Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
ludzie listy piszą
Robert Rient

Toksyczna terapia, zmarli i wybory

ilustr. Karyna Piwowarska
Toksyczna terapia, zmarli i wybory
Toksyczna terapia, zmarli i wybory

Jak rozstać się z terapeutką, która potrzebuje naszego cierpienia i naszych pieniędzy? Czy zmarli nas osądzają? Czy mogę całe życie próbować, czy muszę coś wybrać?

Toksyczna terapia

Pani profesor,

jestem w kropce, jak się mówi, w dylemacie. Moja terapeutka mnie potrzebuje. Już trzy razy próbowałam skończyć terapię, ale za każdym razem miękłam i umawiałam się na kolejne spotkanie. Terapię zaczęłam dwa lata temu, po tym jak mnie mąż zdradzał z pewną młodą jałówką. Rozwiodłam się, swoje przepłakałam, wykrzyczałam. Mężowi wybaczyłam i nawet czasami, gdy go mijam na ulicy, to pozdrawiam, a w myślach życzę jak najlepiej. Jałówki nienawidzę i niech tak zostanie. Ułożyłam sobie życie, mam przyjaciela, życie seksualne i wolność, którą lubię. Moja terapeutka jednak uważa, że nie jestem szczęśliwa i się oszukuję. Gdy chciałam odejść szkliły jej się oczy. Wiem, że nie ma zbyt wielu pacjentów, potrzebne jej moje pieniądze i moje nieszczęście, żeby miała z czego żyć. Nie umiem jej opuścić, ot tak, lekką ręką, ta kobieta naprawdę cierpi. Jak skończyć toksyczny związek?

Sara H. z Chorzowa, 43 lata, architekta

Szanowna Pani.

Gdyby nie cierpienie nie byłoby psychoterapeutów. To pozornie proste zdanie prowadzi nas do pytania – co było pierwsze? Droczę się. Cierpienie było pierwsze. Psychoterapeuci po prostu zajęli się nim szczegółowo, zbadali, opisali, pogłębili i uczynili przedmiotem swojej pracy, kariery i przychodu. Ale zamiast dalej brnąć w tę bierną agresję odpowiem na Pani istotne pytanie. Istotne, bo nie Pani pierwsza uwikłała się w toksyczną relację z terapeutą, który potrzebuje pomocy, którego należy odstawić od emocjonalno-finansowej piersi w sposób precyzyjny i przemyślany. Przed panią trzy pożegnalne sesje, to wystarczający czas by terapeutka pogodziła się ze stratą i przepracowała swoje emocje.

Na pierwszej proszę wyrażać wdzięczność dla terapeutki za jej pomoc i błyskawicznie przejść do korzyści, które terapia przyniosła. Proszę stosować parafrazę i odzwierciedlenie tego co mówiła Pani terapeutka w minionych latach, proszę cytować jej słowa jakby były Pani własnymi. Pod koniec sesji, proszę dyskretnym acz wymownym ruchem ręki, przesunąć opakowanie z chusteczkami w stronę terapeutki.

Drugą sesję proszę zacząć deklaracją: nigdy nie byłam tak silna, spokojna i pewna tego, w którą stronę zmierzam. Następnie proszę przejść do wewnętrznego cierpienia związanego z rozstaniem. Terapeuci najbardziej na świecie lubią rozmawiać o relacji łączącej ich z pacjentem. Proszę się nie opierać, proszę wyrazić smutek z powodu rozstania, proszę to zrobić żarliwie – w tej sytuacji możecie Panie podzielić się chusteczkami.

Trzecia sesja jest ostatnią – bez względu na stan terapeutki proszę być silną i zdecydowaną. Proszę nie zostawiać napiwku i nie przynosić kwiatów, czy czekoladek – wydłuży to tylko spotkanie, bo terapeutka będzie chciała rozmawiać o znaczeniu każdego z tych prezentów. Proszę życzyć terapeutce wielu nieszczęśliwych i zaburzonych pacjentów, i odejść do swojego życia. Proszę nie odwracać się za siebie z nostalgią, ale zaciągnąć powietrzem z poczuciem otwarcia nowego rozdziału w Pani życiu, wolnego od toksycznej relacji.

Zmarli

Pani profesor,

straciłem wszystkich, których kochałem, pozostali ci, których lubię i wielkie grono ludzi mi obojętnych lub nielubianych. Męczy mnie jedno pytanie: czy zmarli nas osądzają?

