Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
ludzie listy piszą
Robert Rient

Sława, głupi mąż i słowo

ilustr. Karyna Piwowarska
Sława, głupi mąż i słowo
Sława, głupi mąż i słowo

Moja córka jest mądrzejsza od mojego męża – jak żyć? Na początku było słowo czy Bóg? Jak być sławnym, gdy jest się głupim? Na listy odpowiada niezawodna prof. Janina Bełkotska, laureatka Nagrody Nobla za moralną diagnozę świata w książce „Moje wszystkie odpowiedzi”.

Mądrość

Pani Profesor,

napiszę wprost: moja córka jest mądrzejsza od mojego męża. Wywołuje to pewnego rodzaju dyskomfort w sposobie, w jaki zaczęłam postrzegać swój związek, tak zwany miłosny. To znaczy, ta cała miłość do męża zaczęła mi gdzieś odchodzić.

Córka jest bardziej wnikliwa, z pewnością znacznie uczciwsza emocjonalnie, mówi, co myśli, nie udaje innej osoby, oczywiście bawi się i podczas zabawy odgrywa różne postaci, ale wszystko w ramach konwencji. Córka, gdy chce się przytulić, to przychodzi i się przytula, gdy się złości, to robi obrażoną minę albo mówi mi o tym, że jest zła, a jak się cieszy, to tańczy, skacze, pozostaje niczym nieskrępowana. Nie napisałam jeszcze tego, że córka niedługo skończy cztery lata, tymczasem mąż zbliża się do trzydziestki.

Nie wpadłabym na pomysł porównywania męża do córki, ale to się dzieje samo przez się. Widzę jak na tacy, że to marne męskie stworzenie manipuluje, stroi miny, udaje wesołka, a na urodziny i święta zawsze mi życzy jednego: żebym była uśmiechnięta. Tymczasem wszystkiego się boi ten mój chłop, ludzi się boi, podróżować się boi, zmienić miejsce życia się boi, szefa się boi, nowej pracy też się boi. No i w ogóle, ale to w ogóle nie potrafi mówić, co czuje.

Jestem odrobinę zażenowana, że córka będzie pozostawała przez tyle lat u boku głupszej od siebie istoty – czy nie wpłynie to na nią źle? Czy jej rozwój się zatrzyma? A może patrzeć na jasne strony i liczyć na to, że mąż zmądrzeje?

Agnieszka B. z Obornik Śląskich, 28 lat, pedagożka

Pani Agnieszko,

po pierwsze proszę sprawdzić, skąd zaczęła odchodzić Pani miłość – zdaję sobie sprawę, że użyła Pani metafory do opisu emocjonalnej reakcji, nie przywiązując się przesadnie do słów, ale mimo wszystko, proszę to sprawdzić. Siedemnaście lat uniwersyteckich badań nad miłością utwierdziło mnie w przekonaniu, że miłość nigdy nie odchodzi. Proszę nie szukać w tym wiary lub romantyzmu. To twarda nauka. Miłość nigdy nie odchodzi pod warunkiem, że była! Na 1000 przypadków związków zakończonych rozpadem wskutek utraty czy też wygaśnięcia uczucia – w 998 związek oparty był nie na miłości, a zauroczeniu, idealizacji, przywiązaniu, poczuciu winy, fascynacji erotycznej, potrzebie ratunku, a nawet potrzebie poradzenia sobie z nudą. Zakładam, że w Pani przypadku było podobnie.

Lubi Pani wprost, to i ja napiszę wprost: nigdy nie kochała Pani swego męża – on najpewniej również Pani nigdy nie kochał. Pani miłość nigdzie nie odchodzi, bo też nigdy jej nie było. Po prostu zyskuje Pani trzeźwy ogląd zaburzonego związku z zaburzonym mężczyzną. Pozwalam sobie na tę śmiałą diagnozę Pani męża na podstawie Pani listu, poza tym nie oszukujmy się, w naszych czasach co drugi mężczyzna jest emocjonalnie zaburzony. Córka wywołała jedynie reakcję łańcuchową, stała się zwierciadłem związku.

