Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
„Siła egoizmu jest tak wielka, że wciąż zapominamy, kim naprawdę jesteśmy: czystym byciem i ...
2019-03-22 10:00:00

Skąd wiemy, czy czynimy duchowe postępy?

ilustracja: Marek Raczkowski
Skąd wiemy, czy czynimy duchowe postępy?
Skąd wiemy, czy czynimy duchowe postępy?

„Siła egoizmu jest tak wielka, że wciąż zapominamy, kim naprawdę jesteśmy: czystym byciem i świadomością” – pisze Marshall Govindan Satchidananda.

Czyta się 5 minut

Skąd wiemy, czy czynimy duchowe postępy? To ważne pytanie, które zadaje sobie w jakimś momencie każdy adept duchowy. Odpowiedź na to pytanie nie jest łatwa, ponieważ ścieżka duchowa ma charakter postępujący, a duch nie ma formy, wobec czego trudno go zmierzyć. Zanim więc zdefiniujemy „postęp”, ustalmy, co rozumiemy przez „duchowe”.

Mówimy w jodze o ludzkim dylemacie egoizmu, utożsamiania się z ciałem i umysłem. Rozróżniamy pięć ciał: ciało fizyczne (annamaya kosha – dosłownie „ciało pokarmowe”), ciało witalne (pranamaya kosha, które ożywia fizyczność i jest siedliskiem emocji), ciało umysłowe (manomaya kosha, obejmujące podświadomość, pamięć, pięć zmysłów, zdolność rozpoznawania), ciało intelektualne (vijnanamaya kosha, w której mieści się zdolność rozumowania) oraz ciało duchowe (anandamaya kosha – dosłownie „ciało błogości”, czyli duszy, która jest czystą świadomością – Świadkiem). Przeważnie, z racji egoizmu, człowiek myśli i działa na zasadzie „ja” jestem ciałem, „ja” jestem moimi emocjami, „ja” jestem moimi wspomnieniami i myślami. Mówi na przykład: „ja” zmarzłam, „ja” jestem zła, „ja” jestem żoną Iksa czy Igreka, a także „ja” jestem Jane Doe, „ja” jestem republikaninem. A miesiąc później ta sama osoba może się utożsamiać z przeciwieństwami powyższych deklaracji: „ja” się spociłam, „ja” jestem zadowolona, „ja” jestem rozwiedziona, „ja” zmieniłam nazwisko na Jane Smith, „ja” zmieniłem poglądy i teraz jestem demokratą. To oczywiste, że nie możemy być i jednym, i drugim – możemy być wyłącznie tym, co jest… zawsze. Lecz siła egoizmu jest tak wielka, że wciąż zapominamy, kim naprawdę jesteśmy: czystym byciem i świadomością.

Dlatego „postęp duchowy” wymaga stopniowego utożsamiania się z anandamaya kosha, czyli ciałem duchowym, z jednoczesnym stopniowym wypieraniem fałszywej identyfikacji z ciałem (tj. wymiarem egzystencji) fizycznym, emocjonalnym, umysłowym i intelektualnym. Jest to postępujący proces oczyszczania się z egoizmu przejawiającego się jako: pożądanie, gniew, chciwość, pycha, zaślepienie i złośliwość. Na początku, który może trwać długo, proces oczyszczania wiąże się z wysiłkiem przestrzegania norm etycznych, moralnych i religijnych, takich jak: nie krzywdzić, nie kraść, nie pożądać. Wysiłek ten pomaga w osiąganiu równowagi wewnętrznej opartej na miłości, zadowoleniu i akceptacji. Posługując się współczesną analogią, rzec można, że ego usadza nas zbyt blisko telewizora nadającego program naszego życia. W rezultacie dajemy się tak dalece pochłonąć akcji dramatu, że zapominamy, kim naprawdę jesteśmy. Oczyszczenie się z pożądania, chciwości i gniewu umożliwia nam odsunięcie się od ekranu telewizyjnego na taką odległość, która pozwala zobaczyć, że nie jesteśmy programem telewizyjnym ukazującym cały dramat naszego życia, lecz jesteśmy jego obserwatorem – Świadkiem. Wówczas pozostaje już tylko jedno do zrobienia: poprzez praktykę duchową w rodzaju medytacji odsunąć się jeszcze bardziej i stopniowo nabywać szerszej perspektywy spojrzenia na siebie.

W efekcie, jak przekonamy się pod koniec tego artykułu, gdy już opanujemy stan Samorealizacji, zacznie on przenikać do wszystkich czterech niższych ciał – intelektualnego, mentalnego, witalnego i fizycznego – przekształcając je. Nasz rozwój duchowy nie musi prowadzić „w górę i poza” ten świat. Może natomiast spowodować zintegrowany rozwój wszystkich pięciu poziomów egzystencji.

Początkowo jednak zbliżamy się duchowo do coraz pełniejszej identyfikacji z tą częścią siebie, która jest czystą świadomością, czyli Świadkiem. Proces ten, zwany Samorealizacją, obejmuje cztery stadia:

1

Rozwijanie w sobie spokoju. Spokój nie jest nieobecnością myśli, lecz współobecnością z nimi. Dlatego postępując coraz dalej w tym stadium wstępnym, zastępujemy stopniowo odruch reagowania w sposób nawykowy – np. złością lub niepokojem – spokojną obecnością. Skaza ułudy umysłowej, zwana maya, osłabia się stopniowo dzięki pielęgnacji spokoju. Wszystkie praktyki jogi, a więc pozycje, systematyczne oddychanie, mantry, medytacja i czynności dewocyjne, pomagają nam w tym stadium zredukować niepokój wewnętrzny i zbyteczną aktywność (rajas), osłabiając inercję, zwątpienie i lenistwo (tamas) na rzecz ciszy, spokoju i równowagi ducha (sattva). To rodzi stan obecności, czyli bycia (sat). Ćwicząc się w nieangażowaniu, zaczynamy wyzbywać się potrzeby zatracania się w doświadczeniach.

