Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
ludzie listy piszą
Robert Rient

Wariatka, małomówny i wierząca

ilustracja: Karyna Piwowarska
Wariatka, małomówny i wierząca
Wariatka, małomówny i wierząca

Obawiam się, że zaczynam wariować – co teraz? Jak poderwać dziewczynę bez konieczności rozmawiania z nią? Moja wnuczka wierzy we wszystkich bogów – czy to niebezpieczne?

Wariatka

Pani Profesor,

dlaczego jestem taka głupia? Och, dlaczego? Odbieram lekcję, wszystko rozumiem, jestem podekscytowana, a po pewnym czasie powtarzam ten sam błąd, wciąż i wciąż. Do tego wydaje mi się, że jestem mądra i cały czas się rozwijam i cały czas mknę do przodu. A stoję w miejscu, chociaż dzisiaj myślę, że wręcz cofam się. Opowiem na przykładzie. Miesiąc temu wyszłam po raz trzeci za mąż. Co ja sobie wyobrażałam? Amnezja. Zamęt. Jakiś koszmar. Przecież rozwiodę się za jakieś trzy lata, już to wiem, ale proszę, miesiąc temu pląsałam jak dzik w żołędziach. Cała ucieszona, radosna. Tygodniami ustalałam menu na weselę, wybierałam pieprzony kolor obrusów, zaproszenia, odmówiłam czterem cukierniom, bo tort musiał być idealny, ale wujek Janek i tak jego część zwrócił na podłogę, gdy zataczał się tanecznym krokiem po głównej sali, jakoś lekko po północy. Wszyscy udawaliśmy, że nic się nie stało, że to zabawna sytuacja i że nie ma nic złego w jego odrażających żartach z podtekstem obrzydliwie seksualnym. No ale nie chodzi o tort i wujka Janka. Chodzi o mnie. Łapię tych mężczyzn, trzymam się ich kurczowo, ignoruję swój wewnętrzny głos i potem zostaję z odkręcaniem rzeczywistości, problemami, facetem na ramieniu, który czegoś chce, rozrzuca skarpetki, kłóci się. To nie jest tak, że źle trafiłam, ale tak naprawdę, proszę mnie zrozumieć, tak naprawdę nie tego chciałam. Marzę o spokojnym życiu bez popisywania się, wystawiania, zapożyczania, by coś udowodnić, coś mieć, ale cały czas zapominam. Nawet gdy teraz do Pani piszę, emocje wzięły górę i już zapomniałam o tym, o czym zapomniałam. Czy to ma sens? O czym mogłam zapomnieć? Czy zwariowałam?

Małgorzata S., żona i prawdopodobnie wariatka, 39 lat

Szanowna Pani,

słyszałam niedawno jak Malidoma Patrice Somé, potężny szaman z afrykańskiego plemienia Dagara, opowiadał o swojej wizycie w europejskim szpitalu psychiatrycznym. Zobaczył w nim prawie samych uzdrawiaczy, uzdrawiaczki i szamanów, szamanki. Gdy w jego społeczności ktoś zaczynał zachowywać się inaczej czy też wariować, jak to Pani napisała – cała społeczność radowała się, bo oto pojawiała się nadzieja, że przybędzie im nowy szaman. Osoba taka dostawała potrzebne wsparcie, pozwolenie na pełne i wolne eksplorowanie świata, który się przed nią otwierał. A my osoby odbiegające od normy wolimy zamknąć w specjalnych ośrodkach, szpitalach, zakładach, izolować je – w ten sposób łatwiej nam pozostawać niewzruszonymi, w ten sposób wygodniej spać, tonąć w iluzjach. Tyle tytułem wstępu i zachęty. Nie zwariowała Pani, ale jeśli czuje Pani, że zaczyna wariować – proszę się nie opierać, tylko zanurzyć w szaleństwie lub wysoko szybować. Oto i obiecana zachęta.

