Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 7 „Przekrojowych” tekstów oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Nieopisany dramat wydarzył się przed tygodniem w Darłowie: w Bałtyku utonęło troje rodzeństwa. ...
2018-08-22 08:00:00
Głos stoika
Trudne lekcje z Darłowa

Nieopisany dramat wydarzył się przed tygodniem w Darłowie: w Bałtyku utonęło troje rodzeństwa. Jak zawsze w tego typu wypadkach Internet rozgrzał się do czerwoności, wszyscy wszystko wiedzą, ustalają winę i przebieg zdarzeń. Ale czego możemy się z tej sytuacji nauczyć tak naprawdę?

O tej sprawie chyba każdy – niestety – słyszał, jednak pokrótce przypomnę: we wtorek, 14 sierpnia, na plaży w Darłowie utonęła w Bałtyku trójka rodzeństwa. Media donoszą, że czwórka dzieci była na plaży pod opieką matki. W pewnej chwili udała się ona do toalety z najmłodszym, dwulatkiem. Wtedy, niestety, trójka starszych dzieci weszła do morza, gdzie porwały je fale i nie udało się ich uratować.

Tyle o tragedii. A co z tego wynikło? Oczywiście – jak zwykle – mnóstwo internetowego hejtu, a w szczególności sugestii, że to wszystko wina matki, „bo nie upilnowała” (zdarzyło się nawet „oskarżenie”, że była beneficjentką 500+). Jak drobno pokruszone są cement i szkło w głowach ludzi wyżywających się na matce, która właśnie straciła dzieci – tego nie wie nawet Marek Aureliusz. Spuśćmy na to zasłonę milczenia. Przejdźmy do meritum: czy lekcją z tragedii w Darłowie jest, że trzeba dzieci wychowywać na krótkiej smyczy i nie zostawiać ich bez opieki na sekundę, nie pozwalać nigdzie na nic? Tego chciałoby wielu domorosłych komentatorów.

Problem w tym, że dzieci, które utonęły, to nie były żadne niemowlęta, tylko młodzi nastolatkowie (14, 13 i 11 lat). Jako żywo to już nie jest wiek, w którym potomka się „nie spuszcza z oka na minutę”. Choćby dlatego, że na tym etapie to już dawno niewykonalne. Obwinianie zatem matki („Jak mogła nie dopilnować!”) jest nie tylko absurdem moralnym, ale i logicznym. Wizje jakiejś rozdętej rodzicielskiej kontroli nie mają tu nic do rzeczy – to jest jakieś antystoickie oczekiwanie nierealnych scenariuszy. Żonglowanie gorączką w Internecie, że się już nigdy nie spuści dziecka z oka, ba, że się nigdy więcej nie wejdzie do morza (i takie rzeczy ludzie piszą), to czysta fantazja i moralna panika.

Stoicyzm polega – między innymi – na tym, że na sprawy, w tym na zagrożenia, patrzymy trzeźwo i zgodnie z faktami. I reagujemy na nie proporcjonalnie do ich realnej wielkości. I tutaj czai się haczyk numer dwa. Bo każde utonięcie człowieka jest oczywiście tragedią, rzecz w tym... że jest tragedią dużo rzadszą, niż się wydaje. Chwilowe wzmożenie na linii „morze jest groźne” nie ma wiele sensu i żadnej poprawy bezpieczeństwa nie przyniesie. Spójrzmy na statystyki. Nie umniejszając żadnej tragedii, trzeba zauważyć, że (polecam stronę statystyka.policja.pl) w 2017 r. w polskim morzu utonęło... 14 osób. Patrząc z innej strony, dzieci i młodzieży do lat 14 utonęło (w jeziorach, rzekach i wszelkich akwenach)... dziewięcioro.

Spójrzmy prawdzie w oczy: każda śmierć jest tragiczna i „nie wolno się pomylić nawet o jednego”, ale to nie są dane, które każą nam skreślić wyjazdy nad Bałtyk albo chodzenie z dziećmi nad wodę. To są zdarzenia tragiczne, ale rzadkie. I reagowanie na nie w sposób histeryczny nikomu niczego dobrego nie przynosi.

Jak więc reagować? W sposób racjonalny, a więc wysiłek i uwaga powinny się tam kierować, gdzie czyhają zagrożenia najbardziej prawdopodobne. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę wszystkie śmierci w wyniku utonięcia, czyli 449 przypadków (w Polsce w 2017 r.), to i tak prawdopodobieństwo śmierci w wypadku drogowym (2831 ofiar w Polsce w 2017 r.) jest ponad sześciokrotnie wyższe. I to jest właśnie ten paradoks. Dużo łatwiej jest zginąć na drodze, niż utonąć. Ale, niestety, o panikę moralną przy dramatycznym utonięciu dziwnie nam łatwo, a o kompleksowe rozwiązania bezpieczeństwa na drogach ciągle trudno. A to jest przecież to, czego w tym wypadku domaga się racjonalność. O utonięciu w Darłowie każdy ma coś do powiedzenia. A o bezpieczne drogi ciągle nie apeluje nikt. A powinniśmy wszyscy.

Data publikacji:

Piotr Stankiewicz

Autor m.in. książki „Sztuki życia według stoików”, portalu stoickiego na Facebooku i bloga „Myślnik Stankiewicza". Związany ze stoicyzmem, z międzynarodowym zespołem „Modern Stoicism” i z Uniwersytetem Warszawskim. Nie pije, pisze.

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!