2

Rozwijanie w sobie Świadka (Chit), czyli czystej świadomości. Przyjmujemy nową perspektywę, utrzymując część świadomości w roli stojącego z boku obserwatora. Świadek nic nie robi i nic nie myśli. Obserwuje tylko, jak zdarzenia, myśli, emocje i doznania przychodzą i odchodzą. Część naszej świadomości uczestniczy w zdarzeniach, a część stoi biernie z boku. Wkraczamy w to stadium, aby ćwiczyć się w byciu nieustannym Świadkiem, zrazu przez chwilę, a potem od początku do końca danej czynności. Udaje się to zwłaszcza podczas wykonywania czynności­ rutynowych, niewymagających wielkiej uwagi i koncentracji albo wykonywanych mechanicznie. Stopniowo dochodzimy do tego stanu również w czynnościach bardziej wymagających lub też takich, z którymi mamy do czynienia po raz pierwszy, np. kiedy ulegamy wypadkowi. Przyjmowanie perspektywy obserwatora staje się coraz łatwiejsze i dotyczy coraz większej części życia codziennego.

3

„Nie jestem Sprawcą”. W miarę rozwoju naszego Świadka, czyli świadomości, przestajemy czuć, że cokolwiek robimy, ponieważ nie utożsamiamy się już z poruszeniami ciała i umysłu. Zaczynamy natomiast czuć, że jesteśmy obserwatorem, a nasze ciało i nasz umysł to tylko narzędzia. Część naszej świadomości uczestniczy w rozmaitych czynnościach, takich jak chodzenie, mówienie, jedzenie itp., ale inna jej część stoi z boku. Nie robi nic. Pozostaje w biernym stanie nieosądzającej uważności. Człowiek czuje się tak, jakby on sam był narzędziem, a wszelkich działań dokonywała Istota Boska. Nie czuje się wewnątrz siebie „żadnego sprawcy”. A mimo to wszystko zostaje zrobione. Raduje nas gra zdarzeń, ich synchroniczność i konsekwencje. Coraz bardziej doceniamy to, że działania, słowa i myśli przynoszą konsekwencje, czyli karmę, i że prawo to można zastosować do dawania innym szczęścia, a nie cierpienia. Z tym rozszerzonym poczuciem Ja odczuwamy potrzeby innych jako nasze własne. Wyrażamy swoją miłość dla innych, pomagając im odnaleźć szczęście.

4

„Jestem, Kim Jestem”. W głębokiej medytacji uświadamiamy sobie to, co jest świadome. Przedmiotem obserwacji staje się sama Świadomość. Czuję, że „jestem we wszystkim” i „wszystko jest we mnie”. Z czasem takie uświadomienie Ja zaczyna z wolna przenikać nasze codzienne czynności. W miarę pogłębiania się tego stadium przychodzi uświadomienie sobie Boga. Święci i mistycy wszelkich tradycji duchowych usiłowali opisać to doświadczenie, ale słowa z reguły ich zawodzą. W istocie im bardziej staramy się to opisać, tym bardziej się od tego oddalamy, ponieważ wszelki opis, a nawet myśl, redukuje TO do sekwencji idei. Jako że TO przekracza wszelką nazwę i formę, przenika wszystko, jest nieskończone i wieczne, wszystkie inne rzeczy tracą na znaczeniu. Dlatego ci, którzy prawdziwie poznali TO, wybierają milczenie jako środek wyrazu. Oto, co mówi Swami Rama Tirtha – pierwszy jogin, który sprowadził jogę do Ameryki pod koniec XIX w.: „Bóg zdefiniowany to Bóg spętany. O tym nie da się mówić ani nawet gwizdać”.

 

Wymienione stadia nie tworzą linii prostej. Często poruszamy się między nimi zygzakiem z powodu niestabilnej natury umysłu, a także naszych nawyków (samskara), karmy, mai i działania cech guna. Ogólnie jednak taki jest kierunek naszych duchowych postępów. Utożsamianie się z ciałem, emocjami i poruszeniami umysłu słabnie i jest zastępowane przez utożsamienie się z TYM, co przekracza wszystkie nazwy i formy, a stanowi Ja, Czystą Świadomość i finalnie Boskość.

Tłumaczyła Jolanta Kozak

Copyright: M. Govindan Satchidananda, jesień 2007 r.

 

https://www.babajiskriyayoga.net/polish/home.htm

 

Data publikacji:

Marshall Govindan Satchidananda

Marshall Govindan (Satchidananda) praktykuje intensywnie kriya-jogę Babadźiego od 1969 r. Napisał bestsellerową książkę pt. „Babaji and the 18 Siddha Kriya Yoga Tradition”, wydaną dotąd w 16 językach. Rok później założył Babaji’s Kriya Yoga Ashram w St. Etienne de Bolton w Quebecu. W 2014 r. otrzymał Patanjali Award od International Yoga Federation/Yoga Alliance International, najstarszej i największej organizacji skupiającej nauczycieli jogi.

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!