Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
ludzie listy piszą
Robert Rient

Wyprowadzka, marność, fetysz

ilustr. Karyna Piwowarska
Wyprowadzka, marność, fetysz
Wyprowadzka, marność, fetysz

 

Czy osobne mieszkania zaszkodzą związkowi? Nie lubię ludzi, a jestem psychologiem – co teraz? Płacę za seks – czy jestem złą kobietą?

Wyprowadzka

Pani Profesor!

Jestem zagorzałą wielbicielką Pani sposobu pisania i odpisywania na różnego rodzaju kłopoczące ludzi sytuacje. Jednakże sama przechodzę jakiegoś rodzaju anormalny okres - mieszkam ze swoim chłopakiem od ponad 2,5 roku (zaczęliśmy się spotykać po tym, jak zamieszkaliśmy w tym samym mieszkaniu), ale teraz on chce się przeprowadzić do pokoju w budynku należącym do firmy, w której pracuje (czynsz jest ponad dwukrotnie niższy, brak depozytu), a ja szukam sobie czegoś. Co mnie zastanawia, to fakt, że może ta decyzja oddalić nas od siebie - on twierdzi, że to lepsza opcja dla naszego związku, bo będziemy się widzieć, kiedy tego chcemy, i będziemy w stanie zatęsknić za sobą - co w jakiś sposób rozumiem i zgadzam się z tym; jednak cała ta sytuacja sprawia, że czuję się trochę niekomfortowo, myślę, że jako kobieta, Pani to zrozumie. Nie wiem, dokąd to wszystko podąża, i nie wiem, co o tym wszystkim myśleć.

Nadia, Czytelniczka zza Małej Wody

Szanowna Pani,

jako kobieta zostałam tresowana do wielu spraw, w tym uznania, że tak zwana miłość romantyczna jest w moim kobiecym życiu najistotniejsza. Uczono mnie formy tej miłości, tego, że należy ze sobą dzielić wspólną przestrzeń, sypialnię i łóżko. Celem tresury było wywołać we mnie lęk, jeśli sprzeciwię się konwencji, i satysfakcję, gdy ją wypełnię. Tyle tytułem wstępu.

Brak wspólnego mieszkania z pewnością oddali Panią i Pani chłopaka na poziomie fizycznym, co będzie miało przeróżne konsekwencje. Ale w żaden sposób decyzja o wyprowadzce nie musi wpływać na jakość uczucia. Spotykanie się ze sobą wtedy, gdy chcą tego obie strony, brzmi jak sensowny pomysł. Nie widzę natomiast potrzeby fundowania sobie warunków wywołujących lub prowokujących tęsknotę – ta pojawia się naturalnie, czasami również wtedy, gdy ukochana osoba znajduje się za najbliższą ścianą. Ciekawe wydaje mi się pytanie o powody podane przez Pani partnera – czy są prawdą, czy pretekstem, by się oddalić? Jest szansa, że rozmowa wprost rozwiąże wątpliwości.

Najbardziej jednak istotny zdaje się Pani dyskomfort – proszę zrozumieć, czego dotyczy, ale również odpowiedzieć sobie na pytanie: czego Pani oczekuje od siebie i swojego partnera oraz w jakiej formie i przestrzeni chce Pani spędzać czas w swoim związku. To, że nazwie Pani potrzeby, nie oznacza, że muszą się one spełnić, ale świadomość z pewnością pomoże podczas stawiania granic, proszenia i odmawiania. Nie wie Pani, dokąd to wszystko zmierza – proszę się zrelaksować, nikt nie wie. 

Marność

Pani Profesor,

mam problem natury egzystencjalnej, że tak napiszę. Od wczesnego liceum marzyłem o psychologii, chciałem zgłębiać ludzką naturę, zostać ekspertem od psychiki i pomagać ludziom, którzy cierpią i potrzebują pomocy. Od pierwszego roku studiów angażowałem się w pełni, zapisywałem na warsztaty, treningi, założyłem koło naukowe i zostałem członkiem czterech innych, studiowałem, czytałem, badałem, poddałem się terapii własnej. Minęły cztery lata i doszedłem do ściany, nie interesują mnie problemy, podnoszenie tak zwanej jakości życia przez wieloletnią analizę wyimaginowanych lub realnych trudności. Psychologia działa, pomaga, jasne, ale również szkodzi, stwarza problemy, fascynuje się cierpieniem i patrzy na człowieka wyłącznie przez pryzmat jego traum, dysfunkcji i problemów. Ale co bardziej istotne, zrozumiałem, że wcale nie interesują mnie inni ludzie, tak naprawdę nudzą mnie, okazują się odtwarzać problemy i poglądy, które otrzymali od innych. Dużo bardziej ciekawi mnie planeta, biologia, ziemia. Został mi ostatni rok studiów – czy męczyć się i je skończyć, skoro wiem, że nie będę pracował w zawodzie? Czy może rzucić to wszystko i zdawać na biologię? Nie chcę marnować lat.

Adrian R. z Jastarni, 24 lata

Szanowny Panie,

na czym polega marnowanie lat? Czy potrafi Pan to nazwać? A nawet jeśli tak, skąd ma Pan pewność, że za dziesięć albo dwadzieścia lat nie udzieli Pan innej odpowiedzi? Tym bardziej, że ma Pan za sobą doświadczenie utraty zainteresowania tematem na tyle silnym, że stał się marzeniem.

