Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
ludzie listy piszą
Robert Rient

Zerwanie, biseksualni i Bóg

ilustracja: Karyna Piwowarska
Zerwanie, biseksualni i Bóg
Zerwanie, biseksualni i Bóg

Zerwanie

Pani Profesor,

chcę odejść od mojej żony. Chcę odejść od trzech lat i ona o niczym nie wie. Nie mam nikogo, chociaż nawet chciałem mieć, ale nie umiałem tak po prostu skoczyć w bok. Pracuję z domu, to dobra, regularna praca. Stałe zlecenia, stałe kontrakty. Starcza na dom, na wczasy, na budowę piętra nad garażem. Lubię tę pracę i lubię chodzić po górach. Najbardziej sam. Dlatego też pracuję z domu, bo lubię pracować sam. Wziąłem ślub, bo żona chciała, rodzina chciała, sam nigdy tego nie chciałem. Teraz żona chce dziecko, naciska, więc próbujemy, ale wiem, że nie będziemy mieli dziecka. Po prostu to wiem. Kochamy się bez zabezpieczenia, ale po prostu nie będziemy mieli dziecka, bo nie chcę. Nie żebym miał jakieś moce, nie wierzę w te klimaty. Ale czasami jak jestem w górach, jak się wspinam i jestem powyżej trzech tysięcy metrów, są skały, mróz, szare i czarne kamienie, ostre powietrze, to wszystko się we mnie uspokaja, cieszę się, po prostu cieszę się jak dziecko. Żyję. Chcę odejść od żony, ale boję się, bo wiem, że będzie wściekła, zła, zraniona, a potem smutna, zrozpaczona, wiem, że będzie o tym mówić, pisać, wywierać presję i mogę zmienić zdanie. Nie wiem, jak odejść od żony. Jak odejść od żony?

Miłosz D. z Będulników, informatyk, 42 lata

Szanowny Panie,

dawno temu ktoś mnie zatrzymał, gdy powiedziałam, że spróbuję coś zrobić. Nie jest istotne, co miałam zrobić. Chciałam to zrobić, a przynajmniej taką historię sobie opowiadałam. Wyznałam: dobrze, spróbuję... I ten ktoś mnie zatrzymał. Powiedział, że można spróbować wstać z krzesła albo wstać z krzesła. Coś mi wtedy w głowie zaskoczyło. Klik. Można wiele lat siedzieć na krześle i próbować z niego wstać. Do podłogi tak daleko. Krzesło wygodne. A w sumie to posiedzę. Pan już wie, czego chce. Proszę wstać z krzesła i iść, iść, i iść. Gdy będą na Pana zarzucane sieci, proszę je zdejmować z czułością, proszę ich nie szarpać, bo przecież już Pan wie, że rzucane będą z rozpaczy. Może Pan zrobić dużo, by puste miejsce, które po Panu zostanie, bolało mniej. Proszę opowiedzieć, napisać list, nagrać film, wyrazić powody rozstania tak jak Pan potrafi najlepiej. Proszę wziąć odpowiedzialność na siebie. A gdy już zrobi Pan to wszystko, proszę wyłączyć telefon, iść w góry, do kamieni, w których można znaleźć tyle życia. Tylko niech Pan za długo nie próbuje.

Biseksualni

Szanowna Pani,

sprawa jest intymna i delikatna. Mam chłopaka, który ma dziewczynę, to znaczy miał dziewczynę, bo teraz to również moja dziewczyna. Tak wyszło. Nie opowiem całej historii, bo wyszedłby z tego list skrajnie erotyczny, podstępny, z elementami tragedii, horroru i komedii. Kochamy się, to wiem na pewno. Trwa to niecałe dwa lata. W końcu zamieszkaliśmy razem. Żeby było jasne, śpimy w jednym wielkim łóżku, nie zawsze razem, czasami ktoś chce spać sam, czasami ktoś gdzieś wyjeżdża, czasami śpię z moją dziewczyną, czasami z moim chłopakiem. On nie jest gejem, ona nie jest lesbijką, nikt z nas nie jest heteroseksualny. Nie wiemy, kim jesteśmy. W świecie homoseksualnym patrzą na nas podejrzliwie, że to ściema, że nam odbiło, że biseksualizm to brak decyzji, dojrzewanie, etap, niewiedza, moment przejścia do którejś z prawdziwych orientacji psychoseksualnych. W świecie heteroseksualnym patrzą na nas prościej, chociaż brutalniej, jak na zboczeńców. A my kochamy się, troszczymy o siebie, parzymy sobie zieloną herbatę i czarną kawę, gotujemy soczewicę, wyjeżdżamy na wakacje, nawet jakimś cudem wzięliśmy wspólny kredyt na mieszkanie, na trzydzieści lat. Wiemy, że wszystko się rozpada i my też możemy się rozpaść. Nie o to chodzi. Problemem są rodzice, nie wiedzą, a czas najwyższy, by im powiedzieć. Zaprosiliśmy całą szóstkę na weekend do naszego mieszkania, nic nie wiedzą. Mamy taki pomysł, by zostawić drzwi otwarte i zaprosić ich do środka, a tam, w łóżku my – uśmiechnięci, objęci, nadzy, ale pod kołdrą. Dobry pomysł?

