Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
ludzie listy piszą
Robert Rient

Uznanie, pies i kochanie

ilustracja: Karyna Piwowarska
Uznanie, pies i kochanie
Uznanie, pies i kochanie

Uznanie

Pani Profesor,

żyję w bólu od dziewięciu lat, przeszłam szereg kuracji, zażyłam kilogramy leków i wydałam setki złotych na leczenie wątpliwej jakości. Powierzałam siebie i swoje zdrowie tym, którzy w ciągu kilku minut wydawali wyroki, wypisywali recepty, zalecali antybiotyki, a ja żarłam jak nienormalna. A później leczyłam się z leczenia. Nie mam pojęcia, jak będzie dalej, przechadzam się od rozpaczy, frustracji, zniechęcenia do nadziei, wiary, chwytania się nowej metody, nowej techniki. Ale ból jest ciągle, a ja cały czas czekam na czas, gdy bólu nie będzie. I tu moje pytanie – czy można inaczej? Jak? A jeśli ból nie minie, nigdy, naprawdę nie minie? Jest we mnie część gotowa odrzucać rzeczywistość, jeśli ta przynosi ból, nieprzyjemności. Albo odrzucam rzeczywistość, bo czekam na lepszą, zdrowszą, pełniejszą, taką w końcu wypełnioną spokojem. Nie chcę, żeby bolało, i co mogę zrobić?

Eleonora Z. z Oławy, 43 lata, nauczycielka

Szanowna Pani,

a zatem nie chce Pani, żeby bolało. To prawda. Boli. To również prawda. Pani wpływ, ale też wpływ lekarzy jest ograniczony i nie ma Pani żadnej gwarancji. To kolejna prawda. Proszę zobaczyć, że żadna z tych prawd nie wyklucza pozostałych i proszę tego nie robić. W rzeczywistości wydarza się coś jeszcze. Napisała Pani list, teraz czyta Pani ten list. Układa litery w słowa, a te w zdania. Czy może Pani rozejrzeć się dookoła siebie i nazwać kilka przedmiotów, które Pani zauważyła. Proszę dotknąć swojej skóry, jaką ma temperaturę? To proste ćwiczenia, które krytyczny i cyniczny umysł chętnie pomniejszy. Proszę nie skupiać się na umyśle. Proszę ćwiczyć swoją obecność w rzeczywistości, by dostrzegła Pani, że ból nie zajął całej przestrzeni. Nie namawiam Pani, by odrzuciła ból albo udawała, że ten nie jest obecny. Nie namawiam również Pani do afirmacji, znalezienia wiary, pocieszenia w nadziei. Namawiam Panią do próby spotkania z rzeczywistością czy może raczej w rzeczywistości. Jej rozległe, niedostrzegalne krańce zawierają w sobie wszystko. Czy może Pani to sobie wyobrazić? Nie, oczywiście, że nie. Tutaj umysł musi polec, chociaż z pewnością zechce udawać, że zrozumiał słowo: wszystko. Stan, o którym piszę, jest uznaniem. Nie ma on nic wspólnego z poddaniem się. Nie ma również nic wspólnego z walką i budowaniem swojego życia w lepszej, zdrowszej i spokojniejszej przyszłości. Uznanie przekracza również akceptację. Nie musi Pani akceptować czy lubić bólu, ale może Pani spróbować go uznać – uznać, że zajmuje określone miejsce w Pani życiu. Wtedy zobaczy Pani, że nie jest to całe miejsce, że poza bólem dzieją się sprawy, myśli, uczucia, podróże, związki, pytania, odpowiedzi i wolność.

Pies

Szanowna Pani,

jestem zazdrosny o psa mojej dziewczyny. I już, napisałem to. Zresztą napisałem tylko dlatego, że pomogła Pani jakieś dwa miesiące temu mojej mamie. Obnosiła się z odpowiedzią na jej list podczas urodzin kuzynki. Żałosne, ale postanowiłem sam sprawdzić. Pewnie i tak Pani nie odpowie. No ale spróbujmy. Dziewczyna miała swojego psa, jeszcze zanim się poznaliśmy. To jedenastoletni owczarek niemiecki o ponurym imieniu Jeremiasz. Spał z moją dziewczyną w łóżku. Protestowałem. Postawiła sprawę jasno: jeśli chcę z nią spać w jednym łóżku, to tylko z Jeremiaszem. A Jeremiasz gubi sierść, czasami się ślini, zdarza mu się dyszeć przez sen, gonić kogoś, bo macha łapami. Rano, dosyć wcześnie, domaga się spaceru i moja dziewczyna wychodzi, zostawia mnie w łóżku. Wiem, że to dziecinne, ale jestem zazdrosny o to czworonożne stworzenie. To znaczy wiem, że dziecinne, bo mi dziewczyna w kłótni wygarnęła, gdy podjąłem ten temat, że może lepiej go oddać do schroniska. Prawie ze mną zerwała, a potem na długo zniknęła, bo chciała zweryfikować swoje uczucia. Można powiedzieć, że jestem na etapie obserwacji, wyczuwam to, coś nadwerężyłem tą zazdrością. Nie chcę dziewczyny stracić. Kochamy się, mówiła o tym, poza tym czuję jej miłość i czuję do niej miłość. Jeremiasz działa mi na nerwy. Czasami wydaje mi się, że jest ważniejszy ode mnie. Widzi Pani jakieś rozwiązanie?

