Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Jedna z peruwiańskich legend mówi o hiszpańskim księdzu wysłanym przez konkwistadorów, by poznać ...
2019-05-09 23:57:00
Wizje roślin

Wizje roślin – wachuma

Wokół rytuałów wachumy kwitnie biznes, zdjęcie: Jorge Pacheco/flickr (CC BY-SA 2.0)
Wizje roślin – wachuma
Wizje roślin – wachuma
Czyta się 9 minut

Gdyby oczyścić drzwi percepcji, każda rzecz jawiłaby się taka, jaka jest: nieskończona

William Blake

 

Zdejmowanie głowy, usuwanie umysłu, śmierć ego – tak można przetłumaczyć słowo „wachuma”. W języku Indian Keczua słowo wach znaczy „pozbywać się”, „usuwać”, a słowo uma to „głowa”. Huachuma, cardo, cuchuma, gigantón, aguacolla – to inne imiona kaktusa, którego biali ludzie przywykli tytułować San Pedro. Bywa również nazywany hermoso, czyli „piękny” i pene de Dios, czyli „boski penis”. Jedna z peruwiańskich legend donosi o hiszpańskim księdzu wysłanym przez konkwistadorów, by poznać kaktusa, dzięki któremu miejscowym wyrastają skrzydła. Gdy kapłan powrócił z wyprawy, jego twarz promieniała i oznajmił wszystkim, że nazwał kaktusa San Pedro, czyli Święty Piotr. Duchowni nie byli zadowoleni, wielu wyrażało swoje oburzenie, a niektórzy twierdzili wręcz, że nazywanie rośliny imieniem świętego jest bluźnierstwem. Nieznany z imienia ksiądz miał wyjaśnić, że wachuma, tak samo jak Święty Piotr, trzyma klucze do nieba.

Dziadek z meskaliną

Najstarsze zachowane doniesienia o wachumie sięgają prawie 4 tys. lat wstecz. W peruwiańskich kompleksach archeologicznych Las Haldas i świątyni Chavín de Huántar odnaleziono wyrytą w skale postać szamana trzymającego w dłoni kaktusa. Tysiące lat przed inwazją białego człowieka mieszkańcy obecnych Peru, Ekwadoru i Boliwii stosowali roślinę podczas ceremonii w celu uzdrawiania, leczenia i podróży szamańskich. Kaktus miał nie tyle zmieniać świadomość, ile rozszerzać ją i pogłębiać. W Ameryce Południowej powszechne jest przekonanie, że pnącze ayahuaski jest matką każdego życia, natomiast wachuma to dobrotliwy dziadek. Matka pozostaje w nieustannym ruchu, daje życie, dotyka najgłębszych warstw istnienia, potrafi być czuła, ale też zaborcza i wszechobecna. Dziadek, który większość życia ma już za sobą, chętnie i nieinwazyjnie dzieli się mądrością, jest spokojny i wspierający. Ceremonie z użyciem ayahuaski odbywają się w nocy, często związane są z przejściem przez ekstremalny lęk i torsje. Wachumę spożywa się w świetle dnia, nierzadko podczas górskich wędrówek, pieśni, tańców lub medytacji.

Echinopsis pachanoi, czyli wachuma, należy do rodziny kaktusowatych, do rzędu goździkowców. Jest gatunkiem szybko rosnącym i występuje naturalnie w Ameryce Południowej. Dojrzewając dziko w Andach, dochodzi nawet do 10 m wysokości. W Peru kaktus ten spotykany jest powszechnie, czasami nawet w przydomowych ogródkach. Zazwyczaj obok wysokich, kolumnowych osobników widać obcięte maczetą kikuty. Roślinę można ususzyć lub ugotować z niej wywar. Wachuma jest silnym psychodelikiem ze względu na krążące w niej alkaloidy fenetylaminowe, m.in. meskalinę, która w żywej roślinie osiąga stężenie wynoszące od 0,2 do 2%, natomiast w suszu sięga nawet 10%. To więcej niż w równie rozpowszechnionym, choć słynniejszym pejotlu, który z kolei rośnie niezwykle powoli. W Polsce posiadanie suszu, wyciągów, ekstraktów, nasion i samej rośliny jest nielegalne.

