie.

Wiele twarzy Śnienia

Idea nadrzędnej siły tworzącej rzeczywistość nie pochodzi wyłącznie z kultury Aborygenów. Śnienie – pod różnymi nazwami – jest obecne w tradycjach duchowych niemal wszystkich kultur.

Można je porównać do chińskiego tao, uniwersalnej zasady kierującej wszechświatem. Świętą księgę Daodejing, przypisywaną Laoziemu, otwierają słynne słowa: „Tao, które można wyrazić słowami, nie jest prawdziwym tao”. Chiński filozof Zhuangzi opisywał tao właśnie jako pierwotną siłę, która istnieje, choć nie posiada formy. Z kolei w buddyzmie medytujemy nad ideą pustki – siunjata – poprzedzającej wszelką egzystencję. W podaniach wielu rdzennych ludów Azji i obu Ameryk widzialny świat wyłonił się z rzeczywistości podobnej do snu bądź był wytworem snu boga. Echa Śnienia da się również zaobserwować w chrześcijańskim kręgu kulturowym. Mistrz Eckhart, mistyk nadreński żyjący w XIII i XIV w., został oskarżony o herezję przez papieża Jana XXII. Posądzono go o głoszenie panteizmu, czyli doktryny, według której Bóg jest obecny w całym wszechświecie. Eckhart miał postulować tzw. religię serca, czyli możliwość bezpośredniego kontaktu z Bogiem przez kontemplację własnej duszy będącej Jego odbiciem. Co zaskakujące, do podobnych wniosków doszedł Laozi już kilka wieków przed naszą erą, gdy pisał: „Skąd wiem o początku wszystkich istnień? Dzięki temu, co we mnie”.

Jako naukowiec Mindell odwołuje się także do związku pomiędzy Czasem Śnienia a pochodzącą z fizyki koncepcją potencjału kwantowego – niewidzialnego matematycznego bytu, z którego wyłania się rzeczywistość. Fizyk David Bohm mówił o nim jako o niepodzielonej całości, z której rozwinął się rzeczywisty świat. Inny sławny fizyk, Stephen Hawking, był autorem koncepcji czasu urojonego. Choć nie sposób go zmierzyć, jest niezbędny do tego, by wyjaśnić, co się wydarzyło, gdy powstawał wszechświat. Zdaniem Mindella czas urojony może być w języku nauki analogią Czasu Śnienia.

Podobne do Śnienia koncepcje są obecne w tak wielu miejscach i epokach, w tak rozmaitych kontekstach, że rodzi się pytanie: dlaczego tak często upieramy się, że codzienna rzeczywistość jest jedyną, z jaką mamy do czynienia? I jakie ma to skutki dla naszej cywilizacji?

Robię, więc jestem

„Nasza młodzież nigdy nie będzie pracować” – oświadczył Joseph, heroiczny wódz rdzennych Amerykanów Nez Percé ze wschodniego Oregonu. „Zapracowani ludzie nie mogą śnić, a mądrość pochodzi ze snów”. Joseph wiedział, że zachodnia etyka pracy zabija Śnienie. Żyjemy w świecie, który nade wszystko ceni racjonalizm i podejmowanie inicjatywy. Nasza potęga opiera się na nieustannej intelektualnej analizie rzeczywistości, a „robię, więc jestem” to częsta mantra. System edukacji od najmłodszych lat tępi w dzieciach skłonności do marzycielstwa i bujania w obłokach. Uczymy się koncentrować na codziennych obowiązkach, a wartość każdego z nas wynika z tego, na ile skutecznie się z nimi mierzymy.

Ten rodzaj socjalizacji sprawia, że wszelkie stany niejasności i zamglenia umysłu wywołują w nas dyskomfort. A współczes­na kultura natychmiast podsuwa wachlarz sposobów na jego uśmierzenie. Nic zatem dziwnego, że trudno nam dostrzec wartość w tych momentach, gdy logiczny umysł nie działa na pełnych obrotach. Tymczasem w innych kręgach kulturowych tzw. odmienne stany świadomości mają wielką wartość, ponieważ przybliżają nas do Śnienia. Dlatego wchodzenie na nowo w kontakt ze Śnieniem może być interesującym doświadczeniem, choć w dużej mierze polega na oduczaniu się sposobu, w jaki zwykliśmy przeżywać świat.

