Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 7 „Przekrojowych” tekstów oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
„Wszelkiego typu magazyny i tygodniki ilustrowane na całym świecie zamieszczają stale opisy doświadczeń ...
2018-03-19 00:00:00
Stefan Wiechecki "Wiech"

Ślepa babka na koźle

Ślepa babka na koźle

Wszelkiego typu „magazyny” i tygodniki ilustrowane na całym świecie zamieszczają stale opisy doświadczeń z dziedziny okultyzmu, spirytyzmu, hipnotyzmu itp. ozdabiając je nieraz mrożącymi krew w żyłach zdjęciami ducha z profilu i en face.

Zauważywszy, że „Przekrój” w tym względzie pozostaje w tyle za pokrewnymi wydawnictwami postanowiłem (zanim się Red. Waldorff połapie) zapełnić tę lukę, podając poniżej opis doświadczeń przeprowadzonych według instrukcji profesora Pigallini przez niejakiego Feliksa Pijawkę w Warszawie.

A było to tak. Pan Pijawka Feliks, dorożkarz warszawski z dziada pradziada, otrzymał przez pocztę kopertę suto wypełnioną jakimiś drukami. Nie mogąc nic z nich zrozumieć udał się do swego szwagra pana Szczepana Wieczorka, człowieka dużej wiedzy, pracującego naukowo w jednej z bibliotek publicznych w charakterze dzierżawcy szatni.

Pan Wieczorek bez mrugnięcia okiem wydobył z koperty suto ilustrowany papier i począł czytać płynnie.

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

7 to nadzwyczajna liczba w numerologii – w Chinach brzmi podobnie do słowa „pewny”. U nas masz siedem pewnych i bezpłatnych artykułów do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

„System nauk okulistycznych wraz z instrukcją służącą do używania Radiohipnotycznego kryształu. Tajemnicza nauka profesora Pigallini.

Radiohipnotyczny kryształ jest przyrządem przeznaczonym dla praktycznego przeprowadzania prób sugestii. Profesor Pigallini zawiadamia Pana, że dzieło jego wraz z kryształem może Pan nabyć po zniżonej cenie, zamiast zł 4995, tylko za 480 złotych”. Zrozumiałeś szwagier?

– A że niby kryształ staniał? Czterysta osiemdziesiąt złotych – dziesięć kilo? To faktycznie nie drogo, ale i tak nie kupie, bo nie chcę pod Specjalne Komisje się dostać, jak tyle cukru u mnie w mieszkaniu znajdą.

– Feluś ciemna masa jesteś, żłób, chomont, czyli człowiek bez wyższego wykształcenia i dlatego nic nie rozumiesz. Tu się rozchodzi o czarodziejskie książkie i dlatego słuchaj mnie dalej. I pan Wieczorek wtajemniczył szwagra w arkana tajemniczej nauki. Z prospektu wynikało jasno, że każdy przestudiowawszy dokładnie dzieło osiągnie nadprzyrodzoną moc.

Będzie np. w stanie wprowadzić dowolną osobę w sen kataleptyczny, podczas którego musi ona wykonywać wszelkie jego rozkazy.

„Poboczny obrazek – twierdził prospekt – ukazuje młodą pannę, jej ciało jest zesztywniałe i opierane tylko nogą i za szyję o krzesła przy czym wytrzyma wagę czterech dojrzałych mężczyzn”.

Istotnie ilustracja przedstawiała przystojne medium, po którym przechadzało się czterech rosłych panów w melonikach.

Dowód był druzgocący, ale decydująco wpłynęło na pana Pijawkę dopiero drugie doświadczenie, wymienione w anonsie.

Na ilustracji widniał powóz zaprzężony w cztery konie, którymi powoził jakiś osobnik z zawiązanymi oczami. Według profesora Pigallini woźnica jeździł czwórką dokąd życzył sobie profesor, wydający mu rozkazy sposobem „kataleptycznym” z pobliskiej restauracji.