Pyta Pani, o czym mogła zapomnieć. Proszę nie pytać swojego umysłu, ten podrzuci szereg odpowiedzi, niektóre nawet okażą się prawdziwe. Powie na przykład, że zapomniała Pani o sobie. I zachęci, by zaczęła Pani o siebie dbać, poszła na terapię, nakremowała ciało, wyraziła uczucia. A ja Pani piszę: proszę o sobie zapomnieć, ale to zupełnie. Pisze Pani, że gdy kolejny raz wmanewruje się w życie, którym nie chce żyć, to trzeba odkręcać rzeczywistość. Tutaj upatruję problem. Rzeczywistość jest. I nic nie może Pani z nią zrobić. Może Pani pochylić przed nią głowę, zobaczyć, że przyszła Pani po śladach tysięcy innych, że tysiące innych są tutaj cały czas. Może ich Pani nazywać przodkami, podświadomością, energią, kosmosem – to nie ma znaczenia. Ważny jest akt, w którym pochyli Pani głowę z pokorą. Ten moment daje odwagę, by w pełni zwariować, skoro trawa cały czas rośnie, drzewa gubią liście, a ptaki latają po niebie. Pani, tak jak rzeczywistość, jest – proszę najpierw zobaczyć, jak Pani jest. A dopiero później próbować cokolwiek zmieniać.

Małomówny

Szanowna Pani,

nie lubię otwierać ust. Znaczy, jak jem, to lubię. Ale nie lubię mówić. Od razy zaczynam się pocić, przeżywać, a potem godzinami analizuję, co powiedziałem. I zawsze dochodzę do wniosku, że źle powiedziałem, że mogłem lepiej powiedzieć. Do tego słyszę, jak inni mówią, no lepiej mówią. Są tacy, którzy mówią ciągiem przez kilkadziesiąt minut. Najdłużej mówiłem ponad minutę, kiedyś, w liceum. Bo musiałem. Teraz raczej odpowiadam na pytania. Albo nazywam towar, który chcę kupić w sklepie. Albo wyjaśniam, gdy pytają. Pracę mam w sprzęcie komputerowym, znaczy, że nie muszę rozmawiać. Wszystko idzie mailem. I pracuję tam ponad dziesięć lat. Już nawet nikt nie próbuje się ze mną zaprzyjaźnić. Chodzi o to, że jest pewna dziewczyna. Możliwe, że zakochałem się w niej dwa lata temu. Ona nic nie wie. Jest dla mnie miła. Z trudem mówię jej: cześć. Zawsze odpowiada. Czasami pierwsza mówi: cześć. A ona nie ze wszystkimi się wita. Widzę w tym szansę na dłuższą wymianę. Ona jest trochę do mnie podobna. Prawie z nikim nie rozmawia. Przerwy w pracy spędza sama. Znaczy z papierosem. Ja nie palę. Nie wiem, jak mogę nawiązać z nią kontakt. Proszę o pomoc. Tylko proszę nie pisać, że mam się otworzyć czy odezwać do niej. Nie otworzę się i nie odezwę.

Dominik Sz. z Gdańska, 41 lat

Szanowny Panie,

mogę spełnić tylko jedną Pana prośbę. Nie będę Pana namawiała, by się Pan do tej Pani odezwał. Wyartykułował to Pan bardzo jasno i przejrzyście. Wszystko zrozumiałam. Niewiele osób tak pisze. Jestem pod wrażeniem. Z tego wszystkiego sama zaczęłam pisać krótszymi zdaniami. Bo mi się Pana styl spodobał. Taki oszczędny. Dosyć o formie. Nie musi Pan mówić. Ale, niestety, musi się Pan otworzyć. Na szczęście tylko trochę, minimalnie. Już wiem, że potrafi to Pan, bo napisał do mnie. Otwarcie. Oczywiście do mnie jest łatwiej, bo nie widujemy się codziennie, bo jestem stara, bo nie zależy Panu na mnie i w końcu: to nie we mnie się Pan zakochał. Na Pana miejscu napisałabym krótki list do tej dziewczyny. Nie napisałabym w nim, że się zakochałam, nie tak od razu. Ale napisałabym o całej reszcie. Tym wszystkim, o czym napisał Pan do mnie. Że widzi ją Pan, lubi, że wydaje się Panu odrobinę podobna. Może Pan zaprosić niezobowiązująco na herbatę, kawę albo lampkę wina, a może do kina, w którym głównie się patrzy i słucha. To ryzyko wymagające otwartości. Ale proszę pomyśleć, co tak naprawdę Pan ryzykuje? Może nie wydarzy się nic i sprawy będą przebiegały tak jak do tej pory. A może wydarzy się wszystko – tego nawet ja nie potrafię sobie wyobrazić!

