Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 7 „Przekrojowych” tekstów oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
W języku keczua „huasca” oznacza pnącze lub lianę, natomiast „aya” to dusza, duchy lub umarli. ...
2019-03-07 23:59:00
Wizje roślin

Wizje roślin – ayahuasca

„Segundo Feitio de Ayahuasca da Serra Sagrada”, autor: upslon / Flicr (CC BY 2.0)
Wizje roślin – ayahuasca
Wizje roślin – ayahuasca

W języku keczua „huasca” oznacza pnącze lub lianę, natomiast „aya” to dusza, duchy lub umarli. Ayahuasca to pnącze duchów, liana duszy. Stosowana jest od wieków w Ameryce Południowej w celu leczenia i wróżenia. Aby sprawdzić na sobie działanie ayahuaski, lecę do Peru położonego w amazońskim lesie deszczowym przy granicy z Boliwią i Brazylią. 

Ceremonie uzdrawiania prowadzone są na całym świecie, również w Polsce, chociaż w naszym kraju ayahuasca jest nielegalna i wpisana na listę substancji zakazanych. Zyskała popularność nie tylko w kręgach osób poszukujących zdrowia, rozwiązania problemów psychicznych czy duchowego przebudzenia, ale również wśród bogatych, znudzonych i złaknionych nowych doznań. Sam przebieg rytuału – często związany z koniecznością przejścia przez ekstremalny ból fizyczny i psychiczny, torsje czy ataki paniki – zazwyczaj zniechęca jednak tych, którzy poszukują wyłącznie mocnych wrażeń. O udziale w ceremoniach ayahuaski opowiadali publicznie Marina Abramović, Sting, Tori Amos, Lindsay Lohan, Jim Carrey, Paul Simon, Kasia Kowalska i wielu innych. W kręgu prowadzących ceremonie można trafić na szamanów, którzy pobierali nauki w lesie deszczowym od swoich przodków, i na samozwańczych szamanów, często białych, którym bliżej do natchnionych coachów lub biznesmenów. Podobnie jak przy wyborze psychoterapeuty i lekarza rodzinnego, tak przy wyborze osoby prowadzącej ceremonie warto zachować świadomość.

Aby sprawdzić na sobie działanie ayahuaski lecę do Peru, położonego w amazońskim lesie deszczowym przy granicy z Boliwią i Brazylią. Miejscowi nazywają to miejsce Canto Luz, co znaczy śpiew światła. Miejsce pozbawione jest elektryczności, Internetu i telefonii komórkowej. Oprócz mnie w ceremonii biorą udział Niemka, Francuzka, Kanadyjka i dwóch Rosjan. Wszyscy śpimy w drewnianych domkach na drzewach. Gdyby okazało się, że potrzebujemy lekarza, dotarlibyśmy do cywilizacji po czterech godzinach – najpierw półtorej godziny przez gęsty las, a kolejne dwie i pół godziny rzeką Madre de Dios. 17 stycznia 2015 r. Kanadyjka Jennifer Logan brała tu udział w oczyszczaniu ciała wywarem z tytoniu. Zaczęła wymiotować jak wszyscy uczestnicy ceremonii, ale – inaczej niż pozostali – nie mogła przestać. Została przewieziona motocyklem na brzeg rzeki, a dalej łodzią do szpitala. Umarła. Dowiedziałem się o tym już po dokonaniu rezerwacji.

Pierwsza ceremonia

Rozpoczyna się w nocy i trwa sześć godzin. Wychodzę z domku na drzewie. Przywykłem do spacerów z czołówką. Światło podąża za wzrokiem, ruchem głowy. Oświetlam krętą ścieżkę prowadzącą do maloki, szamańskiej chatki znajdującej się kilkadziesiąt metrów dalej. Prowadzą mnie ciekawość i strach. Od kilku godzin nic nie jadłem, ostatnią godzinę nie piłem wody. Od tygodnia nie piję kawy, alkoholu, nie używam soli. Przystępujący do ceremonii ayahuaski powinni odstawić wszystkie używki i przez około 10 dni pozostać na diecie bezmięsnej, najlepiej wegańskiej. Celem jest oczyszczenie ciała, przygotowanie na spotkanie z rośliną.

