Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
ludzie listy piszą
Robert Rient

Sarny i rozstania

ilustracja: Karyna Piwowarska
Sarny i rozstania
Sarny i rozstania

Sarny

Pani Profesor,

sprawa jest krępująca, podniecają mnie sarny. Proszę mnie źle nie zrozumieć, nigdy w życiu bym sarny nie skrzywdził, nic z tych rzeczy, nie fantazjuję o sarnach i nie chciałbym z nimi, wie Pani. Mieszkam w domku blisko polany. Mam dziewczynę, z którą lubię się kochać, ale na dworze, na polanie. Wiem, że w pobliżu mieszkają sarny i to mnie podnieca, że są gdzieś niedaleko, być może patrzą. Uszy mi płoną, gdy piszę do Pani te słowa, o których nikt nie wie. Dziewczyna czasami wyraża zdziwienie, że ja to najchętniej w plenerze, na kocyku, ale już się przyzwyczaiła. Lubię wybrać miejsce w pobliżu ich szlaku, widzę odciski tych drobnych stópek na ziemi i to mi wystarcza, by czuć się, sam nie wiem, jak to napisać – podłączonym? Podnieca mnie, że kocham się z moją dziewczyną na łonie natury, w świecie saren. Zresztą nazywam moją dziewczynę sarną, sarenką, łanią, jej to nie wadzi, przeciwnie. Podkreślam, że ze zwierzęciem nie chciałbym nigdy, ale w ich świecie, och tak. Jednak zastanawiam się, czy potrzebuję może leczenia? Czy wszystko ze mną w porządku?

Adam Kowalski (to nie jest moje prawdziwe nazwisko)

Szanowny Panie,

myślę, że nie wszystko z Panem w porządku – ale sądzę tak tylko dlatego, że nie spotkałam człowieka, z którym wszystko byłoby w porządku. Myślę, że dmucha Pan na zimne, szukając zaburzenia tam, gdzie ja dostrzegam jedynie dziwność. Dziwność jest ciekawa, intrygująca, dla niektórych nawet podniecająca (a gdy dochodzi do kumulacji dziwności, proszę pamiętać o możliwości szybkiej diagnozy w gabinecie psychiatrycznym). Nie pomogę Panu, bo nie znam się na sarnich fantazjach, ale z radością dziękuję za list, niezwykle odświeżający. Dopóki nie robi Pan krzywdy sobie, swojej dziewczynie, innym ludziom, zwierzętom, planecie – nie znajdzie Pan u mnie porady innej niż ta: proszę rozkoszować się własną dziwnością.

Rozstania

Piszę, ponieważ Pani wypowiedzi są dla mnie inspiracją do przemyśleń i zmiany zdania odnośnie czegoś, co kiedyś uważałam za pewnik. Mam problem z relacjami. Jak pewnie większość ludzi w tych czasach. Mówię tu o relacjach damsko-męskich i nawiązaniu stałej więzi. Nie jestem typem, co idzie z pierwszym lepszym gościem do łóżka, bo uważam, że zarówno śniadanie, jak i seks są lepsze, jeśli w kimś pociąga Cię coś więcej niż dobre ciało i butelka wina. Kilka lat temu skończyłam mój jedyny poważny związek, który stosunkowo nie trwał długo, ale przynajmniej można o nim powiedzieć, że coś znaczył. Po zerwaniu postanowiłam nie szukać jednorazowych partnerów/kochanków, tylko mimo wszystko postarać się zbudować kolejną wartościową relację, ale na przestrzeni lat nikt, ale to nikt nie wzbudził mojego zainteresowania na dłużej niż tydzień. Owszem, intelektualnie tak, ale fizycznie nie bądź na odwrót. Ponieważ jestem młodą osobą i moje potrzeby seksualne dają o sobie znać, postanowiłam poeksperymentować z przelotnymi znajomościami, w których nie widzę nic złego. Niby to jest okej, niby każda strona zna zasady, a jednak zawsze po kilku spotkaniach zaczynam mimowolnie przywiązywać się do człowieka, z którym myślę, że absolutnie nie jestem w stanie zbudować związku. Zawsze różni nas zbyt wiele w kontekście planów na życie czy upodobań bądź zwyczajnie charakteru.

     Kilka miesięcy temu poznałam mężczyznę, który spodobał mi się fizycznie – jak wiele osób przed nim. Podczas naszej znajomości on zakończył związek z inną kobietą, więc zaczęliśmy się spotykać, co po pewnym czasie przerodziło się w spotkania seksualne. Teraz wiem, że to człowiek, który nie chce mnie wykorzystać i traktuje jak przyjaciela. Nasze zainteresowania i plany na życie są na dwóch krańcach skali. Ja chcę życia bez rutyny, z ciągłymi zmianami, on jest człowiekiem, który zmian się boi. Ja potrafię prześmiać dzień, jego moje żarty nie bawią tak, jak bym chciała. On ma porządek w mieszkaniu, głowie i papierach, ja wciąż jestem lekkomyślna i beztroska, i chcę utrzymać ten stan przez wiele lat. Jednym słowem - jesteśmy swoimi przeciwieństwami. Mimo to, kiedy kilka dni temu on postanowił zakończyć seksualny obraz naszej znajomości (który w moich oczach zaczął mieć potencjał na coś więcej), poczułam się, jakby on zakończył związek, mimo że w żadnym związku nie byłam. Było mi przykro. Chciałam płakać. Nie chciałam tego kończyć. Nie ze względu na seks.

