Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Ta strona używa cookie i innych technologii.
Korzystając z niej wyrażasz zgodę na ich używanie
zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Anna Rembowska

Zapach jesieni

H. Bolton Jones, Jesień (1881-92)/ zbiory Met Museum
Zapach jesieni
Zapach jesieni

Skończyła się złota polska jesień. Jeszcze chwilę temu zachwycało nas babie lato, kolory, jakimi wybuchały drzewa, budowanie ludzików z kasztanów i żołędzi, godziny ciepła i słońca. Coraz częściej jednak rano wita nas deszcz, błoto, mgła, a po południu zaskakuje nagła ciemność i, mimo wczesnej pory, zmęczenie. Łzawiące w świetle biurowych jarzeniówek oczy, pękające od podkręconej klimatyzacji i rozgrzanych kaloryferów usta, sucha skóra i niedotlenione mózgi domagają się przejścia w inny tryb, w którym nasze zmysły będą obiektem specjalnej troski.

Tak zwane jesienne przesilenie, choć nie jest zjawiskiem medycznym, przysparza nam wielu parachorobowych objawów wywołanych przez zmieniające się warunki pogodowe. Złe samopoczucie intensyfikuje postępujący deficyt światła (jego nasilenie latem jest 100 razy większe niż w okresie jesienno-zimowym), którego wpływ na nasze zdrowie i nastrój jest nieoceniony i medycznie mierzalny. Jedna z najważniejszych dla kondycji naszego ciała i nastroju substancja, witamina D, jest produkowana przez ludzki organizm właśnie pod wpływem słońca. W Skandynawii, której mieszkańcy są przez większość roku narażeni na niedobór światła, prowadzi się profilaktyczne naświetlanie dzieci i dorosłych specjalnymi lampami antydepresyjnymi. To konieczne, ponieważ próba przyswojenia witaminy D z pokarmu nie jest w stanie sprostać dziennemu zapotrzebowaniu, a przy braku światła organizm nie ma szans wytworzyć jej sam. Często jedynym rozwiązaniem staje się przyjmowanie jej syntetycznej postaci, zwłaszcza że niedobór tej witaminy może mieć katastrofalny wpływ na ludzkie zdrowie – od przyspieszonego starzenia i stanów depresyjnych zaczynając, przez bezsenność, osteoporozę, poważne problemy z mięśniami, na chorobach układu krążenia, zapalnych i autoimmunologicznych kończąc. Niedobór światła może powodować też rozdrażnienie, ospałość, brak motywacji i ogólną apatię. Naukowcy zdefiniowali ten stan rzeczy, nazywając go SAD (Seasonal Affective Disorder), czyli sezonową chorobą afektywną.

Brak światła bardzo dużo zmienia, ale ludzki organizm próbuje sobie z nim radzić za pomocą zachowań kompensacyjnych. Co prawda nie każdy może doznawać synestezji, czyli mechanizmu, który pozwala nielicznym z nas doświadczać efektów zarezerwowanych dla jednego zmysłu co najmniej dwoma z nich (np. odczuwać kolor dźwiękiem, fakturę liter, temperaturę barw), ale to, co zaczyna się dziać z naszymi zmysłami jesienią, dobitnie świadczy o instynktownym korzystaniu ze zdolności zastępowania jednych wrażeń zmysłowych innymi – „wynagradzania” sobie braków.

Z jakiego innego powodu wymieniamy jesienią perfumy na te o ciepłych, gourmandowo-rozgrzewających aromatach, pieczemy ziemniaki (zapach przypalonej skórki!), palimy świece, na potęgę zaczynamy używać cynamonu, kardamonu, goździków i imbiru, smażymy powidła ze wszystkiego, co nam wpadnie w ręce, robimy fondue z czekolady lub ulubionych serów?

Wszystko dlatego, że jesienią pałeczkę pierwszeństwa przejmuje zmysł węchu. Nie bez powodu firmy perfumeryjne i kosmetyczne premiery zapachów planują właśnie na jesień, korzystając z najgwałtowniejszej zmiany pogody w roku. To działa: jesienią wyniki sprzedaży zarówno perfum, zapachów do domu, jak i perfumowanych świec szybują w górę.

Dzieje się tak, ponieważ węch jest zmysłem o niezwykłej mocy budzenia wspomnień. Kiedy jesienią postępuje w naszym otoczeniu swoista deprywacja sensoryczna – zaczyna brakować światła, ciepła, kolorów – zapadamy się w sobie, stajemy się nastawieni kontemplacyjnie i instynktownie używamy zapachów do indukowania wyobrażeń i reminiscencji z przeszłości, choćby niedalekiej. Zapach ma moc przenoszenia nas w czasie w sposób gwałtowny i dojmujący. Mnie zapach świeżych grzybów kojarzy się z nieżyjącym od 30 lat dziadkiem, z którym spędzałam swoje dzieciństwo, chodząc po lesie. Nie pamiętam już rysów jego twarzy, ale aromat jajecznicy na kurkach przywołuje jego obecność, podobnie jak woń kleju z kasztanów, który gotował w garnku w swojej pracowni rzeźbiarskiej. Kiedy czuję te zapachy, coś ściska mnie w gardle.