Pan Pijawka do tego stopnia zainteresował się doświadczeniem, że prosił pana Wieczorka, aby natychmiast zamówił dlań system profesora Pigallini, ale bez kryształku.

Profesor system przysłał, mimo to pan Pijawka odmówił zapłacenia należnej sumy, a nawet poszedł jeszcze dalej, bo spuścił upominającemu się o należność uczonemu solidne manto. Motywował to w sądzie grodzkim jak następuje:

Wszystko to żywa granda, proszę wysokiego sądu. Na fotografii owszem wychodziło, ale w życiu nie.

Najpierw zrobiliśmy ze szwagrem te sztukie ze sztywną kobietą. Uśpiliśmy za pomocą alkoholu moje ciocie niejaką Gabrysiowe z Powązek. Owszem dała się położyć na dwóch krzesłach, chociaż w środku musieliśmy ją podeprzeć taboretem. Ale później nie tylko czterech mężczyzn, ale samego szwagra Wieczorka nie mogła utrzymać. Jak tylko szwagier dał kroka, krzesła się rozsunęli, taboret się przewrócił a ciocia Gabrysiowa jak nie grzmotnie pierwszą krzyżową o podłogie – od razu się obudziła. Łap za deskie od prasowania i dawaj nas kształcić. Chociaż i tak mieliśmy dosyć, bo szwagier rozciął sobie głowę o komodę, a ja dostałem taboretem w piszczel, że do dzisiej kuleje.

A już faktyczna lipa z powożeniem z zawiązanemy oczamy. Szwagier siedział na rogu w restauracji i miał mnie wydawać rozkazy, ale ja nic nie słyszałem. Jak ślepa babka z ręcznikiem na łbie siedzę na koźle i nic nie widzę.

To tyż od razu wpadłem na budkie papierośnika, derożka się przewróciła, latarki mnie się potłukli, skrzydła pogięli, rysor pękł, a papierośnik jeszcze w szpitalu leży.

To tyż prosze sądu jak ten prefesor przyszedł do mnie po pieniądze za książkie, miałem go za to pogłaskać? Ktoże na mojem miejscu byłby lepszy? Faktycznie nic mu takiego nie zrobiłem, wsadziłem mu tylko na głowe worek po owsie i przyłożyłem dwa trzy orczyki przez krzyż. Łeb sobie już osobiście rozbił o futrynę, jak w worku ze stajni ode mnie uciekał. Z tego widać, że cała ta jego naukowość to szemrany kant.

Sąd jednak stanął na stanowisku, że doświadczenie w stajni podlega odnośnym artykułom K. K. traktującym o pobiciu i skazał p. Pijawkę na tydzień aresztu, przysądzając ponadto od niego pewną sumę jako zwrot kosztów kuracji na rzecz profesora Pigallini, recte Wawrzyńca Kiziorkiewicza (Wołomin).
 

Tekst z archiwum, nr 131/1947 r. (pisownia oryginalna).

Data publikacji:

Stefan Wiechecki "Wiech"

Stefan Wiechecki "Wiech"

Urodził się w 1896 r. Prozaik, satyryk, publicysta i dziennikarz. Mieszkaniec warszawskiej Woli, stworzył wyjątkowy literacki język oparty na przedwojennej gwarze miejskiej z różnych części stolicy. Jego felietony oraz powieści: Maniuś Kitajec i jego ferajna, Café „Pod Minogą”, były publikowane na łamach „Przekroju”. Julian Tuwim poświęcił Wiecheckiemu kilka wersów w Kwiatach polskich: „Potem to ślicznie Wiech uwieczniał, z daleka więc do pana Wiecha pełen wdzięczności się uśmiecham… I cóż pan teraz uskutecznia?” „Wiech” zmarł w 1979 r. Jego imieniem, a właściwie pseudonimem, nazwano pasaż za warszawskimi Domami Centrum.

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!