Monografia kaktusa

Używanie roślin pogłębiających świadomość jest częścią kultury rdzennych Indian. W zachodniej kulturze ma krótką i ograniczoną (rządowymi zakazami) historię. Do dzisiaj niewiele osób uzależnionych i spotykających się w grupie Anonimowych Alkoholików wie, że Bill Wilson, założyciel wspólnoty, przestał pić po mistycznym przeżyciu w 1934 r., wywołanym zażyciem psychodelików. W 1886 r. Louis Lewin, niemiecki lekarz i profesor uniwersytetu w Berlinie, opublikował pierwszą monografię kaktusa, a roztwór meskaliny stosowany w medycynie nazwano na jego cześć Anhalonium Lewinii. Z kolei za pioniera psychodelików uznaje się Alberta Hofmanna, szwajcarskiego chemika, który w 1938 r. odkrył LSD i przeprowadził na sobie szereg eksperymentów z użyciem środka znacznie bardziej halucynogennego od meskaliny. Przeżył 102 lata i twierdził, że dietyloamid kwasu D-lizergowego jest substancją ulepszającą ludzką ewolucję, która „umożliwi nam rozwinąć się w to, czym mamy być”. 20 lat później Hofmann zsyntetyzował psylocybinę – psychoaktywną substancję dostępną w tzw. grzybach halucynogennych. Obok Hofmanna liderem prac naukowych nad psychodelikami był Stanislav Grof, czeski psychiatra i współtwórca Towarzystwa Psychologii Transpersonalnej. W latach 70. większość eksperymentów i prac naukowych nad użyciem substancji psychoaktywnych w medycynie została zawieszona lub zakazana. Od niedawna przeżywają renesans.

Michael Pollan w artykule Nowa nauka o psychodelikach opublikowanym 3 maja 2018 r. w „The Wall Street Journal” i przetłumaczonym przez Zofię Lisiewicz napisał: „Ostatnie badania nad psylocybiną, bliską farmakologicznie kuzynką LSD, dowiodły, że kiedy leki takie jak prozac zawodzą, jedna, nadzorowana sesja z psychodelikami może złagodzić depresję. Może także pomóc alkoholikom i palaczom zerwać więzy wieloletniego nałogu oraz chorym na nowotwory uporać się z egzystencjalnym cierpieniem w obliczu śmierci. Jednocześnie badania obrazujące mózg ludzki będący pod wpływem środków halucynogennych otworzyły nowe drzwi do badań zarówno nad świadomością, jak i naturą samopoznania i przeżyć duchowych. Stary banał z lat 60. mówiący, że psychodeliki mogą pomóc odblokować tajemnice świadomości, może się okazać nie taki znowu niedorzeczny”. Pollan powołuje się na badania przeprowadzone na uniwersytetach Johnsa Hopkinsa i Nowego Jorku, których wyniki opublikowano w „Journal of Psychopharmacology” w 2016 r. Jednorazowe podanie psylocybiny chorującym na nowotwory, depresję i chroniczne lęki doprowadziło do poprawy, zmniejszenia lęków i depresji aż u 80% pacjentów.

Witkacy, Huxley i Mayhew

Esej Aldousa Huxleya z 1954 r. zatytułowany Drzwi percepcji (znany również jako Wrota percepcji) uznawany jest za swoistą biblię zainteresowanych meskaliną. Huxley napisał, że większości „środków modyfikujących świadomość można obecnie zażywać tylko i wyłącznie za zaleceniem lekarskim albo nielegalnie, z dużym ryzykiem. Zachód zezwolił jedynie na nieograniczone używanie alkoholu i tytoniu. Wszystkie pozostałe chemiczne Drzwi w Murze zostały zakwalifikowane jako narkotyki, a ludzi, którzy używają ich nielegalnie, określa się mianem narkomanów. Obecnie wydajemy znacznie więcej na napoje alkoholowe czy papierosy niż na szkolnictwo. Nie ma w tym, rzecz jasna, nic dziwnego. Potrzeba ucieczki od jaźni i od otoczenia tkwi niemal cały czas w każdym człowieku”.

