Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 7 „Przekrojowych” tekstów oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Wizje roślin
Robert Rient

Wizje roślin – dąb

zdjęcie: Astrid Westvang (CC BY-NC-ND 2.0)
Wizje roślin – dąb
Wizje roślin – dąb

Podchodząc do dębu, należy pokłonić z szacunkiem głowę, nawet jeśli ukłon wydarza się tylko wewnątrz ciała, jako zamysł czy zrozumienie, że zbliżam się do żywej istoty, która ma potencjał przeżyć moje prawnuki.

Loyver Yui z plemienia Shipibio urodził się w amazońskim lesie deszczowym. Rozmawia z drzewami tak jak jego mama i dziadek. Szamańskie imię Loyvera brzmi Wesha'kea, to znaczy nieskończone wzory, nieskończone możliwości. Spotkaliśmy się w miejscu nieoznaczonym na mapie, pozbawionym nie tylko zasięgu Internetu, ale również elektryczności. Trzy godziny w górę rzeki Madre de Dios po wypłynięciu z małego miasteczka Puerto Maldonado w Peru, niedaleko Boliwii i Brazylii. Zamieszkałem w małym domku na drzewie. Loyver Yui pozwolił mi słuchać, o czym mówią drzewa, pokazywał, jak nawiązywać i budować z nimi kontakt.

Od tamtej pory minęły dwa lata. Już wiem, że swawolny bieg w kierunku drzewa, by je przytulić, nie zawsze jest najlepszym pomysłem. W przypadku drzew dobrą intencję warto ubrać w nieśpieszność, dostrojenie się do innego rytmu wzrastania i bycia. W tym celu należy poinformować drzewo o swoich zamiarach, a później zapytać o zgodę, by podejść bliżej, by dotknąć. Można też pokłonić z szacunkiem głowę, nawet jeśli ukłon wydarza się tylko wewnątrz ciała, jako zamysł czy zrozumienie, że zbliżam się do żywej istoty, która ma potencjał przeżyć moje prawnuki. Później, oczywiście za obopólną zgodą, można paść sobie w ramiona. Czy konary.

Baublis

Słuchanie drzew było znacznie prostsze w asyście indiańskiego szamana, który potrafił z nimi rozmawiać z równą łatwością, z którą prosimy w piekarni o ulubiony chleb. Cały czas uczę się mowy drzew, wspomagając wiedzą naukowców, botaników, ogrodników oraz mitologią. Wizje roślin to nowy cykl, w którym będę Państwu opowiadał o drzewach, roślinach, pnączach, krzewach i grzybach – tych z rodzimych stron i tych z krańców świata. Pierwszy będzie baublis – tak w dawnych czasach nazywano stary dąb, który w określone dni roku snuł swoją pieśń. Nieliczni mogli ją nie tylko zrozumieć, ale również znaleźć w niej odpowiedzi na pytania o przyszłość. Najsłynniejszym jest ten, o którym Adam Mickiewicz napisał w Panu Tadeuszu:

Drzewa moje ojczyste! jeśli niebo zdarzy,
Bym was oglądał znowu, przyjaciele starzy,
Czyli was znajdę jeszcze? czy dotąd żyjecie?
Wy, koło których niegdyś pełzałem jak dziecię:
Czy żyje wielki Baublis, w którego ogromie,
Wiekami wydrążonym, jakby w dobrym domie,
Dwunastu ludzi mogło wieczerzać za stołem?

Dąb spędził swoje życie na Żmudzi w Brodzie. Ziemie te należały do Dionizego Paszkiewicza. Rósł „na pagórku zwanym Wiszniową Gorą (po litewsku Wiszniukałnas) i od niepamiętnych czasów nosił w tradycji ludowej miano Baublisa. Etymologię tego wyrazu wyprowadza autor od imienia litewskiego bożka Bubilisa, opiekuna pszczół i miodu” (Z genealogii Mickiewiczowskiego Baublisa, Stanisław Świrko, Rocznik Towarzystwa Literackiego imienia Adama Mickiewicza). W 1811 r. nieznany nikomu z imienia kłusownik wykurzał lisa, który skrył się w norach między korzeniami dębu. Ogień przeszedł na drzewo i rok później Paszkiewicz je ściął. Podania mówią, że wewnątrz jego wyżłobionego pnia mogło usiąść dziesięciu ludzi (zdaniem Mickiewicza – dwunastu). Uroczyste liczenie słoi drzewa odbyło się w towarzystwie księcia Giedroycia, biskupa żmudzkiego. Paszkiewicz uznał, że poczciwy Baublis „musiał mieć wieku swojego najmniej lat tysiąc”. W jego miejscu powstało muzeum starożytności litewskich. O losach Baublisa można przeczytać znacznie więcej w wierszowanym manuskrypcie Baublis. Powieść żmujdzka, który odnaleziono w 1965 r. w archiwach wileńskich.