Istnieje nazwa tego fenomenu z pogranicza psychologii i neurologii: efekt Prousta. Jest on opisywany w odniesieniu do pamięci węchowej i smakowej przez odwołanie do słynnej sceny, w której bohater powieści W poszukiwaniu straconego czasu macza w herbacie ciasteczko – magdalenkę, a jej smak i zapach przywołują niezwykle żywe wspomnienia. Szerokie rozumienie tego efektu w psychologii wskazuje na fakt, że pamięć węchowa jest specyficzna, uprzywilejowana swoją siłą i niezależna od pamięci innych zmysłów. Dzieje się tak, ponieważ jako jedyny rodzaj pamięci jest ona odporna na wszelkie czynniki rozpraszające. Ponadto udowodniono, że wspomnienia przywołane dzięki zapachom mają silniejsze nasycenie emocjonalne. Ciekawym i niewyjaśnionym dotąd zjawiskiem jest niezwykła trwałość wspomnień zapachowych. Zgodnie z dostępnymi wynikami badań pamięć obrazów zaczyna się zacierać po kilku dniach lub godzinach od wydarzenia, podczas gdy pamięć zapachów pozostaje nietknięta nawet przez rok. Badacze podejrzewają, że wspomnienia związane z zapachami mogą przetrwać nawet po uszkodzeniu hipokampu – elementu układu limbicznego w mózgu odpowiadającego za zapamiętywanie. Osoby, które doznały takiego uszkodzenia, nie pamiętają wydarzeń z kilku ostatnich lat, ale bez przeszkód mogą przywoływać zapachy z dzieciństwa.

Wracając do jesieni: pod tym hasłem Wikipedia wymienia rozmaite święta, zjawiska, przedmioty, substancje, które są z nią kojarzone. Przeważająca większość z nich bardzo silnie wiąże się właśnie z zapachem: grzybobranie (aromat wilgotnych jeszcze i surowych lub suszonych grzybów, ale i szykującego się do zimy lasu), wykopki (mgła, zapach pieczonych w ognisku ziemniaków i ostrego, rześkiego powietrza), sprzątanie i palenie liści, wypalanie ściernisk (woń dymu i ognia), Zaduszki z kolei przywołują zapach gorącej stearyny i wosku świec, przygotowywanie i gromadzenie zapasów, przetworów (dojrzałe owoce i warzywa, marynaty, przyprawy, które do nich dodajemy).

Zatem, by przezwyciężyć jesienne przesilenie, zaopiekujmy się swoimi zmysłami. Może to być poranny spacer przez park, wdychanie wilgotnych aromatów liści i ziemi, herbata z miodem, goździkami, imbirem i sokiem z malin oraz plasterkami pomarańczy, czytanie Prousta (przy odrobinie szczęścia lektury starczy na całą zimę) i palenie świec własnoręcznie wykonanych wedle poniższego przepisu.

Składniki:

węza pszczela (wosk w formie arkuszy, do kupienia na kilogramy w sklepach pszczelarskich);

ceramiczne lub szklane słoiczki;

knot dobrany do świeczki (im większa świeczka, tym grubszy knot);

wykałaczki.

Do szklanych lub ceramicznych słoiczków docinamy odpowiedniej długości knoty z bawełnianego sznureczka i wkładamy je do środka. W końcówkę każdego knota wbijamy wykałaczkę i układamy ją w poprzek słoiczka, tak aby jej końcówki oparte były o brzegi naczynia, a knot naprężony. Rozpuszczamy wosk w emaliowanym garnku, doprowadzając go do temperatury nie wyższej niż 50–60 stopni. Wosk pszczeli ma własny wspaniały zapach, ale możemy dodać do niego jeszcze kilka kropli naturalnych olejków eterycznych, np. pomarańczowego lub cynamonowego. Wlewamy roztopiony wosk do słoiczków. Czas jego tężenia zależy od wielkości naczyń. Gdy wosk zastygnie i jest zimny, wyjmujemy wykałaczki z knotów i docinamy je. Ich długość nad powierzchnią świec powinna wynosić 1–2 cm. 

Data publikacji:

Anna Rembowska

Z wykształcenia reżyserka, literaturoznawczyni i psycholog kliniczna. Dyrektor artystyczna Wydawnictwa Telewizji Kino Polska w latach 2008-2017, redaktorka, tłumaczka. Obecnie współpracuje z FINA, Newsweekiem Historia i TVN. W przyszłości chce zostać psychoterapeutką, stolarzem i ceramikiem.