Radek D. z Warszawy, 24 lata, student

Panie Radku,

żałuję, że Pan nie żartuje – o ileż krótsza mogłaby być moja reakcja. Lekki śmiech, z czułością oczywiście. Jednak pyta Pan poważnie. Zacznę od słów uznania płynących do Pana dziewczyny. Musi mieć tupet, by nazwać psa imieniem proroka. Gdybym miała być psem, chciałabym być jej psem. A Pan nie? Proszę rozważyć tę opcję w spokoju. Czy nie byłoby cudownie, gdyby już musiał Pan mieć sierść i chodzić na łapach, trafić w ręce Pana dziewczyny? Osoby zdecydowanej na miłość, rozumiejącej odpowiedzialność za zwierzę, a w dodatku dzielącej się swoim łóżkiem, takiej, która nie porzuci Pana w imię nowej miłości. Bo jeśli chodzi o linearność, to Jeremiasz był pierwszy, ale to Pan wie. I dla mnie tutaj kończy się wyścig do podium. To stawia Pan tylko w swojej głowie, zmuszając dziewczynę do wyboru, który zupełnie nie jest potrzebny. Podejmując realną emocjonalnie rywalizację z psem, staje Pan do zawsze przegranej walki o względy. Ale ponieważ zdaje się mieć Pan świadomość, jak brzmią Pana odczucia, a ja powstrzymuję się przed wyśmiewaniem ich – coś Panu doradzę. Problem, o którym Pan napisał, jest wyłącznie Pana problemem, chociaż obarczył Pan już jego śmierdzącymi oparami swoją ukochaną. Jeśli chodzi o miłość - ta nie uwzględnia w sobie ranienia w imię zazdrości. To jest efektem pożądania, nadania sobie praw do drugiej osoby i niskiego poczucia własnej wartości. Proszę rozważyć terapię, pracę wolontariusza w schronisku dla zwierząt lub w miarę szybko połączyć oba pomysły.

Kochanie

Pani Profesor,

usycham w moim związku. Minęło siedem lat. Kocham moją dziewczynę, naprawdę kocham i zapewne ona kocha mnie. Mamy dosyć dobry związek, niezwykle spokojny, zwyczajny, zdarza się nam nawet – wraz z przypływem wina wytrawnego – kochać. Rok temu umarła nasza kotka. Od tamtego czasu chyba każda z nas zauważyła, że łączą nas kubki, narzuta, książki, znajomi i pewnie miłość, którą stawiam świadomie obok kubków, narzuty, książek i znajomych. Może to mała miłość, może w głowie mi się poprzewracało, może nie mam prawa, ale chcę odejść. Myśl ta urosła we mnie kilka miesięcy temu i cały czas się rozrasta. Nie podzieliłam się tym z moją dziewczyną, a przynajmniej nie wprost, jednak ona mnie wyczuwa. Niedawno zapytała o to wprost, powiedziałam, że nie wiem. Bo nie wiem, ale w środku chcę odejść, czuję to wyraźnie. Szukam w niej powodów, próbuję obwinić o coś, znaleźć pretekst, ale czuję, że to nijaka gra. Nie mam dokąd odejść, nie interesuje mnie nowy związek bardziej niż życie jako takie. Chce mi się żyć i iść przez życie, chce mi się nowej mnie, w nieznanym. Nie wiem jednak, czy mam prawo zerwać łączącą nas relację, opuścić bezpieczny dom i wyruszyć w podróż. Bo czy można to zrobić drugiej osobie, odejść od niej, kochając ją?

Aldona Sz. z Trzebnicy, 34 lata

Szanowna Pani,

tak, można. Ale nie wiem, czy ta odpowiedź Pani wystarczy. Nie chcę argumentować, bo nie chcę Pani do niczego przekonywać. Za to przeczytałam, że wyraża Pani w sposób bezpośredni własną chęć. Pani decyzja o odejściu lub pozostaniu będzie miała konsekwencje, pozna je Pani dopiero w przyszłości. Proszę również pamiętać, że opuszczenie domu nie musi oznaczać zerwania relacji, oznacza zmianę, spłycenie lub pogłębienie relacji. Znalazła Pani również w sobie pragnienie uczynienia ukochanej odpowiedzialną za rozstanie – proszę nie rozwijać tego pragnienia. Nic Pani więcej nie napiszę. Wszystko Pani wie. Można kochać i odejść.

 

Na listy odpowiada prof. filozofii, antropologii i psychologii - Janina Bełkotska, laureatka Nagrody Nobla za moralną diagnozę świata w książce Moje wszystkie odpowiedzi.

 

Pytania do pani profesor proszę słać pod adresem: robert.rient@gmail.com

Data publikacji:

Robert Rient

Urodzony w Szklarskiej Porębie, dziennikarz i pisarz, autor powieści „Chodziło o miłość”, „Duchy Jeremiego” i reportażu „Świadek” wydanego również w Ameryce. Twórca przekrojowych cykli: „Letnie oświecenie”, „Istoty rzadziej spotykane” i „Ludzie listy piszą”. Więcej na www.erient.info