Wie Pan zapewne, że nie powiem Panu, jakiego wyboru dokonać. Zazwyczaj jednak sugeruję, by się w życiu nie męczyć, a przynajmniej - nie na własne życzenie. Zdradzę Panu również sekret: poznałam kilku terapeutów, którzy nie lubią ludzi, co więcej, część z nich nie przepadała nawet za sobą. Wielu psychologów wybiera ten zawód ze względu na własne problemy, skrywane traumy – ci, którzy się z nimi uporają albo tracą zainteresowanie zawodem, albo zmieniają się w najlepszych terapeutów.

Proszę fascynować się planetą, biologią, światem. I proszę nie przywiązywać się tak bardzo do studiów, konieczności potwierdzenia swojej pasji wyborem określonego kierunku – ten w najlepszej sytuacji jest wyłącznie pretekstem do zrozumienia siebie i świata. Proszę żyć – taka rada, poradzi Pan z nią sobie. A z mojej perspektywy wygląda to tak, że nie mogę zmarnować lat życia, bo ani lata, ani życie do mnie nie należą.

Fetysz

Szanowna Pani,

źle zrobiłam, bardzo źle. Było tak, że mąż mnie doprowadził do szału, kolejny raz i jak wyszedł do pracy na nockę, to się upiłam z tego wszystkiego, ale tak na cacy. Chodzi o to, że on nie potrafi mi dogodzić, nieporadny jest, nie umie, nie chce mu się, no leń. Doszedłby i usnął. Wygarnęłam mu, a że byłam taka rozpalona, to wystroiłam się i poszłam na miasto. Do baru. Tam poznałam pewnego młodzieńca, który, jak się okazało, pracuje w branży seksualnej. Zachwalał przy barze co to nie on, jak potrafi się zająć kobietą. Kupiłam nam po drinku, a potem po jeszcze jednym i poszliśmy do jego mieszkania. Skasował mnie w ogóle z góry, na wstępie i to solidnie policzył, ale nie mogłam się oprzeć. Byłam zła, podniecona i jakby zamroczona do tego wszystkiego. No i zaczęło się. Pani Janino, co to była za godzina! Nie pamiętam, bym kiedykolwiek tyle krzyczała. I nic nie musiałam robić, i nic nie robiłam. Faktycznie młodzieniec nie przesadzał, gdy opisywał swoje umiejętności. Całe życie myślałam, że trzeba kochać, żeby seks był udany. No i kocham, i seks mam taki, że pożal się Boże. A jak płacę, bo muszę się przyznać, że byłam u młodzieńca już cztery razy, to osiągam niewyobrażalne rejestry. Problem jednak jest taki, że zaczynam źle o sobie myśleć, że okłamuję męża, że zdradzam go, a przecież lubię, a nawet kocham tego człowieka. Czy jestem złą osobą? Czy Bóg mi wybaczy? No ale przecież stworzył mnie taką, z potrzebami. Jak żyć?

Mariola H. z Warszawy, 47 lat

Szanowna Pani,

osobiście to nie wiem, czy ktoś Panią i mnie stworzył, czy raczej wyewoluowałyśmy. Bez względu na przyczynę – z pewnością wciąż ewoluujemy. Myślę, że nie ma absolutnie nic złego w tym, by kobieta czasami się wykrzyczała. I jej to służy, i społeczeństwu. Za wszystko płacimy, nie zawsze pieniędzmi – czasem, emocjami, zaangażowaniem. Dostajemy też różne wypłaty – czasami to obecność, złość, uwaga, bliskość, odrzucenie, a czasami orgazm. Daleko mi, by Panią oceniać. Trafiła Pani na profesjonalistę, którego potrafiła Pani docenić (gdyby była Pani tak uprzejma i przesłała w prywatnej wiadomości namiary na młodzieńca, o którym Pani pisze, pozostanę wdzięczna – oczywiście chodzi mi o cele badawcze). Z Pani listu wyraźnie wynika, że problemem są myśli, a dokładnie złe myśli na własny temat. Dobra wiadomość jest taka, że myśli to łajdaczki, można z nimi pracować. Polecam nieinwazyjną medytację, nieokraszoną ideami religijnymi, która doprowadzi Panią do miejsca, w którym myśli nie znikną, ale w żadną już więcej Pani nie uwierzy. Co do Boga, nie jestem ekspertką, ale słyszałam, że on jest ekspertem od wybaczania. Nie, nie jest Pani złą osobą, to znaczy jako istota ludzka jest Pani zła i dobra, jak my wszyscy. Proszę się skupić na myślach, rozgryźć je i w żadnym wypadku krtani nie zamykać, gdy znowu najdzie Panią ochota, by pokrzyczeć. 

*

Na listy odpowiada prof. filozofii, antropologii i psychologii - Janina Bełkotska, laureatka Nagrody Nobla za moralną diagnozę świata w książce „Moje wszystkie odpowiedzi".

*

Pytania do pani profesor proszę słać pod adresem: robert.rient@gmail.com

*

Cykl korespondencyjny prof. Bełkotskiej ilustruje Karyna Piwowarska

Data publikacji:

Robert Rient

Urodzony w Szklarskiej Porębie, dziennikarz i pisarz, autor powieści „Chodziło o miłość”, „Duchy Jeremiego” i reportażu „Świadek” wydanego również w Ameryce. Twórca przekrojowych cykli: „Letnie oświecenie”, „Istoty rzadziej spotykane” i „Ludzie listy piszą”. Więcej na www.erient.info