Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Ta strona używa cookie i innych technologii.
Korzystając z niej wyrażasz zgodę na ich używanie
zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Smutki uboczne

Czy dopadł cię kiedyś lęk, że najlepsze lata twojego życia przyszły zbyt wcześnie? A może nieobca jest ci gorycz towarzysząca uświadomieniu sobie, że eksperci i rozmaici mędrcy wcale nie są szczególnie mądrzejsi od ciebie?

Język wyznacza horyzont naszego świata... Tak, ale przecież nie do końca. Owszem, najpewniej i najbezpieczniej czujemy się tam, gdzie mamy dobrze znane słowa i pojęcia, gdzie umiemy nazwać to, co czujemy. Tam słowa są świetną pomocą i przysługą. Często mogą nas nawet prowadzić, mimo że sami nie do końca wiemy, co chcemy powiedzieć, więc zdajemy się na zbawienny potok słów – wiedzą o tym autorzy strumieni świadomości, rapowych rymów, a także wszyscy ci, którzy musieli się tłumaczyć, że „wcale nie mieli tego na myśli” i „wcale nie chcieli tego powiedzieć”. 

Bywa jednak i odwrotnie. Czasem za wyznaczonym przez język horyzontem przetaczają się i szumią dalekie burze, których dobrze usłyszeć i przyswoić sobie nie potrafimy – właśnie ze względu na brak odpowiednich słów. Bywa, że drzemią w nas domysły, intuicje i przeczucia, które mrowią wyraźnie pod skórą, ale nie znajdują sobie ujścia – ze względu na brak słów. To jest tradycyjne pole do popisu dla poetów, próbujących niewyrażalne nazwać, ale też domorosłych słowotwórców, takich jak niżej podpisany. 

ilus. Kazimierz Wiśniak
ilus. Kazimierz Wiśniak

Proponuję Państwu garść słów, które nie istnieją, ale istnieć powinny, bo nazywają ważne uczucia, które dotąd nie doczekały się swoich nazw. Wszystkie te pojęcia wymyśliłem sam, ale nie ja wpadłem na pomysł takiego słowotwórstwa, lecz John Koenig, autor internetowego Dictionary of Obscure Sorrows, w którego stylu i konwencji poniższy zestaw jest utrzymany.

[...]

Arbini

Słodkie poznawczo, a gorzkie życiowo poczucie, że cały świat ludzki jest tak szalenie subiektywny, że zasięganie rady u kogokolwiek nie ma żadnego sensu. Jeśli przepytamy w jakiejś sprawie 10 osób, to, średnio biorąc, dwie powiedzą, że rewelacja, cztery, że nie, cztery, że miękko tak, a dwie, że to byłby katastrofalny błąd. I niezależnie od tego, jak wielu i jak znaczących ludzi znamy, z iloma ekspertami skonsultujemy problem – wciąż wiemy to samo, co wiedzieliśmy, zanim porozmawialiśmy z kimkolwiek. 

Solá

Rodzaj rozczarowania, jakiego doznajemy w znajomościach zawieranych online. W bezkresie sieci znajdujemy kogoś, kto w tym jednym i ważnym dla nas temacie wydaje się absolutnie bratnią duszą, rozumie nas jak nikt inny, a potem boleśnie się okazuje, że nie potrafimy się dogadać w najgłupszych rzeczach codziennych i zwykłych. I nie ma w tym nic dziwnego: przecież to jest człowiek z Internetu, z którym nic nas nie łączy, poza jedną niteczką porozumienia. I to była oczywiście nasza wina, że sobie za wiele założyliśmy. Ale rozczarowanie pozostaje.