Pnącze „Banisteriopsis caapi”, autor: Apollo / Flicr (CC BY 2.0)
Pnącze „Banisteriopsis caapi”, autor: Apollo / Flicr (CC BY 2.0)

Ceremonię prowadzi Loyver Yui z plemienia Shipibio i Mariya z Syberii, curandera, czyli uzdrowicielka. Malokę można opuścić tylko w celu udania się do toalety. Nie powinniśmy rozmawiać i dotykać innych osób.

Ogień ze świec zostaje zdmuchnięty i zapada absolutna ciemność. Szaman zaczyna śpiewać icarosy, nie rozumiem ani jednego słowa. Jego głos przypomina drżenie, unosi się w powietrzu jak mgła, a później opada jak tysiące kropel. Szamanka uderza w bęben. Zapada cisza, która zwiastuje koniec czasu i ten znika. Nie umiem odmierzyć ciszy, ale słyszę ją po raz pierwszy. Gdzieś na granicy jawy i snu widzę swoje ciało, które zmienia się w kamień. Po raz pierwszy jestem poza ciałem. Jeśli chcę, mogę polecieć. Mam wybór. Chcę lecieć, ale boję się. Zostaję kamieniem, chociaż nie czuję, bym dokonał wyboru, po prostu nie byłem gotowy lecieć. Zostaję kamieniem do końca ceremonii. Wszystko obserwuję, ale niczego mi nie wolno. Wydobywają się ze mnie coraz głośniejsze jęki, nie potrafię znaleźć pojedynczego słowa, litery rozsypują się na progu umysłu. Nie mogę wstać, ruszyć ciałem, jestem kamieniem. Podchodzi do mnie Mariya, dotyka klatki piersiowej i zaczyna śpiewać. Podnosi mnie z ziemi tak, jak podnosi się kamień. Podnosi mnie pieśnią, a sama zmienia się w drzewo. „Obserwuj” – mówi i odchodzi.

Pod powiekami, nachalnie, wyświetlają się sceny z minionego życia. Przez lata pracy jako trener treningu interpersonalnego zachęcałem ludzi, by obserwowali swoje ciało, emocje, myśli, by nauczyli się je rozpoznawać i wyrażać, nieświadomy, że zachęcałem do oceniania, nie obserwacji. Przyglądanie się sobie, by znaleźć spokój, złość czy źródło smutku stwarzało spokój, złość i źródło smutku. Kolejne lata spędziłem na praktyce medytacji vipassana. Jednak również w trakcie medytacji istniał przedmiot obserwacji, którym był oddech, naturalny wdech i naturalny wydech. Najmniej inwazyjny i niewymagający afirmacji, ale jednak przedmiot obserwacji. Gdy teraz obserwuję nic, okazuje się to najbardziej ekscytującym i przerażającym doświadczeniem. Obserwowanie z pozycji kamienia wyklucza zbieranie przydatnych informacji czy nakierowanie uwagi na cokolwiek. Bezpośrednio łączy w sobie skrajności, absolutny bezruch i efemeryczność. Kamień istnieje bez oddechu.

„Nie musisz się bać” – mówi ayahuasca. Skręca mi wnętrzności i zaczynam wymiotować. Łapię ciemną myśl, która zmienia się w pytanie i przynosi lęk: Czy jak nie skończysz wymiotować to umrzesz? Na czworaka pochylam się nad wiadrem. Słyszę inną myśl o tym, że przeszkadzam innym, że mógłbym ciszej, ładniej wymiotować, że to śmierdzi i jest odrażające. Łapię tę myśl i wyciągam ją przez otwarte usta, co wywołuje kolejną falę torsji. Wymiotuję przekonaniami ubranymi w zdania: Patrz jak wyglądasz; Co o tobie pomyślą; Ile to jest warte; Trzeba i musisz; Nie wypada. Podchodzi szaman, chakapą wybija rytm na moich plecach i głowie. Zaczyna nucić pieśń i nagle robi się jasno. Proszę go w myślach, czy raczej obrazach, by został. „Oczywiście, że zostanę” – odpowiada bez użycia słów. Wymiotuję ciemną myśl, tę, która przyniosła lęk. Wymiotuję pogardę. Przylgnęła do ścian krtani, a teraz walczy, by pozostać w organizmie. Szaman wznosi swoją pieśń i pogarda odpada. Odstawiam wiadro obok siebie i płuczę gardło wodą. Wiem, że już więcej nie będę wymiotował.

