Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
ludzie listy piszą
Robert Rient

Zagubiona i sparaliżowany

ilustr. Karyna Piwowarska
Zagubiona i sparaliżowany
Zagubiona i sparaliżowany

Jakiś czas temu zginął mój ojciec – czy on to ja? Gdy mi naprawdę zależy, zaczynam się bać i wycofywać – czy jestem normalny?

Zagubiona

Droga Pani Profesor,
jestem lekko zagubiona, jakiś czas temu zginął mój ojciec. Wszystko stało się nagle, niespodziewanie. Wypadek. Najgorsze było to, że nie widziałam ciała na pogrzebie. Zostało poddane kremacji. To niemożliwe, ale umysł ciągle mówi swoje, że może to nie był on. Może on gdzieś wyjechał. Dziwne działanie mózgu... chciałam zapytać, co z tym zrobić? Jestem dość młoda i nie lubię o tym mówić publicznie... ale czy on to ja?

Pozdrawiam,
Czytelniczka

Szanowna Pani,

słowo zginąć oznacza nieumiejętność poradzenia sobie w trudnej sytuacji. Za tę trudną sytuację możemy uznać życie. Inne definicje mówią o tym, że ginie się wtedy, gdy ktoś lub coś zostaje ukradzione, zgubione albo zapomniane. Słowo „zagubić” zdaje się pojemniejsze, bo zawiera w sobie nadzieję, opowieść o tymczasowości – można się zagubić i odnaleźć. Nie można jednak zginąć i wrócić, prawdopodobnie.

Napisała Pani, że najgorsze było, że nie widziała Pani ciała, jak rozumiem namacalnego dowodu potwierdzającego stratę. Dowodu, którego Pani umysł potrzebuje, żeby uznać stratę, być może rozpocząć proces żegnania się. Umysł ma swoje liczne sztuczki, by nie dostrzegać otaczającej go rzeczywistości. Nie słyszymy, jak rosną liście dębu, nie widzimy wdychanych roztoczy, nie czujemy bólu zwierząt żyjących za wysokimi murami ferm hodowlanych. Gdybyśmy słyszeli, widzieli i czuli – być może musielibyśmy oszaleć. Umysł mówi swoje i będzie swoje mówił, proszę go nie uciszać, proszę z nim nie walczyć, to tylko nasila jego monolog. Proszę również nie wierzyć umysłowi, a obserwować, kiedy się odzywa i co mówi, i to, w jakim jest Pani stanie, gdy umysł zaczyna swoją szarżę.

Powiem Pani szczerze, że na najważniejsze sprawy na tym świecie, typu miłość, nie znalazłam nigdy dowodów. Pyta Pani, co z tym zrobić – obserwować, to potężne narzędzie. Pozwolić sobie na wszelkie słowa, emocje, myśli – niech się wylewają. Nie musi Pani mówić o nich publicznie. Proszę trzymać się blisko siebie samej i tych, którzy Panią widzą, czują, nie tych, którzy chcą Panią widzieć jako inną, którzy mówią Pani, że powinna inaczej odczuwać. A gdy ciężar jest zbyt ciężki, proszę sięgać po pomoc tych, którzy udzielają jej profesjonalnie (tylko wcześniej proszę ich dokładnie sprawdzić!).

Czy on to ja? Zostałam z tym pytaniem na długo. Wpadło głęboko. Proszę samej znaleźć odpowiedź, nie dlatego, że nie chcę do Pani pisać, ale dlatego, że to może być fascynująca, może jedna z najpiękniejszych podróży w Pani życiu. Zostawię tylko kilka podpowiedzi. Ja – czym, kim ono jest? Jak je zdefiniować? Ograniczyć się do ciała? Ale przecież to, które się urodziło, nie jest tym, które teraz Panią nosi. Ja to umysł? Ale przecież ten kłamie, uwodzi, manipuluje, zmienia się nieustannie. Emocje? Te są jak fale. A może ja to pamięć, świadomość? Jednak i tutaj nie ma stałości, zarówno pamięć, jak i świadomość może się rozszerzać, kurczyć, znikać. Proszę wracać do siebie z pytaniem: kim jestem? Ono ma moc ściągania kolejnych iluzji, kolejnych warstw cierpienia. Proszę o siebie zadbać.

Sparaliżowany

Dzień dobry!

