Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Robert Rient

Świadomość, spóźnienia, wyłączność

ilustracja: Karyna Piwowarska
Świadomość, spóźnienia, wyłączność
Świadomość, spóźnienia, wyłączność

Jak wykorzystać świadomość? Jak poradzić sobie z ludźmi, którzy notorycznie się spóźniają? Jak związać się z szefem tak zwanym węzłem małżeńskim?

Świadomość

Droga Pani Profesor,
w ostatnim czasie dużo zmieniło się w moim sposobie myślenia. Diagnozy ludzkości, głównie Gombrowicza, przemawiają do mnie w coraz większym stopniu. I to powoduje przemyślenia, w sprawie których piszę. Stałam się ogromnie świadoma. Świadomość ta nie przejawia się jednak w kontroli wszystkich mych ruchów i ładu w życiu. Powiedziałabym, że odnosi to skutek przeciwny - mam wręcz namacalne uczucie spraw odbywających się wokół. Często dzieją się one wbrew mojej woli, jednak ta „świadomość” (użyję tego słowa zdecydowanie za dużo razy) jest uczuciem tak przyjemnym i jedynym w swoim rodzaju, że żal mi jest ten stan przerywać. Jestem także przekonana, iż mogłabym coś za pomocą jej stworzyć. Całkiem dobrze piszę, jednak nie umiem ukierunkować tego wszystkiego w sposób sensowny i w ogóle godny spisania. Jak więc przemóc się wreszcie i tę moją samoświadomość wykorzystać?

Julia ze Szczecina

Szanowna Pani,

proponuję pójść krok dalej i zadać sobie pytanie: kto stał się ogromnie świadomy? Innymi słowy, proponuję znaleźć odpowiedź na pytanie: kim Pani jest? Śpieszę wyjaśnić - jest Pani nikim, czy raczej nie istnieje Pani. Proszę jednak nie traktować powyższego zdania jako wyjaśnienia, celu, zabawy słownej, intelektualnej czy filozoficznej. Jeśli rzeczywiście jest tak jak Pani pisze – czuje Pani świadomość i potrafi obserwować sprawy odbywające się obok – będzie Pani musiała się zmierzyć z obezwładniającą, bezradną a zarazem uwalniającą pustką. Proszę znaleźć narzędzia, to może być pytanie, medytacja, czytanie, nuda, obserwacja, terapia, szamanizm – cokolwiek, co działa. Następnie proszę zobaczyć tę osobę, dla której owa świadomość się przydarza. Gdzie ona jest? Gdzie Pani jest? W umyśle? Pamięci? Ciele? Pragnieniu? Gdy już Pani zrozumie, że nie jest możliwym odnaleźć tożsamość, że ta powstaje wyłącznie w formie opowieści, okaże się również, że sprawy nie dzieją się wbrew Pani woli. Żadne sprawy. Dopóki wierzy Pani we własną osobę, a zatem własną świadomość, sprawy mogą sprawiać przyjemność lub nieprzyjemność, wydarzać się zgodnie z wolą lub wbrew woli. Gdy zniknie silne i sprawiające wrażenie trwałości ego, okaże się, że zniknęła osoba. Pozostała świadomość i sprawy, które się wydarzają – dla nikogo i po nic czy może raczej dla wszystkich i po wszystko. Proszę jednak nie grzęznąć w najbardziej nawet pociągających słowach i rozprawach. Proszę iść śladem Gombrowicza, proszę iść śladem „gęby” i „pupy”.

Spóźnienia

Pani Profesor,

otaczają mnie trzy osoby, które za nic mają umówione terminy i czas w ogóle. To moja żona, córka i lekarka. Każda z nich spóźnia się notorycznie, każda z nich potrafi powiedzieć przez telefon, że będzie za dziesięć minut i dotrzeć po godzinie. Znaczy się z lekarką jest inaczej, ona nigdzie nie dociera, to ja umawiam się na zabieg na piętnastą i czekam godzinę. Przeszedłem szereg etapów, złoszczenia się, obrażania, edukowania, proszenia i nic. Nie dokonała się żadna sensowna zmiana. Żona i córka nauczyły się tylko tego, że lepiej nie mówić nic o czasie, w którym coś ma się wydarzyć, niż rzucić słowa na wiatr. Udawałem, że mnie to nie obchodzi, nie przejmuje, ale to nie działa. Zabieram zawsze ze sobą książkę i naładowany telefon albo ładowarkę do telefonu, bo sporo czasu spędzam na czekaniu. Próbowałem nawet robić tak jak one, czyli spóźniać się na spotkania, ale nie umiem, lubię być punktualnie, taka jest moja konstrukcja, nie zmienię jej. Obawiam się również, że taka jest ich konstrukcja i pewnie mi Pani napisze, że mam wykonać pracę polegającą na akceptacji, zrozumieniu. Nie potrafię, irytuje mnie, gdy ktoś nie dotrzymuje terminu, godziny, a w końcu słowa, no irytuje, od zawsze. I co ja mam zrobić?

Waldemar J. z Bydgoszczy, 39 lat, analityk finansowy

Szanowny Panie,

współczuję. Szczerze współczuję. Nie ma w tej emocji ironii, żadnego dodatku z litości czy poczucia wyższości. Mam podobną dolegliwość czy też konstrukcję co Pan. Lubię dotrzymywać słowa i zdecydowanie bardziej wolę współpracować, spotykać się, a zwłaszcza kochać tych, którzy nabrali tego samego zwyczaju.

Jak rozumiem, wykonał Pan już szereg działań, by zmienić trzy bliskie Panu kobiety. Gdy nie mogę odejść od tych, którzy mnie zawodzą – to jeden z moich nawyków – stawiam na techniczne rozwiązania: zapisuję terminy na karteczkach, rozkładam je w pomieszczeniach i przyklejam do luster; przed spotkaniem wysyłam wiadomości, maile lub dzwonię; podczas umawiania spotkania, terminu, daty – upewniam się wielokrotnie; nazywam za spóźnialską osobę problem, patrząc głęboko w oczy i mówiąc, czego oczekuję; proszę o poinformowanie mnie o ryzyku spóźnienia zamiast stawiania mnie w sytuacji osoby oczekującej; wyrażam złość, jak mi się zbierze. Jeśli zaś chodzi o notorycznych spóźnialskich, to znacznie ograniczam z nimi współpracę i wspólne życie, a jeśli nie jest to możliwe – nie traktuję ich słów bardzo poważnie. Nauczyłam się również nie czekać na nich, ale z upartym namysłem przychodzić na spotkania z przynajmniej półgodzinnym opóźnieniem. Żadna z powyższych technik nie da Panu jednak gwarancji. Tak jak Pan napisał, w konstrukcję niektórych osób wpisany jest lekceważący stosunek do terminów i ustaleń. W ramach marnego pocieszenia przypomnę, że pozostaje Panu wolność wyboru traktowania tych osób oraz siebie w relacji z nimi.

PS Ale jeśli chodzi o lekarzy, którzy mają wieczne opóźnienie, bo chcą spędzić więcej czasu z pacjentami – tych proszę szanować.

Wyłączność

Szanowna Pani,

mój szef mi się podoba, ale to bardzo, w sensie, że za bardzo. Mój szef ma żonę, potworną zołzę. Nie piszę tego tylko dlatego, że chciałabym zająć jej miejsce. Ale chciałabym zająć jej miejsce, och, jak bym chciała. Ta zołza go zdradza, o czym wiedzą wszyscy w biurze. On również skacze w bok czy nawet boki. Może mają taki układ. No a ja bym nie chciała, żeby tylko ze mną skoczył albo bardziej poleciał. Nie chcę krótkiej przyjemności czy nawet romansu, ale związku, pełnego, z jego wszystkimi zakrętami. I chcę wyłączności, żeby był tylko mój, niczyj więcej. Mój szef zwraca na mnie uwagę, darzy szacunkiem, patrzy długo w oczy, a czasami krótko w dekolt. Od kilku tygodni fantazjuję o nim w sposób odrobinę dziki. Przed nami wyjazd służbowy, dał mi do zrozumienia, że może się na nim wydarzyć coś więcej. Jestem zakochana. Proszę napisać, co mogę zrobić, by zatrzymać go na stałe?

Malwina P. z Warszawy, 26 lat, asystentka

Szanowna Pani,

nic nie może Pani zrobić. I tu powinnam skończyć list, gdyż jest wielce prawdopodobne, że moje słowa pójdą na marne, bo zakochanym nie należy przemawiać do rozsądku, można oczywiście próbować, ale to prawie zawsze są próby daremne. Napiszę krótko: nikt nigdy nie był i nikt nigdy nie będzie Pani. Może Pani doprowadzić mężczyznę do sytuacji, w której złoży wymuszone obietnice, być może nawet zwiążą go one z Panią na długie lata (znacznie obniżając jakość tych lat). Pisze Pani o mężczyźnie, który swoje życie, tak zwane romantyczne, prowadzi w poprzek słowa wyłączność. Pomysł, że z Panią zacznie swoją potrzebę bycia romantycznym realizować inaczej, jest marny. Jestem wielką zwolenniczką, a nawet miłośniczką wolności. Jeśli dwójka dorosłych osób postanawia sobie obiecać wyłączność – świetnie. Jeśli postanawiają eksperymentować – również świetnie. A Pani chce upolować, zdobyć, mieć na stałe. Proszę chociaż chwilę swego zakochanego czasu poświęcić tej drobnej myśli: skoro nawet własnego ciała nie utrzyma Pani na stałe, bo przecież przeminie – jak chce Pani ciało i myśli, i wszelkie emocje drugiego człowieka mieć na stałe?

 

Na listy odpowiada prof. filozofii, antropologii i psychologii - Janina Bełkotska, laureatka Nagrody Nobla za moralną diagnozę świata w książce „Moje wszystkie odpowiedzi”.

Pytania do pani profesor proszę słać pod adresem: robert.rient@gmail.com

 

Data publikacji:

Robert Rient

Urodzony w Szklarskiej Porębie, dziennikarz i pisarz, autor reportażu „Świadek” wydanego również w Ameryce, powieści „Duchy Jeremiego” i książki „Przebłysk. Dookoła świata – dookoła siebie”. Twórca przekrojowych cykli: „Letnie oświecenie”, „Istoty rzadziej spotykane” i „Ludzie listy piszą”. Więcej na www.erient.info

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!