Globalna depresja

Aborygeni porównywali Śnienie do ciemnej strony Księżyca. Gdy patrzymy nocą w niebo, dostrzegamy przede wszystkim jego jasną, oświetloną część. Ciemna strona ujawni się dopiero przy wnikliwej obserwacji – niewidoczna, a jednak wciąż obecna. Podobnie większość z nas pomija obecność Śnienia w codziennym życiu.

Po kilkudziesięciu latach pracy z ludźmi z całego świata Mindell stwierdził, że marginalizowanie doświadczeń z krainy Śnienia stanowi rodzaj globalnej epidemii. Daje ono o sobie znać na poziomie odczuć: delikatnych sygnałów z ciała, ledwie zauważalnych wrażeń albo drobnych obserwacji z granicy jawy i snu. Łatwo je przeoczyć, szczególnie gdy wciąż jesteśmy skupieni na działaniu. W efekcie cierpimy z powodu lekkiej chronicznej depresji, w której towarzyszy nam poczucie śliz­gania się po powierzchni rzeczywistości. „Ignorowanie Śnienia oznacza marginalizację najgłębszych, niesformułowanych doświadczeń, które kreują twoją aktywność w codziennym życiu. Za każdym razem, gdy ignorujesz doświadczenia z poziomu poczuć, czyli ogólne, trudno rozpoznawalne, podobne do snów wrażenia, to coś w tobie doznaje lekkiej formy szoku, ponieważ przeoczyłeś ducha życia – twoją największą, potencjalną moc – pisze w książce Śnienie na jawie Mindell. – Bez Śnienia żyjesz jedynie połową swojego ­życia i dostrzegasz tylko połowę świata”.

By ułatwić kontaktowanie się ze Śnieniem, opracował metodę, którą nazwał świadomym śnieniem przez całą dobę. To rodzaj przewodnika zawierającego sposoby otwierania się na częstsze doświadczanie Śnienia w codzienności.

Zaznaczmy, że świadome śnienie przez całą dobę jest zupełnie inną praktyką niż interpretacja snów czy świadome śnienie w nocy (ang. lucid dreaming). W interpretacji snów przyglądamy się marzeniom sennym oraz ich symbolice. Próbujemy dociec ich znaczenia dla naszego życia, posiłkując się archetypami albo metodą skojarzeń. Lucid dreaming z kolei wywodzi się z nauk jogicznych i buddyjskich. Polega na zdawaniu sobie sprawy w czasie snu, że się śni, co w konsekwencji pozwala wpływać na treść marzeń sennych.

Metoda Mindella w rozumieniu psychologii procesu różni się od nich tym, że po pierwsze może odbywać się w dowolnym momencie na jawie, a po drugie nie dotyczy wyłącznie treści marzeń sennych, lecz dowolnego obszaru życia. W istocie świadome śnienie bardziej przypomina praktykę medytacji niż pracę ze snami.

Wskazówki z krainy Śnienia

Z całego morza życiowych doświadczeń do świadomego umysłu dociera zazwyczaj jedynie niewielki ich odsetek. Pozostała część zostaje zapisana w podświadomości. Starożytny buddyjski tekst Abhidhamma dzieli proces postrzegania w zależności od siły bodźca na 17 etapów, z których aż 8 pierwszych przebiega nieświadomie. Oznacza to, że na długo, zanim dany sygnał – np. dźwięk lub obraz – stanie się wystarczająco mocny, by przebić się do świadomości, jest już automatycznie odebrany przez ciało i odnotowany w podświadomym umyśle. Takie praktyki jak medytacja czy świadome śnienie zwiększają wrażliwość na coraz delikatniejsze sygnały, natomiast pośpiech i automatyzm ją przytępiają.

Ignorujemy sygnały ze Śnienia, ponieważ wydają nam się zbyt błahe lub dziwne. Tymczasem Mindell wyjaśnia: „Śnisz w trakcie dnia za każdym razem, gdy ogarnia cię lekka senność, gdy pojawia się to, co nazywasz intuicją lub nagłą fantazją, kiedy doświadczasz zmiany nastroju lub odczuwasz dziwne wrażenia cielesne”. Każda z codziennych sytuacji, o ile zdecydujemy się świadomie ją przeżyć, otwiera przed nami drzwi do Śnienia.