Molekuły duszy

Od rana pomagam przygotować wywar z pnącza Banisteriopsis caapi, czyli ayahuaski. Cały proces trwa kilka dni. Towarzyszy mu śpiew icarosów, będący formą rozmowy z roślinami, oraz okadzanie roślin dymem z mapacho, czyli jednorocznej rośliny tytoniu bakun, nazywanej tutaj świętą. Pnącze ayahuaski trzeba pociąć na mniejsze kawałki, a następnie rozbić je młotkiem. Powstałe w ten sposób włókna dzieli się dłońmi na jeszcze cieńsze nici. Te lądują w wielkich garach razem z liśćmi Psychotria viridis, rośliny nazywanej również chacruną. Gotowanie, odparowywanie, odcedzanie, pilnowanie ognia trwa kilkadziesiąt godzin.

Przygotowanie ayahuaski, Prowincja Pastaza w Ekwadorze, autor: Terpsichore / Wikimedia Commons (CC BY 2.0)
Przygotowanie ayahuaski, Prowincja Pastaza w Ekwadorze, autor: Terpsichore / Wikimedia Commons (CC BY 2.0)

Soczyście zielona chacruna zawiera silną psychoaktywną substancję dimetylotryptaminę, zwaną powszechnie DMT. Amerykański psychiatra Rick Strassman w książce DMT: Molekuła duszy opisał badania, które w latach 90. przeprowadził na University of New Mexico w grupie 60 osób. Wszyscy zostali poddani wpływowi syntetycznego DMT. Strassman doszedł do wniosku, że DMT obecne jest w szyszynce każdego człowieka i uwalnia się podczas narodzin, śmierci oraz w chwilach wyjątkowego cierpienia. Towarzyszą temu wizje i wgląd wykraczający poza intelekt. „W społecznościach plemiennych, gdzie te rośliny i preparaty roślinne są stosowane, uznaje się je za uosobienie świadomych, inteligentnych istot, widzianych tylko w szczególnych stanach świadomości i funkcjonujących jak duchowi nauczyciele oraz źródła wiedzy i uzdrawiających mocy” – napisał z kolei dr Ralph Metzner w książce Ayahuasca: święte pnącze duchów, opisując badania nad substancjami psychodelicznymi, które prowadził na Harvard University.

Icarosy śpiewane podczas ceremonii są wezwaniem duchów roślin i zwierząt, przodków i uzdrowicieli. Najważniejsza z nich jest czczona przez Inków Pachamama, bogini znana w zachodniej kulturze pod nazwą Matki Ziemi. Ayahuasca jest jej córką, najwyższą nauczycielką w świecie roślin. Celem ceremonii, poza realizacją indywidualnych intencji, jest spotkanie z Pachamamą, zrozumienie zależności pomiędzy człowiekiem i naturą.

Uznanie mistycznych doświadczeń za nadrzędną prawdę jest drogą do fanatyzmu. Z kolei odrzucenie mistycznych doświadczeń przypomina intelektualne więzienie. Dla Loyvera Pachamama nie jest odległą, wyidealizowaną boginią, której należy składać ofiary. Pachamama jest ziemią, na której teraz stoimy, wodą w strumyku, powietrzem, roślinami, zwierzętami i ludźmi. W tym sensie jest wszechobejmująca i wszechobecna.

Druga ceremonia

Wszystko, przed czym się opieram, podąża za mną, a ci, z którymi walczę, i to, z czym walczę, naśladuje mnie. Dźwięk niesie obraz i przeciera drogę przez cień, w który wnikam coraz głębiej, by wylądować obok lęku. Ten przybiera kolejne pozy. Każdy morderca, którego widziałem we śnie. Kłamstwa, o których chciałem zapomnieć. Śmierć mamy, śmierć taty, śmierć przyjaciółki, śmierć moja. Pająk większy od maloki. Trzykrotnie złamana obietnica. Ból, jakby zdzierano mi skórę z pleców tarką do warzyw.