Pytając o to, czy mąż zmądrzeje, pyta Pani tak naprawdę o nadzieję, najbardziej bierne uczucie, związane z wyczekiwaniem i urojeniami – nie, nie zmądrzeje. Chcę jednak Panią uspokoić, przebywanie obok głupszej od siebie istoty nie jest równoznaczne z zainfekowaniem tej mądrzejszej pierwiastkiem głupoty. Oczywiście sprawa się komplikuje, gdy ta głupsza ma prawo wywierać na mądrzejszą wpływ poprzez nakazy, zakazy, porady i całe tak zwane wychowanie. Jeśli może Pani nad tym zapanować i ograniczyć wpływ męża do sfery ekonomicznej i seksualnej, to świetnie. Doświadczenie mówi jednak, że mężczyzna traktowany przedmiotowo po mniej więcej trzech latach zreflektuje się i zacznie stawiać bierny opór przez kolejne trzy lata. Czy jest Pani na to gotowa? Jeśli nie – proszę wyprowadzić męża ze swego życia.

Sława

Cześć pani,

normalnie mnie nosi, od zawsze, tu wskoczę, tam zażartuję, mam bogatych rodziców, no co, nie ukrywam tego, lubię przyjęcia i chcę być sławny, próbuję od kilku miesięcy, ale niewiele mi się udało, kilka ścianek, bo mama moja jest aktorką, tata biznesmenem z pokolenia na pokolenie, jakieś przedruki w pismach kolorowych były, jedna wizyta w telewizji śniadaniowej, dwie ustawki na plotkarski portal, z których niewiele wyszło, no i nie wiem, co zrobić, żeby być sławnym?

 Adaś G. z Warszawy, 22 lata, osobowość telewizyjna

Adasiu,

zauważyłam, że podpisałeś siebie jako „osobowość telewizyjna”. Dobrze zrobiłeś. Telewizja powinna stać się Twoim adresem, domem i celem. Będę pisała prosto i krótkimi zdaniami. Być może wywoła to w Tobie zainteresowanie kropką – to taki znak przestankowy stawiany na końcu wypowiedzenia.

Przechodząc do sedna. Poproś mamę, żeby załatwiła Ci rolę w polskiej komedii. Poproś tatę, żeby dał łapówkę wydawcom i producentom w telewizji. Uwiedź znaną córkę znanych rodziców. Nie stawiaj na urok osobisty, przejdź od razu do gotówki. Zrób sobie z córką niegrzeczne zdjęcia i wyślij do portalu plotkarskiego. Dasz sobie radę. Takich jak Ty jest wielu i wielu z nich stało się nie tylko osobowościami telewizyjnymi, ale sławnymi osobowościami telewizyjnymi.

PS Zaczynasz list sformułowaniem „cześć pani” - nie rób tego więcej, chyba że chcesz mi przekazać wyrazy uwielbienia. Jednak w takiej sytuacji wolałabym przelew.

Pomyłka

Szanowna Koleżanko,

interesują mnie wyłącznie poważne, filozoficzne rozważania. Przez lata wykładałem na Uniwersytecie w Nowym Jorku, być może zresztą kojarzy Pani moje nazwisko lub prace dotyczące uwarunkowania werbalnego osób medytujących. Do dzisiaj, jako osoba wierząca, nie znajduję odpowiedzi na pytanie: jak to możliwe, by słowo, które stworzył Bóg bez początku, było na początku?

prof. Alojzy von Gierrszol z Krakowa, 64 lata, filozof

Szanowny Panie Profesorze,

tytułem wstępu - nie poznaliśmy się, nie wiemy więc, czy na koleżeństwo jest szansa, prawda?

Słowo i Bóg występują razem, zawsze. I jedno, i drugie jest wyłącznie słowem, służy do konstruowania historii, idei i wyznawców, takich jak Pan. Nic w tym złego, gdyby nie było wierzących, nie byłoby również niewierzących, ten podział byłby zbędny. W pewnym więc sensie, gdyby nie Pan, nie byłoby mnie, niewierzącej. Muszę więc być Panu za to wdzięczna. Proszę uchwycić ironię.

*

Na listy odpowiada prof. filozofii, antropologii i psychologii - Janina Bełkotska, laureatka Nagrody Nobla za moralną diagnozę świata w książce Moje wszystkie odpowiedzi.

Pytania do pani profesor proszę słać pod adresem: robert.rient@gmail.com

*

Cykl korespondencyjny prof. Bełkotskiej ilustruje Karyna Piwowarska

Data publikacji:

Robert Rient

Urodzony w Szklarskiej Porębie, dziennikarz i pisarz, autor reportażu „Świadek” wydanego również w Ameryce, powieści „Duchy Jeremiego” i książki „Przebłysk. Dookoła świata – dookoła siebie”. Twórca przekrojowych cykli: „Letnie oświecenie”, „Istoty rzadziej spotykane” i „Ludzie listy piszą”. Więcej na www.erient.info

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!