Na pierwszy rzut oka

Pień najczęściej prosty, krępy. Kora dojrzałych osobników gruba, podłużnie i zazwyczaj głęboko spękana, ciemna lub ciemnoszara. Z daleko przypomina kolczugę, prastarą zbroję. U młodych jest metaliczna, niekiedy połyskująca jak u buków. Charakterystyczne skrętoległe liście, w kształcie serc lub uszu pluszowego misia. Dąb szypułkowy (Quercus robur) rośnie w prawie całej Europie „z wyjątkiem części Półwyspu Iberyjskiego, Sycylii, Korsyki, północnej Skandynawii i północno-zachodniej Rosji. Ponadto występuje na Krymie, Kaukazie i w północnym Iranie. Wschodnie krańce zasięgu znajdują się na południowym Uralu i w środkowym biegu Wołgi”. (Lasy i zarośla. Zbiorowiska roślinne Polski, red. naukowa W. Matuszkiewicz, P. Sikorski, W. Szwed, M. Wierzba). Rośnie nawet na poziomie 1800 m n.p.m. (Kaukaz) i 1300 m n.p.m. (Karpaty), na terenie Polski jest pospolitym gatunkiem na całym niżu oraz na pogórzu do około 600 m n.p.m. Może żyć do tysiąca lat, przekroczyć trzy metry pierśnicy i pięćdziesiąt metrów wysokości. Adaptuje się do zmiennego klimatu i przepada za słońcem.

Dąb bezszypułkowy (Quercus petraea) jest znacznie bardziej zależny od stałego, ciepłego klimatu, źle znosi wiosenne przymrozki i cierpi podczas mroźnych zim. Za to znacznie lepiej radzi sobie z wzrastaniem w zaciemnionych warunkach. Dlatego jego zasięg to głównie środkowa i zachodnia Europa, ale spotkano np. nieliczne osobniki na wysokości 1400 m n.p.m. w Iranie. Jego żołędzie osadzone są na bardzo krótkich szypułkach i jest ich nie więcej niż trzy w jednej gromadzie. Żołędzie dębu szypułkowego, bardziej owalne, wyrastają z długich, nawet kilkucentymetrowych szypułek. Właśnie ta odmienność zadecydowała o nazwie dębów, choć różnic jest więcej. Dąb bezszypułkowy zazwyczaj jest bardziej smukły, mniej rozłożysty, rzadko przekracza 40 metrów wysokości i 1,5 metra pierścienicy, chociaż wykazuje podobny apetyt na długość życia co dąb szypułkowy.

Korzenie dębu tworzą imponujący system zwany palowym. Młoda roślina wbija się głęboko w ziemię, jakby chciała dotrzeć do jej jądra. Z czasem korzenie rozgałęziają się, tworząc system ukośny.

Pod podszewką dębu

W wierszu Samobójstwo Dębu Maria Pawlikowska-Jasnorzewska opowiada o drzewie, które poznało życie, bo widziało „generacyj tyle” i teraz patrzy na wszystko z pogardą. Z tego powodu zdejmuje z nieba piorun „jak złocisty sztylet” i wbija „go sobie w pierś twardą”. Nawet uczłowieczając istoty, które mogą pamiętać bitwę pod Grunwaldem, można założyć, że jednocześnie nieobce pozostaną im emocje przekraczające typowe ludzkie uczucia. Jednak Pawlikowska-Jasnorzewska bezpośrednio dotyka czasów, gdy dębowi przypisany był Perun, gromowładny bóg, stwórca i pan świata. Dla Słowian axis mundi – osią świata – był właśnie dąb. Jego korzenie sięgające najgłębszego wnętrza ziemi i gałęzie chwytające nocą gwiazdy tworzyły filary podtrzymujące świat. Stabilny, silny bóg i przedstawiciel boga Peruna w jednym. Jedna ze słowiańskich legend o powstaniu świata głosi, że zanim powstało niebo i ziemia, istniało sine morze, a pośrodku morza rósł dąb. Drzewo rażone piorunem zwane było dębem piorunowym i czasami wyznaczało magiczną granicę. Oto Perun oznaczył święte miejsce, którego ludzie nie powinni przekraczać.

Z kolei Czesław Miłosz wiersz Los otwiera pytaniem: „czy tym samym jest żołądź i dąb oszroniały?”. W kulturze słowiańskiej dąb utożsamiany był z tym, co w ludziach silne i zdrowe (co z kolei kultura patriarchalna zaczęła przypisywać jako kryterium męskości). Można być silnym czy zdrowym jak dąb, można być również „wielkim jak dąb i głupim jak głąb”. Żołędzie podobnie jak jajka były dla Słowian symbolem nowego życia. Pytanie Miłosza jest pytaniem o kota Schrödingera. Żołądź musi obumrzeć, by zmienić się w dąb, który wyda nowe owoce, aż stanie się dębem oszroniałym. Dębem stojącym na progu. Jeśli Miłosz pyta o znak równości lub łączności pomiędzy życiem i śmiercią – z odpowiedzią śpieszą dęby. Trzeba tylko zamknąć usta i przyłożyć ucho do starej kory.