Staję przed lękiem, wytresowany, że muszę stanąć z nim twarzą w twarz, znaleźć jego źródło, zmierzyć się z nim, albo przejść przez lęk, przepracować go, pokonać. Lata w pracowni psychologicznej nauczyły mnie, że lęk obok złości, smutku i radości jest podstawową emocją, że jest potrzebny, o ile nie przekracza tak zwanej normy. A jeśli tak się dzieje, trzeba wyrazić stłumiony lęk w bezpiecznej przestrzeni i przy zaufanej osobie, a wtedy się zmniejszy. Ale nie zniknie, bo jest w nas wpisany. Jest też druga droga: nowomowa psychologiczno-coachingowa, która głosi akceptację siebie jako wyjątkowej osoby. Uznać rodziców odpowiedzialnymi za to, kim jestem, wskazać winnych, wybaczyć, spojrzeć w lustro z miłością, powtarzać afirmacje typu Kocham siebie; Jestem zwycięzcą. Ale jest również trzecia droga: skonstruowana z ironii intelektualistów i cyników. Zaprzeczyć lękowi, przeszłości i temu, co czuję, kpić z duchowości, wyśmiać porażki i tych, którzy popełniają błędy, ukryć pogardę do siebie przez obdarowywanie nią innych, krytykować, być złośliwym i zabawnym, opowiadać anegdoty o ataku paniki.

Pnącze „Banisteriopsis caapi”, autor: Apollo / Flicr (CC BY 2.0)
Pnącze „Banisteriopsis caapi”, autor: Apollo / Flicr (CC BY 2.0)

To chyba najbardziej zadziwiająca część ceremonii, możliwość rozmawiania z rośliną. Chcę się pozbyć lęku i proszę ayahuascę o pomoc. Nie chodzi mi o strach wywołany tym, co zewnętrzne, pieszym, który wtargnął na jezdnię, gdy prowadzę samochód. Mam na myśli powracający, irracjonalny i wewnętrzny stan obawy o życie, zdrowie, pieniądze, również wtedy, gdy nic nie jest zagrożone. Uległem zbiorowej, politycznej hipnozie i mój umysł generuje lęk jako jedną z funkcji życia, które nazywa przetrwaniem. Ayahuasca pokazuje mi krótszą i niezwykle prostą drogę poza lęk czy też obok lęku. Przeciwieństwem lęku są miłość i spokój. Stwarzam rzeczywistość, każdą wsłuchaną myślą, każdą, w którą wierzę. Gubię się w pnączach drzew, na których zawieszone są kadry wypełnione ruchomymi obrazami z przeszłości. Pierwsza wiara, pierwszy nakaz, pierwsze słowo, pierwsza umowa, którą ze sobą zawarłem – gdy będę grzeczny, sprawię przyjemność i zasłużę na miłość. Lęk traci twarze. Mogę mu ją nadać, ale za każdym razem będzie to maska upiora zwanego w zachodniej kulturze urojeniem. Bawię się z lękiem. Podczas ostatniej wizji patrzę na twarz mojej mamy i twarz mojego taty, która staje się twarzą każdej mamy i każdego taty na świecie.

Ceremonia się kończy. Kłaniam się szamanom i wracam do domku na drzewie. Jestem sam. Ziemia odbija światło księżyca. Patrzę na drzewa i widzę je po raz pierwszy. Żywe, uparte, silne i mądre istoty. Patrzę w spokojnym zachwycie na pająka wielkości pięści, który mieszka nad drzwiami. Dotykam kory drzewa tak, jak dotykałem skóry tych, których kochałem. Siadam na materacu i naciągam moskitierę wokół łóżka. Dnieje. Rozbieram się do naga. Widzę owłosione zwierzę z długimi rękami, które kończą się niezwykle sprawnymi i chwytnymi palcami. Patrzę na brudne, ciemne od ziemi podeszwy stóp, zarośnięte nogi i miękki, owłosiony brzuch. Dotykam skóry, tak jak dotykałem tych, których kocham. Kiedyś mieszkał tu lęk.

(W tekście wykorzystałem fragmenty mojej książki Przebłysk. Dookoła świata – dookoła siebie)

 

Data publikacji:

Robert Rient

Urodzony w Szklarskiej Porębie, dziennikarz i pisarz, autor reportażu „Świadek” wydanego również w Ameryce, powieści „Duchy Jeremiego” i książki „Przebłysk. Dookoła świata – dookoła siebie”. Twórca przekrojowych cykli: „Letnie oświecenie”, „Istoty rzadziej spotykane” i „Ludzie listy piszą”. Więcej na www.erient.info

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!