Nie jest mi łatwo, bo jestem nie dość, że młody i głupi, to na domiar złego studiuję na kierunku, który zamiast moją wrażliwość ułagodzić, to zachęca do jej pielęgnowania.
Zrobiłem coś bardzo nierozsądnego, Pani Profesor. Uległem zauroczeniu, dodam, że dosyć poważnemu, a co gorsze, zauroczeniu z wzajemnością, na to wygląda. Potrzymaliśmy się za łapki, ja ją tu pyć nosem, tam smyr ręką w tramwaju, przyzwoicie i w granicach dobrego smaku. Sytuacja z pozoru miła, ale mam sam ze sobą jeden pokaźny (i trochę małych, ale to teraz nieistotne) problem. Jestem nie najgorszy w relacjach międzyludzkich. Potrafię być zabawny, bystry i wiem, kiedy coś mówić, a kiedy nie powinienem mówić nic. Ale jest taki moment, kiedy uświadamiam sobie, że mi na kimś zależy, i zaczynam odczuwać wtedy tak duże skrępowanie i paraliż. Zaczynam się bać, że co, jeżeli ta zabawność i jakieś zalążki erudycji uciekną i nie będę w stanie być taki, jaki jestem normalnie? A może ja wcale taki nie jestem? A może żyjemy we śnie. Nie wiem, pomocy, bardzo proszę. Bo zgłupieję jeszcze bardziej (a zmłodnieć już nie mogę).

Marcin z Poznania

Panie Marcinie,

rozbudził Pan moje stare ciało tymi swoimi onomatopejami z tramwaju. Na wstępie napiszę, abyśmy mieli to z głowy: serce mam młode, zaradne to serce, które polecam Pana bardziej osobistej uwadze, gdyby się okazało, powiedzmy za kilka, kilkanaście lat, że jest Pan wolny, a ja jakimś cudem wciąż żyję. Tyle jeśli chodzi o mrzonki, a teraz do sedna.

Został Pan zahipnotyzowany. Proszę nie popadać w trwogę, to powszechny problem. Pojęcie snu pasuje do opisanej sytuacji, ale tylko połowicznie. Bardziej trafne byłoby mówienie o lunatykowaniu. Głównym celem tej społecznej hipnozy jest generowanie lęku, kreacja zagrożeń i listy priorytetów. Temu procesowi towarzyszy nagminne poczucie braku spełnienia, satysfakcji, pustki czy też stresu podczas wykonywania różnych zadań, w tym tych absolutnie nieistotnych. Na pewnym etapie życia, w wyniku bycia hipnotyzowanym przez zahipnotyzowanych nauczycieli, rodziców, trenerów, terapeutów i innych agentów socjalizacji, uwierzył Pan, że tak zwana miłość romantyczna jest niezwykle istotna. Otóż nie jest. Nie mówię, że nie jest przyjemna, sam Pan wie, co Pan w tym tramwaju – zresztą przecież nie tylko w tramwaju - wyprawiał. Wiara w to, że miłość, dobry wynik na egzaminie, praca w renomowanej placówce, pieniądze i tak zwany sukces są ważne, generuje lęk przed ich utratą, a wcześniej lęk podczas ich zdobywania. Celem hipnozy jest to, by pominął Pan spacer w lesie, podanie drugiej osobie herbaty, smak jabłka, wiatr wpadający we włosy, dotyk. I teraz jest tak, zależy Panu i czuje Pan „skrępowanie i paraliż”. Proszę przedefiniować te sygnały – zajmie to sporo czasu, ale zakończy się sukcesem. Proszę potraktować „skrępowanie i paraliż” jako sygnały płynące z ciała i emocji: oto zbliża się Pan do punktu w swoim życiu uznanego z pewnych powodów za istotny. Z tej perspektywy to radosna i pomocna informacja. A skoro tak, może Pan te sygnały porzucić. Jednak aby okazało się to możliwe, niezbędne będzie rozważenie powodów, dla których uznał Pan za ważne to, co uważa Pan za ważne.

Drogi, młody i wrażliwy Panie, proszę tę wrażliwość pielęgnować, a nie marudzić, że kierunek studiów do tego zachęca. Żyjemy we śnie, owszem. Budzimy się we śnie i we śnie zasypiamy. Chodzi po prostu o to, by mieć oczy otwarte, zwłaszcza wtedy, gdy stawiamy kroki w stronę drugiego człowieka czy świata. Sen i przebudzenie wydarzają się symultanicznie. Dokładnie tak jak pragnienie bliskości i paraliż przed bliskością. Pobudka!

*

Na listy odpowiada prof. filozofii, antropologii i psychologii - Janina Bełkotska, laureatka Nagrody Nobla za moralną diagnozę świata w książce „Moje wszystkie odpowiedzi”.

Pytania do pani profesor proszę słać pod adresem: robert.rient@gmail.com

*

Cykl korespondencyjny prof. Bełkotskiej ilustruje Karyna Piwowarska

 

Data publikacji:

Robert Rient

Urodzony w Szklarskiej Porębie, dziennikarz i pisarz, autor powieści „Chodziło o miłość”, „Duchy Jeremiego” i reportażu „Świadek” wydanego również w Ameryce. Twórca przekrojowych cykli: „Letnie oświecenie”, „Istoty rzadziej spotykane” i „Ludzie listy piszą”. Więcej na www.erient.info