Kontaktowanie się ze Śnieniem bywa doświadczeniem transcendentalnym. Ale przynosi też odpowiedzi i wskazówki dotyczące zwyczajnego życia. Wróćmy do przykładu mężczyzny, który cierpiał na wrzody żołądka. Podczas sesji przypomniał sobie doświadczenie bólu brzucha, co wywołało obraz bomby ze snu. Terapeuta zachęcił go, by dalej rozwijał to wyobrażenie, a wtedy klient nagle wykrzyknął: „Och, Arny, mam ochotę eksplodować! Nigdy nie pozwoliłem sobie porządnie wybuchnąć!”. Okazało się, że od dawna nosił w sobie nieuświadomione poczucie, że nie potrafi wystarczająco wyrazić siebie. Jego stłumiona ekspresja dała o sobie znać na poziomie fizycznym – w postaci wrzodów – i na poziomie psychicznym – w formie snu o bombie. We wszystkich tych obszarach przejawiało się to samo Śnienie. Skontaktowanie się z nim sprawiło, że mężczyzna odkrył coś ważnego o sobie. Gdy dopuszczamy do siebie Śnienie, rozumiemy, że każda trudność jest w swojej esencji zachętą do wzrostu.

Przejrzysta świadomość

By poczuć Śnienie, należy wyjść poza najbardziej oczywistą warstwę codzienności i wytrenować szczególny rodzaj uwagi: przejrzystą świadomość. Pojęcia tego nie wymyślił Mindell. Spokojny umysł i „czysta” uwaga są od wieków obecne w naukach Wschodu. Mnich Shunryū Suzuki pisze o umyśle zen, który nazywa „umysłem początkującego”. Osiągamy go, gdy nauczymy się patrzeć na powszednie rzeczy, jakbyśmy widzieli je po raz pierwszy. Uwalniając się od wszystkiego, co wiedzieliśmy o sobie i świecie, zaczynamy dostrzegać to, co dotychczas nam umykało.

Dopiero gdy nasza zwyczajna tożsamość „rozluźni się”, możemy połączyć się z szerszym polem, w którym żyjemy. W świecie Śnienia wszystko jest jednością. Ludzie, zdarzenia i przedmioty są ze sobą powiązani niewidzialnymi nićmi, a to, co dostrzegamy, zawsze niesie dla nas informacje. Czy to ja zauważam obiekty w moim otoczeniu, czy to one w jakiś sposób przyciągają moją uwagę? Aborygeni twierdzili, że drzewo ma moc, która sprawia, że właśnie na nie patrzymy. Mistycy rzekliby, że rozpuszczamy w ten sposób iluzję oddzielenia. A w praktyce: zaczynamy patrzeć przytomniej, więcej rozumieć. Jesteśmy bliżej wu-wei, działania bez wysiłku.

Flow w stylu Leonarda

Podstawą filozofii wu-wei jest pozwalanie rzeczom istnieć w zgodzie z ich naturą. Rozumie to mnich układający kamyki w ogrodzie albo dobra kucharka, gdy wiedziona intuicją przygotowuje wyśmienity obiad. Są w kontakcie z mocą Śnienia obecną nawet w najbardziej prozaicznych czynnościach. Tybetańscy jogini uczyli się trenować przejrzystą świadomość najpierw w medytacji, następnie w trakcie snu, a wreszcie podczas codziennych czynności, takich jak sprzątanie czy gotowanie. Pytanie brzmi: czy potrafimy rozpoznać prawdziwą naturę otaczających nas przedmiotów, ich własne Śnienie, i wejść z nimi we wspólny taniec?

Podążając za przepływem, zużywamy znacznie mniej energii. Przypomina to płynięcie z nurtem rzeki. Gdy nasze dłonie wyczuwają tao papieru, pędzla czy miotły do sprzątania, czynności niejako „dzieją się” przez nas bez najmniejszego wysiłku. Współcześnie chyba można porównać wu-wei do twórczego flow. Jedna z historii o Leonardzie da Vinci głosi, że godzinami wpatrywał się w rysunek tynku, zanim wydobył z niego postaci. A Michał Anioł twierdził, że dłoń mistrza może jedynie wydobyć kształt, który od zawsze zapisany był w marmurze. Nie trzeba być artystą ani mnichem, by spróbować wu-wei. Wnosząc stan przejrzystej świadomości do powtarzalnych na co dzień zadań, możemy sprawić, że przestaną być żmudnym obowiązkiem, a staną się kolejnym krokiem w krainę Śnienia.