     To kolejna znajomość, w której myślę, że różnice charakteru są zbyt duże, żeby zbudować coś na stałe, ale mimo wszystko po raz pierwszy mam ochotę o to walczyć. Nie boję się już tak bardzo, że on mnie odrzuci i powie, że tego nie chce. Mimo wszystko serce i rozum walczą ze sobą. Tęsknię za kimś pierwszy raz od kilku lat, chcę, żeby on zwyczajnie koło mnie był, chcę go słuchać i chcę, żeby mnie chciał, a jak wyobrażam go sobie z inną dziewczyną, to czuję zazdrość chyba pierwszy raz w życiu. Mimo to schemat tej osobowości już przerabiałam. Wiem, że po kilku miesiącach różnice zaczną przeszkadzać. Wiem, że zacznę się irytować jego charakterem, a on moim. Wiem, że nie stworzymy nic razem, bo nie chcemy tworzyć tych samych rzeczy. Wiem, że w dłuższej perspektywie sprawimy sobie ból, a mimo wszystko tak bardzo mam ochotę o to walczyć. Mimo że on nie albo sprawia takie wrażenie. Czy mimo to powinnam?

Martyna W.

Szanowna Pani,

dostrzegam w Pani liście pewne niespójności i brak realnego problemu, za to całkiem pogłębiony problem stworzony (bo przecież nie napiszę - wydumany). Po pierwsze, pisze Pani: „ponieważ jestem młodą osobą i moje potrzeby seksualne dają o sobie znać” - zapewniam Panią, że osoby w moim, czyli tak zwanym starszym wieku, również mają potrzeby seksualne, które dają o sobie znać. Po drugie, pisze Pani, że chce żyć ciągłymi zmianami, bez rutyny, a wcześniej wzdycha tęsknie do jedynej stałej relacji. Cechą charakterystyczną stałej relacji jest stałość, której często towarzyszą rytuały (można je nazwać rutyną). Na końcu pyta Pani, czy walczyć o mężczyznę, który – upraszczając – nie chce być z Panią, czy walczyć o związek, który Pani zdaniem nie ma szans na powodzenie. Czy naprawdę muszę odpowiadać? Jeśli prawdą jest, że chce Pani przez kilka lat utrzymać stan beztroski, to w podejmowaniu bezsensownej walki dostrzegam zaprzeczenie tej prawdzie. Z drugiej strony, napisała Pani również, że jest i chce być lekkomyślna – tu znajduję furtkę. Lekkomyślność zwalnia z konieczności dogłębnej analizy podejmowanych decyzji. Napiszę więcej – pozwala buszować po świecie bez obciążania się myślami. Być może uzna to Pani za najlepszą opcję. Powodzenia – napisała lekką ręką Bełkotska.

Żelazko

Szanowna Pani,

współpracuję z kobietą zakłamaną, podłą i tępą, która udaje, że pracuje. Robi mnóstwo zamieszania wokół własnej osoby, sprawia wrażenie wielce zajętej, chętnie pracuje z domu, organizuje spotkania, z których nic nie wynika, zresztą część z tych spotkań (dziwnym trafem) nie dochodzi do skutku. Pani ta pisze długie maile i dużo mówi, roztacza wokół siebie nerwową atmosferę umęczonej, zatyranej wręcz osoby. Jestem zmuszona z nią współpracować – pośrednio. Część efektów mojej pracy zależy od jej pracy. Próbowałam zaprzyjaźnić się, co tylko mi zaszkodziło. Później byłam konkretna i rzeczowa, mówiłam i informowałam wprost o swoich oczekiwaniach. Jednak dostaję od tej Pani maile mętne, z których nic nie wynika. Nie mogę jej zwolnić, muszę z nią współpracować, a najchętniej zdzieliłabym ją po twarzy, żelazkiem. Jak przeżyć?

Aldona Sz. z Warszawy, 31 lat

Szanowna Pani,

proszę nie chodzić z żelazkiem do pracy, pokusa jest zbyt wielka. W podanym przez Panią opisie rozpoznaję kilka twarzy z własnego życia, głównie zawodowego. Osoby takie nazywałam zasłonami (od zasłon dymnych). Dostaje Pani ode mnie zrozumienie i autentyczne współczucie i, obawiam się, nic więcej. Z moich doświadczeń wynika, że niewiele można zrobić. Osoby funkcjonujące w ten sposób osiągają ze swojej sprytnej (i nie zawsze uświadomionej) strategii szereg korzyści: nie napracują się i zachowują dobre mniemanie o sobie. Polecam Pani umawiać się na konkretne terminy, spisywać ustalenia, włączyć w komunikację osobę trzecią i raz jeszcze: nie przynosić do pracy żelazka i innych ciężkich przedmiotów.

Na listy odpowiada prof. filozofii, antropologii i psychologii - Janina Bełkotska, laureatka Nagrody Nobla za moralną diagnozę świata w książce Moje wszystkie odpowiedzi.

Pytania do pani profesor proszę słać pod adresem: robert.rient@gmail.com

Data publikacji:

Robert Rient

Urodzony w Szklarskiej Porębie, dziennikarz i pisarz, autor powieści „Chodziło o miłość”, „Duchy Jeremiego” i reportażu „Świadek” wydanego również w Ameryce. Twórca przekrojowych cykli: „Letnie oświecenie”, „Istoty rzadziej spotykane” i „Ludzie listy piszą”. Więcej na www.erient.info