Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Co zrobić z pragnieniem, które nie zostanie zaspokojone? Jak okiełznać żonę, która została burmistrzynią? ...
2018-11-30 07:00:00

Ukochana, burmistrzyni i roszczenia

ilustracja: Karyna Piwowarska
Ukochana, burmistrzyni i roszczenia
Ukochana, burmistrzyni i roszczenia

Ukochana

Pani Profesor,

pokochałam, jak nigdy, bo spokojnie. Pani zawsze pisze, że miłość jest dobra, że nie ma w niej oczekiwań i bólu. Ja to czuję, ale boję się, że z tego mojego pokochania nic nie wyjdzie. Pokochałam osobę, która nie jest dla mnie, pokochałam jak nigdy. Mamy niezwykłe porozumienie, rozmawiamy godzinami i nie możemy skończyć. Czuję tę miłość w powietrzu. Często coś sobie wyobrażam, fantazjuję, mam za sobą również lata czekania na kogoś, kogo pokochałam platonicznie. Już tak nie chcę. Nadajemy na tych samych kanałach, wyznajemy podobne wartości, okazało się również, że mamy podobną przeszłość, podobne role pełniłyśmy wobec świata. Chcę dla niej dobrze, tylko dobrze. Czasami jednak chcę więcej, chcę ciała, zjednoczenia. Nie pozwalam sobie tkwić w tych oczekiwaniach, ale budzą się same. Nic z tego nie będzie, bo ona zdaje się być heteroseksualna. Nie wiem, co zrobić. Jestem przy niej szczęśliwa, nie cierpię, nie boli, nie frustruje mnie, że nie mam jej całej dla siebie. Ale boję się, że nigdy nie będę miała, że przyjdzie moment, gdy zechcę czegoś, co nie jest dla mnie, albo po prostu tego, czego ona nie chce. I będzie bolało wtedy albo pozostanie oddalić się od siebie. Ma Pani dla mnie jakieś rady?

Małgorzata J. z Jeleniej Góry, 42 lata, ekonomistka

Szanowna Pani,

pisze Pani o lęku i miłości. Awers i rewers. Po drugiej stronie miłości jest właśnie lęk, nie złość czy nienawiść jak niektórzy sądzą. To lęk chce walczyć z miłością, by zająć jej miejsce. I o tym jest dla mnie Pani list. Pisze Pani, że pokochała jak nigdy, bo spokojnie. I ta miłość Pani nie boli. Ale umysł nie chce się tutaj zatrzymać, wybiega w przyszłość, tworzy projekcje, wizje, ostrzega, straszy, fantazjuje. Umysł lubi udawać, że wie. Umysł lubi również udawać, że myśl nie kształtuje rzeczywistości, że nie ma na nią wpływu. Proszę nie infekować teraźniejszej miłości wyobrażonym lękiem. Przecież Pani nic nie wie o przyszłości, może się Pani sporo wydawać, ale tak naprawdę nic Pani o przyszłości nie wie, nikt z nas nie wie. Może poza tym jednym, że umrzemy, że jesteśmy tu na krótką chwilę. A tę – upraszczając – można spędzić na kochaniu lub baniu się. Moja rada jest bardzo prosta i dotyczy zatrzymania się na tym, co dzieje się właśnie teraz. Kocha Pani, chce dawać, spędza czas w zgodzie ze sobą. Płeć, orientacja seksualna, przeszłość, ciało, myśli, pragnienia – to części znacznie większej układanki zwanej rzeczywistością. Miłość (jeśli jest czysta, czyli pozbawiona oczekiwań, roszczeń, urojeń na temat prawa, które posiadam wobec ciała czy czasu drugiej osoby) ma ogromną moc. I Pani to czuje. Proszę kochać i zobaczyć, co się wydarzy.

Burmistrzyni

Pani Profesor,

moja żona została burmistrzem i jej odbiło, ale centralnie, po całej linii. Już jako radna zaczęła uważać, że nie dotyka nogami ziemi, czasami spojrzała z góry, zaczęła wydawać mi polecenia – nie tylko, że w codziennym życiu, ale również w sypialni. Na początku było to nawet ciekawe, chociaż dziwne. Ale jak została burmistrzem, to życie z nią stało się piekłem. Każe na siebie mówić burmistrzyni, przy czym przeciąga i akcentuje słowo „mistrzyni”. Rano wchodzi do kuchni i mówi coraz głośniej: bur, bur, bur! Tutaj robi pauzę, rozkłada ręce i ze śmiechem obwieszcza: mistrzyni! Moja reakcja nie ma żadnego znaczenia, żyje, jak chce, robi, co chce. Stwierdziła, że nie będzie gotować obiadów, że może gotować co drugi dzień albo w weekendy. Kazała mi przejąć pranie albo zamiatanie – mogę sobie wybrać. O pieczeniu ciast nie ma mowy, chyba że jej się zechce na święta (o ile będzie miała czas). Mówi, że jak chcę, to mogę rzucić pracę i zająć się domem, ona będzie nas utrzymywać. Marzyłem o tym, by rzucić pracę, ale teraz duma mi nie pozwala, chociaż chętnie zająłbym się majsterkowaniem, znaczy rzeźbieniem. No ale zdaje się, że ten związek nie rokuje, prawda?