Czym jest oświecenie?

W pracy z procesem odkrywczy jest zatem nie tyle pomysł korzystania z przejrzystej świadomości w codziennym życiu, ile włączenie go do psychoterapii i zastosowanie w różnych kontekstach terapeutycznych. Mindell rozwijał tę metodę w wielu sytuacjach, z którymi spotyka się terapeuta, takimi jak osobiste problemy klientów, trudności w relacjach czy uzależnienia. Na przełomie lat 70. i 80. zaczął stosować ją również do tzw. pracy ze światem (worldwork) skierowanej do małych i dużych społeczności, organizacji i grup. Od kilku dekad worldwork stosuje się w rozwiązywaniu konfliktów na całym świecie, szczególnie tych o skomplikowanym tle politycznym, społecznym czy ekologicznym – jak we wspomnianym przykładzie australijskiego konfliktu o ziemię.

Praca z grupami jest świetnym przykładem oświecenia w praktyce. Mało kto pozwoli sobie dziś, by przez całą dobę bezkarnie dryfować przez Śnienie. Prędzej czy później dopadnie nas codzienność w postaci stosu brudnych naczyń w zlewie czy sprzeczki z sąsiadem. Właśnie wtedy, w sytuacjach konfliktowych, gdy – jak mówił Mindell – siedzimy w ogniu, informacje ze Śnienia są najbardziej potrzebne. Oświecenie jest nie tylko zdolnością osiągania wyższych stanów świadomości, to przede wszystkim sztuka wnoszenia owoców praktyki do codziennego życia i transformowania swojego otoczenia.

Wewnętrzny i zewnętrzny rasizm

Marginalizowanie subtelnych odczuć można porównać do wewnętrznego rasizmu. Cenimy pewne uczucia, natomiast inne – mniej chciane – spychamy do podświadomości, odmawiając im racji bytu. Analogiczny proces odbywa się w przypadku relacji międzyludzkich zachodzących w grupach. Ignorowanie tego, co na marginesie, nieuchronnie prowadzi do zubożenia zarówno na poziomie indywidualnym, jak i społecznym. Tracimy okazję, by to, co niewygodne, zostało ujrzane, a w kon­sekwencji wzbogaciło i przeobraziło cały system. „Zewnętrzny rasizm i kolonializm wewnętrznie zwracają się także przeciwko naszym śniącym duszom” – uważa Mindell.

Dostrzeżenie tych procesów i podjęcie próby zmiany wymaga dużej świadomości od wszystkich tworzących społeczność. W rdzennych plemionach zajmowali się tym szamani, którzy zawsze działali w imieniu i na rzecz całej grupy. Współcześ­nie wniesienie świadomości Śnienia do pracy ze zbiorowościami pomaga zauważyć, że na poziomie esencji wszyscy jesteśmy jednością i nawet w największym przeciwniku mogę dostrzec cząstkę siebie. Uznanie prostej, duchowej prawdy w sytuacji konfliktowej nie jest łatwe. Nawet jeśli dotykanie Śnienia nie prowadzi do natychmiastowego rozwiązania palących kwestii, to zazwyczaj pozwala uniknąć eskalacji, pogłębić zrozumienie i przywrócić wzajemny szacunek stron. A głęboka demokracja jest możliwa tylko wówczas, gdy wszystkie składowe systemu zostaną usłyszane.

***

Dla wielu rdzennych plemion porzucenie tradycyjnej duchowości i przyjęcie zachodniego stylu życia stało się warunkiem przetrwania. Mimo zdziesiątkowania ich społeczeństwa Aborygeni wiedzą, że nie da się pokonać Czasu Śnienia. Śnienie jest nieodłączną częścią Ziemi, żyjących na niej ludzi oraz ich wszystkich doświadczeń. Możesz zabić kangura, ale nie zabijesz jego Śnienia – mawiają.×

Cytaty w tekście pochodzą z książki Śnienie na jawie Arnolda Mindella.

Data publikacji:

Maria Górz

Mieszka na Dolnym Śląsku, gdzie wraz z mężem Andrzejem buduje ekologiczną wspólnotę. W trakcie kształcenia psychoterapeutycznego. Zgłębia tajniki ludzkiej (pod)świadomości i tajemnice świata przyrody. W 2018 r. prowadziła w Solatorium na Osiedlu Jazdów autorski cykl „Medytacje w ogrodzie”.

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!