Oblinga

Frustracja, która pojawia się, kiedy jedno z naszych osobistych urządzeń, bez których jesteśmy jak bez ręki, przestaje sprawnie działać. Ważne: oblinga nie dotyczy gadżeciarzy i koderów, czyli generalnie tych z nas, którzy z racji pasji czy zawodu wymiatają w nowych technologiach. Nie dotyczy też tych, dla których ambicją i sensem życia jest dłubanie w tabletach i telefonach, sprawdzanie update’ów i ściąganie trzeciego antywirusa. Oblinga dotyka tylko technologicznych normalsów, którzy chcą, żeby działało i żeby nie było problemów. I dopóki działa, jest bardzo miło, ale kiedy działać przestaje – stajemy nagle oko w oko z dziwaczną przepaścią, w której najprostsze rzeczy stają się problemem, a bliźni wzruszają ramionami i mówią: „u mnie działa”. Ogarnięcie tematu może zająć mnóstwo czasu (np. tydzień) i pochłonąć nieprzewidywalną ilość pieniędzy, więc niepokojąco kusząca wydaje się alternatywa, żeby machnąć ręką i zacząć od nowa, tracąc wszystkie kontakty, zdjęcia z ostatnich lat i inne bezcenno-bezwartościowe rzeczy, które nosiliśmy w telefonie.

Lag de lang

Specyficzna bezsilność, którą czujemy, obserwując, jak się zmienia język. Pamiętamy czasy, kiedy słowo „islamista” oznaczało „znawcę islamu”, a nie „islamskiego ekstremistę”. Wiemy, że kiedyś mówiło się po polsku „programować”, a nie „kodować”. Wiemy, że kiedyś się bilety po prostu kupowało, a nie „bukowało”. Ale ledwie się tego nauczyliśmy, język już zdążył się zmienić. Możemy albo dostosować się i czuć się trochę głupio, albo stać się starymi ludźmi, którzy pomstują na świat, że się zmienia (i poczuć się jeszcze głupiej). Czujemy się oszukani. Włożyliśmy w to pracę, jak nam kazano, zadbaliśmy, żeby dobrze znać język ojczysty... a tu nagle cała ta wiedza stała się nieprzydatna i nikomu niepotrzebna.

Prim nihili

Kiedy uświadamiamy sobie, że wszelka merytokracja jest iluzją i że ludzie, którzy podejmują decyzje, nie są dużo mądrzejsi od nas, a ich zdanie liczy się tylko dlatego, że siedzą tam, gdzie siedzą. I że wszelki sukces nas, codziennych zabiegaczy, zależy przede wszystkim od loterii wstrzelenia się (bądź nie) w gusta osoby na stanowisku.

Öowe

Radość z euforii, z poczucia sprawczości, z tego, że idziemy do przodu i że yes we can, pomieszana z gorzką świadomością, że ta radość jest krótkotrwała i że już widać jej koniec, a najdalej jutro rozpłynie się zupełnie w magmie codzienności, w beznadziejnym wyrywaniu chwastów, zza których nie widać naszych wielkich celów i chwil radości.

Trixia

Kiedy ktoś, kogo regularnie widujemy, wyjeżdża na jakiś czas, a później zjawia się z powrotem jakby nigdy nic, mimochodem tylko wspominając, że był w Berlinie, Birmingham czy w Burkina Faso. To jest taki mały, niewypowiedziany skandal, że ta osoba nie przyszła nam powiedzieć, że wyjeżdża, cieszyć się z nami, planować, tylko tak po prostu zniknęła, a potem znów się pojawiła, ot tak po prostu, jak gdyby nigdzie nie wyjeżdżała. Trixia to przypomnienie, że inni ludzie są już od dawna niezależni od nas, no i że wszystko tak potaniało w dorosłym życiu, że wszystkie te fascynujące i egzotyczne nazwy stały się zwyczajne, tak na wyciągnięcie ręki, że nawet nie warto wspominać, że się ich dotknęło.

[...]

Drodzy Czytelnicy! To jest fragment artykułu, opublikowanego w nr 3557/2017. Jeśli pragniecie przeczytać go w całości, sięgnijcie do wydania papierowego. 

Dziękujemy, przepraszamy!

Redakcja 

 

Data publikacji:

Piotr Stankiewicz

Piotr Stankiewicz jest autorem m.in. książki „Sztuki życia według stoików”, portalu stoickiego na Facebooku i bloga „Myślnik Stankiewicza". Związany ze stoicyzmem, z międzynarodowym zespołem „Modern Stoicism” i z Uniwersytetem Warszawskim. Nie pije, pisze.