Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Ta strona używa cookie i innych technologii.
Korzystając z niej wyrażasz zgodę na ich używanie
zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Katarzyna Sroczyńska

Włącz się

rys. Karyna Piwowarska
Włącz się
Włącz się

„Aktywne zaangażowanie się w świat – jeśli nie fizycznie, to przynajmniej intelektualnie lub artystycznie – jest ważnym kluczem do szczęścia” – piszą w książce „Najmądrzejszy w pokoju” Thomas Gilovich i Ross Lee, psychologowie społeczni (zastanawiają się w niej, co to znaczy, że ktoś jest mądry). „Dowody na to, że działanie sprzyja poczuciu dobrostanu, nie ograniczają się do tego, czego ludzie najczęściej żałują. Przypomnij sobie na przykład, że kiedy badani odbierają sygnały dźwiękowe przez telefon komórkowy i za każdym razem mają zapisać, co robią w chwili odebrania sygnału i w jakim stopniu czują się zadowoleni, oglądanie telewizji wypada całkiem nieźle. Lokuje się niżej niż spotkania z przyjaciółmi czy uprawianie seksu z partnerem, ale zdecydowanie wyprzedza przygotowywanie posiłków i zajmowanie się dziećmi. Kiedy jednak badacze pytają o bardziej trwały rodzaj zadowolenia, ujawnia się silna korelacja negatywna między czasem spędzanym przed telewizorem a deklarowanym poczuciem dobrostanu. Oglądanie telewizji – podobnie jak granie w gry komputerowe czy przeglądanie Facebooka – przypomina jedzenie pączków albo pizzy: odrobina bywa bardzo przyjemna, ale większa ilość prowadzi do apatii i samooskarżania”.

Przypomniał mi się ten fragment książki Gilovicha i Lee, kiedy dowiedziałam się niedawno o istnieniu słowa „upstander”. To jedno z całkiem nowych angielskich słów, wpisanych do Oxford Dictionaries zaledwie w zeszłym roku. Nie zyskało takiej popularności jak „postprawda”, choć niewątpliwie ma z nią pewien związek (albo tylko mnie się wszystko kojarzy z jednym). W przeciwieństwie do „bystandera” – „widza, biernego obserwatora” „upstander” się angażuje i włącza: działa lub wypowiada się, wspierając ludzi i sprawy, zwłaszcza jeśli trzeba wystąpić przeciwko niesprawiedliwości. Wiem, że modnie jest raczej zwalniać i zachowywać dystans, ale ponieważ modnie jest też szukać szczęścia, to może warto rozważyć to, o czym piszą Gilovich i Lee: bycie biernym widzem tylko przez chwilę jest przyjemne i wygodne.    

Data publikacji: