Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
ludzie listy piszą
Robert Rient

Starość, geje i barany

ilustracja: Karyna Piwowarska
Starość, geje i barany
Starość, geje i barany

Starość

Szanowna Pani Profesor, od lat jedno pytanie spędza mi sen z powiek: dlaczego starość kończy nasze życie?

dr Włodzimierz G. z Warszawy, 57 lat, politolog

 

Bo młodość je zaczyna.

Gejradar

Droga Pani,
jestem absolutnie zdruzgotany czasami, w których przyszło mi żyć. Jestem gejem i nie mam z tym żadnego problemu, lata temu wyszedłem z szafy, chodzi o otoczenie. Cóż za koszmar dla gejów w średnim wieku! Tak źle w Polsce jeszcze nie było. Przechodzę do sedna. Jeszcze piętnaście, dziesięć lat temu mój gejradar działał bez zarzutu - na ulicy, basenie, w parku czy kolejce mogłem bez trudu rozpoznać innego geja – a teraz, impas! Jakąś dekadę temu heteroseksualni mężczyźni zaczęli się myć, stylowo czesać, dbać o swoje ubranie, czystość butów! Nie raz się naciąłem, patrzę na takiego elegancika, mój gejradar szaleje, a tu nic, do elegancika podchodzi żonka. Z tym bym sobie jeszcze jakoś poradził. Druga sprawa dotyczy gejów, którzy zaczęli masowo chodzić na siłownię, męczyć swoje ciało, by osiągnąć nie wiadomo komu potrzebną masę mięśniową. Nie mówię, że źle się na to patrzy, ale my, chłopcy z lat osiemdziesiątych odpadamy w porównaniu z tymi zrobionymi, napakowanymi homoseksualistami. Liczy się sześciopak na brzuchu, ogolona klatka piersiowa, dresy i selfie z siłowni. Tak się nie da żyć. Nie pasuję, ponownie, wiem, że nie jestem sam. Coraz nas mniej, ale grono nieumięśnionych gejów, gardzących sportem istnieje. Droga Pani, jestem zdruzgotany, bliski rzucenia papierosów i wykupienia karnetu na siłownię (mógłbym z takim karnetem się obnosić w towarzystwie – czy kupić?).

Dorian A. z Wałbrzycha, 36 lat, pracownik banku

 

Szanowny Panie,
sprawa jest poważna. Niech Pan nie podejmuje żadnych desperackich ruchów. Proszę zachować spokój i nie kupować karnetu na siłownię. Czy człowiek o zdrowych zmysłach kupuje bilet wstępu do piekła?

Stoi Pan na granicy, dotyka fundamentalnych kwestii, żeby nie napisać skrajnych, i nie, nie jestem, a nawet nie staram się być ironiczna. Ja Pana doskonale rozumiem. Nigdy nie zafarbowałam sobie włosów. Wie Pan, co to oznacza dla dziewczyny z lat pięćdziesiątych? Proszę ruszyć swoją gejowską wyobraźnią.

W tej sytuacji pozostało Panu jedno: obnoszenie się z brakiem masy mięśniowej i postawienie wszystkiego na twarz (nie dołączył Pan zdjęcia, pozostaję więc z nadzieją, że ta raduje oko). Nawiązując wirtualne kontakty, oparte na kuszeniu potencjalnego partnera, musi się Pan wykazać błyskotliwością, poczuciem humoru i odwagą, chociaż oczywiście kluczowa będzie twarz.

Ja również dostrzegłam zmianę w powierzchowności heteroseksualnych mężczyzn, faktycznie zaczęli się myć, czesać, rozumieć, że czasami wybiera się książkę po okładce. Ze względu na moją powszechnie spotykaną orientację psychoseksualną zmiana ta mnie ucieszyła – odwrotnie niż Pana. Chcę jednak Pana zapewnić, że nie tylko na prowincji wciąż istnieje pokaźna grupa mężczyzn wydzielająca specyficzną woń i zapakowana w bezgustowne szaty, która uważa, że sam fakt bycia mężczyzną wystarcza, by uważać siebie za obiekt atrakcyjny i pożądany.

Jeśli moje rady nie okażą się przydatne, proszę pamiętać, że zawsze może się Pan odwołać do dobrze Panu znanego poczucia dyskryminacji, osiąść w nim, obdarować siebie współczuciem, żalem, zapalić papierosa i niczego nie zmieniać. Narzekać, pisać listy, wspominać lata dziewięćdziesiąte, rozgrzewać tym samego siebie i dokonywać aktów autoerotycznych. Problem umiejscowiony w zewnętrznym, złym i zagrażającym świecie zwalnia z konieczności mierzenia się z sobą. Polecam!

ilustracja: Karyna Piwowarska
ilustracja: Karyna Piwowarska

Bezsenność

Pani Profesor,
problem może nie wyda się Pani zbyt poważny, ale nie mogę spać. Próbowałam chyba wszystkiego, wyciszenia przed pójściem spać, niejedzenia w łóżku, liczenia baranów, picia melisy, tabletek ziołowych, a nawet silniejszych, ale te uzależniają i boję się ich nadużywać. Pracuję jako asystentka redaktor naczelnej pewnego pisma o modzie, czasami muszę zostać w pracy po godzinach, czasami kłamać, często prawić fałszywe komplementy, kupować albo parzyć innym ludziom kawę, uśmiechać się na zawołanie. Kładę się do łóżka, zmęczona, a czasami wyczerpana i nic, leżę, w głowie mi się kotłuje, myśl pogania myśl. Sprawdzam godzinę na telefonie, tak średnio co dwie, trzy godziny, za oknem robi się jasno, a ja nie śpię, albo przysypiam na chwilę i się budzę. Proszę o pomoc.

Ola K. z Warszawy, 33 lata

 

Pani Olu,

na wstępie wyjaśniam, że sześć procent ludzi cierpi na chroniczną bezsenność, niepoddającą się farmakologii, psychoterapii ani żadnym innym interwencjom. Jeśli należy Pani do tej grupy – sprawa jest jasna. Pogodzi się Pani z bezsennością albo będzie się Pani łudziła, że nocna rzeczywistość będzie kiedyś dla Pani przychylniejsza. Większość ludzi stawia na tę drugą opcję ze względu na skrywane skłonności masochistyczne.

Widzę jednak w Pani postawie trzy błędy.

Po pierwsze, proszę nigdy, ale to nigdy nie liczyć baranów. Owa stara metoda pogłębia tylko bezsenność. Baran symbolizuje płodność – to tylko pobudza. Baran kojarzy się z głupotą – co zirytuje i rozbudzi Pani fantazje o politykach. Baran, a raczej baranek, bywa utożsamiany ze świętością, a jego wizja ma chrześcijański potencjał wpędzania w poczucie winy i żałowania za wszelkie, w tym urojone, grzechy. Sama Pani widzi, że to droga donikąd. Proszę liczyć pingwiny.

Po drugie, proszę absolutnie nie sprawdzać godziny w nocy – to tylko rozbudza umysł, który chce rachować, ile czasu pozostało, aż zabrzmi budzik.

Po trzecie, i pewnie najważniejsze – czy rozważała Pani zmianę pracy na taką, w której nie będzie Pani musiała kłamać, uśmiechać się na zawołanie, zostawać po godzinach, prawić fałszywych komplementów, a w końcu – parzyć kawy obcym ludziom?

***
Na listy odpowiada prof. filozofii, antropologii i psychologii - Janina Bełkotska, laureatka Nagrody Nobla za moralną diagnozę świata w książce Moje wszystkie odpowiedzi.

Pytania do pani profesor proszę słać pod adresem: robert.rient@gmail.com

Cykl pt. Ludzie listy piszą ilustruje Karyna Piwowarska

Data publikacji:

Robert Rient

Urodzony w Szklarskiej Porębie, dziennikarz i pisarz, autor powieści „Chodziło o miłość”, „Duchy Jeremiego” i reportażu „Świadek” wydanego również w Ameryce. Twórca przekrojowych cykli: „Letnie oświecenie”, „Istoty rzadziej spotykane” i „Ludzie listy piszą”. Więcej na www.erient.info