Estera Ch. z Krakowa, 24 lata, studentka

Pani Estero,

pomysł z pewnością jest imponujący. Nie będę go oceniała. Chociaż dużo bym dała, by móc podglądać miny rodziców. Zachęcę jednak Panią do zweryfikowania tego pomysłu. Ale żeby było jasne, żyje Pani na własnych warunkach, otaczają Panią ludzie, których Pani kocha i którzy Panią kochają. Współczuję trudnych i brutalnych ocen z obu światów. Mam jedno życzenie – niech miłość trwa. Jeśli zaś chodzi o Pani pomysł, to zdaje się on gwarantem niezapomnianych wrażeń bez względu na to, jak rozwiną się losy Pani i Pani ukochanych. Do późnych lat będzie można ten moment wspominać i zapewne wspominać go będzie szóstka rodziców. Pytanie – co chce Pani osiągnąć? Jeśli efekt wow – to nie znajduję lepszego pomysłu. Jeśli jednak zależy Państwu na pozyskaniu od rodziców wsparcia, otrzymaniu od nich zrozumienia, radości, jeśli chce Pani, by byli częścią Państwa rodziny, to stawiałabym na nudną, staromodną, ale jednak wielokrotnie sprawdzoną rozmowę – przy kawie, herbacie, cieście czy butelce (butelkach) wina. W ubraniu. Wyobrażam sobie, że rodzice mogą przyjąć wiadomość o Państwa związku ze spokojem, z radością, ze wzruszeniem, ale również z niepokojem, szokiem, rozczarowaniem czy nawet oburzeniem. Dlatego dawkowałabym informacje, zadbała o miejsce i czas przeprowadzenia rozmowy, zaplanowała, co chcę powiedzieć, a przede wszystkim po co. Gdy będą Państwo wiedzieli po co – to odpowiedź na pytanie „jak?” pojawi się sama. Gdyby jednak zdecydowała się Pani zostać przy swoim pomyśle, proszę koniecznie napisać (ze szczegółami), jak przebiegło spotkanie. Powodzenia!

Bóg

Pani Profesor,

taka Pani mądra, to proszę mi powiedzieć, dlaczego dobry Bóg stworzył zło? No dlaczego? Przecież jest wszechmogący, mógł wszystko, mógł zrobić tak, by nie było chorób, bólu, by nie umierali ludzie albo chociaż by dobrzy nie umierali, no ale nie. Ale Pani to pewnie nawet nie jest wierząca. Ale oczytana. Nobel przyznany. No to coś wiedzieć Pani jednak powinna. I proszę mnie nie zbywać mglistymi formułkami, oczekuję konkretnej i wyczerpującej odpowiedzi. Spać mi to nie daje, modlę się, pytam najwyższego i nie znajduję żadnej odpowiedzi. Tyle wojen, tyle cierpienia i zła. Wiem, że Bóg jest, po prostu wiem. Tylko nie umiem pogodzić jego istnienia z tym, że na świecie jest tak dużo zła, przecież mogłoby nie być. Różne święte księgi różnie sprawę wyjaśniają, ale kończy się to prawie zawsze tym samym, że wielka tajemnica, że nie do odgadnięcia, że należy zaufać, wierzyć, pokładać nadzieję. A ja domagam się odpowiedzi: dlaczego dobry Bóg stworzył zło?

dr Mieszko W. z Kątów Wrocławskich, 67 lat, emeryt

Szanowny Panie,

trzeba było napisać kilkadziesiąt lat wcześniej, zamiast szukać po omacku. To przecież proste. Dobry Bóg stworzył zło, żeby Pan wiedział, że jest dobro. I ja bym Panu chciała przy tej okazji życzyć bardzo dobrego życia.

 

Na listy odpowiada prof. filozofii, antropologii i psychologii - Janina Bełkotska, laureatka Nagrody Nobla za moralną diagnozę świata w książce Moje wszystkie odpowiedzi.

 

Pytania do pani profesor proszę słać pod adresem: robert.rient@gmail.com

Data publikacji:

Robert Rient

Urodzony w Szklarskiej Porębie, dziennikarz i pisarz, autor reportażu „Świadek” wydanego również w Ameryce, powieści „Duchy Jeremiego” i książki „Przebłysk. Dookoła świata – dookoła siebie”. Twórca przekrojowych cykli: „Letnie oświecenie”, „Istoty rzadziej spotykane” i „Ludzie listy piszą”. Więcej na www.erient.info