Wierząca

Pani Profesor,

mam kłopot z wnuczką. To młoda, niezwykle rezolutna, odważna, błyskotliwa i silna osoba. Radzi sobie ze światem, szkołą a nawet rodzicami. Jednak ostatnio zaczęła mówić głośno, że wierzy w Boga. Gdy robiliśmy ludziki z żołędzi, zaczęła się przy mnie głośno modlić, żeby jej ludzik był ładny. Jestem w szoku. Dziewczynka pochodzi z rodziny cieszącej się długą, pogańską tradycją. Ani ja, ani mój mąż w Boga nie wierzymy. Rodzice dziewczynki również nie wierzą i nie zapisali jej na religię. Nie wiem, skąd jej się to wzięło, nikt w sumie nie wie. Obawiam się o jej przyszłość, rozwój intelektualny, o to, czy nie wpadnie w jakieś pułapki, czy nie stanie się ograniczona. Nie rozumiem, jak istota o takich właściwościach mogła zacząć wierzyć w Boga. Gdy zapytałam ją, w jakiego wierzy Boga, odpowiedziała - rozczarowana moim pytaniem - że w każdego, że wierzy w wielu Bogów, a tak naprawdę to we wszystkich, którzy są. Zamurowało mnie odrobinę. Kocham ją, pewnie dlatego nie mogę sobie z tym poradzić. Co więcej, dzięki niej zrozumiałam sporo na swój temat, tego, jak być wrażliwszą istotą. A tu nagle ten Bóg. I co Pani o tym myśli? Wpływać na wnuczkę? Edukować?

Elwira L. z Myszkowa, emerytka, 68 lat

Szanowna Pani,

jakie ma znaczenie, co ja myślę? Czy napisała Pani, by utwierdzić się w czymś? Nie podzielam Pani obaw. Nie widzę w postawie Pani wnuczki nic niepokojącego. Przeciwnie, słyszę historię rezolutnej dziewczynki, która właśnie wybrała wiarę we wszystkich Bogów. Pisze Pani, że dzięki wnuczce zrozumiała sporo na swój temat. Tutaj upatruję szansę – proszę nie edukować, nie wpływać (nie na siłę przynajmniej) – proszę wnuczki posłuchać, dowiedzieć się czegoś o jej wierze, ale nie po to, by ją zmienić, ale po to, by odkryć nieznany świat. Może Pani przecież opowiedzieć jej o sobie i o tym, w co Pani wierzy, o tym, w co Pani nie wierzy. Proszę nie odbierać jej wolności. Proszę również nie odbierać wolności sobie. Wierzyć we wszystkich Bogów i nie wierzyć w żadnego – gdy uczciwie przyjrzy się Pani tym postawom, to nie znajdzie Pani nawet jednej różnicy.

 

Na listy odpowiada prof. filozofii, antropologii i psychologii - Janina Bełkotska, laureatka Nagrody Nobla za moralną diagnozę świata w książce Moje wszystkie odpowiedzi.

Pytania do pani profesor proszę słać pod adresem: robert.rient@gmail.com

Data publikacji:

Robert Rient

Urodzony w Szklarskiej Porębie, dziennikarz i pisarz, autor powieści „Chodziło o miłość”, „Duchy Jeremiego” i reportażu „Świadek” wydanego również w Ameryce. Twórca przekrojowych cykli: „Letnie oświecenie”, „Istoty rzadziej spotykane” i „Ludzie listy piszą”. Więcej na www.erient.info