Kamil J. z województwa mazowieckiego, 56 lat

Szanowny Panie,

co też zazdrość i duma potrafią zrobić człowiekowi. A gdyby przez chwilę uznał Pan, że Pana żona jest mistrzynią? Jak bardzo niepokojąca jest to myśl? Co od razu przychodzi Panu do głowy? Jakie obrazy? Wyjaśnię sprawę oczywistą. Żadna ludzka istota, bez względu na jej płeć, nie posiada wewnętrznych predyspozycji, a tym bardziej obowiązku, by sprzątać, gotować, piec czy prać. To prawda, że patriarchalna kultura edukowała kobiety do pełnienia ról opiekuńczych i czuwania nad tak zwanym ogniskiem domowym. Jak rozumiem, Pana żona ochoczo porzuca owe role, przy czym gotowa jest partnersko podzielić się z Panem obowiązkami. Oferuje również bardziej radykalną zmianę, w której to Pan zyska czas dla siebie, a w zamian będzie wypełniał obowiązki, które ona pełniła od lat. Poszłabym w to jak w dym. Czym jest duma? Potrafi Pan ją nazwać i zrozumieć, kto Pana dumy nauczył? Gdzie Pan na dumę się napatrzył? I czy jest ona autentyczną reakcją, czy odruchem, do którego przyuczano z kolei mężczyzn? Przyjrzałabym się ze spokojem tym pytaniom. Jest wielce prawdopodobne, że ma Pan szczęście, że mistrzyni pojawiła się w Pana bliskiej przestrzeni, można by rzec, że pod samym nosem. Proszę również pamiętać, że jeśli Pana żona jest mistrzynią, to Pan musi być mistrzem. To właśnie związek, który rokuje.

Roszczenia

Pani Profesor,

mam dosyć czekania, aż życie mi coś przyniesie. Nie chcę narzekać, życie przynosi różne podarunki, jasne, ale przynosi też sporo szlamu. Marzyłam przez lata, że zostanę odkryta, znaleziona, doceniona, zauważona. I już dosyć. Przeszłam na drugą stronę. Pukam, proszę, staram się, przypominam, piszę maile i listy, zwracam na siebie uwagę, domagam się awansu, podwyżki, rabatu, reklamuję usługi i towary, jak mnie ktoś oszukał. Zaczęłam sama rozdawać karty, przynosi to nawet efekty. Ale tak samo jak bierne czekanie było kiepskim pomysłem, tak samo kiepskim jest postawa roszczeniowa albo bezczelność, żądanie. Nie umiem znaleźć równowagi, granicy pomiędzy działaniem a czekaniem, proszeniem a żądaniem. Jakiś złoty środek? Niech tylko Profesorowa mi nie ściemnia i nie pisze, że złotego środka nie ma.

Malwina G. z Lublińca, 32 lata, projektantka

Szanowna Pani,

uczono mnie, że mam prawo prosić, dopóki uznaję, że druga strona ma prawo odmówić. To pierwsza wskazówka. Wewnątrz siebie zawsze może Pani sprawdzić własną prośbę pod tym kątem – czy prosząc, uważa Pani, że jej się należy, że zasługuje, że druga strona powinna? Jeśli tak, wtedy to prośba zabarwiona roszczeniem, presją. Kolejna sprawa dotyczy różnicy pomiędzy akcją a reakcją. Wiele osób spędza swoje życie, reagując i prawie nigdy nie podejmując akcji. Ludzie ci reagują na słowa rodziców, bliskich, szefa, pana z telewizji, wiadomości wyczytanych w gazecie. Reagują również na dawne rany, traumy, pozwalają prowadzić się na smyczy przeszłości, bo nigdy nie dotarli do swojego centrum, do miejsca, z którego rozpoczyna się akcja. Ta jest podjęciem inicjatywy, ryzyka, wdrożeniem pomysłu, postawieniem pytania, złożeniem propozycji, zaproszeniem kogoś na spotkanie lub randkę. Akcja oznacza wolność i pełną odpowiedzialność, czasami również samotność. Reakcja jest bezpieczna, ale bierna. Można podejmować akcję bezczelnie, rozdawać karty, nie patrząc, kto jest po drugiej stronie, określać spotykanych ludzi jako przydatnych lub nieprzydatnych naszym sprawom. To buduje krótkotrwałe, przedmiotowe relacje. Jest Pani zależna i zawsze będzie – od innych, od emocji, myśli, a w końcu od Ziemi, po której Pani chodzi. Złoty środek to świadomość, że jestem częścią potężnej całości, to świadomość, że nic nie znaczę, ale mogę wszystko, to łączenie w sobie skrajności. Złoty środek to świadomość, że jest Pani snem, który wydarza się w rzeczywistości.

 

Na listy odpowiada prof. filozofii, antropologii i psychologii - Janina Bełkotska, laureatka Nagrody Nobla za moralną diagnozę świata w książce Moje wszystkie odpowiedzi.

 

Pytania do pani profesor proszę słać pod adresem: robert.rient@gmail.com

Data publikacji:

Robert Rient

Urodzony w Szklarskiej Porębie, dziennikarz i pisarz, autor reportażu „Świadek” wydanego również w Ameryce, powieści „Duchy Jeremiego” i książki „Przebłysk. Dookoła świata – dookoła siebie”. Twórca przekrojowych cykli: „Letnie oświecenie”, „Istoty rzadziej spotykane” i „Ludzie listy piszą”. Więcej na www.erient.info

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!