Dariusz G. z Milanówka, 73 lata, emeryt

Szanowny Panie,

osądzają, ale tylko jeśli im Pan na to pozwoli. Śmierć nie istnieje, a przynajmniej nie teraz. Proszę się skupić. Żyje Pan tylko w teraźniejszej chwili, prawda? Gdy Pan wspomina lub planuje, robi Pan to wyłącznie w teraźniejszej chwili. Czy teraz ktoś umiera? Zabrał Pan ukochanych zmarłych ze sobą, żyją przez Pana i w Panu. Pan użycza im głosu lub go odbiera. Nikt do Pana nie przyjdzie jeśli drzwi pozostaną zamknięte. Pamięć jest jak plastelina, proszę nad nią pracować, napiszę więcej: proszę manipulować pamięcią – wszyscy to robimy i prawie wszyscy udajemy, że tego nie robimy. Pamiętamy dokładnie to co chcemy. Mamy wpływ na przeszłość, możemy ją zmieniać, wkładać w usta tych, których nie ma – słowa, które powinni powiedzieć, które chcielibyśmy zapamiętać. Proszę pobawić się pamięcią, a ta ulegnie. Nikt poza Panem Pana nie osądza.

Wybory

Szanowna Pani Profesor,
rozpoczynając studia za cel wybrałam poszukiwanie siebie. Kiedy dorastałam mogłam próbować wszystkiego czego chciałam. Zajęcia tańca? Proszę bardzo. Mimo opłaconego semestru, byłam dwa razy. Tenis? Oczywiście. Pełen pakiet, rakieta, strój, indywidualne zajęcia. Miałam ogromy przywilej, jak się okazuje, popełniać błędy. Wychowywałam się bez ojca. Nie chcę wnikać w przyczynę takiego zachowania mojej matki. Jestem tu z innego powodu. Próbowałam już niejednego kierunku studiów, by wybrać ten odpowiedni. Angażuję się w co tylko mogę. Aby tylko odnaleźć siebie i wybrać. Właśnie wybór. Od dłuższego czasu czuję ogromną presję, że w końcu muszę dokonać wyboru swojej drogi życiowej. Ale czy ten wybór jest konieczny? Czy w ogóle ta droga dokądś prowadzi? Zawsze wydawało mi się, że nie muszę wybierać. Że całe życie mogę próbować. Teraz mam duże wątpliwości co do tego. Chciałabym przynajmniej mieć pewność, że nie próbuję na marne. A jak na razie wszystko co robię nie prowadzi do niczego.

Z wyrazami szacunku Wiktoria z Wrocławia

Pani Wiktorio,

skupmy się na dwóch istotnych kwestiach. Po pierwsze nabrała Pani nawyku próbowania, ten staje się przekleństwem tylko wtedy gdy zmienia się w przymus, konieczność porzucania działań, ludzi, czy studiów by iść dalej. Z ograniczającym życie nawykiem może sobie Pani poradzić medytując lub w terapii (jeśli postawi Pani na terapię proszę być ostrożną i koniecznie zapoznać się z moją wyżej zamieszczoną odpowiedzią).

Druga kwestia jest znacznie ciekawsza. Nie, nie ma czegoś takiego jak droga życiowa, jest iluzja drogi życiowej. Im więcej i uczciwiej Pani spróbuje tym szybciej to Pani zrozumie. Całe życie polega na próbowaniu, chociaż wmówiono nam, że w pewnym momencie musimy osiąść i odtwarzać, wypracowywać, przynosić zyski i korzyści. Chciałaby Pani pewności, że nie próbuje na marne. Ale czym jest to marne? W próbowaniu chodzi o próbowanie i nic więcej. W życiu chodzi o to by żyć droga Pani. Marne jest poszukiwanie korzyści tam gdzie wieje wiatr, gdzie czuje Pani nowy smak, tam gdzie wkracza Pani w nieznany świat, otwiera drzwi niepewna tego co się za nimi znajduje. To przecież ekscytujące i wystarczające! Proszę próbować i porzucać, proszę nie ulegać presji. Nigdzie Pani nie dojdzie. Nikt nigdy nigdzie nie doszedł. Tylko proszę nie prześlizgnąć się na poprzednim zdaniu, proszę w nie wniknąć.

Zastanawiam się również czy pod koniec swego listu popełniła Pani świadomy błąd? Napisała Pani: „wszystko co robię nie prowadzi do niczego” - zapewne miało być „prowadzi do niczego”. Zatrzymałabym się na tym pozornym błędzie i uśmiechnęła do samej siebie najserdeczniej jak tylko Pani potrafi.

*

Na listy odpowiada prof. filozofii, antropologii i psychologii - Janina Bełkotska, laureatka nagrody Nobla za moralną diagnozę świata w książce „Moje wszystkie odpowiedzi”.

*

Pytania do pani profesor proszę słać pod adresem: robert.rient@gmail.com

*

Cykl korespondencyjny prof. Bełkotskiej ilustruje Karyna Piwowarska

Data publikacji:

Robert Rient

Urodzony w Szklarskiej Porębie, dziennikarz i pisarz, autor reportażu „Świadek” wydanego również w Ameryce, powieści „Duchy Jeremiego” i książki „Przebłysk. Dookoła świata – dookoła siebie”. Twórca przekrojowych cykli: „Letnie oświecenie”, „Istoty rzadziej spotykane” i „Ludzie listy piszą”. Więcej na www.erient.info