Znacznie wcześniej, bo w roku 1932, o swoich przeżyciach pod wpływem meskaliny napisał Witkacy w eseju Nikotyna, alkohol, kokaina, peyotl, morfina wydanym pod tytułem Narkotyki. Chaotycznie, barwnie i kompulsywnie opisuje swoją inicjację z wizjami pejotlowymi, zaznaczając, że poczuł podczas nich ostry wstręt do alkoholu i papierosów. Witkacy odnotowuje „fakt podpowiadania jakby przez jakiś tajemny głos, wychodzący z jakichś »piwnic jaźni«, znaczenia widzianych obrazów i uzupełniania tego, czego w samym obrazie nawet śladu nie ma”.

Wachuma sfotografowana podczas wędrówki z Ollantaytambo do Machu Pichu; zdjęcie: MacAllenBrothers (CC BY-SA 2.0)
Wachuma sfotografowana podczas wędrówki z Ollantaytambo do Machu Pichu; zdjęcie: MacAllenBrothers (CC BY-SA 2.0)

Huxley swój esej rozpoczyna cytatem z Williama Blake’a, który w przekładzie Ryszarda Krynickiego brzmi: „Gdyby oczyścić drzwi percepcji, każda rzecz jawiłaby się taka, jaka jest: nieskończona”. Odwołuje się nie tylko do własnych przeżyć, ale również do filozofii. Pewnego majowego poranka połyka cztery dziesiąte grama meskaliny i czeka na efekty. Spodziewa się, że będzie leżał z zamkniętymi oczami, pogrążony w mistycznych, wielobarwnych i geometrycznych wizjach, które są powszechne po spożyciu tego środka. Jest jednak inaczej. Doświadcza stanu, który określa Wolnym Umysłem. „Mózg posiada pewną liczbę układów enzymatycznych, które koordynują jego funkcjonowanie. Niektóre z tych enzymów regulują dostarczanie glukozy do komórek mózgowych. Meskalina blokuje produkcję tych enzymów i w ten sposób obniża poziom glukozy dostępnej organowi, który nieustannie potrzebuje cukru. Co się dzieje, kiedy meskalina redukuje normalną dostawę cukru do mózgu?”. Huxley jest świadomy, że nie przeprowadzono odpowiedniej liczby badań, by udzielić na to pytanie odpowiedzi, więc skupia się na własnej interpretacji. „Każdy z nas jest potencjalnie Wolnym Umysłem. Ale w tym stopniu, w jakim jesteśmy zwierzętami, naszym celem jest przetrwanie za każdą cenę. Aby umożliwić przetrwanie biologiczne, Wolny Umysł musi ulec transformacji za pośrednictwem redukującego zaworu mózgu i układu nerwowego. Skutkiem tej redukcji jest ledwie sączący się bezwartościowy strumyczek takiej świadomości, która pozwala zachować życie na powierzchni danej nam planety. W celu formułowania i wyrażania treści zredukowanej świadomości człowiek wynalazł oraz nieskończenie rozbudował owe systemy symboli i zawarte w nich filozofie, które nazywamy językiem”. Tymczasem meskalina pozwala na kilka godzin „strumyczek” świadomości zmienić w rwącą rzekę wpadającą do oceanu.

W 1955 r. do Witkacego i Huxleya dołączył Christopher Mayhew, członek brytyjskiego parlamentu. Przed kamerami telewizji BBC przyjął 400 miligramów meskaliny, przy czym obecny był doktor Humphry Osmond. I chociaż dokument nie został wyemitowany w telewizji publicznej, można go odnaleźć w sieci, a Mayhew uznał, że było to jedno z najbardziej interesujących doświadczeń w jego życiu.

Stanislav Grof w książce Przygoda odkrywania samego siebie zwraca uwagę na działania uboczne meskaliny, przez które nie znalazła ona szerokiego zastosowania terapeutycznego: „jedna z jej wad, poza ubocznymi efektami żołądkowymi, to toksyczność i wąski zasięg bezpieczeństwa. Nawet podanie powszechnie używanych w klinicznej pracy dawek (150–500 mg) ma wpływ na wątrobę i powoduje szerokie zmiany, wykazywane przez testy laboratoryjne. Toksyczność meskaliny osiąga niebezpieczny poziom, kiedy dawka zbliża się do 1000 mg”.