Królowi drzew i lasów składano ofiary z mleka, miodu, płodów ziemi, ale również mięsa i sami tylko Słowianie dobrze wiedzą czego jeszcze. Kult dębów rozwijał się w tak zwanych świętych gajach, w których nie należało podnosić głosu, zrywać gałęzi, nie wspominając o ścinaniu (mordowaniu) drzew. Zdarzało się, że były odgradzane od reszty drzew specjalnymi płotami, roślinnymi i kamiennymi fortyfikacjami, zwłaszcza jeśli były to dęby pobłogosławione piorunem. Składano przy i wobec nich modlitwy, tańczono, tworzono żywy krąg z ludzi trzymających się za ręce. Para młoda, która po zaślubinach trzykrotnie nie obeszła dębu, zapraszała do swego związku nieszczęście. Chory musiał udać się do dębu przed wschodem słońca, dbając, by nie rozmawiać z żadną z napotkanych po drodze osób. By przegnać chorobę, należało obejść drzewo trzykrotnie, ze słowami: „powiedz, że mi, powiedz, mój kochany dębie, jakim sposobem leczyć zęby w mojej gębie”.

Właściwości dębów

W aptece dostępna jest kora dębów. Około 3 gram zalanych szklanką wody i gotowanych przez 5 minut daje napar, który leczy stany zapalne błony śluzowej w jamie ustnej, podrażnienia i zapalenia skóry, lekkie oparzenia skóry oraz hemoroidy. Odrobinę intensywniejszy napar jest świetnym lekiem na biegunki. Kora bogata w garbniki ma właściwości ściągające, ścina białko na powierzchni ran i przyśpiesza ich gojenie. Wywar z liści dębu polecany jest na łupież. Garbniki „wiążą się również z białkiem komórek drobnoustrojów, dzięki czemu działają bakteriobójczo lub hamują rozwój mikroorganizmów. Poza tym unieczynniają toksyny bakteryjne wytwarzane przez różne drobnoustroje chorobotwórcze. Dają również nierozpuszczalne osady z alkaloidami i solami metali ciężkich, co bywa czasem wykorzystywane w zatruciach tymi związkami” (Aleksander Ożarowski i Wacław Jaroniewski, Rośliny lecznicze i ich praktyczne zastosowanie).

Żołędzie cieszą się zaś popularnością jako podstawa nalewek. Służą jako napój odchudzający, kawa wspierająca układ odpornościowy, także jako bogata w witaminy mąka. Drobno zmielone, parzone z dodatkiem kardamonu i cynamonu, są konkurencją dla espresso. Już Słowianie wiedzieli, że nie ma nic lepszego na bóle pleców i kręgosłupa od kory starego dębu. Należy udać się do drzewa, pokłonić mu, zapytać o pozwolenie i po jego uzyskaniu – ocierać się plecami o korę. Nie krócej niż 15 minut, najpierw delikatnie i czule, później intensywniej, ale tak, by nie przekraczać progu bólu.

Pieśni dębów

2 listopada 1974 r. w Puszczy Białowieskiej wichura zwaliła jeden z najsłynniejszych dębów, zwany Dębem Jagiełły. Podobno król przesiadywał pod nim, gdy wybierał się na polowanie. Fakty mówią jednak, że dąb nie dożył nawet 450 lat. Kilka tygodni temu obserwowałem jego monumentalny pień. Leży na ziemi ponad 40 lat, pozbawiony kory, miejscami pożarty przez czas, ale wciąż sprawiający wrażenie, jakby upadł kilka lat temu. Drewno dębu jest „przesycone substancjami hamującymi rozwój grzybów i mocno spowalniającymi procesy gnilne. Garbniki odstraszają też większość owadów, a zupełnie mimochodem i niezamierzenie owe środki obronne poprawiają smak wina (dojrzewającego w beczkach barrique), gdy w którymś momencie drzewo zmienia się w dębową beczkę. Nawet mocno uszkodzone okazy z ułamanymi konarami są w stanie odbudować koronę i żyć jeszcze spokojnie przez całe stulecia” (Sekretne życie drzew, Peter Wohlleben).

Kilkunastometrowy pień z Puszczy Białowieskiej przypomina ze swoją owalną dziurą w środku wieloryba łypiącego otwartym okiem na patrzącego. Właśnie tak wyobrażałem sobie stworzenie, które połknęło biblijnego Jonasza. Lubiłem w dzieciństwie tę opowieść i bałem się jej. Oto człowiek, który zostaje ukarany za to, że ucieka przed swoim przeznaczeniem. Najstarsza pieśń baublisów opowiada o tym, gdzie zmierzamy i kim naprawdę jesteśmy, dęby to wiedzą. Wystarczy zamknąć usta i przyłożyć ucho.

 

Data publikacji:

Robert Rient

Urodzony w Szklarskiej Porębie, dziennikarz i pisarz, autor reportażu „Świadek” wydanego również w Ameryce, powieści „Duchy Jeremiego” i książki „Przebłysk. Dookoła świata – dookoła siebie”. Twórca przekrojowych cykli: „Letnie oświecenie”, „Istoty rzadziej spotykane” i „Ludzie listy piszą”. Więcej na www.erient.info

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!