Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

„Przekrój” – poznaj nasze czułe struny!

Ta jesień jest pełna czułości! A już na pewno jest jej pełen jesienny „Przekrój”. W nowym numerze piszemy o tym, jak czułością zmieniać świat, a także o: mądrej edukacji, hologramach, grzybach (też tych, wiadomo których), dojrzałości i Inkach. Zastanawiamy się, czym jest prawda i jak opisać piękno. 196 stron do czytania przez trzy miesiące!

Kup numer na jesień

Jesienny „Przekrój” w nowym formacie jest wygodniejszy do czytania i idealnie mieści się w skrzynce pocztowej. Tylko na stronie Przekroj.pl w niższej cenie. Sprawdź!

Przekrój
O uchylonej furtce w żelaznej kurtynie pisze
2021-06-18 09:00:00
Historia z okładki

Samba na placu Defilad

Samba na placu Defilad

Przygotowania rozpoczęto rok wcześniej, w 1954 r. Zgodnie z planem w trakcie trwającego dwa tygodnie V Światowego Festiwalu Młodzieży i Studentów w Warszawie miało się odbyć ponad 750 wydarzeń kulturalnych i sportowych. Specjalnie na tę okazję wybudowano Stadion Dziesięciolecia. Plac Defilad zamienił się więc w gigantyczny taneczny parkiet.

Czyta się 3 minuty

Warszawa podnosiła się z gruzu, ale daleko jej było do czasów świetności. W latach 50. przypominała raczej ponure, smutne prowincjonalne miasto. Mroczne były czasy i zachmurzone twarze warszawiaków. „Słońce narodów” odeszło na zawsze dwa lata wcześniej, jednak w Polsce terror trwał w najlepsze. Odwilż miała dopiero nadejść.

Na potrzeby festiwalu stolicę zamieniono w olbrzymią scenę teatralną. W pustych sklepach pojawiły się nagle wszelkie dobra i tak samo nagle zniknęły, gdy zakończono celebracje – jak potrzebne na moment rekwizyty. Główny element dekoracji stanowił fryz zaprojektowany i wykonany przez młodych artystów: Wojciecha Fangora i Henryka Tomaszewskiego. Nowoczesna, 400-metrowa kompozycja plastyczna, ciągnąca się wzdłuż Marszałkowskiej – od ulicy Świętokrzyskiej do Alei Jerozolimskich – z gołąbkami pokoju i uproszczonymi, geometrycznymi symbolami państw biorących udział w imprezie. Wzdłuż tras pochodów drzewa udekorowano kokardami projektu Oskara Hansena. Agnieszka Osiecka wspominała, jak ozdobiono ulicę Nowy Świat: „Nie na czerwono, nie na biało-czerwono, nie na maryjnie, tylko całkiem po prostu – na pstro. Pstre lampki, lampiony, szmatki, kokardki, bufy i bombki huśtały się na sznurkach, spadały z nieba i wyglądały z okien”. Ale zza frywolnej, dalekiej od obowiązującego socrealizmu scenografii na każdym kroku wyłaniała się propaganda.

W instrukcji Prezydium Zarządu Głównego Związku Młodzieży Polskiej pisano o festiwalu jako o „przeglądzie sił młodzieży świata walczącej o pokój, postęp i demokrację”. Rodzimi delegaci musieli jeszcze wcześniej zawalczyć o prawo udziału w celebracjach. Zaszczytu dostąpić mogli jedynie wybitni robotnicy, wyrabiający przysłowiowe 200% normy, lojalni, żarliwi w wyrażaniu poparcia dla obowiązującego systemu politycznego. Wytypowano 140 tys. spełniających te warunki Polek i Polaków. Od siebie partia dorzuciła jeszcze trudne do oszacowania ilości agentów UB, szpicli, tłumaczy o podwójnej roli. Zaproszono wreszcie ponad 26 tys. uczestników ze 114 krajów, nie tylko tych ideowo ówcześnie nam bliskich.

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

okładka z archiwum, nr 538/1055 r.
okładka z archiwum, nr 538/1055 r.

Uroczyste pochody, ogniste dyskusje i sportowe rywalizacje relacjonować miało 600 dziennikarzy. A wśród nich – w granatowym oficjalnym ni to fraku, ni to waciaku – zdumiony wysłannik „Dziennika Polskiego”, Sławomir Mrożek. W swojej autobiografii tak wspomina tamte wydarzenia: „[…] nigdy nie było wiadomo, który autobus odjeżdża w którą stronę i o której godzinie. Chroniczny brak programu, poczta wyłącznie pantoflowa, czyli niepewne wiadomości na temat tego, czy dana narodowość będzie przedstawiała swój program i którego dnia. W rezultacie jeździłem przepełnionym tramwajem po Warszawie, której nie znałem, dowiadywałem się o programie w ostatniej chwili oraz spóźniałem się na rauty i bale”.

W założeniu delegaci zagraniczni nie powinni byli poruszać się po Warszawie bez obstawy. W założeniu młodzież interesować się miała głównie pogadankami, konkursami i wymianą poglądów. W praktyce skala wydarzenia przerosła możliwości ówczesnych władz i straciły one kontrolę. Festiwal zamienił się w karnawał. Ulice i parki wypełniły dźwięki muzyki etnicznej i zakazanego dotąd jazzu. Młodzież nie udawała się na spoczynek o regulaminowej porze, skwery pustoszały z reguły nad ranem. Mimo barier językowych zawierano przyjaźnie, nawiązywano romanse. Polacy początkowo wydawali się zagranicznym gościom smutni, ale po kilku dniach zapanował nastrój obyczajowego rozprzężenia. Władze zagwarantowały ponad 660 ton mięsa i 750 tys. litrów piwa, inicjatywa prywatna ochoczo uzupełniała niedobory. Święto socjalizmu zamieniło się w celebrację indywidualizmu, otwartości i erotyzmu.

Władze uniosły na moment żelazną kurtynę w nadziei, że socjalizm podbije cały świat i to my, Polacy, będziemy ojcami tego sukcesu. Tymczasem to my zachłys­nęliśmy się światem zewnętrznym i po dwóch tygodniach szaleństwa kurtyny nie można było z powrotem opuścić.

Rok później w Poznaniu na ulice wyszli już nie tancerze samby, lecz robotnicy z Zakładów Przemysłu Metalowego. Pomiędzy szalonym festiwalem w stolicy a krwawymi zamieszkami w Wielkopolsce rozpoczął się proces demokratyzacji państwa.

Nie takie były założenia.

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!