Rytuał

Wokół rytuałów wachumy kwitnie biznes. Roślina używana od tysięcy lat przez rdzennych Indian została zagarnięta przez białego człowieka. Obok szamanów swoje usługi oferują szarlatani i handlowcy. Na trzydniowe odosobnienie za tysiąc dolarów zapraszają amerykańscy i europejscy coachowie. Oferują „święte opowieści” i „święte rośliny” złaknionym psychodelicznych wrażeń, chorym, naiwnym, bogatym, znudzonym, poszukującym prawdziwego wyzwolenia, cierpiącym. Jednak wciąż można trafić na prawdziwych curandero, uzdrowicielki i uzdrowicieli, szamanki i szamanów, którzy zabierają potrzebujących w góry, tam, gdzie natura wciąż panoszy się w swojej dzikiej formie. Okadzają dymem z palo santo, odprawiają modły, sprawdzają intencje, towarzyszą, śpiewają tylko sobie znane pieśni i razem z wachumą zabierają w daleką podróż.

Przed przystąpieniem do ceremonii miesza się we mnie lęk i ciekawość. Wachumę można spożywać w postaci wywaru: kaktusa gotuje się przez 12 lub więcej godzin. Innym sposobem są kapsułki ze sproszkowaną rośliną lub susz zmieszany z wodą. Gorzki, intensywny smak nie zachwyca. Przypomina połączenie glonów z ziemią, solą i trawą. Powstrzymuję odruch wymiotny. Wachuma działa przez około 12 godzin. Po mniej więcej 3, 4 godzinach od spożycia osiąga swój punkt kulminacyjny.

Kaktus zaprasza mnie do wnętrza, pokazuje, jak to jest cieszyć się prażącym słońcem za dnia i ciemnym, rozgwieżdżonym niebem w ciągu nocy. „Rób, co chcesz, tylko nie popisuj się – rozglądam się dookoła, zaintrygowany, kto powiedział to zdanie. – Cokolwiek będziesz robił teraz i potem, zawsze potem, nie popisuj się” – powtarza Wachuma. Myśli rozsypują się w drobny mak, bezboleśnie, czule. Stawiam pierwszy krok, czuję ziemię pod stopami, żywą, rozedrganą. A później szybuję nad szczytami peruwiańskich Andów.

Po pewnym czasie żołądek daje o sobie znać, ciało drży jak przy wysiłku wspinania się na upragniony szczyt. Drżenie po chwili ustaje. „Odpocznij – mówi Wachuma – przecież jesteś”. Stawiam każdy kolejny krok, jakbym stawiał go po raz pierwszy, zafascynowany skórą, fakturą spodni, wiatrem, kolorem nieba, owadem, który siada na ręce. Jak to możliwe, że czuję go tak samo, jak czuję własne serce? Za każdym razem, gdy otwieram usta, by opowiedzieć o swoim przeżyciu, by wspomnieć, by zapytać, doświadczam intymnej pustki. Żadne słowo nie jest w stanie oddać prawdy. Przestrzeń umysłu zdaje się otoczona lękiem, można przez niego przejść, podając w wątpliwość sam umysł albo ograniczoną przestrzeń, w której pozwalał mi się poruszać przez całe dotychczasowe życie. Przychodzą wizje, zbyt osobiste, by o nich pisać. Tak samo istotne, ważne i trwałe jak efekty wielu miesięcy terapii. Jednak tym razem uczy i towarzyszy mi terapeuta w formie kaktusa.

 

Data publikacji:

Robert Rient

Urodzony w Szklarskiej Porębie, dziennikarz i pisarz, autor reportażu „Świadek” wydanego również w Ameryce, powieści „Duchy Jeremiego” i książki „Przebłysk. Dookoła świata – dookoła siebie”. Twórca przekrojowych cykli: „Letnie oświecenie”, „Istoty rzadziej spotykane” i „Ludzie listy piszą”. Więcej na www.erient.info

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!